Dwory i pałace Artura Grottgera

Dwory i pałace Artura GrottgeraW naszym romantycznym pojmowaniu Polski Grottger jest tym w polskim malarstwie czym Chopin jest w polskiej muzyce, a Norwid w polskiej poezji. Grottger jest Chopinem i Norwidem polskiego malarstwa.

[Zygmunt Jasłowski]

Wstęp

Artur Grottger (1837-1867) to postać wyjątkowa w polskim malarstwie romantycznym. Po okresie ciszy i przemilczeń ten największy z polskich malarzy romantycznych powraca do panteonu narodowego malarstwa polskiego. Krótkie, bo liczące zaledwie 30 lat, życie artysty zaowocowało olbrzymim mnóstwem obrazów i rysunków, które nawet w naszym szybkim i przesiąkniętym nadmiarem wiadomości świecie poruszają wszystkie zmysły.

W czasach ludowej władzy Grottger, jako syn kresowego ziemiaństwa, uosabiał czas zniszczony przez komunistyczną reformę rolną i do roku 1989 był faktycznie artystą, którego popularności nie nagłaśniano. Miejsce, które zajmował on w polskich zmaganiach o niepodległy byt, ad hoc eliminowało go z grona pożądanych artystów. Słynne niegdyś cykle malarskie – Warszawa, Polonia, Lituania, Wojna, acz miały wydźwięk potępiający wszelki gwałt, przemoc i wojnę, to jednocześnie przypominały sprawę polską i jawiły się jako anty-rosyjskie, ale przecież nie anty-radzieckie (?). Jednakże i pozostałe obrazy przypominały za bardzo pańską Polskę, którą władza ludowa systematycznie rugowała ze świadomości Polaków. W czasach gdy wielu Polaków wypędzonych z Kresów musiało ze strachu przed wywózką do Rosji, tolerować haniebne wpisy w dowodach osobistych – urodzony/urodzona w ZSRR, samo słowo Kresy brzmiało wywrotowo. Naturalnie, w tamtej Polsce, nie było szans na propagowanie malarza, który był największym polskim romantykiem, a jednocześnie szlachcicem tak mocno związanym z Kresami, dziedzictwem Jagiellonów i chrześcijaństwem.

Albumy i książki dotyczące twórczości artystycznej Grottgera były i są poszukiwane przez kolekcjonerów i miłośników jego malarstwa. Nie można jednak bagatelizować faktu, że popularność sztuki Grottgera wykracza daleko poza artystyczną wartość jego dzieł i czerpie nie mało z ich patriotycznej wymowy. Jednocześnie nie jest tajemnicą dla historyków sztuki, że Grottger był ceniony już za swego życia za swój artystyczny talent. Wśród ludzi, którzy cenili jego sztukę byli wybitni przedstawiciele świata sztuki, kultury i polityki: Jean-Leon Gerome (1824-1904) – malarz i rzeźbiarz, przedstawiciel akademizmu francuskiego, Paul Delaroche (lekarz), syn sławnego ojca – Paula Delaroche (1797-1856), Pappenheim (austriacki oficer i kolekcjoner sztuki), Franciszek Józef I (cesarz), Pere Michel (republikański polityk francuski), Goupil (marszand paryski), Pierre Veron redaktor “Monde Illustre”, „Revue Politique” i pisma satyrycznego „Charivari”, Henri Giacometti (malarz francuski, profesor Krajewskiego). Veron porównywał artyzm Grottgera do Goyi i Galleta. Naturalnie listę tą trzeba poszerzyć o Polaków. Wśród wielbicieli i kolekcjonerów trzeba odnotować m.in.: Władysława Hr. Czartoryskiego z żoną, córką króla hiszpańskiego, Jerzego Lubomirskiego, Norwida, Krasińskiego, Ujejskigo, Matejkę, Władysława Mickiewicza (syna Adama), Żeleńskiego, Marcelego Maszkowskiego i wielu innych.

Dziś Grottger znowu robi się modny i dzięki Internetowi nie ma praktycznie żadnego problemu w dostępie do jego artystycznej spuścizny i życiorysu. Nie o tym jednak chciałbym tu pisać. Jeśli spojrzeć bowiem na całokształt malarski Grottgera to najbardziej uderzający jest związek tego malarza z etosem ziemiańskim, jego życiem codziennym oraz ofiarnością tej klasy społecznej na ołtarzu Ojczyzny. Zawężam więc swoje spojrzenie na twórczość Grottgera do tematu: Grottger a dwór polski. A chciałbym spojrzeć na to zagadnienie w dwójnasób. Po pierwsze, przybliżyć siedziby ziemiańskie z którymi Grottger był związany. Po drugie, przeanalizować obrazy, w których dwór i szlacheckość są ewidentnie widoczne. W ten sposób chciałbym wzniecić na chwilę genius loci i Zeitgeist przynależny epoce wielkiego wieszcza polskiego malarstwa.

1 - Artur Grottger, Autoportret 1860-67, Muzeum Literatury, Warszawa
1 – Artur Grottger, Autoportret 1860-67, Muzeum Literatury, Warszawa

Kronikarz ziemiańskiej codzienności

Grottger jest znany przede wszystkim jako utalentowany ilustrator polskich epopei narodowych, ale niemniej ciekawe jest spojrzenie na Grottgera jako na malarskiego kronikarza dworskiej, ziemiańskiej codzienności. Dziś patrząc na rozliczne portrety i obrazy z życia ziemiaństwa znajdujemy wizualne uzupełnienie wiedzy o ludziach z jego epoki i ich rodowych siedzibach. Poprzez kwerendę źródeł pisanych jesteśmy w stanie lepiej zrozumieć samą postać malarza, jego epokę, miejsca z nim związane i jego malarską twórczość. Znamienne jest to, że wiedza o Grottgerze przetrwała do naszych czasów głównie dzięki ziemianom z otoczenia malarza. Ich wspomnienia, pamiętniki oraz obrazy przechowane w rodzinnych kolekcjach uratowały pamięć o wielkim polskim malarzu. Dziś w Krakowie koło Pałacu Sztuki stoi skromny pomnik powstały w 1903 roku, który nijak się ma np. do pomnika Fryderyka Chopina w Parku Łazienkowskim w Warszawie. I tylko gorące serca Kresowiaków są mu największym pomnikiem. Bo to tylko właśnie ludzie przywiązani od lat do kraju urodzenia spełniają decydującą rolę w utrwalaniu pamięci i tradycji z nimi blisko związanych. Tylko niedobitki ludności polskiej mieszkają dziś na ziemiach utraconych, ale ich misja kulturowa nie może być tam swobodnie kontynuowana. Obowiązek ten spada na nas Polaków zamieszkałych w granicach III RP.

W Polsce, w granicach dzisiejszych, jest mnóstwo miejsc związanych z malarzami i każda miejscowość czy wielkie miasto strzeże tego dorobku, który podbudowuje nie tylko narodową, ale także lokalną tożsamość. Można łatwo dostrzec jak dumnie miasto Kraków strzeże swych malarskich tradycji wyrosłych w cieniu tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych. Podobnie Radom chlubi się Muzeum Jacka Malczewskiego, Bydgoszcz zaś Muzeum Leona Wyczółkowskiego, a Zakopane Muzeum Hasiora.

Grottger był wielki, ale na jego temat wiemy jakby mniej. Jego obrazy są rozproszone. Kilka obrazów ma Galeria Lwowska we Lwowie, małą kolekcję Grottgerów ma Warszawa, Kraków, Wrocław, a najwięcej obrazów jest chyba w rękach prywatnych. Grottger niektórych drażni, „niepotrzebnie” przypomina, jest „zbyt” patriotyczny, nie na „nasze” liberalne czasy, „za bardzo” ilustracyjny, i w ogóle passe. Miejsca związane z Arturem Grottgerem w świadomości młodszych pokoleń Polaków prawie, że nie istnieją i spowiła je niepamięć. Nawet romantycy, którzy wiedzą gdzie urodził się Mickiewicz, Słowacki czy Piłsudski, o miejscach związanych z Grottgerem często nie słyszeli. Więcej, dość często nawet wspomnienie o Kresach jest poczytywane u części młodego pokolenia jako jątrzenie stosunków polsko-ukraińskich. A przecież obrazy Grottgera powielane w tysiącach egzemplarzy krzepiły polskie serca w sposób podobny do powieści Sienkiewicza, poezji Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego czy Norwida, oraz malarstwa historycznego Jana Matejki. Do dziś w wielu domach polskich przechowywane są niczym relikwie kopie serii malarskich Grottgera. Całe szczęście istnieją wspomnienia ludzi, którzy pochodzą z rodzin znających go z autopsji. I tu właśnie chciałbym wyłuszczyć bogatą pajęczynę powiązań rodzinno-przyjacielskich polskiego ziemiaństwa.

Artur Grottger urodził się 11 listopada 1837 (il.1) w rodzinie dzierżawcy majątku Otynniowice na Podolu, który był własnością Siemianowskich. Znamienne, że data urodzenia malarza, 11 listopada, jest niczym ziarno jutrzenki wolności, którą przyniósł Polsce rok 1918. Ojciec późniejszego malarza, Jan Grottger, był sam malarzem niemieckiego pochodzenia po Wiedenskiej Akademii Sztuk Pięknych, a matka była Polką o bardzo nie-polskim nazwisku. Z tej kombinacji urodził się wieszcz polskiego malarstwa i wielki polski patriota. Tak pisał o nim w roku 1907 Antoni Potocki:

Nazwisko Grottgera stało się w kraju niemal hasłem szlachetnego marzycielstwa, kartony jego są nam znane, typ grottgerowski mamy przed oczyma, jak w pamięci strofy Słowackiego lub melodye Chopina, niekiedy wreszcie wspominamy i los tragiczny młodzieńczego geniuszu.1

Wielkość Polski wzrastała dzięki tolerancji i gościnności. Dzięki tym cnotom doczekaliśmy się ludzi Polsce oddanych, choć nie całkiem z krwi polskiej: Chopina, Traugutta, Andersa, Kolberga, Norblinów, Deskurów, Platerów, Grottgera i wielu innych. Takie było właśnie dziedzictwo Jagiellonów. Polskość ciągle się stawała, ciągle narastała, choć wielu z wielkich dawnej Rzeczpospolitej w sensie krwi Polakami nie było. Sami Jagiellonowie byli rodowitymi Litwinami bez domieszki krwi polskiej, a ich żonami i matkami były Austriaczki, Rusinki czy Włoszki. Jeszcze bardziej cudzoziemscy byli Wazowie. Miejsce urodzenia Grottgera to właśnie taki pojagielloński tygiel, gdzie kwitła kultura sarmacka zbudowana z elementów polskich, orientalnych i zachodnich. Prawie wszystko co dotyczy Grottgera dzieje się we dworze, wokół dworu, wśród okolicznego ziemiaństwa, które było głównym motorem kulturalnej ekspansji przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, a po jej upadku pielęgnowało dawne tradycje Polaków.

Dziś zrozumienie Grottgera i jego czasów przesłania nam republikański, politycznie poprawny punkt widzenia, który każe widzieć ziemiaństwo i jego etos jako czas miniony i przeżyty. Paradoksalnie więc klasie społecznej, która była głównym podmiotem historii przez blisko tysiąc lat, przypisuje się szufladkę „skansenowego przeżytku”, który gdzieś tam na marginesie współczesności może sobie dalej zipać. Język dzisiejszych książek, esejów czy artykułów prasowych rzadko już dziś potrafi z taką lubością pisać o Ojczyźnie i rzeczach swojskich jak to czynili pisarze polscy z początku XX wieku. Współczesny „salon” ma swoich „świętych”, którzy każdego dnia szukają w Polsce i Polakach ułomności. Polska jest na tyle dobra, na ile pasuje do norm brukselskich, partykularnych interesów ekonomicznych, partyjnych czy medialnych. Liczy się materiał, który może spowodować społeczne zamieszanie. Przy tym „salon” pełen jest wulgarnej i paszkwilanckiej frazeologii. Nawet w czasach zaborów pisało się o Polsce ładniej… A jakże też inny był język i obyczaj polskiego ziemiaństwa XIX-wiecznego od warstw, które dziś stanowią nowe elity w Polsce. To wtedy właśnie rozpoczniemy naszą wędrówkę po dworach Artura Grottgera; zajrzymy do sieni i salonu, rzucimy okiem na okalający park i stajnię, podpatrzymy służbę uwijającą się w kuchni… . W takim otoczeniu właśnie przyszedł na świat Artur. Wczytajmy się w słowa Antoniego Potockiego, historyka i biografa naszego malarza, który tak oto pisał o jego dzieciństwie:

Sielsko, anielsko płynęły pierwsze lata Grottgera. Nad kolebką pierworodnego pochylała się ubóstwiana twarz matki — twarz przesłodka, opromieniona urokiem szczęścia w miłowaniu płynącego żywota, a przy tem bardzo piękna. Piły z niej oczy dziecięce od zarania rozkosz harmonii rysów i wyrazu. Kto wie, ile w tem synowskiem upojeniu pierwszych niemowlęcych jeszcze wrażeń było wyposażenia w tęsknotę za pięknem na całe życie?

Pierwszych kroków chłopięcych strzegł ojciec — staropolski typ męski, a choć obcego nazwiska, to jednak bardziej rodzimy i swojski w każdym objawie krewkiej, serdecznej, wrażliwej i życzliwej natury, niż niejeden dziedzic historycznego rodu.

Najbliższe otoczenie dziecka stanowił ów tak bardzo znajomy polskim młodym latom światek, gdzie dzieci i kobiety wnoszą uśmiech i pogodę pod dach starego dworu.

W surowej patryarchalności wiejskiego bytu dzieci i siostry mamine — owe Polsce przez Opatrzność zesłane ciocie stanowią ów rzewny i słodki przydatek, którym dwór polski zastępuje sobie tyle braków życiowych. Chciałbym tu napisać apologię cioci — polskiej cioci — tej, co z kluczykami w ręku wyręcza cierpiącą na ból głowy mamę, co łagodzi po kryjomu surowe wyroki ojca, dla której z sąsiedztwa przyjeżdżają tacy mili, piękni i imponujący wąsem i wierzchowcem młodzieńcy, takiej cioci, która nieraz w życiowem rozbiciu rodziny bierze na wątłe ramiona wielki ciężar opieki nad sierotami.

Grottger miał ciocię Julę, Anielę, Poldzię i Klementynę, a jak zobaczymy, w atmosferze Ottyniowickiej nie mało przyczyniały się one do zamiany w oczach chłopca, starego dworu w zaczarowany świat.

Świat ten zaczynał się zresztą już w komnatach dworu, gdy o szarej godzinie zasiadała matka do klawikordu i gdy tęskne dźwięki romantycznych melodyi mieszały się z mgłami kłębiącemi się nad stawem i w poświatę księżycowych nocy niosły rozmarzoną duszę pacholęcą. Za oknami dworu szumiały stare lipy — wkoło rozlegały się równie, pełne kwitnących łąk i plennycla łanów.

… Można to nazwać słowiańskim smętkiem albo romantyzmem i — nic nie wytłumaczyć. Może to właśnie sprawił ów wabny, niewieści pierwiastek kobiet polskich, coraz bardziej w życiu dworów naszych obecny, może ów miękki urok kobiecości z powabu żon, sióstr, kochanek naszych początek biorący — powoli wyssał z duszy posarmackiej męskość dawnego czucia i sam się w sercach pokolenia rozwielożnił?

…To dziwne jednak, że owe piękne Laszki, same swesolutkie, jak młode koteczki, w męskich duszach narodu zaszczepiły taki rzewny smutek, tyle tkliwej tęsknoty.2

Dom rodzinny Grottgera to nie jedyny dwór w życiu artysty, ale z pewnością najważniejszy, gdyż to tu obserwował on starożytne zamczyska, biegał po jarmarkach i zajazdach szlachty, wchodził do stajni by malować konie, a w salonach rodzinę i przyjaciół. Z tych szkiców, rysunków i obrazów wyłania sie piękny świat dawnego ziemiaństwa. Otoczenie dworu było pierwszym poligonem doświadczalnym talentu małego Grottgera, który robił pierwsze kroki pod czujnym okiem ojca, także malarza, ale amatora. Namalował tu wizjonerski zamek przypominający zamek Kraka, epizody z bitew. Rysował zarówno z natury jak i z pamięci, ale często też posługiwał się bujną wyobraźnią. Istnieje też relacja Nowatarskiego, nauczyciela Artura, który wspomina, że już w dzieciństwie namalował on serię radosnych obrazków, które można by zakwalifikować jako jego pierwszy cykl malarski.3 Powstał nawet bardzo dojrzały obraz przedstawiający egzekucję moskiewskiego szpiega powieszonego na zwykłej chłopskiej drabinie.

2 - Współczesne zdjecie XVI-wiecznego dworu Tarnowskich w Ropie
2 – Współczesne zdjecie XVI-wiecznego dworu Tarnowskich w Ropie

Dworski uniwers Grottgera to świat daleko wykraczający poza rodzinne Ottyniowice. To co zobaczył i doświadczył musiało mieć znaczący wpływ na wizje, które przedstawił w swoich obrazach olejnych oraz sławnych rysunkowych cyklach: Warszawa, Lituania, Polonia i Wojna. Jakbyśmy nie spojrzeli na malarską twórczość Grottgera, to wszędzie jest szlachcic-ziemianin, przyjaciel-malarz, także szlachcic, inni przyjaciele, znajomi, znajomi znajomych, rodzina; sami Sarmaci. W bojach o Polskę ginie głównie szlachta i ona wędruje na Sybir, a wśród zesłańców jest brat malarza – Jarosław Grottger. Przejażdżka konna jest siłą rzeczy przejażdżką po ziemiach wielkich hetmanów; Sobieskiego, Czarnieckiego, Żółkiewskiego, po ziemiach kniaziów Wiśniowieckich i udzielnych królestwach wielkich magnatów – Lubomirskich, Tarnowskch, Stadnickich, Zamoyskich, Ostrogskich, Zbaraskich, Kmitów, i wielu nie mniej ważnych lepiej urodzonych, bene nati et possesionati, jak ich nazywano. Wszystkie niemal obrazy związane są przynajmniej pośrednio z etosem szlacheckim, a niektóre umieszczają we dworze dziejące się wydarzenia, albo dwór z kolumnami jest tłem wydarzeń. Młody artysta malował nieustannie, a mimo to dorosłe życie zastało go w ubóstwie. Często, jak to z wieloma innymi artystami bywało, zmuszony był korzystać z pomocy przyjaciół i znajomych. Ci bardziej majętni, nierzadko udzielali mu znaczącego finansowego wsparcia, które pozwalało mu przetrwać przez jakiś czas. „Wędrował od dworu do dworu i od pałacu do pałacu, przebywając w nich krócej lub dłużej na łaskawym utrzymaniu swych gospodarzy”4 Wśród majątków, które Grottger odwiedził trzeba wymienić Śledziejowice pod Wieliczką (1855) należące do Erazma i Emmy Larysz-Niedzielskich, Barszczowice Jana Maszkowskiego (malarza i przyjaciela), Śniatynkę k. Drohobcza Stanisława Tarnowskiego (1865, 1866), a także Pieniaki, Grybów, Dyniski, Jeżów (zamek), Białą, Krynicę, Bobrek, Oświęcim i Porębę. Dwór w Ropie (il. 2) powstał na przełomie XVI i XVII. Swój obecny barokowo-klasycystyczny styl dwór zawdzięcza przebudowie, której dokonano w 1803 roku. Kiedy przebywał tam Grottger, dwór musiał właśnie wyglądać tak jak na załączonym zdjęciu, tyle że miał okazały ogród i park. W części zachodniej zachowały się pochodzące ze starego dworu sklepienia kolebkowe z lunetami.

Wśród przyjaciół ziemian, Grottger zawsze i wszędzie niemal czuł się swobodnie. W Porębie zaczął malować Wojnę. Było to miejsce dobrze znane, często odwiedzane, tu czuł się doskonale. Staroświecki, barokowy pałac ofiarowywał dla gości-domowników wygodną oficynę nakrytą łamanym, staropolskim dachem. „Okolica – pisał Grottger do swjej ukochanej – podobna do Dynisek, bo zupełnie taka sama równina, a w oddali sosnowe lasy…” 5

Pałac w Porębie był w II połowie XIX wieku znaczącym przybytkiem literatury i sztuki. Tak w tym, jak w wielu innych majątkach ziemskich, tradycyjna polska gościnność, dobroduszność, solidarność i patriotyzm przynosiły spodziewane efekty.

Każda okazja była dobra by się spotkać i poznać nowych ludzi: imieniny pana domu, zaręczyny, bal karnawałowy, dożynki itp. Oprócz Grottgera bawiły tu znakomitości ze sfery, ale również artyści: Kaczkowski, Żeleński, Filippi, Szujski, Grabowski i wielu innych. W Porębie odbywały się koncerty muzyczne, pokazywano obrazy, czytano poezję, organizowano kwesty na biednych. Więcej, urządzano tu nawet przedstawienia teatralne, do których sam Artur Grottger nie tylko przygotowywał dekoracje, ale również grał w nich główne role.

3 - Artur Grottger, Klacz w stajni (Poręba), 1858, akwarela na papierze, 27.5 x 36.5 cm, MS, Łódź
3 – Artur Grottger, Klacz w stajni (Poręba), 1858, akwarela na papierze, 27.5 x 36.5 cm, MS, Łódź

To w Porębie Grottger wytestował lampę naftową skonstruowaną przez Ignacego Łukasiewicza, która była wtedy nowinką powoli konkurującą z kandelabrem. Na jednym z obrazów olejnych Grottger wiernie przedstawił porębską klacz na tle stajni. (il.3)

W Porębie odbył też konną przejażdżkę po dworskich łąkach, gdzie właśnie po deszczach i następujących po nich upałach skoszono wybujałą trawę. Towarzyszami byli dwaj gospodarze Bobrowscy oraz ich kuzyn Ludwik Gołuchowski.

Grottger bywał też u Maszkowskich w Barszczowicach, dziś na Ukrainie. Dwór już w wieku XVIII był w rękach Lewickich herbu Rogala, a od polowy XIX wieku wydzierżawił go Jan Maszkowski, malarz lwowski, który tam też zmarł i został pochowany. Jan był przez pewien czas nauczycielem Grottgera, a Marceli, jego syn, serdecznym przyjacielem Artura. Zachował się bardzo interesujący portret jakiegoś na Sarmatę wyglądającego obywatela ziemskiego (il.4), który powstał w czasie jednej z wizyt u Maszkowskich.

4 - Artur Grottger, Obywatel z Barszczowic, 1860, olej na tekturze, 31.5 x25 cm, MN, Wroclaw
4 – Artur Grottger, Obywatel z Barszczowic, 1860, olej na tekturze, 31.5 x25 cm, MN, Wroclaw

Niezmiernie interesującą rezydencją, do której pewnego dnia zawitał Artur Grottger był zbudowany w stylu mauretańskim, według projektu Włocha Francisco Marii Lanciego, Osiek (il.5). Nawiązanie do stylu orientalnego było jednak tu potraktowane wyłącznie jako dodatek do klasycznego wyposażenia. W Osieku, który w 1840 roku znalazł się w rękach śląskiego barona Larischa (Larysza), Grottger dowiedział się o historii jak to młoda baronówna zakochała się w podporuczniku pułku Krakusów, Eustachym Januszkiewiczu. Po powstaniu listopadowym Eustachy zmuszony był pozostawić ukochaną i emigrować do Paryża, gdzie wraz z Aleksandrem Jełowickim założył Księgarnię Polską wydając m.in. utwory Mickiewicza i Słowackiego. Jednakże pomimo rozłąki nie zapomniał o swej lubej i w końcu wrócił; pobrali się i zamieszkali razem w Paryżu. Grottger miał sposobność spotkać w Osieku ich 13 letnią córeczkę, która przyjechała do Polski by odwiedzić dziadka Larysza. W Osieku spotkał też Grottger Muarycego Manna, publicystę, który opowiadał, że hrabia Adam Potocki zaprosił go na wyprawę do Grecji, Egiptu i Ziemi Świętej. Napomknął też, że pan hrabia jest jednym z tych ludzi, którzy bezinteresownie popierają rodzimych artystów.

5 - Osiek barona Larysza, pałac mauretański
5 – Osiek barona Larysza, pałac mauretański

Jak można zauważyć, ziemiaństwo i arystokracja polska była zorganizowana w bardzo swojski krąg znajomych, tzw. sferę, której członkowie wiedzieli o sobie niemal wszystko. Grottger coraz bardziej wsiąkał w to środowisko i dzięki niemu też będzie mu później łatwiej funkcjonować we Francji, w 1867 roku, ostatnim roku swego krótkiego życia. Kontakty towarzyskie będące wynikiem odwiedzin we dworach umożliwiały artyście malowanie i sprzedaż obrazów. Dla przykładu w Dyniskach poznał Grottger hrabiego Karola Lanckorońskiego, który zakupił „Alegorię wojny”. Artur wysłał ją niebawem do Wiednia, gdzie pan hrabia często przebywał. Od kiedy „Polonia” i „Lituania” zdobyły dużą popularność, rozpuszczano wieści, że nowy cykl Grottgera – „Wojna” – będzie jeszcze lepszy. Właściciel majątku w Bobrku (il.6&7), Potulicki, przyjechał do Poręby specjalnie by poznać sławnego malarza. Normalną koleją rzeczy była rewizyta Grottgera u Potulickich. By uradować właścicieli, Artur narysował w szkicowniku pałac bielejący wśród dębów.

6 - Bobrek palac Potulickich, zdjęcie współczesne
6 – Bobrek palac Potulickich, zdjęcie współczesne

Podobnie, jak gdyby z obowiązku, Grottger wykonywał niewdzięczne prace jak na przykład portret poległego w powstaniu Pańkowskiego, który Artur zmęczył na prośbę jego matki malując z fotografii. Malarz rozumiał jednak ból matki, gdyż również jego rodzony brat, Jarosław, cierpiał niedolę na Sybirze. Innym razem namalował Olę Fedorowiczowną z różami. Los sprawił, że dziewczynka wkrótce potem zmarła, a jej portret pozostał jedyną pociechą rodziny. Na prośbę rodziców Grottger spłodził jeszcze jeden portret z fotografii. Portretem namalowanym na zamówienie był również obraz przedstawiający rektora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Sawiczewskiego, którego miejscem docelowym miała być sala promocyjna Uniwersytetu.

7 - Bobrek oficyna pałacu
7 – Bobrek oficyna pałacu

Ludwik Swieżawski podaje że miejscem często odwiedzanym przez Grottgera był pałac w Pieniakach należący do hrabiostwa Włodzimierzostwa Dziduszyckich.6 Do rezydencji prowadziła urokliwa aleja wjazdowa. Klasycystyczny, symetrycznie zaprojektowany pałac wznosił sie nad ogromnym stawem, posiadał dwa jednakowe skrzydła, taras pokryty winogradem i otoczonym pięknym starym parkiem. Sam pałac jawił się Grottgerowym oczom niczym muzeum. Na kontrefektach można było zobaczyć oblicza rycerzy i eleganckie damy w robronach. Te ostatnie były nieopisanie piękne- klasyczne rysy twarzy i wyniosła postawa. Ich suknie odsłaniały kształtne piersi i łabędzie szyje. Na frontonie pałacu widoczna była data 1774, a wiec dwa lata po zaanektowaniu lwowszczyzny przez Austrię. Architektami pałacu byli sławni Włosi, ci sami co budowali Łazienki warszawskie – Dominik Merlini, Jan Monaldini i Jakub Fontana. Cudem zmysłu dekoracyjnego był zwierciadlany salon pod kolumnami z czerwonego porfiru, który ozdobiony był rzeźbami i kasetonami. Ściany salonu obite był błękitnym adamaszkiem specjalnie zamówionym w Lyonie. Wielkość salonu potęgowana była przez wysokie lustra oprawione w marmur, które zwielokrotniały kolumnadę i opalizujące kryształy kandelabrów. Zbiory unikalnej porcelany chińskiej, swerskiej, angielskiej i polskiej, kryształy i puzdra błyszczały poukładane w pięknych serwantkach. Posadzka salonu odbijała to wszystko niczym tafla wodna.

Jak zwykle przy okazji odwiedzin u przyjaciół, malarz odwdzięczał się za wizytę malowaniem portretów. Jest rzeczą nam znaną, że namalował m.in. Marynkę, młodszą córkę gospodarzy. W tym olejnym portreciku możemy zobaczyć małą blondynkę o bystrych oczach i nieforemnym nosku, ale z dużą dozą dziecięcego wdzięku. Namalował również Grottger olej na płótnie przedstawiający starszą córkę Dzieduszyckich z długimi warkoczami. W międzyczasie używał gościnności ile wlazło: wstawał wcześnie rano, jeździł konno po okolicznych dąbrowach i bukowianach, po których ożywiony wracał do sztalug.

Wśród przyjaciół Artura Grottgera był również Antoni Sas-Korczyński (wuj Wandy Monne), który się przeprowadził do Grybowa, gdyż był jednocześnie naczelnikiem sądu. Apartamenty Korczyńskich zajmowały część budynku od ogrodu który posiadał okazałe klomby kwietne z otaczającymi je kolorowymi szklanymi kulami, a uroku dodawały mu krzaki agrestu i porzeczek. Właściciel był bardziej romantycznym Sarmatą niż jurystą. Oznaczał się przy tym dobrodusznością, prawością i marzycielstwem. Rodzina miała typowy profil inteligencki: z dwóch synów jeden był lekarzem, a drugi adwokatem.

Ale świat dworów i pałaców to nie tylko galicyjska prowincja. Nie brakowało ich i w Krakowie. Posiadacze ziemscy w większości przyjeżdżali do swych krakowskich domów z bliższych lub dalszych majątków. Na pierwszym miejscu w hierarchii stał pałac „Pod Baranami” należący do Potockich z Krzeszowic. W pobliżu, przy Sławkowskiej, stał pałac Sanguszków z Gumnik, a także pałace Popielów i Skorupków. Przy urokliwej bardzo ulicy Św. Jana dumnie wznosiły sie pałace książąt Czartoryskich, oraz Lubomirskich i Wodzickich, gdzie Grottger bywał dość często. To tam podczas pokazu „Lituanii”, nie tylko oglądano obrazy, ale również kwestowano na biednych w kołomyjskiem. Artur zgodził się na wystawę w domu książąt, którzy będąc chorymi nie mogli przybyć do Lwowa na wystawę. Artur się zgodził pod warunkiem, że ofiarują coś na jego Hucułów i biednych studentów. Na tym samym ogniu upiekł jeszcze jedną „kaczkę” – zaproponował księciu zrobienie portretu. Na co książę się zgodził, ale również pod warunkiem: ‚Tylko, Panie Arturze, musi się pan prędko uwijać, bo siedzieć bez ruchu nie lubie”.7 Malarz dotrzymał słowa i po trzech dniach powstał portret księcia (il.8), człowieka starej daty, jakby hetmana dawnej sarmackiej Rzeczpospolitej. I oto chyba tu chodziło: o przywołanie dawnych godności.

8 - Portret Ksiecia Lubomirskiego, 1866, olej na plotnie, 75 x 61.7 cm, MN, Wrocław
8 – Portret Ksiecia Lubomirskiego, 1866, olej na plotnie, 75 x 61.7 cm, MN, Wrocław

Życie umysłowe kwitło wtedy w Krakowie na dobre; do wymienionych rodów dodać trzeba jeszcze książąt Sapiehów, hrabiów Tarnowskich i Czapskich. Słynne były domy pisarza Lucjana Siemieńskiego (Wenecja) na Długiej, generałostwa Skrzyneckich, Badeniego i Sołtyków. Zgodnie z ideologią, nazwijmy to post-sarmacką, ziemiaństwo polskie stanowiło bardzo dobrze zorganizowaną klasę społeczną powiązaną licznymi więzami rodzinnymi, przyjacielskimi i zawodowymi. Kraków, jak to ma miejsce do dziś, żył w umiłowaniu tradycji, a jego najświatlejsi obywatele wszczęli starania o przywrócenie języka polskiego do szkół i urzędów oraz repolonizacji Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Nie można nie wspomnieć wizyty Grottgera w domu Matejki przy Krupniczej, gdzie wtedy właśnie powstawał „Rejtan”. Obaj panowie znali się z czasów szkolnych, a Artur miał więcej entuzjazmu w ocenie płócien Jana niż on sam. Chwalił mistrzostwo Matejki oraz dokładność w malowaniu szczegółu.

Pierwszym miastem ówczesnej Galicji był królewski Lwów, którego moc świeciła jasno ponad południowo-wschodnimi kresami dawnej Rzeczpospolitej. Jednocześnie Lwów był pierwszym miastem na ziemiach polskich, gdzie Grottger wystawił „Lituanię”. 15 lipca 1866 roku o godzinie 10 rano mieszkańcy miasta i goście z innych stron Polski mogli oglądać w sali Ratusza Miejskiego rysunki ‚Lituanii’. Wystawa miała trwać tylko trzy dni, ale wobec olbrzymiego powodzenia, przedłużono ją do pięciu dni. Ratusz był wielkim „pałacowym” sukcesem Grottgera; posypały się pochlebne recenzje w „Czasie” i w „Gazecie Narodowej” : „Lituania” była oceniana jako dzieło najdojrzalsze i najdoskonalsze w dotychczasowej twórczości malarza.

Dwory w obrazach Grottgera

Obrazów solidnie przedstawiających dwory nie zachowało się znowu zbyt wiele, choć wiadomo że takie musiały powstać, a kilka przykładów sam odnotowałem powyżej – Bobrek, Deniski, Ropa. Było niemalże regułą, że malarz dziękował za gościnę malując portret domowników lub wizerunek dworu czy pałacu. Te skecze w terenie nie były działaniem na marne, gdyż mogły one być później wykorzystane w wielkich seriach malarskich, gdzie detal i dworskie tło się pojawiały dość często. Wizerunki dworów pokazanych „w całej okazałości”, lądowały potem w kolekcjach właścicieli, a co dalej to mrok historii. Z upadkiem klasy arystokratyczno-ziemiańskiej kolekcje rodzinne uległy dużemu rozproszeniu; wyprzedawano je na aukcjach i u osób prywatnych. Sztychy Grottgera do dziś można zobaczyć w niektórych starych francuskich domach; ich właściciele często nie mają pojęcia co to/kto to zacz. Podobnie na aukcjach zachodnich „wypływają” prace Wierusza-Kowalskiego, Zaka czy Brandta.

Wypada odnieść się do znanych nam przykładów, choć na pewno dużo ciekawych, nieznanych nam, obrazów kryje się w kolekcjach prywatnych na całym świecie. W malarskiej twórczości Grottgera dwór jest tym czymś czego obecność czuje się nieustannie, jest on stałym zapleczem dla innych wydarzeń, choć nie jest widoczny on w całej okazałości. Dwór jawi się jako bastion polskości, dom przechowujący tradycje patriotyczne, gniazdo wysyłające swe orlęta na wojnę o wolność Ojczyzny, a jednocześnie miejsce na które spadają wszelkie nieszczęścia wynikające z bytowania pod zaborami.

9 - A. Grottger, Pożegnanie powstańca, 1866, olejj na desce, 52.7 x 41.3 cm, MN w Krakowie.
9 – A. Grottger, Pożegnanie powstańca, 1866, olejj na desce, 52.7 x 41.3 cm, MN w Krakowie.

Na przykład, w obrazie zatytułowanym „Pożegnanie powstańca” (il.9) mamy do czynienia z typowo polskim obrazkiem: oto pani domu żegna swego bohatera udającego się do powstania. Dzieje się to pod kolumnami dworu (lub pałacu). Przy bramie widzimy oddział Krakusów wychodzący do boju, a para na pierwszym planie jakby nie może się pożegnać. Kobieta przypina kokardę ukochanemu. Tym powstańcem mógłby być sam Grottger, a kobieta jego ukochaną Wandą. Z jednego z listów napisanych jej ręką dowiadujemy się, że żal by jej było, gdyby w obrazie nie znalazło odbicie wspomnienie wieczorów na werandzie w Dyniskach i na ganeczku w Grybowie. Korespondencja Grottgera z narzeczoną mówi nam dużo nie tylko o miłości dwojga ludzi, ale również o różnych dworach i pałacach. Tu np. dowiadujemy się, że Grybów miał ganeczek, stąd możemy wnioskować że był to dwór barokowy, ponieważ dwory klasycystyczne mają zamiast nich portyki z kolumnami. Te ostanie, z kolei, miewały werandy spoczywające na kolumnach.

10 - A. Grottger,  Powitanie powstańca, 1866, olej na desce, 52.7 x 41.3 cm, MN w Krakowie.
10 – A. Grottger, Powitanie powstańca, 1866, olej na desce, 52.7 x 41.3 cm, MN w Krakowie.

Natomiast w obrazie ‚Powitanie powstańca” (il.10) widzimy na biało ubraną kobietę witającą ciemną bardzo postać powstańca, a w tle dość wyraźnie bieli się …. dwór.

11 - A. Grottger, Losowanie rekrutów, cykl Wojna, 1867
11 – A. Grottger, Losowanie rekrutów, cykl Wojna, 1867

Akcja innego obrazu z cyklu „Wojna” (il. 11 – Losowanie rekrutów) toczy się we wnętrzu dworu. Grottger z pietyzmem narysował dworski salon po walce; widoczny jest piękny cylindryczny piec, połamane obrazy oraz zegar. Tytuł obrazu „Już tylko nędza” mówi sam za siebie. W obrazie z cyklu „Polonia” pt. „Branka” (il.12) widzimy kobiety krzyczące w desperacji po zabraniu młodego szlachcica do wojska rosyjskiego. Na ścianie widoczny jest krzyż i dwa pistolety oraz, najprawdopodobniej, chrzcielnice ze święconą wodą.

12 - A. Grottger, Branka, z cyklu Polonia, 1863
12 – A. Grottger, Branka, z cyklu Polonia, 1863
13 - A. Grottger, Schronisko, z cyklu Polonia, 1863
13 – A. Grottger, Schronisko, z cyklu Polonia, 1863

W obrazie „Schronisko’ (il.13) Grottger przedstawił grupę poranionych powstańców, którzy znaleźli schronienie we dworze. Szlachcianka opatruje jednego z nich, i nawet lokalny Żyd zaangażowany jest w akcję pomocy. Problematykę tą podejmie dużo później Stefan Żeromski w „Wiernej rzece”. W jednej ze scen ciężko poraniony i zaszczuty powstaniec, którego ścigają zarówno Rosjanie jak i lojalni wobec Rosji chłopi, dociera w końcu do dworu gdzie schronienia udziela mu dziedziczka dworu. Odważna szlachcianka naraża siebie samą i swoją własność; wokół aktywne są oddziały rosyjskie, a okoliczni, wrogo nastawieni do powstania chłopi, obdzierają trupy powstańców z butów, ubrań i kosztowności, a pozostałych wydają Rosjanom lub dobijają na miejscu. U Grottgera, idealisty z Galicji, chłop i szlachta kroczą razem (il.14), bo taka była nadzieja „Czerwonych” w powstaniu – uwłaszczyć chłopów i zmobilizować siły chłopskie do powstania. W ‚Syzyfowych Pracach” pan i sługa służą w jednym oddziale powstańczym. Powszechne przyciągnięcie chłopów do powstania się jednak nie powiodło, stąd sprawa polska nie miała szans na zwycięstwo.

14 - A. Grottger, Chłopi i szlachta, Warszawa II, 1858
14 – A. Grottger, Chłopi i szlachta, Warszawa II, 1858

W „Obronie dworu” (il.15), w bardzo bogatym wnętrzu wyglądającym raczej na pałac, rodzina kuli się w desperacji, podczas gdy powstańcy ryglują drzwi. „W żałobnych wieściach” (il.16) kurier z powstania przynosi szlachciankom wiadomości z frontu. Siedzące przy stole kobiety i dzieci szlochają w desperacji, gdyż najwyraźniej ktoś z domowników stracił życie albo powędrował na Sybir.

15 - A. Grottger, Obrona dworu, Polonia, 1863
15 – A. Grottger, Obrona dworu, Polonia, 1863
16 -  W żałobnych wieściach, Polonia, 1863
16 – W żałobnych wieściach, Polonia, 1863

Konkludując trzeba stwierdzić, że Artur Grottger był piewcą narodowych tradycji, które były nierozerwalnie związane z etosem walki szlachty o niepodległość Polski. W eseju tym starałem się przybliżyć dwory i pałace, gdzie Grottger lubił przebywać. Następnie pokazałem kilka zaledwie obrazów gdzie dwór polski jest już pokazany w formie narodowej mitologii, ale szczegóły, rekwizyty, są niewątpliwie zaczerpnięte z codziennego obcowania artysty z domami ziemiaństwa. Malowanie portretów, które Grottger z pewnością traktował najmniej poważnie też wyszło nam dziś na dobre, gdyż możemy się dowiedzieć wiele o ludziach z tamtej epoki. Z każdego obrazu wyziera kultura staropolska. Dziś, kiedy nastawieni jesteśmy wszyscy bardziej pokojowo (sam Grottger potępiał wojnę wierząc jednak że przyniesie ona Polsce niepodległość), właśnie ta malarsko-kronikarska działalność Grottgera wydaje się nam tak bardzo ciekawa i przydatna. Mam nadzieję, że esej ten posłuży za inspirację tym wszystkim którzy poszukują wzorców swojskiej, polskiej atmosfery by je odrodzić we własnym domu.

Esej ten oparłem na szczegółowej kwerendzie ksiażek: Antoniego Potockiego oraz Ludwika Swieżawskiego „Dobry geniusz”. Głównym bohaterem obok Artura Grottgera uczyniłem polski dwór (lub pałac).

dr Zygmunt Jasłowski

Przypisy:
1. Potocki, Antoni, Grottger, nakładem H.Altenberga, 1931, Lwów, s. 216.
2. ibid.,
3. ibid.,
4. Szolginia, Witold, Tamten Lwów, Oficyna Wydawnicza Sudety, Wrocław, 1992
5. Swieżawski, Ludwik, Dobry geniusz, Wydawnictwo Lodzkie, Lódź, 1978, s.470.
6. ibid., s.18-26
7. ibid., 114

Ilustracje dobrane przez Autora pochodzą ze zbiorów własnych oraz Internetu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *