DWÓR POLSKI Historia, teraźniejszość, przyszłość.

Dwór PolskiBy zacząć swoją opowieść o dworze polskim muszę się odnieść do pytania, które często można znaleźć na rozmaitych forach internetowych: Co to jest polska architektura? W pytaniu tym wyczuwalna jest odrobina wątpliwości; Czy Polacy mają w ogóle coś takiego co można by nazwać własnym, rodzimym wzorcem architektury? Osoba znająca temat powinna z grubej rury i bez namysłu wygarnąć: oczywiście, chociażby styl zakopiański i dwór polski. Ten pierwszy zostawimy sobie do omówienia na inna okazję, a mówić będziemy tu przede wszystkim o dworze jako siedlisku odwiecznym Polaków. Dużo czasu nam jednak zajęło by styl narodowy wypracować, a to po to tylko by został on zmieciony przez wojny, nazizm i komunizm.

Dziejopis polski, Jan Długosz, charakteryzując społeczeństwo polskie wieku XV, dzieląc je na stany, tak m.in. pisał o chłopach: „Mało starannie budują domy, zadowalają się lichymi chatami”. Jeśli przyjąć że ludność wiejska stanowiła przygniatającą większość ówczesnego polskiego społeczeństwa, to w opinii Długosza, acz znanego z niechęci do chłopów, jest na pewno sporo prawdy. Jednakże na całkowity krajobraz polski nie składały się przecież tylko chłopskie chaty. Poza jeszcze wtedy nielicznymi zamkami i pałacami, poza liczniejszymi od nich kościołami i klasztorami, były jeszcze dwory, w przeważającej liczbie drewniane. I tu ówcześni krytycy, tacy chociażby jak Górnicki, również nie mieli pochlebnego zdania; „w podłym drewnianym budowaniu majętności swoje chowamy” – pisał. Wydaje się, że przekonanie o marności polskiego budownictwa było powszechne zarówno wśród polskich królów jak i możnowładców. Góra polskiego społeczeństwa była najwyraźniej niezadowolona z domostw otaczających ich zamki i pałace, psujących widoki z wież i okien ich bogatych domostw. Uderzające też było ubóstwo ludności te chaty zamieszkującej. Stąd wysiłki władców Polski o poprawę sytuacji poprzez tzw. kolonizację na prawie niemieckim (magdeburskim i lubeckim). Ponieważ to prawo uprzywilejowało głównie osiadłą ludność niemiecką i walońską, toteż po najazdach mongolskich lokowanie także Polaków na prawie niemieckim staje sie masowym zjawiskiem. Efekty były szybko widoczne: zniknęły rozproszone osady jednodwórcze i przysiółki, a osadnicy poczęli się skupiać w większych osadach podobnych do wsi współczesnych. Piękniał polski krajobraz. Nowe wsie, które lokowano komponowały regularnie (wzdłuż drogi lub wokół stawu) lub nieregularnie skupiska zagród, w których centralną pozycję zajmował kościół, siedziba parafii. Było to bardzo państwotwórcze działanie, gdyż umożliwiało przenikanie organizacji kościelnej do społeczeństwa. W polskiej kulturze ludowej oś pan-pleban (+szkoła) będzie miała wielką rolę do odegrania w wiekach późniejszych. Wiele wiejskich alejek w Polsce, na obu ich końcach, ozdabiać będzie dwór z jednej strony, a wieża kościoła z drugiej. Widok ten stanie się częścią narodowej psyche. Ten cud polskiej architektury zasługuje na ocalenie i naśladownictwo.

Zawirowania historii sprawiały często, że kontynuacja polskiej kultury narodowej (w tym architektury), która do roku 1918 była kulturą szlachecką, często stawiana była pod znakiem zapytania. Co dalej?, było i jest nieodłącznym pytaniem. W Polsce przeszłość, teraźniejszość i przyszłość się ciągle przeplatają i wzajemnie uzupełniają.

Mereczowszczyzna, rys. Napoleon Orda
Mereczowszczyzna, rys. Napoleon Orda

Dlatego też każde omówienie pozycji dworu w XXI wieku nie może być udanym bez tła historycznego. Co możemy powiedzieć o naszych domach, domostwach dzisiaj? Czy udało się nam wykreować styl narodowy, czy też w podłym betonowym bloku majętności swe chowamy, jeśliby sparafrazować opinię Górnickiego. Czy dwór jako styl narodowy w Polsce jest przeżytkiem? Czy mamy w ogóle prawo tak mówić w kraju, który doznał tyle zniszczeń w przeszłości, bo to co pozostało po dworach równa się ok. 1% stanu posiadania przed wojną? Dla sił tzw. „postępu”, który w Polsce był reprezentowany przez komunistów i komunizujących ludowców, dwór jawił się jako symbol zapyziałej kultury szlacheckiej, feudalizmu i czasu przeszłego nieudacznego. Dziś, kiedy spojrzymy na stan polskiej architektury, nie tylko zresztą na wsi, to widzimy bezład i spustoszenie, które to „siły postępowe” dokonały w Polsce. Reszty dokonała tzw. prywatna inicjatywa, która swymi klockowymi domami z pustaków zochydziła krajobraz polskich wsi, miast i miasteczek. Kiedy w 1989 roku błaganie: „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie” zostało w końcu wysłuchane, nagle poczuliśmy chęć powrotu do domu. Tym domem – marzeniem dla wielu Polaków pochodzenia szlacheckiego, i nie-szlacheckiego, był i jest dwór. Przyczyna odnowionej miłości do dworu po części bierze się z bólu jaki napawa każdego Polaka widok opuszczonego, bezpańskiego, zarośniętego chwastami i pokrzywami, domu. Do tego dochodzi literatura, z której dowiadujemy się, że w domach tych mieszkali prawdziwi ludzie, ba, często wielcy i sławni Polacy: Kościuszko, Piłsudski, Grottger, Słowacki, Krasiński, Kraszewski, Kozietulski, i wielu innych, zwykłych, szlacheckich domowników. I nagle rok 1989 dał nam ten prezent powrotu do domu, kontynuacji przerwanej wojnami i zaborami kultury dworskiej.

Czynnika emocjonalnego nie możemy przeceniać, ale też nie możemy nie doceniać, gdyż powrót dworu polskiego jest jednocześnie powrotem do polskiej historii, która przez lata była pisana ręką obcych ludzi lub ludzi służących obcym ideom. Wyskoczmy więc w przeszłość znowu i spójrzmy jakie emocje towarzyszyły naszym przodkom gdy mówili o dworze. Dziś my sami nierzadko mówimy o swoim domu/mieszkaniu – „ciasny ale własny”. Otóż podobnie rzecz się miała z polskim dworem, który aż do wieku XVIII był głównie drewnianym, na podmurówce, a potem murowanym, domem rodzinnym, często za ciasnym dla wielodzietnej szlacheckiej rodziny. Był takim domem na jaki danego szlachcica było w danym momencie stać. Jeśli przyszła fortuna, to budowano dwór zamożniejszy. Władysław Łoziński pisząc o staropolskim zwyczaju spadkowym, który przewidywał dziedziczenie majątku przez najmłodszego syna, a nie najstarszego, tak oto sprecyzował czym dwór był dla naszych przodków:

chodziło o to jakby o obsolutną bezpośredniość kontynuacji rodu, chciano niejako, aby właśnie najpóźniejsza, ostatnia latorośl osiadła konarem na pniu dziedzicznym, aby ostatnie właśnie ogniwo zaczepiało o dalszy łańcuch potomostwa. Dawało też prawo powrotu do straconego rodowego gniazda; tzw. „tytuł bliższości”, ius retractus, ius propinquitatis, ułatwiał odkupienie rodzinnego majątku od nabywcy po tej samej cenie, w jakiej był sprzedany. Była też pielesz ojczysta podwójnie droga; obok realnej wartości miała urok idealny, historyczny, pamiątkowy: hic sacra, hic gens, his maiorum multa vestigia mógł o nich powiedzieć z Cyceronem szlachcic starego gniazda. Cała zaś tradycja i gniazda, i rodu, cała niejako synteza, cała suma najżywotniejszych i najpouwniejszych warunków czci i bytu rodzinnego mieściła sie w ścianach tego szlacheckiego dworu…

Nic też dziwnego, że w okresie II Rzeczpospolitej ziemiaństwo polskie które utraciło już wtedy swą pozycję polityczną w państwie, ale nie wpływy, propagowało dwór jako symbol tego co w Polsce najlepsze i najszlachetniejsze. Znowu w sukurs przyszła literatura: Kariera Nikodema Dyzmy Dołegi-Mostowicza, Pożoga Zofii Kossak, Szczenięce Lata Melchiora Wańkowicza, Burza od Wschodu Marii Dunin-Kozickiej, i wiele innych pozycji, które opisywały dwory jako siedliska patriotyzmu, cnót obywatelskich, dobrego smaku i manier, oraz przedsiębiorczości. Patronat ziemiański przed II wojną światową umożliwiły karierę wielu wybitnym architektom, zrealizowano też wiele bardzo udanych projektów. Powstające na zamówienie ziemiańskie, dwory realizowane były w stylu tradycyjnym, który otwarcie nawiązywał do przeszłości, przede wszystkim do klasycyzmu i baroku. Architekci często wykorzystywali pomysły, które niósł ze sobą tzw. styl dworkowy ukształtowany teoretycznie na początku wieku XX, a rozpowszechniony po I wojnie światowej. Przykłady dobrej dworskiej architektury możnaby mnożyć. Wystarczy że wymienię dwór w Opiniogórze autorstwa Józefa Gałęzowskiego, dwór w Ciechance Jana Lacherta, zbudowany dla jego ojca, pałac w Adampolu wg projektu Jana Koszczyc-Witkiewicza dla Konstantego i Natalii Zamoyskich, Stawisko dom Jarosława Iwaszkiewicza autorstwa St. Gadziewicza oraz chyba najdostojniejszy w przedwojennej Polsce – dwór w Podweryczkach k/Lidy według projektu S. Narębskiego.

A jaki miałby być dwór dzisiaj, w bardzo zmienionych warunkach społecznych, w czasach internetu i globalnej gospodarki? Czy myszką-pachnący tradycjonalizm ma szansę u ludzi młodych, bo to oni są przyszłością kraju? Nie ma na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi, a jeśli już, to musi ona mieć charakter złożony. Ku naszemu zadowoleniu jesteśmy w trakcie odbudowywania zniszczonej substancji architektonicznej dawnych ziemiańskich dworów, których było przed wojna od 16 000 do 20 000. Ich oryginalnej funkcji, dworu jako kwatery ziemianina-rolnika chyba już się nie da przywrócić, gdyż procesy urbanizacyjne, rozdrobnienie gospodarstw rolnych oraz rosnący sektor przemysłowo-usługowy zaszły już za daleko, i uszczuplają stan posiadania polskiej wsi i rolnictwa. Sytuację pogarsza do tej pory nie rozwiązany problem restytucji majątków skonfiskowanych przez reformę rolną 1944 roku. Gdyby stało się to możliwe, to przynajmniej jakiś mały procent dworów mógłby funkcjonować na zasadzie przedwojennego folwarku, majątku ziemskiego zatrudniającego robotników rolnych wcześniej zatrudnionych w sektorze państwowym. Więcej, powinny być stworzone mechanizmy, które pozwoliłyby na podniesienie pozycji większych gospodarstw rolnych i zbliżenie ich funkcji ekonomicznej i kulturowej do dawnych majątków ziemskich. Działania towarzystw ziemiańskich powinny zdążać właśnie w tym kierunku – wspieranie ludzi szlachetnych, zdolnych i uczciwych, a to w celu cywilizacyjnego podniesienia wsi i unowocześnienia rolnictwa. W każdej wsi to właśnie dwór, szkoła i kościół powinny odgrywać rolę kulturotwórczą. Dawniej dwór był przede wszystkim związany z gospodarką rolną, dziś już to należy do wyjątku, dlatego też by nie stać sie skansenem w swoich funkcjach dwór musi wyjść naprzeciw potrzebom społecznym XXI wieku. Jest to konieczne dlatego, że ludzie młodzi, kochający kulturę przodków, powinni jednocześnie współtworzyć nowe polskie ziemiaństwo, gdyż to oni są nadzieją i przyszłością Rzeczypospolitej. Przy czym sam termin „ziemiaństwo” byłby raczej umowny, gdyż zapewne większość mieszkańców dworów mieszkałoby co prawda na ładnym kawałku ziemi, ale wykonywałaby rozmaite zawody bezpośrednio z uprawą ziemi nie związane, ale za to potrzebne współczesnej wsi. Ale, przede wszystkim rządy niepodległej Polski powinny zadbać o to by sprawiedliwości stało się zadość, i żeby postanowienia haniebnej reformy rolnej 1944 zostały unicestwione. W rezultacie tych posunięć jak najwięcej starych właścicieli powinno powrócić do domowych pieleszy, odbudowywać stare i budować nowe dwory. Ponieważ dawni ziemianie rozproszeni są dziś po wszystkich kontynentach, więc świeża krew i pieniądze, i, mam nadzieję, dobre maniery również powinny zagościć w polskim dworze. Odtworzone kulturalne elity wiejskie staną się gwarantem dobrego gustu i nawrotu do staropolskich cnót. Z tymi powrotami należy wiązać również poprawę estetycznego wyglądu wsi. Zresztą już na małą skalę ma to miejsce.

Dwór w Koszutach, fot. Ł.Górka
Dwór w Koszutach, fot. Ł.Górka

Należy jednocześnie zastrzec, że budownictwo dworów w Polsce ma też swoich przeciwników, którzy też mają swoje racje, optując za architekturą współczesną. Na taką opcję również musi być miejsce, szczególnie w miejscowościach gdzie nie ma znaczącej substancji architektonicznej. Tu jednak powinien decydować konserwator zabytków i architekci (nie budowlańcy) w porozumieniu z wójtem i mieszkańcami. Krytycy budownictwa dworskiego odrzucają dwór ze względów estetycznych, funkcjonalnych, ale i nie rzadko politycznych. Lewicowo i neoliberalnie nastawiona część społeczeństwa wspierana propagandą unijną kwestionuje samą potrzebę postaw patriotycznych w XXI wieku, upatrując w niej zarzewie nacjonalizmu, a nawet… faszyzmu. Niektórzy krytycy dworu atakują sam rozkład izb we dworze sugerując jakieś starodawne, archaiczne funkcje, które nijak nie przystają do potrzeb człowieka XXI wieku. Ano właśnie, chyba jednak zachodzi tu jakieś małe nieporozumienie. Dwór XV-wieczny różnił się od XVI, XVII, XVIII czy XIX-wiecznego, więc również dwór XXI-wieczny nie musi być zastygłym w czasie domem. Jakby nie było, w wieku XXI nawet w zaścianku nie jest się już tak wyizolowanym: jest internet i telewizja kablowa, po co więc mieszkańcy dworów mieliby do końca naśladować dom szlachcica z przeszłości, mogą go jednak dla ciągłości rodowej uszanować i upamiętnić. Nowe czasy potrzebują jednakże nowych idei i nowych strategii. Dom musi tętnić życiem jego mieszkańców i gości. W latach II Rzeczpospolitej w wielu dworach pojawiły się auta, grano w polo (ang. gra bądź co bądź) i w golfa (to samo). Akceptowano rzeczy nowe. Podobnie, nie ma sensu narzucać właścicielom architektury wnętrza, można doradzać i sugerować, ale dom to nie muzeum. Dwór definitywnie powinien hołdować wystrojowi tradycyjnemu, ale jednocześnie byłoby skrajną niemądrością, narzucać właścicielom jak oni powinni urządzać swój dom, gdyż to ich zły gust, ich złe wybory, ściągną krytykę tylko na nich samych. Urządzanie każdego pokoju we dworze zgodnie z jego funkcjami XVIII-wiecznymi- a że to wszystkie meble mają być zbierane z pokolenia na pokolenie, a obrazki i grafiki to mają być tylko w skromnych oprawach – jest trochę niedorzeczne. Dwór ma być domem dla człowieka XXI wieku; szlachcica czy nie-szlachcica. Gromadzone przez lata pamiątki po przodkach są rzeczą piękną, ale wszystko zależy od tego jakich się miało przodków. Stare fotografie, pod warunkiem, że przedstawiają własną rodzinę i są właściwie oprawione, jak najbardziej będą pasowały do starannie dobranych starych mebli. Kilim i skrzyżowane szable są raczej zastrzeżone dla urodzonych, ale jeśli właściciel jest wykwintnym kolekcjonerem białej broni to i to powinno mu ujść płazem. Orzeł w koronie i ryngraf należą do wszystkich Polaków, którym Bóg, Honor i Ojczyzna na sercu leżą, ale portrety trumienne dziadków, którzy dziadkami właściciela nigdy nie byli, mogą ich wytroczyć z grobu z okrzykiem: „Kunicki jestem, a nie Kunik, Waść miej się na baczności, bo straszyć w nocy będę!” Dlatego też jeśli się ma przodka zarejestrowanego w Liber generationis plebanorum (też stara książka), albo, nie daj Boże, nigdzie, to trzeba sobie portret trumienny szlachcica odpuścić.

Jedną wizję, którą chcę zaproponować ludziom nowym w dworach jest nie wystawanie ponad swoich przodków. Dwór nowego pana powinien stanowić syntezę dokonań rodzinnych, a jednocześnie być składnicą historii rodziny, ale i warsztatem codziennej pracy. Dla artysty może spełniać on role studio lub galerii, dla antykwariusza czy zielarza – muzeum, a dla lekarza być domem – izbą przyjęć. Wybór mebli i dekoracja domu nie powinny aspirować do wnętrz pałacowych, ale raczej ukazywać skromność, umiar i dobry gust. Jeśli załóżmy przodek nie był polskim szlachcicem, ale walońskim czy niemieckim tkaczem, to w dworku powinny się znaleźć jakieś przedmioty-dowody tkackiej działalności przodka, stare rodzinne fotografie w ramach z epoki, biblia napisana szwabachą, biały orzeł z epoki, naczynia i przedmioty używane w gospodarstwie, a nawet portret olejny króla/księcia polskiego, który ściągnął przodków do Polski. Czasem, gdy przedmioty przepadły, jest ich zbyt mało, to trzeba się wybrać do Niemiec, Walonii lub na Jarmark Dominikański w Gdańsku, i je uzupełnić. Może też powinien sie znaleźć na ścianie krzyż z powstania 1863, oczywiście jeśli przodkowie stali sie polskimi patriotami, albo my sami doznaliśmy przemienienia w czasach Solidarności 1980. My sami jesteśmy świadkami historii i ją współtworzymy. Tradycja to nie tylko praszczur pod Grunwaldem lub Obertynem, pas słucki antenata czy miecz zdobyty w Siedmiogrodzie. Jeśli przodek był rzemieślnikiem czy chłopem to nie ma co się ośmieszać przez wieszanie herbu w złotych ramach „Made in Germany” czy chwalić się drzewem genealogicznym produkcji Family Ancestory, które szczodrze wyprowadza naszych przodków od Karola Młota. Zamiast tych ostatnich proponuję naczynia gliniane, ceramikę ładnie ułożoną na półkach, sztych rodzinnej miejscowości przodków, sztych wsi osadzenia, kołowrotek i ładny stary niemiecki zegar. Żadnych kransoludków w ogrodzie, te się sprzedają dobrze w byłym NRD.

Pokój Pana we dworze w Koszutach, fot.Ł.Górka
Pokój Pana we dworze w Koszutach, fot.Ł.Górka

Z pewnością nie jeden szlachcic, którego przodkowie być może też byli szlachtą, czytając moje słowa rośnie jak na drożdżach, bo on sam przecież takich problemów nie ma. W kontuszu biega po okolicy z inną szlachtą jak on sam, ma i portrety przodków, może nawet prawdziwe, marna to sztuka, ale dawno namalowana, i ręcznie, a jakże. Sąsiadom pokazuje też inne rekwizyty: „Szable też mam! A oto mój herb, Leliwa!” (Szable kupił na bazarze Różyckiego, bo oryginalną dziadek rzekomo zabrał na emigrację do Nairobii razem z herbem Bóg wie jakim. W rzeczy samej dziadek spoczywa na wsi pod Wołominem. Tacy ciekawi ludzie przychodzą do dworu, że jakby miecze samurajskie powiesił na kilimie to też by się nie rozeznali). „A cóż tam herb, powiada, jedna rodzina to może mieć ich nawet kilka. Zobacz Pan u Niesieckiego. „Ale ja sobie powiesiłem przy drzwiach, i tak se wisi, ładny, nieprawdaż?” (A byłby lepiej zrobił by go schował do kufra i zasypał piaskiem na parę lat dla podstarzenia. Jak tak będzie wisiał przy tych drzwiach to znowu go ktoś gdzieś zapodzieje, albo gorzej, wywiezie na emigrację). Jak widzimy, zarówno u plebsu jak i u szlachty rodzimej może się pojawić problem dobrego tonu, gustu i smaku.

W takiej sytuacji zarówno potomek niemieckiego tkacza jak i polski szlachcic muszą sobie zadać takie same pytanie: kim jestem dzisiaj? A od odpowiedzi na to pytanie będzie między innymi zależało jak powinien każdy z nich urządzić sień, salon i gabinet w swoim dworze, ale o tym napiszę przy następnej okazji.

Nowy człowiek we dworze powinien być człowiekiem dobrym, szlachetnym, rozumnym, prawdziwym sługą społeczności wśród której przyjdzie mu żyć i pracować. Przez swoje gospodarowanie we dworze i ogrodzie, oraz wybranym zawodzie, powinien popularyzować dobre wzorce do naśladowania w okolicy. Pozatem, w czasach współczesnych horyzonty nie jednego plebejusza są niejednokrotnie szersze od horyzontów szlachcica XIX, XX, a nawet XXI-wiecznego. Odwrotny scenariusz też jest możliwy. I jeden i drugi po uniwersytecie, zjeździł cały świat, zjadł zęby na emigracji, uczył się języków, kolekcjonował sztukę, smakował dobre wino i sery, zdobył olbrzymie doświadczenie. Jest niczym Dezydery Chłapowski po powrocie z wojen napoleońskich. Teraz ma dość, chce gdzie…? Do domu! No ale, nie zawsze tak jest, zdarzają sie i chamy też, podobne do tego jak Kaczmarek z Ziemi Obiecanej co to Kaczmarskim sie przezwał, a z tymi trzeba będzie się dłużej pomęczyć.

To natura ma wszystko wyrównać. Wbrew napuszeniu bardziej zajadłych szlagonów, jak pisze Łoziński, w wielu nawet magnackich pałacach nie było zbyt dużo porządnych książek lub ambitnej sztuki, cóż oczekiwać od ludzi w tej kulturze nowych. Zdziczenie obyczajów i bezguście, które wprowadziła sowiecka okupacja w Polsce muszą być stopniowo i starannie wyrugowane. Jednakże nie chodzi tu tylko o sam dwór, ale o zdewastowany Polski krajobraz, o sady, parki, aleje, trawniki itp itd. Niemcy zawsze mieli Kunstschutz i my też go potrzebujemy. Polska leży w Środkowej Europie. Jednakże, mam nadzieje, tym razem możemy się obejść bez kolonizacji na prawie niemieckim, włoskim, hiszpańskim czy francuskim. Powrót dworów, choć już ma on swoich przeciwników, jest pozytywnym zjawiskiem, gdyż tak wiele pięknych dworów bezpowrotnie uległo zniszczeniu. 16 000 odbudowanych i nawo-zbudowanych dworów w Polsce powinno być celem, a dodatkowo tzw. styl dworkowy w miastach. Winni jesteśmy to naszym przodkom. Zresztą restytucję monarchii też, ale to już temat na osobny esej.

Ja wiem, nowych dworków nie lubimy za bardzo, ale stare są dla wielu za drogie. A przecież te stare też były kiedyś nowe, a nierzadko ulegały zniszczeniu w przeszłości, więc musiały być odbudowywane. W czym więc rzecz? Jeśli po dawnym dworze pozostało tylko parę cegieł i zbutwiałe ramy okienne, to innego wyjścia nie ma, trzeba budować nowy. To jest olbrzymia szansa dla polskiej wsi, jej gospodarki i kultury. Każdy dwór powinien być perłą w koronie Rzeczypospolitej, a to po to byśmy się czuli dobrze i żeby ktoś nam nie powiedział: „Ach, ci Polacy w marnych chatach swój dobytek chowają”. „Wara, Waszmościowie!”-odkrzykniemy. „Szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie!!! Zagroda ciasna, ale własna!”

dr Zygmunt Jasłowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *