Czytajmy Marię Konopnicką, bo warto

W ostatnich latach Maria Konopnicka stawała się kilkakrotnie tematem gorących debat publicznych. Prowokowane były one zazwyczaj przez najbardziej aktywnych postępowców, a artykuły i wypowiedzi osób, które postanowiły wprowadzić postać Konopnickiej na sztandary trzymane przez chorążych armii progresistów po to, by dodawać animuszu swoim żołnierzom, brzmiały krzykliwie i agresywnie. Myliłby się jednak ten, kto by pomyślał, że to wiersze potrafią tak rozgrzać atmosferę, wydaje się, iż jest wręcz odwrotnie, twórczość poetki raczej nie interesuje ideologów, a może nawet jest im ona wręcz całkiem obca.

Lewica, która gromadzi wszelkiej maści postępowców, od zawsze ma problem z przeszłością, z historią. Z jednej strony chce zwalczać wszystko, co związane jest z czasem przeszłym, z tradycją, a z drugiej majstruje i manipuluje w historii, definiując ją na nowo w celach partykularnych. Dotyczy to różnych czasów, wydarzeń, zjawisk, a także osób. Klasykami fikcji historycznych są oczywiście Rosjanie. Łączą ją zazwyczaj z propagandą i aktualną polityką. Potrafili oni dość skutecznie przekonać świat, że nie mieli nic wspólnego z wybuchem II wojny światowej, że nie byli współautorami wzrostu potęgi militarnej III Rzeszy Niemieckiej, nie byli agresorami, sojusznikami Hitlera, ale wyłącznie ofiarami niemieckiej ekspansji, jednymi z aliantów i omalże głównymi sprawcami klęski niemieckiej armii. Innym ich osiągnięciem była operacja związana z przypisaniem Niemcom zbrodni katyńskiej, która została rozpisana tak jak partytura na wiele głosów. Choć jej zenitem była nieudana próba obciążenia przywódców III Rzeszy przed Międzynarodowym Trybunałem Wojskowym w Norymberdze w roku 1946[1], to kłamstwa z tym związane utrzymywane są w Rosji do dzisiaj, pomimo ujawnienia przez nią w roku 1990 dokumentów i wskazania funkcjonariuszy Komisariatu Spraw Wewnętrznych, NKWD, jako faktycznych wykonawców poleceń najwyższych władz państwowych Rosji, w tym Stalina[2]. Prawie jednocześnie z przyznaniem się do winy, dla zrelatywizowania zbrodni katyńskiej, Rosjanie wymyślili tzw. anty-Katyń, czyli oskarżenie Polaków o rzekome mordowanie rosyjskich jeńców wojennych w latach 1919-1921[3]. W mojej domowej bibliotece stoi książka o tytule Historia ZSRR (Istorija SSSR) napisana przez czworo Rosjan, jej polski przekład wydały Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych w roku 1954, a drukowany był w Bydgoszczy, w zakładzie przy ulicy Generalissimusa Stalina[4]. Pokazuje ona między innymi mapę, na której istnieje „Państwo Rosyjskie” w wieku XV[5], podczas, gdy jak wiadomo sama nazwa Rosji (Rossija), czyli imperium wszystkich ziem ruskich, powstała dopiero w XVIII w., została przyjęta za oficjalną w roku 1721, po ogłoszeniu się przez Piotra I cesarzem (imperatorem); zresztą zarówno nazwa państwa jak i ludności ją zamieszkującej, czyli Rosjan (Rossijanie), także pochodzą z dziedziny fikcji historycznej i zostały utworzone dla celów propagandowych[6]. Takie przykłady jak powyższe, dużego i małego kalibru, można by mnożyć prawie w nieskończoność, bo jak już powiedziałem zarówno polityka jak też historia Rosji przesiąknięte są fikcją, a Rosjanie to mistrzowie tego gatunku. Postępowi Polacy, którzy przez dziesięciolecia kroczyli z nimi ramię w ramię, terminowali więc u źródła; także ich ideowi następcy korzystają dziś z tego doświadczenia.

Ideologizacja postaci historycznych przez jakąś grupkę rewolucjonistów wygląda zazwyczaj podobnie, ktoś gdzieś coś zasugeruje: „a może…”, ktoś inny podchwyci i poprawi na: „prawdopodobnie”, ktoś inny doda opcjonalnie na „niewykluczone”, a po chwili jest już „na pewno”. Może to być, np. „Dzięki ideologii gender Maria Curie-Skłodowska dostała nagrodę Nobla”[7] albo „Pierwszym ideologiem gender był Jezus Chrystus”[8], a może „Konopnicka była lesbijką”. To, co w pierwszej chwili wydaje się tylko rojeniem, za chwilę staje się tzw. „normą”.

No więc wytypowano Marię Konopnicką, która znajdowała się na muszce lewicy jeszcze za jej życia. Wojska progresistów wypuściły harcowników prowokujących domniemanego, wyczekiwanego przeciwnika. Feminoteka rozpowszechniła propagandowy mem zawierający hasło: „Narodowcu, czy wiesz, że śpiewając ‚Rotę’ rozpowszechniasz twórczość Marii Konopnickiej, która żyła przez lata w związku z Marią Dulębianką i jest ikoną polskiego ruchu LGBT?”, a Krzysztof Tomasik umieścił poetkę w napisanej przez siebie książce Homobiografie. Tradycjonaliści nie pozostali wobec tych działań bierni, najbardziej niecierpliwi pogonili śmiałków. Polityk Artur Zawisza odpowiada: „Teza o rzekomym lesbijstwie Marii Konopnickiej to kłamstwo propagandy feministycznej. Kłamstwo konopnickie mogłoby być tak samo karalne jak kłamstwo oświęcimskie”[9]. Spokojniej, ale podobnie wypowiada się dyrektor Muzeum Marii Konopnickiej w Żarnowcu Paweł Bukowski: „Nieprawda. Bzdury opowiadają niedouczeni ludzie. Fałszowanie historii. Sami mają problem ze sobą i szukają u innych”[10]. Nadeszło też wsparcie z niespodziewanego kierunku, autorka monografii poetki pt. Maria Konopnicka. Lustra i symptomy, Lena Magnone w dodatku do „Gazety Wyborczej” mówi: „Czy jej związek [Marii Dulębianki – H.M.] z Konopnicką miał charakter lesbijski? Nie stawiałabym tak odważnej tezy. Był to na pewno bardzo bliski związek dwóch kobiet, które podziwiały się wzajemnie i pomagały sobie w pracy i w życiu. Po nieudanym małżeństwie z Jarosławem mogła to być dla Konopnickiej ważna relacja, która nie wiązała się z traumami i opresjami. Nie musiał to być związek o charakterze erotycznym, lecz przyjaźń oparta na równości i szacunku, pozwalająca na wzajemny rozwój. W XIX wieku na coś takiego kobieta mogła liczyć tylko w związku z inną kobietą”[11]. Wydawałoby się więc, że kurz po bitwie opadł.

Jeśli jednak ktoś myślał, że na takiej, publicznej dyskusji się skończyło, to był w błędzie. Prezes Instytutu Globalizacji Tomasz Teluk pisząc o trwających w Ministerstwie Edukacji Narodowej pracach nad „dostosowaniem treści podręczników dla najmłodszych zgodnie z ideologią gender” alarmuje: „W nowych podręcznikach zaleca się podkreślanie homoseksualizmu pisarki Marii Konopnickiej, zapraszanie do szkół homoseksualistów, biseksualistów i transseksualistów, aby kilkulatki zapoznawały się z alternatywnymi stylami życia”[12]. Pierwszy taki podręcznik już powstał. Ma tytuł Lekcja równości, patronatem objęła go urzędująca minister ds. równości Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, o czym poinformowała na swojej stronie internetowej i zakomunikowano także na okładce książki[13] oraz Związek Nauczycielstwa Polskiego[14]. Rzeczywiście, według jej autorów Maria Konopnicka była homoseksualna[15], a umieszczone tam Rekomendacje szczegółowe, dotyczące treści kształcenia mówią wprost o „wzbogacaniu prezentowanych biografii postaci historycznych i literackich osób należących do mniejszości, a także uzupełnianiu biografii o ‘przemilczane’ elementy”[16], czyli zachęcają do „przerabiania” życiorysów. A więc przetapianie pomnika Marii Konopnickiej już się rozpoczęło i do pracy zabrali się zawodowi hutnicy – ideolodzy postępu.

Kiedy piec odlewniczy był już rozgrzany, to do pomocy ochotniczo rzucili się hutnicy amatorzy, dogrzewając dymarkami fora internetowe, ruszyła też twórczość ludowa objawiająca się już nie dłubaniem kozikiem w drewnie lipowym, ale fotoszopem w zdjęciach i rycinach, co spowodowało wysyp internetowych memów, wlepek i wykonywanych z szablonu graffiti. Jakiś czas temu w Poznaniu natknąłem się właśnie na taką wlepkę przyklejoną do podstawy lampy ulicznej. Ukazuje ona Jarosława Kaczyńskiego z założonym na głowę luźnym beretem w kolorach flagi etiopskiej i opatrzona jest napisem „A wieczorem poczytam sobie Marię Konopnicką” i to ta wlepka stała się motywacją do napisania niniejszego artykułu.

Na werandzie dworku w Żarnowcu (od lewej) - Maria Konopnicka, Maria Dulębianka, Stefania Weschlerowa, Zofia Poznańska. Fot. Józef Zajączkowski (1903)
Na werandzie dworku w Żarnowcu (od lewej) – Maria Konopnicka, Maria Dulębianka, Stefania Weschlerowa, Zofia Poznańska. Fot. Józef Zajączkowski (1903)

Nie wiem czy Maria Konopnicka była lesbijką, jak chcieliby to widzieć niektórzy i wcale mnie to nie obchodzi. Zwolennicy tej tezy też tego nie wiedzą, ale w nią wierzą, mając na jej poparcie jedynie poszlaki, które nadinterpretowują. A w zasadzie tylko jedną poszlakę – to, że mieszkała razem z inną kobietą, Marią Dulębianką. W ten sposób można każdemu przykleić „gębę” zgodnie ze swoimi wyobrażeniami i doprowadzać sprawę do absurdu. Nawet nie ma sensu wchodzić w ten chory dyskurs i szukać logicznych odpowiedzi opartych o fakty. Poetka nigdy na ten temat się nie wypowiedziała, nie ma też żadnego śladu w jej twórczości, który by to potwierdzał, więc nawet jeśliby to było prawdą, to stanowiło całkowicie jej prywatną sprawę, nie mającą wpływu na jej wiersze i działalność. Konopnicka nie była działaczką polityczną ani też obyczajową, była za to polską patriotką wychowaną w tradycji sarmackiej, osobą wrażliwą na piękno, cnoty, wartości, ale także na niesprawiedliwość i krzywdę ludzką, dumną z dorobku polskiej kultury, jednocześnie patrzącą krytycznie na współczesne sobie stosunki społeczne, na historycznie, obyczajowo i systemowo utrwaloną asymetrię pomiędzy poszczególnymi grupami jej rodaków. Już za jej życia lewica rościła sobie specjalne prawa do niej i do jej twórczości. Chociaż Konopnicka okresowo sympatyzowała z lewicowymi hasłami, to wyraźnie zdystansowała się od lewicowej praktyki i napisała o tym wprost w jednym ze swoich wierszy: „droga moja ni w lewo, ni w prawo”. Mimo to po jej śmierci w roku 1910, w „Młocie”, gazecie należącej do komunizującej Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy (SDKPiL), można było przeczytać:

Daleka od teorii proletariackiej, zbliża się do proletariatu płomiennym swym uczuciem. Dopóki będzie panować na świecie krzywda i niedola, dopóki z ziemią rozorywaną mieszać się będzie pot ciężkiej pracy, dopóki spod młota ucisku tryskać będą gorejące iskry buntu – dopóty nie zestarzeje się poezja Konopnickiej i czytać będzie lud te strofy proste i kryształowo przejrzyste jak sznury łez. Znajdzie w nich wyraz swych bólów i cierpień, swej nędzy czarnej jak noc nieprzejednana. A wśród swych pieśni bojowych znajdzie je znowu mocne i zwarte, jak krzyk piersi zahartowanej w pracy[17].

Rota, wiersz Marii Konopnickiej, będący wręcz imaginarium narodowych demokratów w połączeniu z muzyką Feliksa Nowowiejskiego, stał się hymnem i po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w roku 1918 był obok Mazurka Dąbrowskiego kandydatem do hymnu państwowego. Ideolodzy PRL-u uznawali Konopnicką za świecką świętą socjalizmu, gdy się jednak przejrzy twórczość poetki wydawaną w tym czasie, to widać jej zadziwiającą powtarzalność, na którą składała się jedynie drobna część jej spuścizny, większość wierszy jakoś nie pasowała do oficjalnej narracji. Po upadku państwa ludowego poetka stała się omalże zapomniana, a jej twórczość była wyśmiewana, stając się wręcz symbolem „obciachu”, przykładem kiczu i złego gustu aż do czasu „odkrycia” jej rzekomego homoseksualizmu. Pozostała za to w sferze symbolicznej, dzisiaj pewnie nie ma w naszym państwie miasta czy miasteczka, w którym nie znajdzie się ulicy jej imienia, podobnie jak nosi je ponad 300 szkół i różnych instytucji, także za granicą, a co roku ta liczba rośnie.

Maria Konopnicka była bardzo utalentowana, pisała dużo i z wielką łatwością, czasem wręcz genialnie, choć zdarzały jej się także słabsze utwory. Zafascynowana wsią, solidaryzując się z biednym, ciemiężonym chłopstwem, a może także nosząc w sobie jakieś poczucie winy, jako przedstawicielka grupy uprzywilejowanej, bohaterami swoich wierszy czyni często chłopów, uheroiczniając ich przy tym i stawiając jako wzorzec wszelkich cnót. Mitologizuje ich pracę na roli, pokazując jednocześnie ich niezasłużenie nieszczęśliwy los. Sięga dość często po ludową stylizację, tworząc w ten sposób całe cykle wierszy opowiadające o wsi i jej mieszkańcach. Na szczęście zajmowała się nie tylko tym tematem, pisała o podróżach, ukochanej przez siebie ojczystej przyrodzie, o swoich przeżyciach, marzeniach, stanach swojego ducha, a przede wszystkim o tym, co było u niej zawsze w centrum, o Polsce i polskości. W swojej poezji często zmagała się z Bogiem, oskarżając Go o ludzkie krzywdy, miotała się więc od hymnów pochwalnych do herezji, z tych samych powodów bywała antyklerykalna, jednak przypisywanie jej cech rewolucjonistki, czy antyklerykała jest nadużyciem i wynika z braku znajomości jej literackiej spuścizny. Osobne miejsce w jej twórczości mają utwory dla dzieci, aktualne do dzisiaj mimo nieco archaicznego słownictwa i języka. Za życia była hołubiona, traktowana jako następca narodowych wieszczów, Mickiewicza, Słowackiego i odniosła sukces komercyjny. Zarabiała tyle, że mogła przez dwadzieścia lat jeździć po Europie, choć nie były to wyjazdy luksusowe, wspierała także finansowo własne dzieci. Miała pecha, została zaszufladkowana jako poetka dziecięca, infantylna, grafomańska. Na długo została wręcz zamilczana lub wyszydzana przez krytykę, miało ją to wymazać z historii literatury polskiej. W rzeczywistości jej poezja jest ciągle aktualna, pełna żaru i zachwytu, ale też żalu i smutku. Pięknie napisała o jej twórczości Janina Porazińska mówiąc:

Miłość do ziemi ojczystej, do jej pól, łąk i lasów to najsilniejszy ton prawie we wszystkich utworach Marii Konopnickiej. […] Serce czułe na każdą niedolę, ukochanie ludu polskiego i wiara w ten lud, głęboka miłość do ojczyzny, wielka wrażliwość na piękno przyrody – oto były uczucia, które przepełniały serce tej wielkiej poetki[18].

W dzieciństwie czytałem O Janku Wędrowniczku, wierszowaną opowieść o obserwacjach przyrody i życia dokonywanych przez małego chłopca, Janka, panicza ze dworu, podczas jego jednodniowej samodzielnej peregrynacji po wsi i okolicznym lesie. Zachwyt nad pięknem wiejskiej przyrody jest w tej książeczce wprost uderzający.

O, jak ślicznie tam daleko,

Pod tym lasem nad tą rzeką!

Jak się słonko w wodzie złoci!

Co tam w łąkach jest stokroci,

Co tam zboża, co tam chat,

Jak szeroki, piękny świat![19]

Ilustracja z przedwojennego wydania książki "O Janku Wędrowniczku". Fot. stylowydwor.pl
Ilustracja z przedwojennego wydania książki „O Janku Wędrowniczku”. Fot. stylowydwor.pl

Poznałem także Sierotkę Marysię, Koszałka-Opałka, Podziomka, króla Błystka, lisa Sadełko, bohaterów pięknych opowieści o przygodach krasnoludków, w których autorka za pomocą baśni opowiada legendarne dzieje Polski, uczy znaczenia pracy, moralnych zasad, konieczności dążenia do celu, w nienachalny sposób pokazuje znaczenie mądrości, empatii, wzajemnej pomocy, piętnuje zaś przywary ludzkie, w tym pychę, ale też naiwność. Pycha jest więc ukarana, kłamstwo w końcu obnażone, a pracowitość, szczerość, pomocność i współpraca przynoszą dobre owoce i są wynagrodzone. Wszystko to jest zaś okraszone pięknymi opisami polskiej przyrody.

Szedł teraz wesół i raźny, poglądając spod ciemnego kaptura po chłopskich pólkach, po łąkach, po gajach. A już ruń dobywała się i parła gwałtownie nad ziemię; już trawki młode puszczały się na wilgotnych dołkach, już nad wezbraną strugą czerwieniały pręty wikliny, a w cichym, mglistym powietrzu słychać było kruczenie żurawi, wysoko gdzieś, wysoko lecących.[20]

W szkole podstawowej na pamięć uczyłem się wierszyka o zmarzlaku, w tym czasie zima była moim utrapieniem, opowiastka była mi więc bliska ze względu na moje coroczne katusze związane z ujemną temperaturą, w tym regularnie przemarzające moje dłonie i stopy.

A widzicie wy zmarzlaka,

Jak się to on gniewa;

W ręce chucha, pod nos dmucha,

Piosenek nie śpiewa.

Choć nie przemawiał już do mnie rewolucyjny patos zakończenia:

Stań do pracy, jak junacy,

I piosenki śpiewaj!

Na śpiewie uczyłem się Roty, a na języku polskim katowano mnie zaś całym kanonem socjalistycznym: szkapą, Jasiem, co nie doczekał, piwniczną izbą, królem, co poszedł na wojnę[21]; do dziś nie cierpię nowel Konopnickiej.

Poezję Marii Konopnickiej odkryłem na dobre, gdy byłem już dorosły, w czasie kiedy komunistyczna propaganda PRL-u przedstawiała ją wręcz jako kryptosocjalistkę, ale oprócz „czerwonego” kanonu raczej nie wydawano jej twórczości. Jak zwykle rzeczywistość różniła się od propagandowej fikcji. Znalazłem wiele jej wspaniałych wierszy. Zobaczyłem, że jest całkiem inna, niż ją przedstawiali ideolodzy, nie mieściła się w wyznaczonych dla niej ramach. Drażni mnie jej niecierpliwość i rodzące się z niej bluźnierstwa, ale Bóg rozliczył ją już za nie ponad sto lat temu. Nie zachwycam się także wierszami stylizowanymi na ludowe przyśpiewki, rymowanki, piosenki i ballady, pewnie dlatego, iż nie czuję tego wczesnego folku wynikającego z chłopomanii, nie postrzegam chłopstwa jako ostoi dobroci, szczerości i prostolinijności, mogła to robić Maria Antonina, mógł tak też patrzeć Stanisław Wyspiański, jednak badacze kultury chłopskiej tacy jak Jan St. Bystroń dawno już pokazali jej rzeczywiste oblicze[22].

Nie znam osobiście Jarosława Kaczyńskiego, nie byliśmy sobie przedstawieni, ale ponieważ jest on osobą, która od lat zabiera głos na różne tematy i wielokrotnie słyszałem jego wypowiedzi, to pozwolę sobie postawić tezę, którą twórca napotkanej przeze mnie wlepki chciał przedstawić jako absurdalną – Jarosław Kaczyński jest według mnie dobrym adresatem poezji Marii Konopnickiej, niewykluczone, iż zna ją dobrze i rzeczywiście czyta wieczorami, jeśli mu na to starczy czasu. A że poezja jest mu nieobca, pokazał wtedy, gdy w czerwcu 2007 roku powiedział w swoim wystąpieniu, że „inni szatani tam byli czynni”[23], wprawiając tym w konsternację mainstream polskiego dziennikarstwa i powodując jego oświeceniowe oburzenie aż do czasu wyguglania przez jednego z nich źródła cytatu.

Wydawałoby się, że poezja Konopnickiej się zestarzała, że dotyczy nieistniejących realiów, zamkniętego czasu historycznego, słyszałem taką opinię. Nic bardziej błędnego! Równie dobrze można by powiedzieć, że przeżyły się inne dzieła: Andersenowski Kopciuszek, Szekspirowski Makbet, Homerowa Iliada, ba – Mickiewiczowy Pan Tadeusz nawet. Maria Konopnicka nie nadawała się na rewolucjonistkę za życia i nie bardzo pasuje na sztandary lewicy dzisiaj. Nie chciała świata podpalić i przenicować, ale jedynie zmienić jego pewne aspekty. Nie warto, a nawet nie ma sensu próba zawłaszczenia jej przez jakąś grupę, choćby i najbardziej hałaśliwą. Zarówno Maria Konopnicka jak jej twórczość jest naszą wspólną wartością, w jej poezji może zakochać się zarówno konserwatysta, jak i postępowiec – o ile oczywiście któryś z nich będzie chciał ją czytać. I niech tak pozostanie.

Samotna idę wśród nocy tą drogą,

Którą łez ludzkich wskazują mi ślady,

Ale o hasło nie proszę nikogo!

Ach, za promyczek mizerny i blady,

Za nędzny odzew żądają zapłaty

Królewskiej: ducha wolności i – zdrady.

W prawo i w lewo odrębne dwa światy,

Lecz droga moja ni w lewo, ni w prawo:

Ja idę prosto do biednej tej chaty,

Co nędzą swoją odbija jaskrawo

Od głośnych haseł, rozdwojeń i kłótni…[24]

Henryk Mencel
projektant wnętrz w stylu polskim, właściciel firmy „Zamieszkać w dworku”
(www.zamieszkacwdworku.pl)

……………………………………

[1] A. Przewoźnik (red. pośmiertna J. Adamska), Katyń. Zbrodnia – Prawda – Pamięć, Świat Książki 2010, s. 378-385.

[2] Ibidem, s. 449 i nast.

[3] D. Baliszewski, Anty-Katyń, „Wprost” 2008, nr 47 (1352).

[4] K. Bazylewicz, S. Bachruszyn, A. Pankratowa, A. Focht, Historia ZSRR, przekład: zespół pod red. M. H. Serejskiego, cz. I, Państwowe Zakłady Wydawnictw Szkolnych, Warszawa 1954.

[5] Ibidem, s. 136-137.

[6] N. Davies, Serenissima. Dyplomacja w Rzeczypospolitej Polski i Litwy, w: idem, Boże igrzysko. Historia Polski, tłum. E. Tabakowska, Wydawnictwo Znak, Kraków 2000, s. 363.

[7] Joanna Piotrowska w audycji To był dzień, Telewizja Polsat, 18.11.2013, godz. 20.24.55, stenogram własny.

[8] Magdalena Środa na Drugim Wielkopolskim Kongresie Kobiet w Poznaniu 13.11.2013, L. Annanikova, Profesor Środa: to Jezus Chrystus wymyślił gender, na: www.gazeta.pl, 14.11.2013, dostęp: 14.12.2013.

[9] kid, Zawisza: „Kłamstwo konopnickie jak kłamstwo oświęcimskie”. Czy Maria Konopnicka była lesbijką?, na: www.wyborcza.pl, 15.11.2012, dostęp: 5.06.2013.

[10] Za: Dżek, Życie intymne Marii Konopnickiej rozpaliło feministki i Artura Zawiszę. O co kruszymy kopię?, na: www.gazeta.pl, 15.11.2012, dostęp: 5.06.2013.

[11] L. Magnone, S. Duda, Konopnicka to nie sierotka Marysia, „Ale Historia” 2012, nr 23, 25.06.2012, s. 5.

[12] T. Teluk, Gender jak komunizm i nazizm, na: www.uwarzamrze.pl, 26.05.2013, dostęp: 22.11.2013.

[13] Lekcja Równości. Postawy i potrzeby kadry szkolnej i młodzieży wobec homofonii w szkole , red. J. Świerszcz, Kampania Przeciw Homofobii, Warszawa 2012.

[14] W. Ferfecki, Szkolna walka z homofonią, na: www.rp.pl, 16.05.2013, dostęp: 22.11.2013.

[15] A. Chaber, Wielka nieobecna – transpłciowość w szkole i systemie edukacji, w: Lekcja …, op. cit., s. 149.

[16] Rekomendacje Koalicji na rzecz Edukacji Antydyskryminacyjnej, zebrała M. Jonczy-Adamska, w: Lekcja równości, op. cit., s. 186.

[17] Cyt. za: M. Koliba, Posłowie, w: M. Konopnicka, Poezje i nowele, S. W. Czytelnik, Warszawa 1956, s. 235-236.

[18] J. Porazińska, Najpiękniejsza książka, w:M. Konopnicka, O Krasnoludkach i o sierotce Marysi, Krajowa Agencja Wydawnicza, Rzeszów 1988, s. 8.

[19] M. Konopnicka, Janek wybiera się w drogę, w: eadem, O Janku Wędrowniczku, Nasza Księgarnia, Warszawa 1959, bn.

[20] M. Konopnicka, O Krasnoludkach i o sierotce Marysi, Krajowa Agencja Wydawnicza, Rzeszów 1988, s. 13-14.

[21] Nasza szkapa, Jaś nie doczekał, W piwnicznej izbie, A jak poszedł król.

[22] J. St. Bystroń, Kultura ludowa, wydanie drugie, Trzaska, Evert i Michalski, Warszawa 1947.

[23] Z wiersza Kornela Ujejskiego Chorał (Z dymem pożarów).

[24] M. Konopnicka, utwór IX z cyklu Fragmenty, w: eadem, Poezye, oprac. J. Czubek, wydanie zupełne, krytyczne, t. II, Nakład Gebethnera i Wolffa, Warszawa 1916, s. 48.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *