Janusz Zakrzeński: aktor-ziemianin

W miejscu, gdzie dwór polski jest tematem nieschodzącym ze strony, nie może zabraknąć wspomnienia o wybitnym polskim aktorze i wielkim polskim patriocie, którego na zawsze już będziemy utożsamiać z postacią Benedykta Korczyńskiego. Jego filmowe wcielenie było tak sugestywne i przekonywujące, że myśląc o Benedykcie z „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej widzimy twarz Janusza Zakrzeńskiego, urodzonego w w roku 1936 w Przededworzu na Kielecczyźnie, ziemianina z krwi i kości. Pan Zakrzeński nie tylko odtworzył w sposób mu zupełnie naturalny rolę nadniemeńskiego szlachcica, ale potem, całym swym życiem zaświadczał,  że pozostał wierny tradycjom patriotycznym dawnej Polski, które zresztą mu wpojono już w dzieciństwie. Ten sam etos, znany nam m.in. z biografii rotmistrza Witolda Pileckiego, bliski był ojcu pana Janusza, który służył w czasie I wojny światowej w 2 Pułku Szwoleżerów Rokitniańskich. Reforma rolna ogłoszona w tzw. Manifeście PKWN zmusiła Zakrzeńskich do opuszczenia rodzinnego dworu i przeprowadzki na ziemie odebrane Niemcom, do Złotowa. Wkrótce ojciec został zaaresztowany przez komunistów. Po jego uwięzieniu rodzinę utrzymywała matka, śpiewaczka operowa Opery Wrocławskiej.

Mały Januszek po I Komunii Świętej został ministrantem, a równocześnie działał w harcerstwie. W kształtowaniu charakteru Polaka-patrioty bardzo pomógł mu wymagający ksiądz prefekt Józef Piątyszek – komendant hufca harcerskiego, który z entuzjazmem opowiadał dzieciom i młodzieży historię Polski. W tym czasie Kościół Katolicki z pietyzmem ochraniał wartości w Polsce najcenniejsze i wtłaczał je do głów młodego pokolenia. To dzięki takim ludziom Polacy mogli później negować nieludzki, anty-chrześcijański porządek narzucony Polsce przez Sowietów i ich żydowsko-polskich popleczników. Zanim narodziła się Solidarność roku 1980, młody Zakrzeński ukończył  III LO we Wrocławiu i rozpoczął  studia medyczne połączone z pracą sanitariusza. Jak się później okazało, Bóg naznaczył go do pracy aktorskiej. Studia aktorskie w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie, ukończył w 1960. W tym czasie pojawia się w życiu aktora postać  biskupa krakowskiego Karola Wojtyły, który przychodził oglądać wiele przedstawień teatralnych, w tym także z udziałem Janusza Zakrzeńskiego. Występował na deskach teatrów: im. Juliusza Słowackiego w Krakowie (1960-1967), Polskiego (1967-1974), Nowego (1974-1984) i Narodowego (1984-1985) w Warszawie. Od 1985 był aktorem Teatru Polskiego w Warszawie.

image_gallery

Po roku 1989 Janusz Zakrzeński miał świadomość, że głos wolnych Polaków został przefrymarczony przy okrągłym stole, toteż związał  się ze środowiskiem mającym na sercu naprawę Rzeczpospolitej. Obok roli Benedykta Korczyńskiego w „Nad Niemnem” znany głównie był jako odtwórca roli marszałka Józefa Piłsudskiego w filmie „Polonia Restituta”. Chyba żaden inny aktor bardziej nie zasłużył by być odtwórcą tej roli, i żaden chyba nie dotrzymał wierności myśli Marszałka do tego stopnia jak on właśnie. Zakrzeński wcielony w postać Piłsudskiego pozwalał  nam na chwilę wyobrazić sobie, że to sam Marszałek przyjmuje defiladę. To on był Marszałkiem przez moment! Związki Zakrzeńskiego z Piłsudskim się jednak na tym nie kończyły, bowiem napisał on także „Moje spotkania z Marszałkiem” i „Gawędy o potędze słowa.” Wierność ideałom II Rzeczpospolitej, a także wartościom ziemiańskim, znaleźć możemy w wywiadzie-rzece „Co mi zostało z tych lat” przeprowadzonego przez Lidię Stanisławską oraz w książce „Siła codzienności” autorstwa Marzanny Graff-Oszczepalińskiej. Poza tym Zakrzeński był członkiem rady programowej Związku Piłsudczyków, a także założycielem Akademii Dobrych Obyczajów, w której wykładał kulturę słowa. Kadrę akademicką tworzyli z nim między innymi: Ewa Dałkowska, Eugenia Herman, Marzanna Graff, Teresa Lipowska, Jan Józef Kasprzyk i Leszek Miodek.

Tragizm losu tego wielkiego Polaka ujawnił się w bezwzględności pozbawienia go tego co,  obok rodziny, kochał najbardziej – sceny teatralnej. 9 kwietnia 2010 tuż po zakończeniu spektaklu „Dżuma” Alberta Camusa, w którym zagrał Staruszka plującego na koty, otrzymał listownie wypowiedzenie z Teatru Polskiego w Warszawie od pełniącego obowiązki dyrektora teatru Marka Szyjko. Nie doczekał już jubileuszu 50-lecia pracy aktorskiej, który miał przypaść we wrześniu. 10 kwietnia Opatrzność kazała mu zginąć śmiercią męczennika w zamachu na prezydencki samolot lecący z Warszawy do Smoleńska by uczcić rocznicę sowieckich mordów w Katyniu. Janusz Zakrzeński zapłacił za swoje patriotyczne wybory. Dziś, kiedy już nie powinniśmy mieć złudzeń co do łajdactwa po-smoleńskiej władzy, wspomnijmy człowieka kryształowego, posługującego się nienaganną polszczyzną (a wielka to dziś wartość !!!), a Ojczyznę miłującego nad życie. Nie poddał się salonowym naciskom postkomunistycznych zjadaczy aktorskiego chleba. Pamiętać też trzeba, że przez wiele lat pan Janusz Zakrzeński wykładał retorykę w Wyższej Szkole Menedżerskiej w Warszawie oraz w Wyższym Duchownym Seminarium Metropolitalnym im. św. Jana Chrzciciela. W ostatnim czasie współpracował także z Wyższą Szkołą Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

unnamed

Cześć jego pamięci!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *