Wszystkie wpisy, których autorem jest Zygmunt Jasłowski

Smorze – zagłada lokalnej społeczności

To tędy wiodły szlaki tatarskich czambułów, a były takie okresy, szczególnie w wieku XVII, że co dwadzieścia lat trzeba było odbudowywać spalone przez nie domostwa i fortalicje. Na tutejsze jarmarki przybywała szlachta węgierska i wołoska, a w okolicach toczono boje z Turkami i wojskami Rakoczego, to tędy przemierzał ze swymi wojami król Władysław Warneńczyk oraz król Jan Olbracht udający się na wołoską wyprawę. To jest ta ziemia, która zna tętent koni Żółkiewskiego, Czarnieckiego i Sobieskiego, ale i wściekłość i gniew kozaków Chmielnickiego. To tu toczyły się boje Konfederacji Barskiej 1768, to stąd szła młodzież do powstań 1830 i 1863 roku. W pamiętnym roku 1939 to tędy przedzierali się żołnierze i oficerowie Września na Węgry, a niedaleko stąd szosą na Zaleszczyki ewakuował się polski rząd do Rumunii. To tu, u stóp góry Pikuj mieszkali też moi i Pana Andrzeja przodkowie, którego wspomnienia poniżej zamieszczam ku pokrzepieniu serc, pamiętając jak ważne są Kresy w naszej narodowej świadomości i kulturze. Czytaj dalej Smorze – zagłada lokalnej społeczności

Łosośna Mała – najmilszy cel spacerów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego

Modrzewiowy dwór w Łosośnej na Podlasiu należy do najciekawszych dworów w tej części Polski, położonej niegdyś przy granicy Wielkiego Księstwa Litewskiego. Naturalnie dwór ma swoją historię, jak każda rodzinna siedziba w Rzeczpospolitej, ale tak naprawdę sławę swą zawdzięcza kilku wizytom Stanisława Augusta, które miały miejsce w czasach dla Ojczyzny naszej bardzo nieprzyjemnych. Król przebywał wówczas na zesłaniu w Grodnie, Rzeczpospolita popadała w niebyt, a jego własne życie było pełne rozterek  i trosk. Czytaj dalej Łosośna Mała – najmilszy cel spacerów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego

Polski lansjer Jana Baptysty Detaille’a

Ten urzekający portret polskiego lansjera z początku XIX wieku nie jest z pewnością dobrze w Polsce znany, a jest to tylko  jeden z licznych przykładów jeśli chodzi o tzw. polonica, które spoczywają w muzeach i prywatnych kolekcjach zagranicznych. Autorem jest znany malarz francuski Jean-Baptist Edouard Detaille (ur. w Paryżu 5 Października 1848 – zm 23 grudnia 1912, także w Paryżu). Urodzony w okresie tzw. Wiosny Ludów malarz nie znał epoki napoleońskiej z autopsji, natomiast był genetycznym profesjonalistą, malarzem akademickim oraz wybitnym specjalistą umundurowania i ekwipunku armii francuskiej. Pradziad Jana Baptysty – jeśli go nazwać po polsku – był dostawcą broni dla armii napoleońskiej, stąd też zapewne wziął się temat tego płótna przedstawiającego portret młodego polskiego oficera, bardzo przystojnego lansjera armii cesarskiej. Czytaj dalej Polski lansjer Jana Baptysty Detaille’a

Dwór we Wrzący Wielkiej

ŻYCIORYS Z ZIEMIAŃSKIM RODOWODEM

Walewski z Antypodów

Nie ma bodajże takiego kraju, gdzie nie mieszkałby przynajmniej jeden Polak. Wojenna zawierucha oraz instalacja komunistów w Polsce spowodowała spory exodus, który nie ominął przedstawicieli klasy ziemiańskiej. Dziś zamieszkują oni wszystkie, może z wyjątkiem Antarktydy, kontynenty. Każdy życiorys, każda rodzinna opowieść, wzbogaca wiedzę o naszej polskiej historii. Często tylko dzięki rodzinnym wspomnieniom możemy posiąść tajemnice tych, którzy przez wieki decydująco wpływali na bieg naszej historii. Więcej, wiedza o tym co się z nimi stało, jest przecież również niesłychanie ważna dla zrozumienia losów naszej Ojczyzny w latach 1940. Poeta Jarosław Marek Rymkiewicz powiedział kiedyś, że największe szczęście jakie mu się zdążyło w życiu to to, że się urodził Polakiem. Myślę, że w przypadku Marka Przybylskiego vel Walewskiego ta miłość do Polski, a nawet nostalgia, odegrała ważną rolę, choć wielu naszym rodakom w kraju sam patriotyzm wydaje się już dziś wartością nieprzystającą do “europejskich” wartości. Naturalnie, że różne są kategorie emigrantów, ale Polakiem się jest, a nie się czasami bywa, stąd też Polaka prawdziwego poznasz po tym jak mówi o Polsce. Nieodłączną cechą zamożnego ziemianina był przecież także kosmopolityzm, ale historia rodu, przywiązanie do tradycji i religii, oraz poczucie własnej wartości, były zawsze najważniejsze. Czytaj dalej ŻYCIORYS Z ZIEMIAŃSKIM RODOWODEM

2. Ludwik Gędłek, "Powrót z polowania", 1880, olej na płótnie, 76x120 cm, własność prywatna

Polskie polowanie w malarstwie i fotografii (1)

Dawna Rzeczpospolita słynęła z pasji do polowań. I nie  należy się temu zbytnio dziwić, gdyż nie było drugiego takiego kraju w Europie, który mógłby poszczycić się  tak dogodnymi warunkami naturalnymi: rozległymi stepami, przepastnymi puszczami i kniejami, oraz dostatkiem pól, łąk czy śródleśnych rozlewisk i bagien. Nasze ziemie  stanowiły przeto doskonały habitat dla rozwoju rozmaitych gatunków zwierzyny. Tej barwnej, głęboko zakorzenionej  tradycji nie mogli się oprzeć polscy malarze, a z narodzeniem fotografii, także fotograficy. Czytaj dalej Polskie polowanie w malarstwie i fotografii (1)

Józef Brandt - Obóz Zaporożców

16 września 1658 – Unia hadziacka – zmarnowana szansa na międzymorskie imperium

Ta data do dziś posiada olbrzymie znaczenie, nie tylko symboliczne zresztą, gdyż to i ówdzie, po polskiej i ukraińskiej – a także białoruskiej stronie – odzywają się głosy by bratnie narody słowiańskie stworzyły imperium. Po prawie już stuletnich doświadczeniach z sowieckim komunizmem, a przedtem i potem z Rosją, trzy narody widzą już dość przejrzyście co związki z “braćmi” Moskalami im dały/dają. W największym skrócie dały im bardzo mało, albo prawie nic; pozostała tylko bieda i niezaleczone rany. Czytaj dalej 16 września 1658 – Unia hadziacka – zmarnowana szansa na międzymorskie imperium

Zygmunt Vogel – polski Ptaszek, który nie chciał śpiewać w obcym gaju

Po przypomnieniu sylwetek Oskara Kolberga, Szymona Bogumiła Zuga i Zygmunta Glogera chciałbym tym razem pogawędzić o dość rzadko dziś wspominanym Zygmuncie Voglu, bo przecież jest to postać pod każdym względem fascynująca. Przede wszystkim jest to jedna z wielu indywidualności dawnej Polski, która miała bezsprzecznie niepolskie korzenie, a jednak i tym razem przywiązanie do Polski zwyciężyło. W wielonarodowej Rzeczpospolitej Obojga Narodów znany on był jako Ptaszek, co było zdrobnieniem niemieckiego lub  holenderskiego nazwiska Vogel, a Vogel to w tłumaczeniu polskim po prostu ptak. Możemy się czasem oburzać słysząc, że Ptaszyński to Uhrdeutsche Prussische Name, ale Vogel to przecież też nie jest staropolskie nazwisko, a jednak wielu Polaków takie nazwisko dziś nosi i ani do głowy im nie przychodzi mianować się Niemcami. Czytaj dalej Zygmunt Vogel – polski Ptaszek, który nie chciał śpiewać w obcym gaju

Orłowski – ubogi polski szlachcic, wielki malarz polski i rosyjski

(…) Nasz malarz Orłowski,
Przerwała Telimena, miał gust soplicowski.
(Trzeba wiedzieć, że to jest Sopliców choroba,
Że im oprocz Ojczyzny nic się nie podoba).
Orłowski, który życie strawił w Peterburku,
Sławny malarz (mam jego kilka szkiców w biurku),
Mieszkał tuż przy cesarzu, na dworze, jak w raju,
A nie uwierzy Hrabia, jak tęsknił po kraju,
Lubił ciągle wspominać swej młodości czasy,
Wysławiał wszystko w Polszcze: ziemię, niebo, lasy…”

Księga III „Pana Tadeusza” Czytaj dalej Orłowski – ubogi polski szlachcic, wielki malarz polski i rosyjski

Wieś i dwór w malarstwie Władysława Bończy Rutkowskiego z Dańkowa

Historycy często określają wiek XIX jako stulecie dla Polski stracone, bo był to przecież burzliwy okres rozwoju europejskich imperiów, a tymczasem nasza olbrzymia Rzeczpospolita zniknęła z mapy świata na 5 lat przed końcem wieku XVIII. Jednakże polskie malarstwo XIX wieczne jest tą dziedziną, obok literatury i muzyki, która uczyniła Polskę nieśmiertelną: Ojczyzna żyje w przepięknych wizjach polskiej przyrody, wsi, miast i miasteczek, scen rodzajowych i ludzi ten piękny kraj zamieszkujących. Władysław Rutkowski herbu Bończa, urodzony 18 lipca 1841 roku w Nowym Dworze, nie zyskał ani sławy, ani rozgłosu w czasie kiedy bardzo popularni byli Brandt, Gierymscy, Kossakowie, Wierusz-Kowalski, Chełmoński, Szermentowski, czy Siemiradzki, którego Rosjanie uważają także za swego malarza. Ze względu na tematykę i warsztat, Bończa-Rutkowski zasługuje niewątpliwie na uwagę i uznanie. Jest tym w malarstwie, czym dajmy na to Oskar Kolberg był dla etnografii polskich regionów, z tym że Bończa pracował w zasadzie w ziemi płockiej, i dużo się możemy od niego dowiedzieć o życiu na wsi w tym czasie. Warto więcej o nim wiedzieć, gdyż jego obrazy sprzedawane są na aukcjach nawet powyżej kilkunastu tysięcy złotych polskich. Przedstawiają wieśniaków krzątających się wokół swych zajęć, a tłem jest przeważnie płocki krajobraz, zarówno dzienny jak i nocny. Czytaj dalej Wieś i dwór w malarstwie Władysława Bończy Rutkowskiego z Dańkowa