Wyjazd sprzed dworu - mal. Artur Sudak

Dzień dobry panie Henryku!

Taki właśnie radosny obcy głos należący do młodej kobiety usłyszałem, kiedy odebrałem telefon.

– Nazywam się (tu pada imię i nazwisko) i dzwonię do pana z firmy (tu pojawia się nazwa jednej z dużych firm telekomunikacyjnych).

– Dzień dobry – odpowiadam lekko poirytowany i dodaję pytanie – Czy my się znamy?

– Nie – odpowiada głos i rozpoczyna szybką przemowę o „specjalnie dla mnie” przygotowanej, niepowtarzalnej i rewelacyjnej ofercie jakiejś usługi uzupełnionej prezentem albo dwoma, a na jej końcu zadaje mi pytanie, które jest tak skonstruowane, że 95% ludzi odpowie na nie twierdząco, czyli np. – No, przecież lubi pan otrzymywać prezenty, prawda?

Ja jednak, ignorując to pytanie, wracam do początku naszej rozmowy:

– Też mi się wydaje, że się nie znamy, nigdy się nie spotkaliśmy i w takim razie nie jesteśmy na ty.

– Ależ panie Henryku, ja nie mówiłam do pana na ty! – wykrzykuje zdziwiona kobieta.

– No, przecież tak Pani mówi do mnie cały czas!

Tego typu telefony odbieram średnio raz w tygodniu, za każdym razem słyszę w słuchawce miły głos mówiący do mnie poufale: – Panie Henryku… Parę dni temu otrzymałem list z banku, będący od początku do końca, łącznie z podpisem, wydrukiem z komputera, rozpoczynający się familiarnie: Szanowny Panie Henryku. Kiedy byłem ostatnio w urzędzie, aby złożyć tam dokumenty, obca mi całkowicie osoba zwróciła się do mnie, uśmiechając się przy tym: – Panie Henryku, tutaj musi pan uzupełnić… Jakiś czas temu spotkałem się z pracownikiem pewnej międzynarodowej korporacji, a jego wiek wskazywał, iż może być jeszcze w trakcie studiów. W czasie rozmowy z nim słyszałem w co drugim zdaniu: – Panie Henryku, panie Henryku… Zdarzyło mi się zostać zatrzymanym na drodze za zbyt szybką jazdę samochodem. Nikt tego nie lubi, jedziesz, zamyślisz się, a tu nagle z krzaków wyskakuje ktoś w mundurze, jedną ręką przytrzymuje swą czapkę, a drugą macha lizakiem lub latarką, jeśli jest noc. Odruchowo spoglądasz na licznik, osiemdziesiąt, niby nie za dużo, ale ile tu można? Siedemdziesiąt, sześćdziesiąt, kto to pamięta? Dalszy scenariusz znam na pamięć, tym razem przebiega wszystko w ten sam sposób, młody policjant spoglądając w moje prawo jazdy mówi uśmiechnięty: – I co, panie Henryku, dokąd się pan tak spieszył?

Czy nikt już nie wie, że połączenie słowa „pan” lub „pani” z imieniem, to forma daleko posuniętej zażyłości, która jest raczej rodzajem bycia z kimś „po imieniu” niż „na pan/pani”, a ten pierwszy człon służy głównie do podkreślenia szacunku do drugiej osoby? Tak mogą zwracać się do siebie ci, którzy znają się od lat i dzięki temu skrócili dystans pomiędzy sobą, a przy tym jedynie w sytuacjach prywatnych. Zwracanie się w ten sposób do kogoś obcego lub starszego jest nieuprawnionym spoufalaniem się, brakiem grzeczności i dobrego wychowania, a nie formą życzliwości. Jeszcze bliższą formą zażyłości jest oczywiście połączenie „pan/pani” z imieniem w formie zdrobniałej, np. pani Basiu, pani Irenko, panie Staszku, a w związku z tym używanie jej jest obwarowane jeszcze większymi zastrzeżeniami.

Całkowicie niedopuszczalne jest używanie połączeń „pan/pani” z imieniem w sytuacjach oficjalnych, służbowych, w wystąpieniach publicznych, telewizyjnych i radiowych w stosunku do osób całkiem obcych, a dodatkowo skandaliczne, gdy stosowane jest w stosunku do osób utytułowanych lub starszych od osoby do nich się zwracającej.

Pamiętajmy, że etykieta, która jest uniwersalnym zbiorem zasad, służy ułatwieniom w relacjach pomiędzy ludźmi. Jest pomocna jak kodeks drogowy, dzięki któremu kierowcy mogą szybko i bezpiecznie dotrzeć do celu. Tak jak nie można siadać za kierownicą samochodu bez podstawowej wiedzy na temat ruchu drogowego, tak samo nie powinno się poruszać po życiu bez należytej ogłady.

Henryk Mencel
projektant wnętrz w stylu polskim, właściciel firmy „Zamieszkać w dworku”
(www.zamieszkacwdworku.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *