Jeden naród – dwie tradycje

Polemika z tezą poety Jarosława Marka Rymkiewicza o dwóch Polskach i dwóch narodach Polaków[1]

Słowo „naród” jest używane w różnych znaczeniach. W przypadku Żydów to kategoria biblijna. Potomkowie Abrama/Abrahama stali się narodem wybranym, zgodnie z zapowiedzią Boga: „Pan rzekł do Abrama: Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogosławieństwem”[2]. Aż do XIX wieku „naród” był pojęciem politycznym i w takim znaczeniu oznaczał Polaków wieloetnicznej Pierwszej Rzeczypospolitej oraz później, w czasach braku własnego państwa, niezależnie od pochodzenia i przynależności etnicznej. Polakami byli więc zarówno Polacy jak i Niemcy, Litwini, Żmudzini, Rusini, Ormianie, Tatarzy i inni. Trzeba dodać, że początkowo wyłącznie szlachta nazywała się narodem.

Nowoczesne, zawężone pojęcie narodu, jako samoświadomej, jednorodnej etnicznie grupy połączonej dodatkowo kulturowo, społecznie i politycznie wymyślili Francuzi podczas swojej rewolucji, ale szeroko rozreklamowali je i wykorzystali Niemcy w XVIII wieku. Było im ono potrzebne do stworzenia jednego państwa, w sytuacji gdy żyli w wielu dziesiątkach organizmów państwowych o różnej wielkości, strukturze i o różnym modelu politycznym. W ciągu XVIII i XIX stulecia tworzyli kolejne mutacje państwa narodowego jednoczącego rozmaite królestwa, księstwa, wielkie księstwa, wolne miasta i inne twory; konieczna była im do tego nie tylko wola polityczna, ale także odpowiednia ideologia. Profesor Józef Chałasiński uważa, że tak rozumiany naród jest „produktem rozpadu społeczeństwa stanowego”, a jego kształtowanie związane było z pojawieniem się inteligencji, która nie mieściła się w ramach dotychczasowej struktury[3]. Taka wspólnota okazała się bardziej efektywna niż dotychczasowa w nowej sytuacji dziejowej[4]. Nie istnieje jedna uniwersalna definicja narodu, ponieważ różna jest sytuacja społeczeństw za naród się uważających. Generalnie, można powiedzieć, że jest to wspólnota kulturowa, „wspólnota wyobrażona” (Benedict Anderson)[5], ale w skrajnych przypadkach, czego przykład dali Niemcy, może być to wyobrażenie o wspólnym pokrewieństwie plemiennym, wykorzystywane w celach szowinistycznych.

dwie_pl

Dla nas, moim zdaniem, najważniejszy jest podział na narody polityczne (wieloetniczne) oraz na narody jednorodne etnicznie. Zbiorowiskiem politycznym są Amerykanie (obywatele Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej), etnicznymi Amerykanami zaś są Indianie. Inaczej ma się sprawa z Rosjanami, czyli mieszkańcami Imperium Rosyjskiego; zarówno nazwa tej narodowości jak też i państwa – Rosja (Rossija) zostały utworzone sztucznie i przyjęte za oficjalne w roku 1721, po ogłoszeniu się przez Piotra I cesarzem (imperatorem) i bardzo długo nie były one uznawane w Europie. Rzeczypospolita także ich nie uznała, między innymi dlatego, że cesarz Rosji, czyli Wszechrusi uważał się, tak jak jego poprzednik, car Wszechrusi za zwierzchnika wszystkich ziem ruskich, a faktycznie dwie z nich (z czterech), czyli Ruś Biała, Ruś Czarna należały do Litwy, a jedna – Ruś Czerwona do Polski, zrobiła to, nie do końca dobrowolnie, dopiero w roku 1764[6]. W naszym kraju często błędnie uważa się, że Rosjanie (Rossijanie[7]) to Słowianie, historycznie wyznania prawosławnego, mieszkający pierwotnie na terenach Wielkiego Księstwa Moskiewskiego (europejskiej części dzisiejszej Rosji), którzy podbili i skolonizowali olbrzymi teren, aż do Morza Czukockiego i Cieśniny Beringa. W rzeczywistości są to osoby narodowości wielkoruskiej, po polsku tradycyjnie były one nazywane Moskwicinami, inaczej Moskalami (ta nazwa jest obecnie pogardliwa), a potocznie, zresztą najbardziej poprawnie, Ruskami lub Ruskimi (Russkije, Russkij[8]). Ponieważ ZSRR, a potem Federacja Rosyjska stały się bezpośrednimi prawnymi następcami Imperium Rosyjskiego, przejęły także jego kulturowy entourage, więc obywatele tych państw (z Moskwicinami – Ruskimi włącznie) są Rosjanami, zatem nie ma etnicznych Rosjan, ktoś taki nie istnieje. Rosjanie to naród polityczny, Rosjaninem jest każdy obywatel Imperium Rosyjskiego/Rosji, niezależnie od swojej etnicznej przynależności. Zapomniał o tym pewien polski profesor, który powiedział, że Polaków w Katyniu zabili nie Rosjanie, ale Gruzini, ponieważ zarówno Stalin jak też Beria byli właśnie takiej narodowości[9]. A przecież Gruzja była w tym czasie republiką radziecką, czyli częścią ZSRR, mutacji Imperium Rosyjskiego. Ciekawe, co powiedzieliby Rosjanie, gdyby im powiedzieć, że Wielką Wojnę Ojczyźnianą, czyli część II wojny światowej od 22 czerwca 1941 roku do 9 maja 1945 roku wygrali Gruzini, a nie oni. Mógłby ktoś powiedzieć, idąc dalej tym tokiem, że Polacy mieszkający pod zaborem rosyjskim byli także Rosjanami, gdyby nie ważny szczegół, jednym z podstawowych czynników tworzących naród jest samoświadomość, a o ile wiadomo, Polacy raczej nie zaakceptowali faktu okupacji swoich ziem, czego dawali dowody dość często, tym bardziej nie mogli uznać się za jedną wspólnotę z zaborcami.

W języku rosyjskim (poprawnie powinno być: ruskim) doskonale widać odróżnienie pomiędzy określeniami „ruskie”(russkij), a „rosyjskie” (rossijskij); o ile pierwsze odnosi się do narodu (słowiańskiego), języka, charakteru narodowego, sposobu życia, kultury, historii narodu ruskiego etc. (może być np.: ruska zima, gościnność, filozofia, kuchnia, także ubiór narodowy, tańce czy pieśni), to drugie jedynie do flagi, herbu, terytorium, przestrzeni, historii Rosji, ogólnej ludności Rosji[10] itp.). Swoiście pojmowana poprawność polityczna z okresu PRL-u (de facto to manipulacja językowa) nakazywała nazywać Armię Czerwoną – wojskami radzieckimi, a obywateli ZSRR – ludźmi radzieckimi, ta ekwilibrystyka słowna miała przesłonić oczywisty fakt, że prawidłowymi nazwami winny być: wojska rosyjskie i Rosjanie[11], no ale to przecież niosło przekaz o ciągłości imperium oraz związane z tym historyczne skojarzenia.

Inaczej, niż w przypadku Amerykanów i Rosjan, nazwa „Polacy” odnosi się do narodu etnicznego, jak i politycznego. Mimo że rosyjska i polska lewica, czyli WKP(b) (a później KPZR), i PPR (a później PZPR) et consortes, zarządzająca polskim państwem ludowym okazała się skrajnie nacjonalistyczna i zrobiła wszystko, by w sposób sztuczny zbudować Polskę monoetniczną, kulturowo i ludnościowo homogeniczną, a jednocześnie zlikwidować polski naród polityczny, to nasza tradycja wskazuje na przywiązanie właśnie do politycznego pojmowania własnej narodowości. Tym bardziej, że w Polsce trudno o osoby, które nie nosiłyby obcych genów, przekazanych w przeszłości przez kogoś z rodziny. Ja używam określenia polskości jedynie w tym tradycyjnym znaczeniu, politycznym i stąd pierwszy człon tytułu niniejszego artykułu.

Polski naród powstał na fundamencie chrześcijaństwa, zaś jego kulturę przez większość jej historii tworzyła szlachta, jej protoplaści – rycerstwo oraz sukcesorzy – ziemiaństwo. Inaczej niż w państwach zachodnich, gdzie podwaliny pod współczesne państwa położyło silne mieszczaństwo, w Polsce wkład tego stanu był raczej mizerny. Także chłopstwo, które stanowiło przeważającą część społeczeństwa, np. w roku 1791 około 73%[12], było bierne pod względem gospodarczym i kulturalnym[13]. Opisał to doskonale profesor Jan Stanisław Bystroń w swojej pracy Kultura ludowa.

Kultura szlachecka, sarmacka poddawana była po wielokroć różnym analizom, ponieważ to ona miała decydujący wpływ na kształt Rzeczpospolitej, na jej historię, stosunki społeczne, gust i przyzwyczajenia Polaków. Niektóre jej elementy należały do szerszej, europejskiej wspólnoty cywilizacyjnej, ale część miała cechy specyficznie polskie. Oparta była ona na stałych cnotach i wartościach, prawie niezmiennych w ciągu stuleci. Niektóre z nich zostały skodyfikowane i stały się częścią życia publicznego i prywatnego, a niektóre pozostały w formie obowiązujących zwyczajów, których wpływ na rzeczywistość był równie mocny. Najprościej ten podstawowy kodeks opisują trzy słowa: Bóg, honor, ojczyzna. Należy zatrzymać się przy każdym z nich i krótko je zanalizować.

W przypadku pierwszego wszystko jest oczywiste, mowa jest w nim o chrześcijańskim pojmowaniu świata. Honor zaś to zespół cnót, które nie do końca można nazwać i opisać, jest zrozumiały i oczywisty dla wszystkich tych, którzy są wychowani w jego kulcie, a całkowicie obojętny, obcy i anachroniczny dla osób spoza tej tradycji. Akceptacja istnienia honoru zakłada także infamię, czyli pozbawienie honoru, czci i praw z tym związanych, zwaną także utratą dobrego imienia. To wyrok śmierci cywilnej, usunięcie poza nawias cywilizacyjny, redukcja do stanu bycia barbarzyńcą. Częścią honoru była prawdomówność; verbum nobile, słowo szlachcica, stanowiło podstawę stosunków publicznych i prywatnych. Jeśli chodzi o trzecie słowo hasła, to warto zauważyć, że ojczyzna to nie tylko Rzeczpospolita, jej obrona i umacnianie, działalność pro publico bono, ale także rodzina jako fundament silnego państwa oraz poświecenie się dla jej dobra.

W XX wieku nastąpił ciąg wydarzeń, które spowodowały, że kultura szlachecko-ziemiańska stała się częścią tradycji całego narodu polskiego. Wymienić tu należy przede wszystkim: odzyskanie niepodległości państwowej, ostatnie pospolite ruszenie, czyli wojnę polsko-rosyjską w roku 1920, likwidację przywilejów szlacheckich oraz samego stanu szlacheckiego w Konstytucji marcowej 1921 roku, II wojnę światową, działalność Polskiego Państwa Podziemnego, walkę Polaków na omalże wszystkich frontach wojny, a do tego likwidację ziemiaństwa i odebranie mu majątków oraz powstanie inteligencji PRL-owskiej. W działaniach zbrojnych, które doprowadziły do odzyskania niepodległości Polski, w jej obronę przed komunistami i narodowymi socjalistami, w budowę politycznych i gospodarczych struktur Polski międzywojennej, w odbudowę Polski powojennej, po 1945 roku, brali udział ludzie ze wszystkich stanów, wykonywali zadania, które były zarezerwowane dotąd dla rycerstwa i szlachty. Ochotniczo przelewali krew za wspólnotę, państwo, ideały i wiarę oraz pracowali pro publico bono. Mieszkańcy miast i wsi, mieszczanie, chłopi, nazywani później włościanami, a po drugiej wojnie rolnikami oraz inteligencja wywodząca się ze wszystkich grup społecznych stali się w ten sposób nową szlachtą, nierodową, bezherbową. Zajęli oni miejsce szlachty genealogicznej, zlikwidowanej politycznie w roku 1921, a ekonomicznie i fizycznie po roku 1939, zwłaszcza zaś po II wojnie światowej. Cały naród stał się sukcesorem tradycji sarmackiej, to ta pierwsza tytułowa tradycja, podstawowa, najważniejsza; za Robertem Redfieldem, amerykańskim antropologiem i etnolingwistą, możemy nazwać ją tradycją wielką, tradycją kultywowaną świadomie przez naukowców, teologów, literatów i artystów, przekazywaną w szkołach i innych instytucjach drogą bezpośrednią i pośrednią[14].

Jest jeszcze druga tradycja, ciągle obecna, pochodzi ona z kultury ludowej, a dokładnie z tej jej części, która była efektem feudalnych stosunków na wsi, to tradycja pochodząca od chłopów pańszczyźnianych, wg Roberta Redfielda to tradycja mała, przekazywana tylko przez bezpośrednią tradycję ustną i utrzymująca się sama w życiu społeczności[15]. Przytoczę tych kilka jej elementów, które są dzisiaj tak bardzo żywotne, że odciskają się na życiu publicznym i prywatnym; mamy do czynienia z nimi bardzo często. Żeby nie być posądzonym o uprzedzenia, będę posługiwał się badaniami i analizami historycznymi. Warto rozpocząć od próby porównania tradycji chłopów pańszczyźnianych z tradycją szlachecką przez przyłożenie tej pierwszej do hasła „Bóg, Honor, Ojczyzna”.

rys. Rafał Zawistowski, źródło: Uważam Rze
rys. Rafał Zawistowski, źródło: Uważam Rze

Wiara ludowa jeszcze w pierwszej połowie XX wieku była konglomeratem pojęć i przekonań pochodzących ze zredukowanej, powierzchownej formy chrześcijaństwa oraz podglebia, zachowań i obrządków pogańskich. Profesor Józef Burszta, badacz kultury ludowej nazwał to trafnie schrystianizowaną magią[16]. Równie ważne były obrządki katolickie, jak gusła i zabobony. Odpowiednikiem honoru w społeczności chłopskiej był rodzaj dumy własnej i swoiście postrzeganej ambicji, np. picia wódki do upadłego, gdy inni też piją. Jak bardzo opacznie rozumiane było pojęcie honoru świadczy anegdota przywołana przez słynnego rysownika i grafika, Franciszka Starowieyskiego (właściwe nazwisko: von Biberstein Starowieyski herbu Biberstein), który wspominał trudności z przystosowaniem się do życia w ludowym państwie: „Zaraz po wojnie natknąłem się gdzieś na rozpadający się murek. Koledzy z ludu powiedzieli mi: ‘Ten murek trzyma się na słowo honoru’, więc pewnie przez niego przeszedłem. Skoro na słowo honoru, to dla mnie znaczyło – niewzruszenie. Upadłem, gdyż dla nich to znaczyło, że się nie trzyma w ogóle. Do dziś dnia mam wykruszony kawałek kości na łuku brwiowym”[17]. Ojczyzna i naród były na wsiach długo pojęciami abstrakcyjnymi, chłopi nie identyfikowali się z państwem szlacheckim, mieli jedynie „poczucie przynależności lokalnej, świadomość związku z miejscem urodzenia i zamieszkania”[18].

Jeszcze w XVIII wieku praktyki religijne chłopstwa oraz ograniczanie zabobonu i obrzędów pogańskich, a także przestrzeganie przez nie chrześcijańskiej moralności były raczej skutkiem prawa w formie zarządzeń, instrukcji oraz ustaw wydawanych przez dziedzica wsi i obwarowanego karami niż prawdziwą wiarą i strachem przed wyrokami boskimi[19]. Niewiele zmieniło się w następnych stuleciach. Popularne przysłowie ludowe prawdziwie oddające rzeczywistość na wsi mówiło: „Księdza okraść to nie grzech, pana nie szkoda, a żyda – zasługa”. Efektem tak pojmowanego świata, kradzieżą nazywano tylko zabór mienia sąsiedzkiego, chłopskiego, wszystko inne było tylko „wzięte, zabrane”, a sam czyn łatwo usprawiedliwiony tym, że naturę stworzył Bóg, więc Jego dzieła są niczyje, należą więc do wszystkich[20], „mało pana z majątku ubędzie”, „[…] że ich to pot i trud te bogactwa stworzył; że mają przez to niby do tej cząstki prawo”[21].

Wydawać by się mogło, że ostatecznie przetrwał tylko kulturowy kod sarmacki. Dzisiaj, oprócz środowisk związanych politycznie lub zawodowo z wsią, które świadomie odwołują się do tradycji ludowej, podkolorowując ją i mitologizując, pozostała część społeczeństwa w bardziej lub mniej świadomy sposób utożsamia się z tradycją szlachecko-ziemiańską. Najczęściej wzdryga się przy tym na słowo „sarmacka”, mając w głowie karykaturalne wykrzywienie jego znaczenia. Jednak gdy spojrzymy na zachowanie i działania poszczególnych osób i całych grup społecznych, to widzimy, jak wiele tam znajdziemy kultury chłopów pańszczyźnianych. Moralność należąca do tej tradycji przetrwała zniesienie powinności feudalnych, pozostała wśród włościan, rozkwitła powszechnie w czasach państwa ludowego – PRL-u, a teraz obecna jest na co dzień, stała się wręcz promowanym mainstreamem. Drobne lub większe kradzieże w zakładach pracy, zwane w PRL-u „wynoszeniem” lub „załatwianiem”, „sztandarowe” kradzieże samochodów w kraju i za granicą, oszukiwanie biznesowych partnerów, klientów, „skubanie” obywateli przez urzędy państwowe, choćby skarbowy (tworzenie tysięcy „wyjątków” w prawie, by państwo zawsze mogło, a obywatel musiał), korupcja, ustawianie przetargów, nepotyzm, wykorzystywanie urzędów dla swoich celów, uchwalanie prawa wygodnego tylko dla „swoich” to nasza rzeczywistość. Podwójna moralność zatruła nasze życie polityczne, gospodarcze i społeczne. Pojawiła się zarówno w wypowiedzi ważnego polityka III RP mówiącego, że pierwszy milion trzeba ukraść[22], jak i w działaniach wielu osób publicznych, które dobrze wyartykułowała pewna pani poseł: „Otwierajcie biznes w Warszawie, zgram wam taką pakę ludzi, którą bym kierowała, jak tra la la. Przeprowadzam się i koniec, i kręcimy lód”[23]; także w wyszarpywaniu przez związki zawodowe przywilejów dla silnych grup zawodowych – kosztem innych obywateli. Dzięki niej powstały zarówno niektóre wielkie fortuny, jak i mały dobrobyt lub dostatnie życie innych. Dziedzice tradycji chłopów pańszczyźnianych różnią się posiadanym majątkiem, wyglądem, ogładą, obyciem, miejscem w społeczeństwie, zajmowanymi stanowiskami, pozycją społeczną, posiadanymi lub nie tytułami, ale łączy ich jedno: brak poczucia winy za swoje czyny, umiejętność wytłumaczenia sobie i uzasadnienia swoich działań. Nie istnieje strach przed infamią, jeśli nie uznaje się honoru albo myli się go ze swoim rozdętym ego.

W takiej rzeczywistości hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” jest papierkiem lakmusowym ukazującym faktyczne umiejscowienie konkretnych osób w społeczeństwie, dlatego tak często żga i uwiera różne osoby i różne grupy. Słynna jest scena, gdy rozgorączkowana redaktor z pewnej telewizji nadawała „prosto ze studia” w czasie Marszu Niepodległości w roku 2011 i potwierdzała, że słyszała jak uczestnicy wznosili „hasła, które potem mogły rodzić takie podejrzenie, że z intencją agresji jednak przyszli w to miejsce”, a „były to przede wszystkim hasła Bóg, Honor, Ojczyzna, były to hasła przeciwko in vitro, były to najróżniejsze hasła”[24].

Nasza wspólnota jest niezaprzeczalną wartością, naród polski jest jeden, wszyscy powinniśmy nieustannie pielęgnować to poczucie jedności, nie warto doszukiwać się sztucznych podziałów wewnątrz niego. Nie da się jednak zaprzeczyć, że obok naszej wielkiej sarmackiej tradycji istnieje także tradycja mała, tradycja chłopów pańszczyźnianych, jest ona naszym przekleństwem. Musimy doprowadzić do tego, że jej dziedzice zaczną się jej wstydzić.

Henryk Mencel
projektant wnętrz w stylu polskim, właściciel firmy „Zamieszkać w dworku”
(www.zamieszkacwdworku.pl)

[1] m.in.: M. i J. Karnowscy, Polskość to nasze szczęście. Rozmowa z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem, pisarzem i poetą, „Uważam rze” 2011, nr 22/2011, 4-10.07.2011, s. 12-16.

[2] Rdz 12,1-2, Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych [Biblia Tysiąclecia], opr. zespół biblistów polskich, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1980, s. 33.

[3] za: J. Burszta, Kultura ludowa – kultura narodowa. Szkice i rozprawy, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, b.m., 1974, s. 264-265.

[4] E. Baldwin, B. Longhurst, S. McCracken, M. Ogborn, G. Smith, Wstęp do kulturoznawstwa, tłum. M. Kaczyński, J. Łoziński, T. Rosiński, Zysk i S-ka Wydawnictwo, Poznań 2007, s. 186.

[5] Ibidem.

[6] N. Davies, Serenissima. Dyplomacja w Rzeczypospolitej Polski i Litwy, w: idem, Boże igrzysko. Historia Polski, tłum. E. Tabakowska, Wydawnictwo Znak, Kraków 2000, s. 363.

[7] S. I. Ożegow, N. Ju. Szwiedowa, Tołkowyj słowar’ russkogo jazyka. 41089 słowarnych statiej, Izdatielstwo „Az” 1992, na: www.ozhegov.info, dostęp: 2.06.2013; S. I. Ożegow, N. Ju. Szwiedowa, Tołkowyj słowar’ russkogo jazyka. 80 słow i frazieołogiczeskich wyrażenij, Rossijskaja Akadiemija Nauk- Instytut Russkogo Jazyka im. W. W. Winogradowa, 4-je izd., dopołniennoje, M.: Azbukownik 1999, s. 684.

[8] S. I. Ożegow, N. Ju. Szwiedowa, Tołkowyj…, op. cit., na: www.ozhegov.info, dostęp: 2.06.2013; S. I. Ożegow, N. Ju. Szwiedowa, Tołkowyj…, op. cit., s. 688.

[9] Prof. Andrzej de Lazari, Kierownik Katedry Europy Środkowej i Wschodniej na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego, Informacja PAP z 19.03.2013, cyt. za: Kto zabił Polaków Katyniu? Nie Rosjanie, na: www.rp.pl, dostęp: 20.03.2013; Debata „Uprzedzenia, mity, stereotypy” zorganizowana przez Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia oraz Zamek Królewski w Warszawie, agenda na: www.cprdip.pl, dostęp: 22.05.2013.

[10] S. I. Ożegow, N. Ju. Szwiedowa, Tołkowyj…, op. cit., s. 684, 688.

[11] Wobec tak postawionej tezy, wtórna jest dyskusja na temat poprawności używania wyrażeń „sowiecki” i „radziecki”. Patrz: M. J. Chodakiewicz, Wgląd w zniewolony umysł – sowiecki czy radziecki?, blog, 20.10.2009, na: www.chodakiewicz.salon24.pl, dostęp: 10.12.2013; S. Cenckiewicz, Sławomir Cenckiewicz: dwa świadectwa na temat pisowni „sowiecki” a nie „radziecki”, na: www.wpolityce.pl, 03.05.2012, dostęp: 12.01.2014; A. Czesak, Radziecki czy sowiecki? Spór o przymiotnik w wydawnictwach IPN, na: www.wiadomości24.pl, 06.05.2012, dostęp: 12.01.2014.

[12] wg. T. Korzona, N. Davies, Szlachta. Raj, w: idem, op. cit., s. 200.

[13] J. St. Bystroń, Kultura ludowa, Trzaska, Evert i Michalski, Warszawa 1947, s. 61.

[14] R. Redfield, The Little Community and Peasant Society and Culture, Chicago-London 1967, s. 41 i nast., za: J. Burszta, Kultura ludowa…, op. cit., s. 14.

[15] Ibidem.

[16] J. Burszta, Kultura ludowa…, op. cit., s. 21.

[17] I. Górnicka-Zdziech, Przewodnik inteligentnego snoba według Franciszka Starowieyskiego, Prószyński i S-ka SA, Warszawa 2008, s. 90.

[18] M. Bogucka, Burzliwy wiek XVII. Kultura i warunki życia, w: eadem, Historia Polski do 1864 roku, Zakład Narodowy im. Ossolińskich – Wydawnictwo, Wrocław 2009, s. 202.

[19] J. St. Bystroń, Kultura…, op. cit., s. 232-234, 237-238.

[20] Ibidem, s. 236.

[21] Wł. Orkan (wł.: Franciszek Ksawery Smreczyński vel Smaciarz), Listy ze wsi, Warszawa 1925-1927, za: J. St. Bystroń, Kultura…, op. cit., s. 237.

[22] Lech Wałęsa.

[23] mall, źródło: Fakt, Sawicka: „Warszawa nasza”. „Przeprowadzam się i kręcimy lód”. Kolejne nazwiska w sprawie korupcji byłej posłanki PO, na: www.wpolityce.pl, dostęp: 9.06.2012.

[24] Agata Kowalska, dziennikarka „Dzień dobry TVN”, TVN24, audycja na żywo, 11.11.2011, godz. 16.06, stenogram własny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *