Czy współcześnie budowany dwór powinien być w duchu historyzmu?

Czy współcześnie budowany dwór powinien ściśle trzymać się kanonów, które dyktowały obraz architektury 100, 200 a może 300 lat temu? Czy architektura dworów powinna zatrzymać się i trwać w wieku XIX jako świadek, obrońca i nośnik wartości, które są wygaszane przez nasilający się konsumpcjonizm? A może właśnie powinna poddać się nieuchronnej fali przemian, która doprowadziła nas do współczesnego pejzażu kulturowego?  

Dwór (nie mylić z pseudodworkiem z betonowymi słupkami) budują, czy też chcą budować, ludzie świadomi polskości i narodowej tradycji, aby mieszkając w nim dotykać owych wartości i przekazywać je przyszłym pokoleniom. Nie tylko mówić o nich, lecz również pokazywać je innym, angażować ich i działać w tym kierunku. Jestem głęboko przekonany o behawioralnym obliczu architektury, o tym, że wpływa ona na użytkownika, że go zmienia, potrafi degradować psychikę (blokowiska z tysiącami bezimiennych mieszkańców) lub powodować jej rozkwit i ewolucję. Dwór nie pozostawia nas obojętnymi, bo to nie jest tylko „maszyna do mieszkania”, o której pisał Le Corbusiere.

Wszyscy czytelnicy tego forum wiedzą, że dwór to nie tylko budynek mieszkalny, lecz coś znacznie więcej. To idealny typ staropolskiej siedziby, symbol tradycji, honoru, stałości. Przed laty dwór kształtował tradycję i kulturę, był oknem na świat rzeszy ludzi, to w oknach dworu świat ukazywał swe najnowsze odbicia. Niekiedy jednak literatura rozpisuje się o cnotach i walorach dworu polskiego, popadając w idealizację i gloryfikację, tworząc swego rodzaju mit.

O istocie dworu wymownie pisał Jan Obst w „Kwartalniku Litewskim”  (R. 1, T. 3, wrzesień 1910), w artykule „Nasze dwory wiejskie”  (http://pbc.biaman.pl/dlibra/doccontent?id=3039&from=FBC): „Dom rodzinny, nasz dwór staropolski, to świadek żyjący a wymowny wieków ubiegłych, tych burz, które przeszły nad krajem naszym i potężnych czynników kulturalnych, które normowały życie naszych i dziadów. Kto lekkomyślnie burzy to cenne zabytki, rozrywa łańcuch święty, łączący nas z przeszłością narodu naszego i kraju, niszczy dobrowolnie najdroższy skarb, który w spuściźnie otrzymał po przodkach – t r a d y c j ę . Bez tradycji nie może być u nas silnego i zdrowego stanu ziemiańskiego, wieś nasza, odarta z pamiątek, będzie tylko warsztatem, który w każdej chwili odstąpić można pierwszemu lepszemu —skoro dostatecznie nie procentuje się”.

W związku z faktem, że tak niewiele dworów ocalało – możemy do powyższego tekstu podejść z innej strony – kto chce budować dwór bez uwzględnienia tradycji, tego działanie skazane jest na niepowodzenie, bo powstanie obiekt, który nie będzie rozpoznawalny jako dwór i nie stanie się nośnikiem tych cennych wartości. Tylko jak traktować tradycję? Jako wzorzec zamknięty (ściśle historyzujący), czy poddający się ewolucji – na miarę XXI w? Temat jest bardzo złożony i wielopłaszczyznowy.

W kolejnych akapitach zastanowimy się co jest lepsze. Historyzm reprezentowany min. przez postać Andrzeja Grzybowskiego, czy architektura współczesna, odzwierciedlająca myśl naszych czasów?

Jednocześnie chciałbym uniknąć dyskusji czy dwór jest w ogóle niezbędny i czy jest potrzeba wznoszenia takich budynków w XXI w. Niektórzy pesymistycznie twierdzą, że budowa dworów po II wojnie światowej nie ma sensu. Dwory budowali ziemianie, a obecnie ziemiaństwo już nie włada dawnymi majątkami, czyli nie ma owego naturalnego związku dworu z ziemią. Budowanie dworu może być dla niektórych drogą do nikąd. Zakładam, że artykuł ten jest przeznaczony przede wszystkim dla osób przekonanych o potrzebie projektowania i wznoszenia dworów, również w XXI wieku, oraz o konieczności dyskusji na ten temat.

Historyzm – czy można go dziś stosować ? (również w kontekście dworu)

Jedna z wielu definicji historyzmu ujmuje rzecz następująco:
Historyzm – kierunek w sztuce XIX i początku XX w., którego istotą było naśladowanie wielkich stylów epok minionych (Słownik Języka Polskiego).

W innym miejscu (Wikipedia) czytamy bardziej surowe, wręcz pejoratywne wyjaśnienie tego terminu:
Historyzm – nurt w XIX-wiecznej architekturze światowej, polegający na naśladownictwie stylistyki minionych epok. Kierunek nietwórczy i eklektyczny, polegający na zaniechaniu dążenia do stworzenia stylu, odpowiadającego aktualnym warunkom historyczno-społecznym, na rzecz naśladowaniu przeszłych wielkich stylów w sztuce i architekturze.

Jednym z wybitnych twórców działających obecnie w duchu historyzmu jest Andrzej Grzybowski. W poprzednim artykule przedstawiłem jego postać w oparciu o treść książki autorstwa Macieja Loby pt.: „Andrzej Grzybowski. Polski historyzm współczesny” (Podkarpacki Instytut Książki i Marketingu, Rzeszów, 2008 r.). Andrzej Grzybowski jest mistrzem historyzmu. Projektuje budynki, które idealnie odzwierciedlają ducha minionych epok. Jego dwory nie odzwierciedlają żadnych współczesnych tendencji architektonicznych.
Taka postawa twórcza istotnie mnie zastanawia. Mimo wszystko, patrząc na piękne realizacje w duchu historyzmu, zadaję sobie pytanie czy jest to właściwa droga w XXI w. – projektować nowe obiekty, które na pierwszy rzut oka mają 100 lub 200 lat? Wg Macieja Loby historyzm nigdy nie umarł, z czym zupełnie się zgadzam. Wielu architektów odpowiada jednak, że powinniśmy projektować na miarę obecnych czasów. Być może ogólna ich niechęć do historyzmu wynika z nieumiejętności i tak niewielu udanych realizacji. Większość z nich to przejaw tandety i kiczu. Architekci fabrykują setki projektów typowych, świadczących niestety  o ich indolencji w tej dziedzinie. Maciej Loba pisze na str. 186: „Dworki, zamki i pałacyki z katalogowej oferty cechuje kompletny brak wyczucia detalu, absolutna ignorancja historyczna i produkcja na skalę niemalże przemysłową. Ciężki, skubizowany detal, rozsadzający elewację portyk, całkowite niezrozumienie źródeł stosowanych nieudolnie rozwiązań – to cechy setek projektów proponowanych w katalogach”. Może zatem analizując możliwość funkcjonowania historyzmu obecnie przyjrzymy się tylko projektom i realizacjom poprawnym stylowo i prawidłowym? Na stronie 185 autor opisuje udział w tej sprawie prof. Tadeusza Jaroszewskiego, który zauważył i zaprezentował światu historyzujące realizacje z lat 70 i 80 – tych, powstające w sprzeciwie do socjalistycznych tendencji. Wśród twórców opisanych przez Jaroszewskiego znaleźli się min. Andrzej Grzybowski, stolarz – snycerz Andrzej Głowacki, malarz koni Andrzej Novák – Zemplinski (warto poświęcić chwile również pracom jego syna – Andrzeja Nováka – Zemplinskiego juniora i jego żony Patrycji (www.novak-zemplinski.pl). Jak widać są twórcy, którzy są profesjonalistami i im powinniśmy poświęcić więcej uwagi rozpatrując obecność historyzmu współcześnie.

Wszelkie prace projektowe w duchu historyzmu powinny zostać poprzedzone gruntownymi badaniami jego zasad, które jasno określały możliwości użycia danego elementu. Wielu obecnych architektów łudzi się, że stosowanie dawnego detalu oznacza jedynie swobodne rozplanowanie kolumn (albo i filarów żelbetowych pozbawionych baz i głowic), pilastrów, gzymsów itp., bez rozpoznania powiązań między tymi elementami i całością. Andrzej Grzybowski zna potrzebę stosowania takiego, a nie innego detalu i wie jaki cel ma zostać osiągnięty. W jego budynkach nie ma przesytu, świadczącego o swobodnym i nieświadomym użyciu detalu. Trzeba pamiętać, że każdy detal ma swoje historyczne uzasadnienie, czemuś służy i coś określa.

W przypisie 244 na str. 186 Maciej Loba wyraźnie podaje powód nieudolności współczesnych architektów: „Architektura tradycyjna wymaga operowania językiem form i detali, obcym zupełnie współczesnym twórcom. Nauczanie architektoniczne na uczelniach polskich nie zapewnia już bowiem od ponad pół wieku minimum wiadomości niezbędnych architektowi do skomponowania np. dworu polskiego. W efekcie nieudolnych prób powstają pokraczne dodekafoniczne obiekty z pretensją do klasycyzmu”.
Oczywiście dla chcącego nic trudnego. Brak odpowiedniego zakresu wiedzy w toku studiów nie tłumaczy tak powszechnego dyletanctwa i partactwa. Jeśli ktoś chce poprawnie komponować architekturę w duchu historyzmu, niech postudiuje traktaty architektoniczne (Witruwiusz, Alberti, Vignola, Palladio itd.) w których podane są szczegółowe wytyczne dotyczące proporcji poszczególnych detali, wymiarów pomieszczeń i brył. Niezbędna jest również wiedza z zakresu starych technik budowlanych (polecam stare podręczniki inżynierii, poradniki np. „Poradnik budowlany dla architektów” prof. dra Zdzisława Mączeńskiego, czy również tego samego autora „Elementy i detale architektoniczne w rozwoju historycznym”; warta polecenia jest również książka „Ustroje budowlane” Stanisława Mielnickiego).

Czy budynki projektowane przez Andrzeja Grzybowskiego i innych mu podobnych twórców zafałszowują historię własną i miejsca w którym są osadzone?  Czy można w ogóle powiedzieć, że budynek udaje coś czym nie jest? A może to nasze założenia są niewłaściwe, może powinniśmy tylko patrzeć na formę i oceniać jedynie jej rozplanowanie, sposób rozwiązania kompozycji, czy jest ona poprawna, piękna, czy zaprasza i urzeka, czy może jednak jest o złych proporcjach, złych zestawieniach, brzydka i odpychająca i wykonana bez znajomości zasad projektowania. De gustibus non disputandum est jak czytamy w łacińskiej sentencji (gust nie podlega dyskusji). Może trzeba zawsze zachować świeżość spojrzenia i przestać zachowywać się tak, jakby się wiedziało wszystko o wszechświecie.

Dobra i zła architektura tradycyjna

II wojna światowa, a potem niszcząca polityka, okrutnie obeszły się z dworami i pałacami. Te które pozostały, są cennym świadectwem minionych czasów i lekcją historii dla przyszłych pokoleń. Z jednej strony mówi się, że powinniśmy ratować co się da, bo zostało niewiele. Z drugiej strony słyszymy głosy, że liczy się tylko miejsce (dosłownie działka budowlana), a budynki z rodowodem można rozebrać jeśli są w złym stanie (a nie usiłować konserwować, co wiadomo jest bardziej kosztowne) lub przebudować jeśli nie przedstawiają architektury dobrej klasy.

W tym temacie warto przyjrzeć się również działalności Andrzeja Grzybowskiego. Maciej Loba na str. 190 przywołanej wcześniej książki pisze: „Istnieje zatem obiektywnie dobra i obiektywnie zła architektura tradycyjna. „Architektura dobra wypełnia założenia (reguły i zasady kanonów). Zła ich nie wypełnia. (…) Obiekt zabytkowy w architekturze tradycyjnej ma wartość o tyle, o ile wartość wyraża; stan zachowania nie ma na nią wpływu. Rekonstrukcja jest możliwa w takim samym stopniu co przekształcenie” (kanony – autor ma na myśli witruwiuszowską triadę – trwałość, użyteczność i piękno).

Andrzej Grzybowski stawia siebie w grupie znawców tematu. Jeśli oceni, że zabytkowy budynek nie przedstawia dla niego większych wartości to zaleca jego przebudowę. Jego projekty czasami nie uzyskują akceptacji konserwatorskiej. Taka działalność powoduje jednak utratę oryginalnej substancji zabytkowej. Tematyka ta  jest zatem kontrowersyjna – lepiej patrzeć na oryginalnie zachowany budynek, jako żywego świadka minionych stuleci, czy na budynek o architekturze wysokiej klasy, wybudowany współcześnie i próbujący udawać swojego dawnego przodka. Kluczem do zrozumienia postawy Grzybowskiego jest unikanie „fetyszyzacji ruin” i kłaniania się wszystkiemu co stare i dobrze zachowane, bo to co stare i dobrze zachowane nie oznacza wysokiej wartości i klasy. W ten sposób Andrzej Grzybowski tworzy mentalny pomost łączący czasy współczesne z okresem przedwojennym. Zachowuje się tak, jakby niszcząca polityka socjalistyczna nie miała miejsca. Podkreśla ciągłość przemian i dopuszcza możliwość zmian i ewolucji architektury danego obiektu. Projektuje jednak w duchu historyzmu, a nie w stylach popularnych obecnie. Patrząc na to z innej strony – jeżeli właściciele ziemscy władaliby rodzinnymi majątkami nieprzerwanie w XX wieku, unikając dekretu z 1944 r., to czy mieliby opory przed przebudową i modernizacją rodzinnych siedzib? Zdecydowanie nie. Wielu z nich pozostawiłoby pewnie owe budynki bez zmian, jako legitymizację statusu społecznego, ale też wielu chciałoby mieszkać w budynkach na miarę XXI wieku, a to oznaczałoby wdrożenie zmian.

Współczesna forma według tradycyjnych wytycznych

Ziemianie żyjący w okresie międzywojennym byli świadomi nowych tendencji w architekturze. Pojawiły się wtedy projekty i realizacje dworów modernistycznych. Przykładem jednego z nich jest dwór w Ciechankach. Prace nad jego budową rozpoczęły się w 1925 r. czyli w okresie rozwoju modernizmu w Europie. Polska wieś była jednak mało wdzięcznym gruntem dla modernistycznej architektury. Zaprojektowano dwór, który jest wynikiem kompromisu pomiędzy współczesnym nurtem a tradycją. Ciekawie pisali o tym Margot Dudkiewicz i Marcin Iwanek z Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie w artykule „Architektura przedwojennego modernizmu na przykładzie dworu w Ciechankach”:

„W 1921 r. Bohdan Lachert – projektant dworu w Ciechankach uczestniczył w zorganizowanej przez Politechnikę Warszawską wystawie dzieł Le Corbusiera [Rozbicka 2004]. Młody projektant zaznajomił się ze światowymi trendami architektonicznymi. Poznał również zasady budowania dawnych polskich domów na wsi. Prace nad dworem rozpoczął na prośbę swojego ojca, Wacława Lacherta, a w projekcie musiał uwzględnić gusty i potrzeby swojej rodziny. Efektem końcowym jest kompromis między wymogami snobistycznego nurtu a nawykami i potrzebami przyszłych mieszkańców dworu . (…) Młody student Bohdan Lachert, temperowany przez swojego ojca, musiał powściągać swoje ciągoty do modernizmu”.

W dworze tym zachowano wiele tradycyjnych reguł i zasad. Front dworu skierowany jest na godzinę 11. Bezpośrednio do dworu prowadzi prosta aleja, a przed nim usytuowano szeroki podjazd. Fasada i otoczenie dworu są ściśle symetrycznie zaplanowane (pomimo faktu, iż moderniści unikali symetrii). Oś symetrii podkreśla centralnie umieszczona wnęka z dwoma murowanymi filarami, za którymi jest wejście główne. Zaprojektowano również wysoki dach, nieodzowny element klasycznego dworu, a nie modernistyczny dach płaski, z którym budynek ten nie byłby odbierany jako dwór. Pierwotnie dach kryty był gontem lub dachówką, obecnie blachą. Nawet rozkład kominów zachowuje symetrię. Widoczna na projekcie attyka nad wnęką została rozebrana podczas remontu dachu w latach 70-tych. Wnętrze również podlega prawu symetrii.

Jest to zatem historia o tradycyjnym dworze, opowiedziana językiem form modernistycznych. Dzięki temu zabiegowi nawet modernistyczny budynek jest odbierany jako dwór. Może jest to dobra droga również dla nas, żyjących w XXI w., abyśmy pozostawili przyszłym pokoleniom ślad, że też wypracowaliśmy własny język stylistyczny.

Szkice z projektu dworu w Ciechankach - z prywatnego archiwum państwa Danuty i Rudolfa Lachertów
Szkice z projektu dworu w Ciechankach – z prywatnego archiwum państwa Danuty i Rudolfa Lachertów
Współczesny widok dworu.
Współczesny widok dworu.

O stosowaniu mody chwilowej w powiązaniu z architekturą tradycyjną pisał również wspomniany wyżej Jan Obst, w „Naszych dworach wiejskich”. Autor ten nie mówi nic o konieczności kopiowania dawnego stylu. Namawia jednak do zachowania i podtrzymania więzi pomiędzy ogniwami tego samego łańcucha:

„Na tem miejscu nie jeden mógłby zrobić uwagę: jak należy postąpić, jeżeli dwór stary bądź to stal się łupem płomieni, bądź też do tego stopnia podupadły i zmurszały, że dłużej w nim mieszkać nie sposób. Życie ma, swe wymogi praktyczne z któremi się liczyć należy; mimo największej czci  dla zabytków przeszłości, niemaż człowieka, który by się zgodził żyć pod dachem, grożącym lada chwila runięciem. Uwaga nader słuszna, przyznać też należy, że nasze dwory wiejskie, (przeważnie drewniane) na ogół długim nie cieszyły się Żywotem. Takie, które przetrwały lat 200 są bardzo rzadkie, zaś większa część tak zw. „starych” dworów pochodzi z końca XVIII albo początku XIX wieku; mimo to, nawet późniejsze jeszcze, powstałe w pierwszej połowie wieku ubiegłego, mają zarówno wygląd typowy, jako też urok specjalny, właściwy budynkom archaicznym. Pochodzi to z stąd, iż ówczesny cieśla, zarówno jak i dziedzic, kierujący budowa, jakkolwiek specjalnie nie obeznani z architekturą, mieli niejako we krwi poczucie tradycji, to też hołdując nawet modzie chwilowej, umieli nawiązać do form przeszłości, takim sposobem dwory powstałe w tej epoce były niejako tylko dalszem ogniwem łańcucha, którego początek sięga zamierzchłych czasów. (…) Architekci nasi, wykształceni na wzorach obcych, z małymi wyjątkami również zatracili poczucie form swojskich, to też w rezultacie mamy: albo typową „daczę” petersburską, albo szałas szwajcarski, albo nareszcie (jeżeli ma być pałac) marną karykaturę zamku gotyckiego. (…) Nam potrzeba budownictwa wyrosłego na naszym gruncie, rodzinnego, tylko takie nawiąże przerwaną nić tradycji, łączących nas z przeszłością, zadowoli najwybredniejsze nawet wymagania estetyczne, jednocześnie zaś odpowiadać będzie praktycznym warunkom klimatu, materiału budowlanego, zwyczajom.”

Świadectwo naszych czasów

A może budując w dzisiejszych czasach dwór powinniśmy też stosować dawną kompozycję architektoniczną (symetria, rozplanowanie elewacji i rzutu – wzajemne proporcje podstawowych elementów), a ściany, dach i detal zaprojektujemy już w konwencji współczesnej i używając dzisiejszych materiałów budowlanych? Będzie to droga złotego środka pomiędzy jasno określoną tradycją i czytelnością bryły dworu, a nawiązaniem do architektury współczesnej. Ważna jest również szczerość użytych materiałów – np. deski mocowane do elewacji nie powinny udawać konstrukcji szachulcowej, a szprosy okienne nie mogą być wpuszczonymi pomiędzy szyby krzyżami z listewek. To podejście wymaga jednak od projektanta dokładnego zbadania każdego detalu, by został on świadomie i poprawnie użyty (nawet w uproszczonej formie). Efekt końcowy powinien być taki, aby obserwator zobaczył klasykę naszych czasów, klasykę XXI w.

Pomocne w rozważaniach i wypracowaniu sobie opinii mogą być tu zapisy Karty Weneckiej przyjętej w 1964 r. przez  II Międzynarodowy Kongres Architektów i Techników Zabytków w Wenecji. Karta odnosi się do konserwacji i restauracji zabytków, jednak wyraża ona pewną postawę w odniesieniu do architektury historyzującej. W art. 9. czytamy:  „Restauracja jest zabiegiem, który powinien zachować charakter wyjątkowy. Ma ona za cel zachowanie i ujawnienie estetycznej i historycznej wartości zabytku oraz polega na poszanowaniu dawnej substancji i elementów stanowiących autentyczne dokumenty przeszłości. Ustaje ona tam gdzie zaczyna się domysł; poza tą granicą wszelkie, uznane za nieodzowne, prace uzupełniające mają wywodzić się z kompozycji architektonicznej i będą nosić znamię naszych czasów”. Prace uzupełniające to rozbudowy, odbudowy itp.

Odmienną postawę do Andrzeja Grzybowskiego reprezentuje jeden z głównych polskich propagatorów Karty Weneckiej – prof. Jan Tajchman z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Jest on autorem wielu rozbudów i restauracji, które wszystkie wykonał w duchu Karty Weneckiej – i jak twierdzi nigdy nie popełnił historyzmu. Jego prace zachowują dawną kompozycję, ale sposób użycia materiałów i rodzaj detalu jasno wskazują na współczesne pochodzenie. Obserwator odczuwa, że budynki te mają nawiązanie do konkretnego, minionego stylu, ale nie są jego kopią, tylko efektem ewolucji, dostosowania do współczesności. Nie dochodzi do przekłamania.

Współczesna rozbudowa kościoła św. św. Piotra i Pawła w Ciechocinku. Widzimy odniesienie do gotyku, ale przez kompozycję okien i detal odczytujemy, że jest to budynek współczesny (autor Jan Tajchman).
Współczesna rozbudowa kościoła św. św. Piotra i Pawła w Ciechocinku. Widzimy odniesienie do gotyku, ale przez kompozycję okien i detal odczytujemy, że jest to budynek współczesny (autor Jan Tajchman).
Sklepienia kościoła św. św. Piotra i Pawła w Ciechocinku, również współczesne, nawiązujące do gotyckich (autor Jan Tajchman).
Sklepienia kościoła św. św. Piotra i Pawła w Ciechocinku, również współczesne, nawiązujące do gotyckich (autor Jan Tajchman).
Współczesna nadbudowa kamienicy przy ul. Żeglarskiej w Toruniu. Nie zachowały się przesłania jak dawniej ta część budynku wyglądała, postanowiono nawiązać do kompozycji dolnych kondygnacji, a zaprojektowane przeszklenia i detal jednoznacznie wskazują na obecne pochodzenie; obydwie części nowsza i starsza pozostają w dialogu.
Współczesna nadbudowa kamienicy przy ul. Żeglarskiej w Toruniu. Nie zachowały się przesłania jak dawniej ta część budynku wyglądała, postanowiono nawiązać do kompozycji dolnych kondygnacji, a zaprojektowane przeszklenia i detal jednoznacznie wskazują na obecne pochodzenie; obydwie części nowsza i starsza pozostają w dialogu.

***

Projekt przebudowy dworu w Olszy, 1983 r. rys. A.Grzybowski
Projekt przebudowy dworu w Olszy, 1983 r. rys. A.Grzybowski

Współczesna literatura

Żyjący autorzy opracowań dotyczących dworu polskiego dość opornie zajmują się przedmiotową tematyką. Niekwestionowany znawca w dziedzinie architektury dworu polskiego – Maciej Rydel popiera postawę Andrzeja Grzybowskiego. W znakomitej książce „Oblicza polskiego dworu”, w jednym z ostatnich rozdziałów tłumaczył, że dwór to nie tylko skorupa, ale zjawisko historyczne, kulturowe i obyczajowe (s. 247). Obecnie lepiej jest używać terminu budynek w stylu dworkowym. Takie podejście jakby pesymistycznie wskazuje, że żaden z nowopowstających dworów nie wpisze się w ten kulturowy pejzaż i nie stanie się spadkobiercą wielowiekowej tradycji, a tego nie możemy być pewni. Maciej Rydel przedstawia współczesne dwory (w Ludwinowie, w Turowej Woli, w miejscowości Zameczek koło Opoczna), które jego zdaniem zostały zaprojektowane i wybudowane właściwie. Są to budynki w duchu historyzmu, bez wskazania na XX – wieczne pochodzenie. W ten sposób autor przychyla się do takiego podejścia do przedmiotowego tematu. Być może uznał, że wszystkie współcześnie powstające budynki, pretendujące do nazwy dwór nie zasługują na nią, bowiem tego typu budynki powinny nawiązywać formą bezpośrednio do swoich przodków, bez znamion współczesności, które wypaczają ich tożsamość.

Inna książka pt. „Nowe oblicza polskiego dworu” pokazuje budynki poddane konserwacji i renowacji, którym przywrócono blask, oraz powstałe współcześnie – lecz również tylko wg wytycznych historyzmu.

Marta Leśniakowska w książce „Polski dwór: wzorce architektoniczne, mit, symbol” dostrzega i opisuje obecne tendencje w projektowaniu dworów. Nie opowiada się, który kierunek jest właściwy, podkreśla jednak próbę odtworzenia istoty samego domu. Na stronie 60 możemy przeczytać:

„W najnowszej polskiej architekturze willowej nowy styl dworkowy jest wyraźnie spolaryzowany: od akreatywnej ersatz-architektury na granicy kiczu (czy wręcz nim będącej), która aplikacyjnie i biernie stosuje pewne kody historyczne (rewiwalizm bezpośredni, jak określa tę tendencję Charles Jenks; np. proj. architekta-amatora Andrzeja Grabowskiego), poprzez tzw. styl neorodzimy — hybrydę modernizmu z aplikacyjnym „kostiumem rodzimym” (np. proj. arch. Piotra Namysła, 1985), aż po dworkowy postmodernizm, który z typową dla tej postawy skłonnością do groteski i pastiszu konstruuje obiekty o podwójnym kodzie: na poziomie odbioru specjalistycznego i potocznego (np. proj. arch. Marka Biskota przed 1985, czy ciekawy proj. arch. Konrada Chmielewskiego, 1986, zainspirowany najbardziej chyba znanym alkierzowym dworem w Czarnożyłach z 1750 r.). Niezależnie od formalnej oceny wszystkich tych przedsięwzięć, tak przecież różnych, bo wychodzących z odmiennych przesłanek, jakie wiążą się z odbiorcami o różnych stopniach kompetencji kulturowej, z całą trzywiekową tradycją architektury „dworkowej” łączy je przynajmniej jedno: pragnienie przywrócenia architekturze jej ludzkiego wymiaru, utraconego w ciągu dziesięcioleci panowania „socjalistycznego modernizmu”, który w imię społecznej i kulturowej uniformizacji wyplenił zarówno z naszego krajobrazu, jak i języka potocznego — dom.”

Profesor Tadeusz Jaroszewski, w wieloczęściowym cyklu „Jak ma być postawion nowy dwór polski”, który ukazywał się w Muratorze w latach 90-tych ubiegłego wieku, w ostatniej części opisał podstawowe zasady kształtowania przestrzeni dworu i jego okolicy, oraz wypowiedział się o nawiązaniu do historyzmu, którego nie trzeba się wstydzić, wręcz przeciwnie:

„Domy jednorodzinne wznoszone w stylu dworkowym nie wyrządzają krzywdy krajobrazowi, przywracają natomiast architekturze dawno utracony ludzki wymiar. Nie dajmy się zwieść zarzutom, że jest to neohistoryzm, że jest to „akreatywna ersatz — architektura na granicy kiczu (czy wręcz nim będąca), która aplikacyjnie i biernie stosuje pewne kadry historyczne”— jak napisano niedawno. Jeżeli wzór polskiego dworku przypadnie nam do gustu — nic nie stoi na przeszkodzie, by podjąć próbę jego realizacji, wystrzegając się tylko ekstrawagancji i przesady, czy nawet groteski, o co tak łatwo w projektach skomponowanych na fali postmodernizmu.”

Zauważamy zatem w literaturze zalecenia do używania historyzmu, jako bezpieczniejszego, zachowawczego  i bardziej odpowiedniego dla formy budowanych obecnie dworów polskich, głównie ze względu na nieprzeciętny charakter tego typu obiektów.

Podsumowanie

Budując nowy dwór mamy trzy drogi:

  1. Pseudodworki
    Budowa dworu w sposób swobodnie nawiązujący do tradycji i detalu. Oczywiście ten wariant odrzucamy, bo czy rezultatem będzie dwór czy jego daleki krewny? Przykład – dziesiątki pseudodworów z katalogów domów typowych.
  2. Dwory o współczesnym obliczu
    Budowa dworu z zachowaniem tradycyjnej kompozycji, ale z zastosowaniem współczesnego detalu i materiałów wykończeniowych. Przykład – budynek wg reguł zastosowanych w dworze Ciechankach lub w duchu Karty Weneckiej.
  3. Dwory w duchu historyzmu
    Budowa dworu w sposób analogiczny jak dawniej, w duchu historyzmu, bez zniekształcania jakiegokolwiek elementu. Przykład – prace Andrzeja Grzybowskiego.

Mam nadzieję, że powyższe rozważania pomogły Państwu wybrać co jest dla Was ważniejsze.

Jako czynny zawodowo architekt staram się projektować budynki na miarę obecnych czasów. Również takie działanie zalecam w przypadku tak szczególnego tematu, jakim jest dwór polski. Nie chciałbym, aby przyszłe pokolenia stwierdziły, iż architekci początku XXI wieku nie wykazywali kreatywności, a ich działania ograniczone były jedynie do kopiowania dawnych wzorców. Szanuję również i doceniam trud projektantów i inwestorów, dla których historyzm jest wiodącym stylem w tej dziedzinie, tak istotnej dla naszego dziedzictwa kulturowego i narodowej tożsamości. Być może dla nich klasyczny charakter dworu to sposób na odnowę i podtrzymanie polskiego ducha. Ważne jest jednak by projekt takiego dworu został zlecony architektowi, który zna zasady dawnych stylów i potrafi właściwie i z umiarem używać środków wyrazu swoich poprzedników.

Na koniec przytoczę jakże trafne i ciągle aktualne słowa Jana Obsta z cytowanej wcześniej publikacji:

„Widzieliśmy, że szlacheckie dwory nasze w swoim rozwoju umiały łączyć tradycje z kulturalnemi prądami swego czasu, tym sposobem były skarbnicą najświętszych wspomnień a zarazem wiernym obrazem swojej epoki. Jeżeli nasze „nowoczesne” dwory i pałace przetrwają wieki, jakież świadectwo dadzą o naszych czasach, naszej kulturze, rozwoju umysłowym i gustach? Przypuszczam, że sąd, który na tej podstawie wyda o nas potomność, niezbyt będzie pochlebny: >>Starego nie chcieli uszanować, nowego nie umieli stworzyć<<„.

Twórzmy zatem, mądrze i na miarę naszych czasów, a jeśli już chcemy trwać w minionych wiekach roztropnie badajmy to co zostało i nie produkujmy smutnych karykatur.

arch. Sławek Pawłowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *