Choinka, czyli co? Podręczny przewodnik

Choinka – zielone drzewo będące jednym z najważniejszych atrybutów Bożego Narodzenia nie należy do najstarszych elementów polskiej tradycji. Przybyła z Niemiec w XIX wieku, o czym pisze Łukasz Gołębiowski w książce Lud Polski, jego zwyczaje, zabobony, wydanej w roku 1830[1]. Początkowo choinka pojawiła się tylko na zachodnich ziemiach Rzeczypospolitej. Oskar Kolberg w roku 1870 mówi, że w tym czasie nawet w Wielkim Księstwie Poznańskim znana była tylko mieszczanom: „Po miastach tylko (jak to i w Niemczech jest w zwyczaju) wystawiają w wiliję wieczorem i ubiérają dla dzieci drzewka (Christbaum), t. j. chojinkę”[2]. Jan St. Bystroń twierdzi w roku 1936, iż „dawna tradycja polska, czy szlachecka, czy mieszczańska drzewka wigilijnego nie zna, gdyż zjawiło się ono w Polsce właściwie dopiero w ciągu XIX wieku i to raczej w drugiej jego połowie, na wsi zaś dopiero w ostatnich latach”[3].

To, że choinka jest obcej proweniencji nie jest niczym nietypowym. Przedmioty, wyroby czy też dzieła zapełniające przestrzeń dworu polskiego od zawsze miały trojakie pochodzenie, przybywały z Zachodu (oczywiście nie tego geograficznego, ale kulturowego, a więc także z Włoch, czy Austrii), ze Wschodu (który obejmował Turcję, Persję i Azję Środkową) albo były swojskie. Ta ostatnia kategoria jest bardzo pojemna, a przez to trudna do jednoznacznego zdefiniowania. Ogólnie rzec można, że to oswojone i zadomowione elementy świata materialnego szlachcica-ziemianina, bez których ten nie wyobrażał sobie swojego życia. Choć ich geneza była różna, a część z nich miała wręcz pochodzenie obce, to stanowiły one integralną część sarmackiego świata i poprzez tradycję lub przez zasiedzenie były uważane za swoje, własne. Bardzo często swojskość nadawała polskie cechy projektom i przedmiotom, które narodziły się gdzie indziej.

Boże Narodzenie około 1930 roku
Boże Narodzenie około 1930 roku

Choinka jest dziś takim swojskim elementem Bożego Narodzenia. Trafiła bowiem na odpowiednie podglebie, przyjęła się i wtopiła w naszą kulturę. Stała się bezpośrednim następcą podłaźników wieszanych u powały, blisko jej także do snopków zboża stawianych „od zawsze” w kątach izb w dniu wilii (wigilii). Podłaźnik mógł mieć różne formy, najczęściej był to świeżo ścięty wierzchołek zimozielonego drzewa przymocowany do góry nogami do sufitu, ale mogło to być także koło z drutu, obręcz przetaka lub plecionka ze słomy, które ustrojono zielonymi gałązkami. Używano do tego iglastych drzew rosnących w pobliżu, najchętniej jodły, świerku albo sosny. Podłaźnik umieszczano nad stołem, przy którym spożywano wieczerzę wigilijną. Doczepiano do niego owoce i warzywa (jabłka, orzechy, czosnek, cebulę), słodycze, ozdoby z bibuły i kolorowych opłatków, które wycinano i klejono, budując misterne cudeńka, w tym tzw. świat – wyobrażenie kuli ziemskiej i jednocześnie atrybut władzy Chrystusa nad światem. Podłaźnik nazywano różnie, w zależności od regionu był podłaźniczką, wiechą, sadem, jutką, bożym lub rajskim drzewem[4].

Kiedy wprowadzono choinki do mieszkań w miastach i do dworów, to stały się one jakby inną, większą, stojącą na podłodze, formą podłaźnika. Przecież to w dalszym ciągu były jodły, świerki lub sosny. W naturalny sposób przeniesiono na nie te same ozdoby, które używano wcześniej do strojenia podłaźników, a nawet nazwę – to choinka stała się teraz bożym drzewkiem. A więc nie pojawiła się ona znikąd, nie jest sztucznym, bezkrytycznym naśladownictwem, jakim obecnie jest choćby celebrowanie obcego nam kulturowo, amerykańskiego Halloween. Choinka stała się swojska, jakby istniała u nas od zawsze, szybko wtopiła się w pozostały kontekst bożonarodzeniowy, zżyła się z innymi zwyczajami związanymi z Wigilią oraz całym okresem świątecznym i obrosła samodzielnymi rytuałami. Przy niej spożywamy najważniejszą w roku wieczerzę, śpiewamy kolędy, pod nią znalazły swoje miejsce prezenty wręczane sobie wzajemnie po kolacji, przy niej przyjmujemy rodzinę, gości, a także księdza, który odwiedza nas po kolędzie. Choinka jest żywym i trwałym symbolem Świąt, przynosi radość wszystkim, nie tylko dzieciom i wprowadza w błogi nastrój. Zauważyli to już dawno specjaliści od marketingu i doprowadzili do umieszczania choinki wszędzie tam, gdzie ktoś chce pozyskać nasze pieniądze, w marketach, bankach i biurach obsługujących klientów. Zielone drzewko pojawiło się także w urzędach, instytucjach, szpitalach, na ulicach i placach.

Strojenie choinki zmieniało się pod wpływem różnych czynników – wprowadzania nowych procesów technologicznych, nadchodzących długotrwałych trendów i ulotnych mód. Przy ewolucji zewnętrznej formy, niezmienna pozostawała jednak treść. Pierwotnie oświetlenie dawały świeczki. Żywy ogień niósł mnóstwo niebezpieczeństw, corocznie w okresie bożonarodzeniowym płonęło wiele wysuszonych drzewek, firanek, zasłon, a nawet całych wnętrz i domów, a strażacy z wielkim poświęceniem ratowali dobytek. Pamiętam z czasów mojego dzieciństwa mocowane na gałązkach małe blaszane świeczniki w formie żabki ze sprężyną – zapinanego klipsa, który miał z jednej strony miejsce, gdzie utykało się smukłą świeczkę, pod nią była zaś niewielka czasza przeznaczona do spływającego płynnego wosku, a może raczej parafiny. Pamiętam także prośby o ostrożność i ostrzeżenia przed niebezpieczeństwem pożaru, jakie padały w ówczesnej telewizji. Później pojawiły się elektryczne komplety choinkowe, na przewodzie elektrycznym znajdowało się raptem kilkanaście lampek, które z wyglądu naśladowały palące się świece. Strażacy mogli już świętować razem z innymi. W latach 90. XX wieku zaczęto wymieniać oświetlenie, odtąd szczytem mody były komplety składające się ze stu lub więcej żarówek, które się zmniejszyły, przyjmując wygląd diod. Po jakimś czasie markety oferowały także sznury żarówek, które można było łączyć, powszechne stało się też zawieszanie kilku kompletów żarówkowych jednocześnie. Moda jest jednak kapryśna i rozpoczął się renesans większych lampek, tym razem z żarówkami o różnych kształtach, nie imitujących świeczek. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat radykalnie potaniały wyroby z dmuchanego szkła, co doprowadziło do objęcia przez ozdoby z niego wykonane niezaprzeczalnego prymatu nad innymi. Bombki zmieniały kształt, barwne wzory i desenie; raz przyszła fala malowania na nich sentymentalnych obrazków, innym razem wystarczał ornament, raz popularne stawały się błyszczące, innym razem matowe, raz dobrze widziane były pokryte jednym kolorem, bez dodatkowych wzorów, a innym znów razem w paski, albo w kratkę. Na drzewku wisiały także wyroby ze słomy, kiedyś robione własnym sumptem, a teraz prawie wyłącznie kupowane w sklepie, niezmiennie pierniki, jabłka, orzechy, szyszki i słodycze, różnego rodzaju łańcuchy oraz szklany czubek, gwiazda lub kokarda wieńczące choinkę u góry. Często jest to kicz, ale nazwałbym go szlachetnym kiczem, surowcami do produkcji tych przedmiotów są bowiem szkło, papier, słoma. W ostatnich kilkunastu latach handlowcy atakują nas innym kiczem, tym razem dziadowskim. Plastykowe wyroby produkowane masowo w krajach dalekiej Azji, głównie w Chinach, ale nie tylko, często odpychające wręcz pod względem estetycznym, ale zazwyczaj tanie, ozdoby bez odniesień do naszej tradycji, nie nawiązujące do symboliki przyjętej u nas wypychają z półek sklepowych wyroby polskie. Obwieszona tymi „skarbami” choinka (bywa, że też plastykowa i najczęściej z Chin) jest przykładem kulturowego zagubienia jej posiadacza, ale także porażką nas wszystkich, którzy z tym obcujemy i nie potrafiliśmy pozytywnie, przykładem albo słowem, wpłynąć na „twórcę” takiego dzieła.

W ostatnich latach pojawiły się dodatkowo nowe trendy, pozwolę sobie użyć na ich określenie słowa niezbyt poprawnego: „artyzmowe”, chciałbym za jego pomocą połączyć te wszystkie działania nowoartystyczne, które traktując choinkę jedynie jako twór estetyczny, pragną odciąć się od tradycji, symboliki, skojarzeń, zwyczajów, kontekstów, pozbawić odniesień do sacrum, usunąć treści i bawiąc się jedynie formą drzewka bożonarodzeniowego, doprowadzać w końcu do jego negacji. Powstają zatem choinki monochromatyczne zdobione jedynie kokardami lub jednakowymi bombkami wyłącznie w jednym kolorze – złotym, srebrnym białym, czerwonym; ta tonacja wybierana jest wyłącznie ze względu na chwilową modę, odcień obicia mebli, ścian pokoju. Są choinki albinosy, całe barwione na biało, choinki z drutu skręconego spiralnie na kształt stożka, choinki z blachy w formie ostrosłupa foremnego, choinki składające się wyłącznie z instalacji świetlnej skręconej spiralnie i stożkowo, choinki zbudowane z dwóch płaskich płyt w kształcie trójkątów równoramiennych przecinających się wzdłuż swoich środkowych. Wszystkie wymienione przeze mnie przykładowe choinki są w zasadzie antychoinkami, korespondują z tym nurtem sztuki współczesnej, który nie porządkuje ani uwzniośla, nie podąża za pięknem, ale żywi się dekonstrukcją, bawi się formą, żyje skandalem i sieje chaos. Doskonałym przykładem może być choinka ustawiona w roku 2012 przez władze Brukseli na Grand Place. Była to 24 metrowa instalacja zbudowana z brył sześciennych ustawionych na sobie w taki sposób, że przypominały wielki drogowskaz. Bryły podświetlano wieczorem na zielono i fioletowo. Pojawiło się także nieoficjalne uzasadnienie zastąpienia zwyczajnej choinki przez tę instalację, rzekomo tradycyjna mogła obrażać muzułmanów (którzy w roku 2010 stanowili 22% mieszkańców Brukseli i najbliższej okolicy), czemu ci jednak stanowczo zaprzeczali. Tysiące osób protestowało przeciwko tej antychoince, podpisując się pod petycją do władz[5].

Istota choinki jest niezmienna od początku pojawienia się jej w Polsce, opis z roku 1830 mówi, że to „sosenka z orzechami włoskiemi złocistemi, cukierkami, jabłuszkami i mnóstwem świeczek, lub kawałków stoczka różnokolorowego”[6], a z roku 1870: „gałęzie obwieszają girlandami z orzechów (czasami złoconych), migdałków, rodzenków, jabłek, pierniczków i t. p. poprzetykanych papierkami kolorowemi i świecidłami i w świéczki przystrojonych”[7], w roku 1936 powstała podobna definicja: „choinka, drzewko wigilijne, obwieszone cukierkami, jabłkami i świecidełkami, które jest dziś niejako symbolem Bożego Narodzenia”[8]

Boże Narodzenie 2012 roku w domu autora
Boże Narodzenie 2012 roku w domu autora

Markety, galerie handlowe i inne przybytki handlu oraz władze municypalne i gminne traktują choinkę jako narzędzie marketingu. Logika marketingu jest czymś innym niż istota tradycji. Dla sprzedaży i promocji czas świąteczny rozpoczyna się już w listopadzie, a kończy najpóźniej 31 grudnia, zmieniając radykalnie swoje oblicze po Wigilii, zaś okres świąteczny związany z obchodzonymi narodzinami Chrystusa rozpoczyna się dopiero w wigilijny wieczór. Część ludzi ma dziś problem z okresem trzymania choinki w domu, ponieważ kojarzą ją raczej ze sklepami, a nie z religią.

Résumé: choinka jest zielonym drzewem iglastym ozdobionym zawieszonymi na nim lampkami, płodami ogrodu, słodyczami i rozmaitymi cackami mającymi znaczenie symboliczne, które ukazują radość z narodzenia Chrystusa-Zbawiciela. Okres jej pobytu w domu zamyka się pomiędzy Wigilią (24 grudnia), a świętem Epifanii (Objawienia Pańskiego), nazywanym potocznie Świętem Trzech Króli (6 stycznia), a najdalej dniem Matki Boskiej Gromnicznej (2 lutego). W polskiej tradycji tylko taka choinka ma sens. Choć każdy ma prawo umieszczać w swoim domu co i kiedy zechce, to osoba świadoma swojej tożsamości i szanująca ją, opierać się będzie na mądrości przekazywanej przez pokolenia.

Henryk Mencel
projektant wnętrz w stylu polskim, właściciel firmy „Zamieszkać w dworku”
(www.zamieszkacwdworku.pl)

 


[1]Ł. Gołębiowski, Lud Polski. Jego zwyczaje, zabobony, Warszawa 1830, Drukarnia A. Gałęzowskiego i Spółki, s. 318.

[2] O. Kolberg, Lud. Jego zwyczaje, sposób życia, mowa, podania, przysłowia, obrzędy, gusła, zabawy, pieśni, muzyka i tańce, Serya IX, W. Ks. Poznańskie, Część Pierwsza, Nakładem Autora, Kraków 1875, s. 115.

[3] J. St. Bystroń, Kultura ludowa, Trzaska, Evert i Michalski, Warszawa 1947 (wydanie drugie), s. 310.

[4] A. Skibińska, Magiczny świat wigilijnej choinki, Muzeum Narodowe w Poznaniu, Poznań 2001, s. 10-11.

[5] JKUB/KAI, Nowa świecka tradycja: zamiast bożonarodzeniowego drzewka – konstrukcja świetlna. Choinka kole w oczy władze Brukseli. Czy przetrwa Św. Mikołaj, na: www.wpolityce.pl, 14.11.2012, dostęp: 17.11.2012; PAP, „Nie chcą urazić muzułmanów?! Ona jest dla Chrześcijan”. Wojna o choinkę w Brukseli, na: www.polskatimes.pl, 3.12.2012, dostęp: 6.12.2012.

[6] Ł. Gołębiowski, op. cit., s. 318.

[7] O. Kolberg, op. cit., s. 115.

[8] J. St. Bystroń, op. cit., s. 310.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *