Domowa biblioteka czyli kupujmy książki

Telewizja nie zastąpiła kina. Można obejrzeć film w telewizji, ale rzadko kiedy udaje się to zrobić w całości, od początku do końca, a do tego jego seans jest tak pocięty reklamami, że na napisy końcowe nie ma cierpliwości stacja telewizyjna albo nie mamy jej my. Kino jest przy tym istną świątynią filmu, wyjście do niego jest specjalną wyprawą, w nim oglądamy najczęściej film do samego końca, nawet ten, który nas rozczarował.

Internet nie zastąpi książek. Owszem, jest możliwe, aby dzięki niemu ściągnąć jakąś zeskanowaną pozycję z cyfrowej biblioteki, ale rzadko kto czyta w sieci choćby dłuższe artykuły. Specyfiką internetu jest bowiem nie tylko łatwość przeskakiwania z miejsca na miejsce, hipertekstualność, ale także powierzchowność, szybkie znużenie tematem, a szczytem elokwencji przeciętnego internauty jest wiedza z wikipedii – anonimowego źródła. Mało dociekliwy surfer sieciowy co chwila natyka się na przeróżne pułapki – teksty nierzetelne, głoszące nieprawdę, teksty wprowadzające w błąd, kopiowane po wielokroć, przekręcone fakty, powielane pomyłki, niesprawdzone teorie lub wręcz kłamstwa.

Do jednego z rozdziałów napisanej przeze mnie książki[1] potrzebowałem informacji o ilości dworów i pałaców ukazanych na fotografiach w książce Leonarda Durczykiewicza Dwory polskie w Wielkiem Księstwie Poznańskiem. Wikipedia kusiła mnie gotową podpowiedzią – 111 sztuk[2]. Wrzuciłem pytanie do wyszukiwarki i otrzymałem setki podobnych, jednakowych odpowiedzi, jednak faktycznie album ten zawiera dokładnie dwa razy więcej sfotografowanych dworów, czyli 222, co łatwo sprawdziłem zdejmując książkę z półki i przeliczając zdjęcia[3]. To tylko przykładowa pułapka. Po pierwsze, wikipedia podaje (w tym przypadku) kłamliwą informację. Po drugie, setki stron i witryn multiplikowało ten błąd. To pokazuje, że internet żyje życiem wsobnym, żywi się sobą, a jego anonimowość może oznaczać brak odpowiedzialności. Odwrotnie jest z książkami, w ich przypadku ktoś kładzie na szalę swoje nazwisko, firmując nim treść wydawnictwa. Znamy więc autorów i wydawców, a w przypadku tłumaczenia także jego wykonawców, zazwyczaj dowiadujemy się o tym, kiedy książka się ukazała, a często także kiedy została wydana po raz pierwszy.

Tak jak ludzki organizm ma kilka najważniejszych narządów, tak każde mieszkanie, każdy dom ma kilka niezbędnych, podstawowych elementów. Dla ciała niezbędna jest kuchnia z jej centralnym miejscem, lodówką, podobnie toaleta z bieżącą wodą, dla ducha natomiast sercem domu jest biblioteka ze stojącymi w niej książkami. Serce to dostarczać musi energii w postaci wiedzy i kultury na różnych poziomach funkcjonowania tego wyjątkowego organizmu jakim jest wspólnota rodzinna. Powie ktoś – można żyć, mieszkać bez biblioteki. Odpowiem brutalnie – zwierzęta żyją bez toalety, człowiek też może, a jednak to oczywiste, iż każdy chce mieć ją w domu.

Pierwsze biblioteki na ziemiach polskich zakładali mnisi i to właśnie klasztory od samego pojawienia się w Polsce tworzyły i bez ustanku powiększały archiwa i księgozbiory, kreując w ten sposób wzorzec, który naśladowali biskupi oraz król. Otoczenie króla w naturalny sposób przenosiło upodobania dworu królewskiego do swoich siedzib, których z kolei wygląd wpływał na zachowania i obyczaje ogółu szlachty. Cały proces trwał kilkaset lat nim wykrystalizował się i utrwalił ostateczny wygląd biblioteki we dworze. Choć książki były obecne w siedzibach ziemiańskich już wcześniej, to dworskie księgozbiory powstawały zazwyczaj w XVIII wieku. Zajmowały najpierw tylko część szafy, po czym rozrastały się, z początku dość powoli, aż wypełniły ją w całości, a w wieku następnym coraz szybciej i wtedy coraz częściej zbiór trafiał do specjalnego pomieszczenia, co w końcu stało się normą.

W XIX stuleciu posiadanie własnego księgozbioru było już sprawą prestiżową i bezdyskusyjną, jego rodzaj i wielkość stanowiły miarę obycia i przynależności do sfery ziemiańskiej; literatura cieszyła się szacunkiem, a brak oczytania był cechą wstydliwą. Biblioteki zajmowały uprzywilejowaną pozycję w pałacach i dworach, a że księgozbiory bywały częściej skatalogowane niż inne zbiory i kolekcje w nich się znajdujące, jak choćby malarstwa, broni, tkanin czy porcelany, dlatego wiedza na ich temat jest często bardzo szczegółowa, pomimo niszczycielskiego walca dwóch wojen światowych, bolszewickiej rewolucji i wojennego rajdu Armii Czerwonej po ziemiach Rzeczpospolitej oraz działań tubylczych komunistów, który przetoczył się po nich, doprowadzając je do całkowitego unicestwienia.

Księgozbiory dworskie gromadzone były zazwyczaj przez kilka pokoleń, biblioteki różniły się znacznie wielkością, były wśród nich małe, liczące zaledwie kilkaset woluminów oraz takie, które obejmowały ich kilkadziesiąt tysięcy. Jolanta Kucharska pisząc o bibliotekach i archiwach dworskich na północno-wschodnich Kresach, wymienia 63 znane jej dwory, w których liczba woluminów wynosiła około 3.000 lub więcej sztuk, z czego jedna 7.000, dwie po 8.000, jedna 9.000, a większe, kilkunastotysięczne zbiory w 18 miejscach[4]. Największy wielkopolski księgozbiór znajdował się w pałacu Skórzewskich w Czerniejewie, zawierał on wiele rzadkich druków, np. Biblię Radziwiłłowską i około 400 inkunabułów, w roku 1926 oceniany był na ok. 20.000 tomów,[5], a w roku 1939 roku liczył już ok. 50.000 tomów[6]. Inne duże wielkopolskie biblioteki znajdowały się w pałacu Skórzewskich w Lubostroniu – ok. 20.000 tomów, w pałacu Lipskich w Lewkowie, w pałacu Mielżyńskich w Pawłowicach i we dworze Cieszkowskich w Wierzenicy, zbudowanym przez Augusta, filozofa – po ok. 10.000 tomów[7]. Księgozbiór we dworze Kajetana Kraszewskiego w Romanowie, gdzie mieści się obecnie Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego, brata Kajetana, tworzyło na początku lat sześćdziesiątych XIX stulecia ok. 4.000 tomów, a w roku 1875 było ich już 6.000[8]. Porównując zasobność tych samych bibliotek w różnym czasie widać doskonale jak szybko się one rozrastały, przykład Czerniejewa Skórzewskich pokazuje zakup ok. 30.000 tomów w ciągu 13 lat!

Szlachecki dworek w Sikorzynie, Biblioteczka w gabinecie Fot. Tomasz Markowski/swiatrezydencji.pl
Szlachecki dworek w Sikorzynie, Biblioteczka w gabinecie Fot. Tomasz Markowski/swiatrezydencji.pl

Rzeczpospolita była często najeżdżana przez wrogie armie, niektóre z wojen i kampanii prowadzonych przeciwko naszemu państwu miały charakter wręcz łupieski, tak było z najazdami Szwedów, cywilizacyjnie i kulturowo zapóźnionych w stosunku do Polaków. Zarówno potop szwedzki w latach 1655-1660, jak i ich wcześniejsze i późniejsze wyprawy przeciwko Polsce nakierowane były na kradzież jak największej ilości cennych rzeczy, w tym oczywiście także zasobów bibliotek. Jeszcze dzisiaj Biblioteka Uniwersytetu w Uppsali chwali się „łupami wojennymi”: zbiorem Braniewo Jesuit Library, zawierającym ponad 2.000 drukowanych dzieł, 335 inkunabułów i 63 manuskryptów – ukradzionym przez armię szwedzką z biblioteki jezuickiej w Braniewie oraz kolekcją Copernicus Collection – 38 książkami należącymi do Mikołaja Kopernika spośród 45 ukradzionych z biblioteki katedralnej we Fromborku[9]. Głównymi złodziejami i dewastatorami polskich bibliotek byli jednak Rosjanie i Niemcy. Robili to w różnych okresach i z różnym natężeniem, począwszy od 1772 roku, czyli od pierwszego rozbioru Rzeczpospolitej, aż do końca II wojny światowej. Już w czasie zaborów jedne polskie księgozbiory wywożono do Rosji i Niemiec, a inne w prostacki sposób niszczono, książki przeznaczano chociażby na opał jak w przypadku części biblioteki Radziwiłłów z Nieświeża lub jako papier do zawijania towarów. Najgorsze nadeszło wraz z rewolucją bolszewicką i tym, co po niej nastąpiło, wtedy unicestwiano całe budynki wraz ze znajdującymi się w nich zbiorami oraz w czasie II wojny światowej, kiedy starano się całkowicie wyeliminować polską kulturę. Spośród szacunkowo liczonych zasobów bibliotek instytucjonalnych i prywatnych, które są oceniane w roku 1939 na ponad 50 milionów jednostek, w czasie wojny przepadło około 35 milionów, czyli jakieś 70%. Straty zbiorów specjalnych, do których zaliczane są rękopisy, inkunabuły, starodruki z XVI do XVIII wieku, ikonografia, kartografia i muzykalia oceniane są na około 2 miliony jednostek[10].

Historia przeorała polskie zasoby znajdujące się w prywatnych rękach. Czasu się nie cofnie, tym bardziej wydarzeń, mamy za to wpływ na to, co się dzieje dookoła nas. Każdy może zapoczątkować budowę rodzinnego księgozbioru. Książki nie są tanie, ale też nie są na tyle drogie, aby nie można było sobie na nie pozwolić. W całym roku 2012 statystyczny Polak wydał na zakup książek 19,44 zł, z tym, że mieszkaniec miasta 27 zł, a mieszkaniec wsi 7,68 zł (czyli całkiem odwrotnie niż w czasach historycznych, kiedy to mieszkańcy dworów byli głównymi klientami wydawców) oraz dodatkowo 70,08 zł na podręczniki[11]. Nie można się więc dziwić, że pomimo wydanych w tym czasie 34.147 tytułów, łączny nakład wszystkich wydawnictw nieperiodycznych (czyli książek i broszur) wyniósł zaledwie 79.514.000 egz., czyli na osobę przypadło 2,063 egz., a średni nakład jednego wydawnictwa wyniósł tylko 2.300 egz.[12]! Ponieważ zakup książki to koszt około pięćdziesięciu złotych, a więc zacytowane dane pokazują, że statystyczne bezdzietne małżeństwo po pięćdziesięciu latach wspólnego pożycia może się pochwalić mniej więcej czterdziesto woluminowym księgozbiorem. To jest oczywiście zabawa danymi, jak w przypadku owych statystycznych trzech nóg, które mają zarówno właściciel psa, jak i on sam, kiedy spacerują po parku, a choć mechaniczne przeliczanie pokazuje pewne ogólne zależności, nie odzwierciedla jednak jednostkowego przypadku, czego dowodzą zwłoki topielca w rzece, która przeciętnie ma sześćdziesiąt centymetrów głębokości. Bariera nie istnieje jednak w naszych portfelach i na naszych kontach bankowych, ale w naszych głowach, to kwestia naszych priorytetów, naszej postawy i naszej mentalności. Przypominam, iż średni roczny wydatek na zakup książek jest porównywalny z kosztem jednej półlitrowej butelki wódki.

Istnieje, moim zdaniem, podstawowy kanon książek, które winny znajdować się w każdym lokum. Nie jest moim zamierzeniem kreślić taką listę na potrzeby niniejszej okazji, wymienię tylko kilka pozycji, aby unaocznić to, co mam na myśli. Wśród tego minimum minimorum muszą się znaleźć takie lektury, które są niezbędne do zrozumienia naszej tożsamości i naszego podstawowego kodu kulturowego, a więc Biblia, Pan Tadeusz, Słownik języka polskiego, Słownik wyrazów obcych, atlas geograficzny, Historia Polski (nie wskazuję autora), historia sztuki, a także – proszę się nie śmiać! – jakaś książka kucharska z polskimi daniami. Od tych kilku książek może być rozbudowywany księgozbiór. Ambicją osób aspirujących do odgrywania ważniejszej roli w rodzinie, a tym bardziej w społeczeństwie winno być gromadzenie tych wydawnictw, które pomagają budować wiedzę i pogłębiać tożsamość.

Przy zakupach książek warto, jeśli wydawca daje nam do wyboru taką opcję, decydować się na te mające twarde oprawy; takie woluminy będą mniej podatne na uszkodzenia. Zwracajmy także uwagę na staranność wydania poszczególnych tomów, na rodzaj użytego papieru, wielkość i kształt czcionki oraz jakość ilustracji. Po co mielibyśmy nagradzać wydawnictwa, które traktują zarówno swoje wyroby jak i nas, kupujących, bez szacunku? W końcu książka nie jest zwykłym produktem, nie chcemy cieszyć się nią, podobnie jak którąś z części naszej garderoby, przez krótki, z góry zaplanowany czas, ale mamy zamiar przekazać ją w spadku następnym pokoleniom.

Kupujmy książki mimo braku czasu na ich czytanie. Kiedy znajdą się one w naszym domu i zajmą jego część, to prędzej czy później odegrają swoją podstawową rolę – staną się dla kogoś lekturą. Nawet jeśli ktoś nazwie to snobizmem, to warto taki snobizm, który idzie pod prąd współczesnych mód popierać.

PS Większość książek, z których korzystałem przy pisaniu niniejszego artykułu, pochodzi z mojej domowej biblioteki.

Henryk Mencel
projektant wnętrz w stylu polskim, właściciel firmy „Zamieszkać w dworku”
(www.zamieszkacwdworku.pl)


[1] H. Mencel, Wejście, w: idem, Zamieszkać w dworku. Wszystko o wnętrzu dworu, Nekla 2012, kps.

[2] www.wikipedia.org, hasło: Leonard Durczykiewicz, dostęp: 16.11.2011, 14.12.2013 (bez zmian).

[3] L. Durczykiewicz, Dwory polskie w Wielkiem Księstwie Poznańskiem, Nakładem L. Durczykiewicza w Czempiniu, Poznań 1912, passim.

[4] J. B. Kucharska, „Sibi et amicis” – biblioteki i archiwa dworskie na kresach północno wschodnich Rzeczypospolitej, w: Dwór polski. Zjawisko historyczne i kulturowe, Materiały VIII Seminarium, Stowarzysznie Historyków Sztuki, Kielce 2006, s. 80.

[5] T. Stryjeński, Pałace wiejskie i dwory z czasów saskich, Stanisława Augusta i Księstwa Warszawskiego w województwie poznańskiem na podstawie podróży odbytej w lipcu 1926 roku, Kraków 1929, s. 21.

[6] A. Kwilecki, Życie kulturalne i towarzyskie, w: Ziemiaństwo wielkopolskie. W kręgu arystokracji, red. A. Kwilecki, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 20014, s. 111.

[7] A. Łuczak, Dzieła sztuki oraz biblioteki w wielkopolskich dworach w XIX i XX wieku, w: Dwór polski. Zjawisko historyczne i kulturowe, Materiały IV Seminarium, Stowarzyszenie Historyków Polskich, Warszawa 1998, s. 95.

[8] J. Kozińska-Chachaj, Księgozbiory ziemiańskie na Lubelszczyźnie w XIX i XX w., „Bibliotekarz Lubelski” 2004, rocznik XLVII, Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Hieronima Łopacińskiego w Lublinie, s. 64.

[9] Uppsala University Library, na: www.ub.uu.se/en, dostęp: 7.08.2012.

[10] B. Bieńkowska, Straty bibliotek. Czy wszystkie bezpowrotnie?, „Cenne Bezcenne Utracone” 1997, nr 6, s. 5.

[11] GUS, Kultura w 2012 r. Informacje i opracowania statystyczne, Zakład Wydawnictw Statystycznych, Warszawa 2013, s. 63.

[12] Ibidem, s. 100, 73.

Tytułowe zdjęcie przedstawia fragment księgozbioru Biblioteki Wilanowskiej w Pałacu Krasińskich w Warszawie, fot. wikipedia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *