Drewniany dworek z bali

Podwarszawski całoroczny dom Maria zbudowała z solidnych, klejonych warstwowo bali świerkowych, wykorzystując do tego konstrukcję wieńcową, zaczerpniętą z tradycyjnego staropolskiego budownictwa drewnianego. Reportaż z budowy domu znalazł się w majowym numerze miesięcznika Budujemy Dom.

Po 10 latach użytkowania działki rekreacyjnej, Maria poczuła, że pragnie na co dzień żyć bliżej natury i zbudowała na niej całoroczny dom. Zaopatrzyła go w nowoczesne instalacje i urządzenia. Wymagało to sporego zachodu, ponieważ w tamtym okresie podmiejska działka nie miała dostępu do sieci wodociągowej i kanalizacyjnej, a sieć gazową ułożono w okolicy dopiero w końcowej fazie budowy.

Dlaczego z bali?

Maria, podobnie jak większość ludzi wznoszących domy, przeszła przez okres zastanawiania się nad technologią budowania.

Choć zawsze mieszkałam w mieście w murowanych budynkach, wybrałam technologię z drewna, ponieważ nagle owładnęło mną poczucie, że jest to ostatni czas na stawianie domów drewnianych i że bezpowrotnie tracimy ten odwieczny polski sposób budowania – opowiada właścicielka.

Chciałam swoim domem powiedzieć „nie” tej schyłkowej tendencji. Ale nie traktowałam tego jako misji! Wybór nie oznaczał także, że zawsze marzyłam o drewnianym domu i że nie miałam wątpliwości podczas tego przedsięwzięcia. Kiedy powstawał, przestraszyłam się na przykład dużej ilości drewna we wnętrzach i część ścian z bali zamierzałam obłożyć płytami k-g. Ten pomysł wybili mi z głowy cieśle, konstruujący dom. Skończyło się na ułożeniu na parterze posadzek z jasnego marmuru, co rozbija wrażenie mieszkania w drewnianym pudełku. Wybrałam konstrukcję z grubych bali świerkowych, bo nie podobają mi się domy szkieletowe z oblicówką z desek. Zdecydowałam się zapłacić więcej za bale klejone warstwowo, które nie pękają i przedłużają trwałość konstrukcji. Wiem, że moje drewno, pozyskane w polskich lasach, przewieziono do Niemiec, gdzie je pocięto i sklejono w bale o grubości 26 cm. Na plac budowy przyjechały ciężarówkami bezpośrednio zza zachodniej granicy. Cieśle łączyli bale pomiędzy sobą na dyble, umieszczone co 1,30 m, a w narożnikach na „jaskółczy ogon”. Poszczególne, specjalnie frezowane bale uszczelniali jedynie taśmą, bo nie chciałam widocznych na zewnątrz ozdobnych warkoczy. Konstrukcja domu i stropy, tak jak przed wiekami, powstały bez używania gwoździ.

Wspomniany numer pisma i cały artykuł dostępny jest pod tym linkiem (str. 40-43).

Równie ciekawie prezentuje się również najnowszy numer miesięcznika W Sieci Historii, którego tematem głównym są historyczne, nieznane Mazury. Warto zatrzymać się na chwilę przy artykule o 10 miejscach, które trzeba nań koniecznie odwiedzić. Na dłużej warto się natomiast pochylić nad kolejnym ziemiańskim artykułem, w którym poznajemy życie i losy rotmistrza Jerzego Brzozowskiego. Ziemianin, ostatni żyjący oficer 4. Pułku Ułanów Zaniemeńskich i… Żołnierz Wyklęty. Po wojnie działał w strukturach AKO – Armii Krajowej Obywatelskiej i walczył z funkcjonariuszami narzuconej przez Sowietów władzy. Aresztowany, przesłuchiwany, skazany na więzienie obywatel drugiej kategorii w państwie PRL. Mimo bardzo dobrych kwalifikacji i doktoratu pracę zawodową zakończył na szczeblu średniego urzędnika. Ujawnił się dopiero po 1989 roku. Kolejny Bohater wywodzący się z polskiego dworu! Magazyn w wersji cyfrowej dostępny jest pod tym linkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *