Bollywoodzki film w polskim domu

Realizowany w kwietniu 2014 roku w Warszawie indyjski megahit „Kick” zgromadził na świecie ponad 20-milionową widownię. Już na początku listopada film zarobił ponad 62 miliony dolarów. Dzięki temu wynikowi „Kick” uplasował się na 5. miejscu listy bollywoodzkich hitów wszechczasów. W projekcie wzięły udział gwiazdy kina indyjskiego, w tym bożyszcze setek milionów fanów – Salman Khan.1

 ***

Nie sposób na kanwie tekstów dra Zygmunta Jasłowskiego traktujących o Oriencie w polskim domu nie wspomnieć w tym miejscu również o orientalnym fenomenie współczesnej Polski, jakim okazało się kino rodem z Bollywood. Wiele razy zastanawiano się, skąd we współczesnej Polsce wzięło się tak duże zainteresowanie światem Orientu, jednak bodaj nikt nie zasugerował, że po prostu może ono wynikać z naszej sześćsetletniej tradycji. I choć odważna to hipoteza, to ja w tym miejscu rozwinę ją jeszcze bardziej. Uważam, że współczesny fenomen orientalnego kina, jaki ogarnął nasz kraj przed dekadą spowodowany był również podświadomą tęsknotą ludzi do czasów wielkiej, wielonarodowej Rzeczpospolitej, która w jakże smutnych czasach skarlonej i postkolonialnej2 III RP mieni się dziś jeszcze piękniejszymi barwami.

Wszystko zaczęło się w 2004 roku za sprawą Jakuba Duszyńskiego, dyrektora artystycznego Gutek Film, który postanowił na cieszyńskim festiwalu „Nowe Horyzonty” w cyklu „Nocne szaleństwa” pokazać indyjski film „Czasem słońce, czasem deszcz”. Jak przyznał później Duszyński, myślał, że widzowie odbiorą film chłodno, intelektualnie, z dystansem oraz pewną wyższością.3 Tak się jednak nie stało. Ludzie reagowali emocjonalnie, zanosili się szczerym śmiechem, a w drugiej połowie filmu nawet płakali. Po sukcesie filmu na festiwalu Duszyński założył firmę Blink, która zaczęła sprowadzać filmy z kraju Gandhiego. I wtedy zaczął się prawdziwy boom. Wiele tytułów prasowych ze wskazaniem na prasę kobiecą cyklicznie dokładało nowe indyjskie filmy do swych kolejnych wydań. W 2008 roku w sieci kin Multikino odbył się nawet tygodniowy festiwal filmów rodem z Indii. Zorganizowany został wespół z firmą Epelpol Entertainment, kolejnym dystrybutorem tych filmów na nasz kraj. Festiwal doczekał się w sumie trzech edycji. W międzyczasie (2009 r.) ukazała się również książka „Bollywood dla początkujących” autorstwa Krzysztofa Lipki-Chudzika, która wprowadzała czytelnika w tajniki kina z Bombaju. Kina, które przez tych kilka lat pokazało polskiemu widzowi jakże odmienną twarz od krążących wcześniej na jego temat stereotypów. Końcówka 2009 roku to również wielkie tourne po Polsce światowej klasy zespołuThe Merchants of Bollywood”. Mimo drogich biletów, dla tych kilkudziesięciu tancerzy, aktorów i wokalistów sale wypełniały się do ostatniego miejsca. Niecały rok później do Krakowa przyjechała ekipa filmowa z Indii by wykonać zdjęcia do hinduskiej superprodukcji sensacyjnej „Mujjahir” (Banita) w reżyserii Prashanta Chadha. Film docelowo otrzymał nowy tytuł – „Aazaan” – Mamy nadzieję, że pokazanie w filmie Krakowa spowoduje wzrost zainteresowania Hindusów Polską. Może zaowocuje to większym ruchem turystycznym, może inicjatywami gospodarczymi – stwierdził w październiku 2010 roku Rafał Orlicki, zastępca dyrektora Krakowskiego Biura Festiwalowego.4 Nie był to jednak pierwszy duży film ze stajni Bollywood kręcony w naszym kraju. Już w 2006 roku nakręcono w Zakopanem film Fanaa, który tegoż roku w Indiach okazał się jednym z największych przebojów. Tatry posłużyły jednak twórcom tylko za plenery do historii rozgrywającej się w wysokich i niedostępnych górach Kaszmiru, gdzie z powodów geopolitycznych (konflikt pomiędzy Pakistanem i Indiami) kręcenie zdjęć w tamtym momencie okazało się niemożliwe.

Wydawać by się mogło, że superprodukcja „Kick”, od której zacząłem swoje rozważania jest po prostu efektem naturalnego rozwoju opisanego powyżej boomu na kino indyjskie w Polsce. Nic bardziej mylnego! Nasza historia niczym film rodem z Indii podzielona została również na dwie części. Ciężko dziś stwierdzić, w którym dokładnie momencie skończyła się ta pierwsza, przysłowiowa hossa, a zaczęła bessa. Skończyły się festiwale i inne wielkie imprezy. Po 2010 roku z rynku zniknęły również firmy Blink oraz Epelpol Entertainment 5 w wyniku czego przestały się ukazywać w Polsce nowe filmy na DVD i sytuacja dla wielu tutejszych sympatyków kina indyjskiego stała się bardzo nieciekawa. Jaką miarą mierzyć więc światowy sukces filmu „Kick”, w którym urzekająco ukazana stolica naszego kraju odgrywa znaczącą rolę? Film ten dał polskim fanom nową nadzieję. W kilkunastu miastach trafił do kin, a warszawska premiera w Kinie Muranów odbyła się przy udziale władz lokalnych i Pani Ambasador Indii w Polsce. Jak zapewnił nas też dystrybutor filmu, firma FilmVillage Sales ukaże się on u nas również na DVD i będzie wyświetlany w TV! Co więcej – firma wprowadza właśnie do naszych kin kolejny indyjski film „Mardaani” (u nas „Nieustraszona”) i namawia nas, by wypatrywać efektów kolejnych przygotowywanych właśnie projektów. Wybór „Nieustraszonej” nie jest przypadkowy, wszak był to jeden z najlepiej przyjętych hinduskich filmów 2014 roku, a zdjęcia do niego zrobił… polski operator Artur Żurawski. Wracając jednak do tematu – w ostatnich latach kręcono u nas również kilka innych bollywoodzkich produkcji w tym głośny „Bangistan”, który swoją światową premierę będzie miał 17 kwietnia br. Bodaj już trzeci raz po „Banicie” i „Yeh Jo Mohabbat Hai” Kraków pojawi się w indyjskim filmie, w którym tym razem zagrali również i polscy aktorzy, a w samą realizację zaangażowana została polska wytwórnia Alvernia Studios. „Bangistan” to pełna zwrotów akcji komedia, z przesłaniem w tle. Cieszymy się, że mogliśmy połączyć hinduski i polski sposób robienia kina. Wielonarodowa ekipa filmowa, akcja filmu dziejąca się w Krakowie oraz plejada polskich aktorów, która pojawi się na ekranie ramię w ramię z bollywoodzkimi gwiazdami, stanowi ciekawą i zabawną międzykulturową mieszankę” – mówił swego czasu w jednym z przeprowadzonych wywiadów6 Marek Gabryjelski, wiceprezes Alvernia Studios, koordynujący przygotowania do filmu w Polsce. W tym miejscu należy również wspomnieć, że autorem zdjęć został młody polski filmowiec – Szymon Lenkowski. Zapytany o to, o czym z perspektywy operatorskiej jest „Bangistan” odpowiedział, że film opowiada historię zderzenia kultur w Krakowie. Ale pokazuje też zderzenie barw. (…) Z jednej strony wyraźnie zaznaczone kolory charakterystyczne dla kultur Wschodu. Ten świat jest wielobarwny, krzykliwy, wręcz rozpalony do czerwoności. Z drugiej natomiast szlachetna patyna barw europejskiego miasta, która materializuje się w Krakowie. Wychodzą z tego interesujące mariaże wizualne.7 Tak jak i cała Rzeczpospolita Obojga Narodów, która była jednym, wielkim i przepięknym mariażem kulturowym!

***

Tak dawniej, jak i dziś w przypadku polskich kontaktów z Orientem można mówić raczej o wzajemnej fascynacji, chęci poznania kultur nam obcych oraz dążności do rozwoju stosunków handlowych.8 Choć pierwotnie relacje te odnosiły się oczywiście do relacji mocarstwa polskiego i tureckiego imperium.9 Dziś, wracając do meritum, to Indie są światową potęgą, a nasze państwo, cytując współczesnego klasyka (takiego Sienkiewicza na miarę naszych możliwości) istnieje tylko teoretycznie. Nie przeszkodziło to, o dziwo, we wzajemnym wypełnieniu poszczególnych punktów w naszych relacjach. Tak więc byliśmy i świadkami fascynacji obcą kulturą i zawiązaliśmy z wielkim krajem dalekiego Wschodu liczne większe i pomniejsze stosunki handlowe, ponieważ w okresie prosperity jak przysłowiowe grzyby po deszczu powstawały nowe „indyjskie” sklepy z przedmiotami dekoracyjnymi, tekstyliami, kosmetykami, biżuterią, ubraniami, etc. i skutecznie prosperują sobie do dziś. I po prawdzie nie gryzie się to wcale z sienkiewiczowską „…kamieni kupą” ponieważ już od dłuższego czasu nasz kraj dzieli się na nieudolne państwo i świetnie radzącą sobie mimo mnóstwa utrudnień prywatną przedsiębiorczością. Być może w tym miejscu leży również odpowiedź na pytanie dlaczego indyjscy filmowcy na plan kolejnych produkcji wybierają właśnie nasz kraj odpłacając się przy okazji Jego piękną promocją na całym świecie i rekompensując nam w ten sposób jakoby braki w działaniu naszego teoretycznego państwa.

Za co Polacy pokochali tak mocno indyjskie produkcje z gatunku masala movie10? Nie wydaje mi się, że wyłącznie za wymieszanie wielu gatunków i rozciągnięcie filmów do trzech godzin. W poszukiwaniu odpowiedzi na to pytanie znów przychodzi mi odnieść się do orientalnych rozważań dra Zygmunta Jasłowskiego, które cyklicznie publikujemy na naszym portalu. Nasza dzisiejsza fascynacja Orientem tak samo jak za czasów I Rzeczpospolitej i późniejszych nie wiązała się z polityką kolonialną, lecz była czystą fascynacją podbudowaną romantycznymi marzeniami o egzotyce, malowniczości, niezwykłości i dalekich podróżach.11 Potwierdzeniem tego wydaje się fakt, że film „Księżniczka i cesarz” czyli polskie wydanie DVD filmu „Jodhaa Akbar” (najlepszy film 2008 roku w Indiach) jest dziś bodaj jedynym białym krukiem z Bollywood na naszym rynku. Jest to film historyczny, który pod względem fabuły niczym specjalnym się nie wyróżnia, jednak w filmie zapierają za to dech w piersiach ogromne sceny batalistyczne, przepiękne zdjęcia i pierwszorzędne efekty specjalne. Film opowiada XVI-wieczną historię miłości cesarza z dynastii Wielkich Mogołów w północnych Indiach Dżalala ad-Din Muhammada Akbara i jego hinduskiej żony, księżniczki Radźputów Jodhi. W wielkim skrócie obraz ten nawołuje do jedności Indii ponad podziałami wyznań. Nie sposób z naszego polskiego punktu widzenia nie wspomnieć w tym miejscu, że w tym samym wieku, w naszym chrześcijańskim, arcykatolickim i wielonarodowym jednak kraju, mieliśmy aż 400 meczetów. Otaczały nas również świątynie Ormian, Karaimów i Żydów. Jedność Rzeczpospolitej ponad podziałami wyznań była wtedy faktem, o czym możemy przeczytać w kolejnym tekście serii o Oriencie w polskim domu.12 Artykuł przybliża nam również, kim byli Mongołowie w polskiej świadomości i kulturze oraz jakie mieli powiązania z bliższymi nam Tatarami. Na marginesie skojarzeń – w sieci swego czasu rozgorzała również dyskusja o tym czy Roshan grający Akbara nie został czasem celowo ucharakteryzowany na wykreowanego dekadę wcześniej hoffmanowskiego „Bohuna”. Wśród pań zawrzało! Szkoda tylko, że twórcy „Ogniem i Mieczem” nie mogli skorzystać z indyjskiego zaplecza filmowego, oj szkoda! Choć kto to wie czy nie doczekamy się jeszcze kiedyś szarży Husarii rodem z Bollywood, wszak już w 1962 roku ekranizację pierwszej części naszej Trylogii postanowili zrobić Włosi, a nasza skrzydlata armia – najskuteczniejsza na świecie formacja wojskowa w dziejach kawalerii, swego czasu pokazana została również w kinie rosyjskim. Czy tak się jednak stanie – czas pokaże!

………………………………………

Przypisy:

  1. http://film.interia.pl/wiadomosci/film/news/hinduska-produkcja-kick-w-polskich-kinach,2056208,38
  2. Tak, to nie pomyłka. Choć z historycznego punktu widzenia postkolonialne winny być Indie, to parafrazując redaktora Ziemkiewicza dziś do naszego społeczeństwa dużo bardziej pasuje to określenie. https://www.youtube.com/watch?v=HosWUFIDFic
  3. http://www.filmweb.pl/article/Wywiad+jak+bollywodzki+film+-+rozmowa+z+Jakubem+Duszynskim-20123
  4. http://krakow.naszemiasto.pl/artykul/bollywood-w-krakowie-zobacz-trailer-filmu-aazaan,753424,art,t,id,tm.html
  5. Epelpol Entertainment prócz produkcji indyjskich dystrybuował również głośny polski film „Popiełuszko. Wolność jest w nas.” i kilka innych tytułów.
  6. http://www.wprost.pl/ar/458141/Pazura-z-Karolakiem-wystapia-w-bollywoodzkiej-komedii/
  7. http://wyborcza.pl/1,75475,16575116,Polski_filmowiec__Bollywood_to_dobrze_naoliwiona_machina.html
  8. Cytat z tekstu dra Zygmunta Jasłowskiego otwierającego nasz cykl o Oriencie. http://budujemydwor.pl/polskie-zderzenie-z-orientem/
  9. Tamże
  10. gatunek filmowy specyficzny dla indyjskiej kinematografii (m.in. Bollywoodu). Jego nazwa pochodzi od mieszanki przypraw (masala). Podobnie jak przyprawa, masala movie jest mieszanką wielu gatunków filmowych, głównie musicalu z melodramatem i komedią romantyczną, ale także kryminałem, thrillerem, filmem akcji, a ostatnio nawet z horrorem. Wszystkie są ze sobą połączeniem w akcji, scenerii, emocji, muzyki oraz wielości barw. Przeciętnie film masala movie trwa od 2 do 3 godzin i jest w nim średnio pięć piosenek. Obecnie masala movie stanowią 90% wszystkich filmów kręconych w Indiach. (przypis za wikipedia.com)
  11. http://budujemydwor.pl/polski-sen-o-pustyni-arabskiej-impresje-malarskie-i-literackie/
  12. http://budujemydwor.pl/rodzimy-orient-mongolowie-i-tatarzy-w-polskiej-i-nie-tylko-polskiej-swiadomosci-i-kulturze/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *