Gałczyńscy z Siąszyc w wizjach malarskich Juliusza Kossaka

SiąszyceSzlachcicem jest ten, kto szlachetność ma w swym sercu i przoduje
innym obywatelom siłą ducha, ofiarnością i pracą dla społeczeństwa.

[Władysław Pulnarowicz]

Czym byłaby historia Polski bez niezliczonych narracji polskich domostw zamieszkałych przez ludzi z krwi kości? Ale nawet wtedy kiedy domu już nie ma, często ze strzępów informacji pisanych, z rodzinnych przekazów ustnych, ze szkiców i malunków, z opowieści ludzi lokalnych, z pamiętników i relacji gości, można skleić bardzo wiarygodny obraz czasu minionego. Będę się starał te narracje w miarę możliwości przybliżać naszym czytelnikom. Jest to ważne o tyle, że moc i potęga dawnej Rzeczpospolitej brała się właśnie z determinacji polskich rodów, które związane uczuciowo z polską ziemią dbały o to by ona stale zamożniała i piękniała. A jak przychodziło zagrożenie z zewnątrz rozrodzona szlachta polska stawała pierwsza w obronie Ojczyzny. Nietrudno nie zauważyć, że rozwój Polski i jej wiek złoty przypadł na czasy rodzimej dynastii piastowskiej i pobratymczej dynastii jagiellońskiej, Wazowie to już wiek srebrny i początek upadku, a później to już równia pochyła i stopniowy upadek. Któż bowiem bardziej jest zainteresowany domem własnym niż sam gospodarz, pan domu? Tak długo jak gospodarzami tego domu byli Polacy to dom zamożniał, a wokół niego piękniał park z wiekowym drzewostanem. Kiedy gospodarzami w Polsce byli obcy, dwory popadły w ruiny, parki uległy dewastacji, a pola zarosły perzem.

Dworu w Siąszycach, należącego niegdyś do Gałczyńskich herbu Sokola już nie ma, ale jego historia miała szczęście poczwórne. Otóż dwór ten miał nie tylko dziarskiego właściciela, Wojciecha Gałczyńskiego, którego często zwano Wosiem, ale także zrządzeniem losu przywędrowali doń ludzie o sławie nieprzeciętnej – malarz Juliusz Kossak i poeta Adam Asnyk. W końcu, legenda Siąszyc nie byłaby tym czym jest gdyby potomkini Juliusza Kossaka, Zofia Kossak-Szczucka, nie napisała powieści zatytułowanej „Dziedzictwo”.

1 - J. Kossak, Dwór w Siąszycach
1 – J. Kossak, Dwór w Siąszycach

Zapewne mało kto dziś wie, gdzie są Siąszyce, tak samo jak mało mówiące dla młodego pokolenia Polaków mogą być nazwy innych małych miejscowości związanych z ludźmi sławnymi; jak chociażby Meryczowszczyzna, Nagłowice, Zułów, Ottyniowice itd. Dla oświecenia geograficznego wypada więc nadmienić, że Siąszyce należą do gminy Rychwał, a parafii Grochowy. Dziś nie jest to zbyt piękna wieś położona pomiędzy Kaliszem i Koninem. No cóż, różnie dziś bywa z pięknem polskiego krajobrazu, ale coraz więcej jest miejsc gdzie widoczna jest ręka gospodarza. A to bardzo cieszy. Analogicznie jeśli spojrzymy wstecz, to Siąszyce natychmiast zaczynają nabierać kolorytu i znaczenia. Wspomniana wyżej Kossak-Szczucka, która pisząc z serca i głębokiej miłości do rodzimej kultury szlacheckiej, tak oto pisała o tym zakątku Polski:

Za siąszyckim dziedzińcem było wzgórze, na wzgórzu stała stara rozłożysta topola. Ze wzgórza szeroki widok na pola, zagajnik, wieś nad stawem i rzeczkę. W ciepłe dni Gałczyński lubił siedzieć na wzgórzu i patrzeć. Nie było w tym widoku nic nadzwyczajnego, co by zadziwiało wzrok. Swojskie kołtuniaste wierzby, schylone rzędem nad trugą, szachownica chłopskich pól, garbate chaty, krzywe płoty, ot jak wszędzie w Polsce. Gałczyński jednak patrzył, jakby nie mógł się napatrzyć1.

Ze słowa pisanego drukiem przenieśmy swoje oczy na rysunki i obrazy Juliusza Kossaka. Są one o tyle cenniejsze, gdyż pokazują nam wygląd rzeczywisty dworu oraz jego mieszkańców i gości widziany oczyma naocznego świadka. Historycy sztuki i literatury ustalili, że Kossak-Szczucka w Siąszycach nigdy nie była. Inaczej rzecz się miała z Juliuszem Kossakiem; on poślubił pannę z tego dworu – Zofię Gałczyńską, a we dworze siąszyckim odbyło się ich weselne przyjęcie, więc malarz musiał tu bywać dość często. Stąd właśnie jego wizje są bardziej wiarygodne. Ale i z nich ukazuje nam się widok, w którym może nie ma nic nadzwyczajnego, ale to właśnie w tej zwyczajności tkwi piękno i normalność egzystencji polskiego ziemiaństwa w wieku XIX-tym.

2 - Herb Sokola
2 – Herb Sokola

Na obrazie Kossaka (il. 1) widzimy dwór wyglądający na pałac, nakryty czterospadowym dachem z czerwonej dachówki. Trudno jest dziś ustalić czy dwa wejścia po przeciwległych stronach dworu są wejściami frontowymi, czy też ogrodowymi, od strony pola. Ja odnoszę wrażenie, że raczej tymi ostatnimi, ale ocenę pozostawiam czytelnikowi. Jeden z tych portyków wygląda nawet na wejście narożne. Jeśli miały to by być wejścia od tyłu budynku, to prezentują się one bardzo okazale. Na oba portyki prowadzą schody, a nad nim znajdować się musiały trójkątne frontony, których wnętrza były najprawdopodobniej wypełnione herbem Sokala (il.2). Nie widać tu żadnego klombu, czy drogi go otaczającej, jak to można zauważyć przy innych elewacjach frontowych. Posesja jest ogrodzona dość marnym drewnianym płotem; zauważyć też można wiatrak, który tylko dodaje piękna iddylicznemu wiejskiemu krajobrazowi. Całość wygląda na spory majątek ziemski, gdyż tylko sam dwór jest dwukondygnacyjny. Dysponujemy również hipotetycznym rysunkiem (il.3), który najprawdopodobniej był inspirowany obrazem Kossaka.

3 - Rysunek niewiadomego autora
3 – Rysunek niewiadomego autora

Nie wiele jest wiadomo o samym wnętrzu tego dworu. I tu w sukurs przychodzi nam znowu Kossak. Oto na jednym z obrazów (il.4) możemy zauważyć jak przez otwarte drzwi wpada słońce do pokoju, który wygląda na pokój myśliwski lub gabinet właściciela dworu. Pełno tu wypchanych głów zwierzęcych, poroża, strzelb, uwagę przykuwa róg myśliwski, pas i kilka innych szpargałów. W prawej części pokoju stoi łóżko, na którym gospodarz lubił odbywać swe drzemki, a po lewej stronie stoi biurko. To przy nim musiały zapadać ważne decyzje dotyczące zarządzania i finansów majątku. Są tu również pokoje dla gości oraz, naturalnie, i nie inaczej, salon. Salon był przyozdobiony meblami bidermeirowskimi, sztychami przedstawiającymi cesarza Napoleona I, a także kolorowymi litografiami. Nad kanapą wisiał portret Anieli Gałczyńskiej.2

4 - J. Kossak, Wnętrze salonu myśliwskiego w Siąszycach
4 – J. Kossak, Wnętrze salonu myśliwskiego w Siąszycach

No i wreszcie mamy przed oczyma wizerunki pana na Siąszycach. Dwa rysunki autorstwa Juliusza Kossaka przedstawiają Wojciecha Gałczyńskiego, jegomościa w średnim wieku, ubranego w jasny garnitur i kapelusz. Na pierwszym z rysunków (Il.5) model jest pokazany w pozycji siedzącej i podpiera się laską, a na drugim (il.6) stoi. Na obu rysunkach widzimy w tle jakieś zabudowania; są to odpowiednio zabudowania dworskie oraz budynki gospodarcze. Jeśli porównamy te rysunki z wcześniej omówionym obrazem, to odnosimy wrażenie, że te budynki gospodarcze musiały być usytuowane gdzieś pomiędzy dworem i wiatrakiem, oraz z tyłu budynku. Być może właśnie tam znajdował się dziedziniec.

5 - J. Kossak, Portret Wojciecha Gałczyńskiego - siedzący
5 – J. Kossak, Portret Wojciecha Gałczyńskiego – siedzący

Czas by się w końcu dowiedzieć kim był Wojciech Gałczyński i co miał Juliusz Kossak wspólnego z dworem w Siąszcach i z jego dziedzicem. Z powieści Zofii Kossak-Szczuckiej dowiadujemy się, że Wojciech Gałczyński miał sporą stadninę koni, a ponieważ kochał te zwierzęta, więc zapragnął mieć ich podobizny we wnętrzu swego dworu. W ten to właśnie sposób zaistniała sprzyjająca okoliczność by miłośnik i malarz koni mogli się spotkać. Tak ja w przypadku Loefflera czy Grottgera, zadziałał mechanizm ziemiańskich powiązań. Otóż, jeśli wierzyć wcześniej wymienionej pisarce, osobą odpowiedzialną za przywiezienie Juliusza Kossaka do Siąszyc był sam pan dziedzic dóbr kórnickich, Działyński. Wtedy to też Kossak miał poznać swoją przyszłą żonę, Zofię, córkę Wojciecha Gałczyńskiego i Anieli z Kurnatowskich Gałczyńskiej. Wracała właśnie z ojcem z konnej przejażdżki kiedy po raz pierwszy malarz ujrzeć miał ją na swoje oczy: jej ojciec ujeżdżał Perkuna, ona zaś Fatimę. Konie były ochlapane błotem, a Zofia, dama z bardzo białymi zębami, wyglądała na cygańską królewnę. Trudno się jednak dopatrzeć jakiejś wybitnej urody patrząc na ocalałe fotografie. Na nich Zofia to kobieta o dość ograniczonej urodzie, no ale fotografie pokazują ją 20 lat po ślubie. Czyżby aż tak zbrzydła?

6 - J. Kossak, Portret Wojciecha Gałczyńskiego - stojący
6 – J. Kossak, Portret Wojciecha Gałczyńskiego – stojący

Bardziej wiarygodną wersję poznania się Zofii i Juliusza podaje Olszański, dobry przyjaciel malarza, który zaczerpnął wiadomość z autobiografii samego Kossaka. Kossak tak oto wspominał ten epizod:

W roku 1855 idąc Krakowskim Przedmieściem zobaczyłem śliczną brunetę, idącą z panią Biernacką, żoną artysty, skrzypka i przyjaciela jeszcze z Galicji. Jakby we mnie strzelił, nie wyszła mi już z głowy ta postać…3

Wygląda więc na to, że Pani Kossak-Szczucka, skłonna do ubarwień i przekręceń, znowu puściła wodze fantazji. No, ale sama wizyta arystokraty z Kórnika w domu średniej szlachty dodawała splendoru rodzinie Gałczyńskich i Kossaków. To nie znaczy, ze malarz tej klasy co Kossak nie mógł był spotkać Działyńskiego. A może to sam Kossak poprosił Działyńskiego by go zawieźć do Siąszyc, skoro…. mu postać Zofii nie mogła wyjść z głowy. Jeśli nie bardzo piękna, to jednak Zofia musiała mieć jakiś powab w sobie… . Jeszcze w tym samym 1855 roku, 25 sierpnia, Zofia Gałczyńska i Juliusz Kossak wzięli ślub w małym kościółku w Grochowach. Wesele odbyło się w siąszyckim dworze. Ani dwór, ani kościół nie istnieją. Są za to malunki Kossaka. Trudno się nie oprzeć wrażeniu jak bardzo legenda Gałczyńskich urosła dzięki powinowactwu z Kossakami. Spójrzmy na jeszcze jeden obraz Juliusza Kossaka przedstawiający Wojciecha Gałczyńskiego w stroju krakusa na Perkunie (il.7). Dzęki temu obrazowi legenda uczestnika powstania 1830, którym Woś niewątpliwie był, może być bardziej żywa. Koligacje i znajomości pomogły tą legendę uczynić większą. Dodać należy, że obrazy Kossaka spełniały w owych czasach rolę podobną do tej jaką dziś spełniają radio i telewizja, a każda wizyta rodziny i znajomych była również okazją by rozsławić Siąszyce i ród Gałczyńskich. Naturalnie oprócz Juliusza, do rozsławienia rodu Gałczyńskich przyczyniła się prawnuczka Wojciecha Gałczyńskiego, wspomniana Zofia Kossak-Szczucka. Rekordowa ilość gości pojawiła się na przyjęciu po powrocie Gałczyńskiego z Sybiru. Przybyli m.in. Bronikowscy z Żychlina, Kurnatowscy i Wyganowscy z Werstówki, Wyganowscy ze Zbąszyc, Działyńscy, Urungowie i Bielińscy. Był tez prawdopodobnie sąsiad – Niemojowski. W późniejszym okresie część z tych rodów skoligaciła się z Gałczyńskimi. Na przykład, Melania Gałczyńska, córka Wojciecha wyszła za Bronikowskiego z Źychlina, a na Weselu przygrywał pijany, i jeszcze wtedy mało znany, 19-letni Fryderyk Chopin.

7 - J. Kossak, Wojciech Gałczyński na Perkunie
7 – J. Kossak, Wojciech Gałczyński na Perkunie

Do malarza i pisarki trzeba jeszcze dodać poetę Adama Asnyka, który również był częścią legendy Siąszyc, gdyż często tu przyjeżdżał na wakacje. Słabowitego zdrowia, i bardzo nieśmiały młodzieniec, był postacią dobrze znaną wśród okolicznej szlachty. Legenda niesie, że marnie trzymał się na koniu. W tak bardzo końskiej okolicy zapewne nie przydawało mu to popularności. Za to ze szczególnym zainteresowaniem lubił poeta słuchać opowieści powstańczych i syberyjskich pana domu.

8 - Grobowiec Gałczyńskiego
8 – Grobowiec Gałczyńskiego

Z tych rozmaitych relacji, które Kossak Szczucka skleiła w powieść, jawi się bardzo wyrazista postać Wojciecha Gałczyńskiego, bojownika o niepodległość Polski, a jednocześnie człowieka bardzo steranego i doświadczonego przez życie. Z Syberii, powrócił dziwak, i takim go widziało otoczenie. Niczym nowy lokalny Kościuszko, Gałczyński paląc fajkę na długim cybuchu snuł różne rozważania, przeważnie o charakterze społecznym i politycznym. Wierzył głęboko, że podział na bogatych i biednych jest nie istotny, gdyż to co posiadamy nie jest nic warte. To właśnie pobyt na nieludzkiej ziemi, jak ją często dziś określamy, pomógł Gałczyńskiemu zrozumieć jak wielki jest majestat przyrody, a jednocześnie jak kruche i małe jest ludzkie istnienie. Nigdy też nie zapomniał, że to właśnie ci najbiedniejsi, najbardziej pokrzywdzeni przez los, pomogli mu przetrwać. Konsekwencją takiego myślenia była ewolucja poglądów. Woś postulował uwłaszczenie chłopów, i starał sie wpływać na lokalną opinię szlachecką. Ponieważ pamięć o wypadkach 1846 roku w Galicji (bunty chłopskie, palenie dworów) była wciąż żywa, nie znalazł zrozumienia wśród szlacheckiej braci. Poczytywany przez nią za dziwadło, chętniej gościł w domu ludzi prostych i biednych. Kamienie grobowe (il.8) mówią nam dziś najszczerzej o jednym z najszlachetniejszych ze szlachty. Nic też dziwnego, że Juliusz Kossak nadał jednemu ze swoich synów imię Wojciech, na cześć wielkiego teścia.

9 - Stadnina
9 – Stadnina

Epilog: Lokalni ludzie mają dobrze zakodowane w pamięci, że w Siąszycach żył niegdyś wielki Polak, stał tu niegdyś piękny dwór otoczony parkiem i stawami. Zapamiętano Wojciecha Gałczyńskiego jako powstańca, Sybiraka, i dobrego dziedzica dbającego o swych ziomków „niższego stanu”. Gałczyński rozsławił Siąszyce w całej Polsce swą dużą stadniną koni (il.9), ale także zaczął budować czworaki, urządził piekarnię i pralnię. Do dziś pozostała tylko izba pamięci w siąszyckiej szkole i …. obrazy Kossaka.

Przypisy:
1. Zofia Kossak – Szczucka – Szatkowska „Dziedzictwo” tom pierwszy. Instytut Wydawniczy PAX 1966.
2. Jan St. Trzos, Scenariusz Filmowy o serialu o Kossaku
3. Kazimierz Olszański „Niepospolity ród Kossaków”. Wyd. Inne, 1994

dr Zygmunt Jasłowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *