Język polski – nasze dobro narodowe

To, że język polski jest naszym narodowym dobrem przekazywanym z pokolenia na pokolenie, to oczywiście truizm, czyli wszyscy to wiedzą. Czyżby? Czy to, co słyszymy i widzimy każdego dnia wokoło, choćby w małym stopniu potwierdza tę szkolną definicję? Choć przyjąłem w swoich artykułach zasadę patrzenia na historię i teraźniejszość w sposób pozytywny a przez to odrzucania przekazu negatywnego oraz związanego z tym narzekania, to w przypadku dzisiejszego tematu muszę niestety ją złamać. Mogę wręcz zakrzyknąć: „Dla Boga, panie Wołodyjowski! Larum grają! wojna! nieprzyjaciel w granicach! a ty się nie zrywasz! szabli nie chwytasz? na koń nie siadasz? Co się stało z tobą, żołnierzu? zaliś swej dawnej przepomniał cnoty, że nas samych w żalu jeno i trwodze zostawiasz?”[1]

Ilość rozmaitych grzechów, jakie w ostatnich latach wobec naszego języka popełniamy jest tak wielka, że jest on jednym z tych elementów naszej kultury, nad którym musimy się ze szczególną troską pochylić i mocno uderzyć w piersi. Owszem, istnieje ustawa sejmowa o ochronie języka polskiego[2], ale rzadko kto ją przestrzega, jest Rada Języka Polskiego, ale na niewiele się zdają jej sprawozdania. Wszyscy musimy poczuć się odpowiedzialni za język ojczysty i zwłaszcza w swoim otoczeniu przeciwstawić się choćby tylko tym najgorszym tendencjom, jakie go dotykają. Według mnie, najbardziej dokuczliwym zjawiskiem jest postępujące lawinowo prostactwo, charakteryzujące się powszechnym używaniem wulgaryzmów i kolokwializmów, a przy tym coraz większe zobojętnienia dla tych faktów, a nawet ich akceptacja. Równolegle można zaobserwować spłycenie języka i redukcję słownictwa spowodowane powierzchowną wiedzą, brakiem oczytania i kontaktu z kulturą inną niż popularna oraz zachwaszczanie wypowiedzi lawiną obcych słów i wyrażeń, stosowanych często bez jakiegokolwiek uzasadnienia, a także bez takiej konieczności. Powszechny staje się brak odróżnienia języka potocznego od używanego w sytuacjach oficjalnych. Nic można się dziwić temu, że przeciętni Polacy nie czują się zobligowani do oddzielania mowy kulturalnej od codziennej, jeśli nie robią tego osoby uważane za należące do elity. W jakiś sposób jest to pochodną zagubienia w naszym życiu umiejętności rozdziału sytuacji niecodziennych, nadzwyczajnych, świątecznych od powszednich, a czasem nawet ignorancja w sprawie istnienia granic pomiędzy nimi, co widać choćby w sposobie ubierania się, braku wiedzy o stroju oficjalnym, o znaczących i subtelnych różnicach w jego odmianach, o braku stosowności traktowania ubioru sportowego, roboczego lub codziennego jako uniwersalnego.

Język Polski

Zdarza się, że przechodnie zwracają uwagę tym, którzy palą papierosy w miejscach niedozwolonych lub wyrzucają śmieci w miejscach publicznych, także policja, straż miejska i inne służby mundurowe nakładają mandaty na tak zachowujące się osoby; rzadko kto natomiast reaguje na ostentacyjne, głośne wypowiedzi pełne chamstwa i wulgaryzmów otaczające nas powszechnie. Artykułują je dorośli, studenci, licealiści, gimnazjaliści oraz dzieci ze szkoły podstawowej, ale także osoby publiczne: politycy, redaktorzy, artyści, naukowcy, w tym także posiadający tytuły profesorskie, sportowcy. Takiego języka używają zarówno mężczyźni i kobiety; zadziwiające jest jednak, że to właśnie panie w różnym wieku próbują, i to dość skutecznie, być bardziej grubiańskie od panów.

Język polski przechodził już różne choroby. Wśród nich można wymienić używanie makaronizmów, czyli obcych wtrąceń pochodzących głównie z łaciny i języka francuskiego w takich ilościach, że dzisiaj musimy tłumaczyć całe zdania, żeby je zrozumieć oraz francuszczyznę, czyli okres fascynacji językiem francuskim, dobrowolnego wypierania i zastępowania nim naszą mowę ojczystą. Wiek XX przyniósł inne wirusy, związane one były głównie z ideologiami totalitarnymi i utopijnymi. To między innymi zakłamująca rzeczywistość nowomowa z okresu PRL-u, przesuwanie, fałszowanie lub wręcz odwracanie znaczeń słów i wyrażeń. Ten proces ciągle trwa, a nawet się nasila. Dzisiejszymi przykładami są choćby takie pojęcia jak: tolerancja, mowa nienawiści, faszyzm oraz antysemityzm, które wyszły tak daleko poza swoje znaczenie, że zamiast opisywać rzeczywistość, służą w tej chwili tylko napiętnowaniu przeciwników politycznych.

Społeczeństwo polskie było przez wiele stuleci, aż prawie do niedawna zhierarchizowane, nie będę wartościował faktu istnienia różnych stanów. Mówienie dzisiaj o tym jest politycznie niepoprawne, ale sytuacja dziedzicznej nierówności społecznej miała wielkie znaczenie dla rozwijania kultury oraz dla kształtowania i używania samego języka. Powodowała, że grupy sytuowane niżej naśladowały wzorce pochodzące od tych, którzy znajdowali się wyżej. Chłopi patrzyli na szlachtę, choćby tę zagrodową i księży, mieszczanie przyglądali się szlachcie i magnatom, szlachta zerkała na magnaterię i dwór królewski, jak wiadomo, przykład idzie z góry. Po II wojnie światowej drabinka społeczna spłaszczyła się, składając się z jednej strony z rolników i robotników, a z drugiej z inteligencji i ludzi sztuki; były oczywiście także rozmaite formy przejściowe. Demokratyzacja państwa oraz egalitaryzm w stosunkach społecznych, które nastąpiły po roku 1989, a do tego zmiany gospodarcze oraz globalizacja kultury spowodowały odrzucenie, a często także upadek dotychczasowych elit. Odtąd każdy mógł wejść na szczyt, niezależnie od zasług, osiągnięć czy posiadanej kultury osobistej. Często osoby proste, o nikczemnej kondycji duchowej, ale bardziej od innych przebiegłe i bezwzględne, odnosiły większe i bardziej spektakularne sukcesy w biznesie, nauce, kulturze lub polityce. Ale i to szybko się zmieniło. Obecnie wystarczy, żeby o kimś było głośno przez jakiś czas, a więc skandal, a nawet i popełnienie przestępstwa może być przepustką do tego, aby trafić na miejsce zarezerwowane przedtem dla elit. Celebrytą może być sportowiec, piosenkarz, morderca, striptizerka, dziennikarka, zapowiadacz telewizyjny, polityk itp. Bardzo często jego wiedza, ogłada i kultura osobista jest odwrotnie proporcjonalna do gwałtownie pojawiającej się sławy. Staje się on nagle „ekspertem od wszystkiego”, a jego zachowanie chętnie jest kopiowane. Już Mikołaj Kopernik zauważył, że gorszy pieniądz wypiera lepszy. Gwałtowne zmiany, które nastąpiły w III RP spowodowały, że kultura języka polskiego, w tym umiejętność poprawnego i w sposób zrozumiały wyrażania się, posługiwanie się szerokim zasobem słownictwa, umiejętność rozróżniania kontekstu używania słów, wyrażeń i zwrotów, a także umiejętność ładnego i czytelnego kreślenia liter, uległa destrukcji. Do tego została zagubiona znajomość językowego savoir vivre, pojawiło się przyzwolenie na używanie publicznie przekleństw, także tych najbardziej grubiańskich, nastąpiło nadużywanie kolokwializmów, obcych słów. Efektem tych zjawisk jest dość powszechny brak szacunku do języka ojczystego, zobojętnienie na jego wulgaryzację oraz brak sprzeciwu wobec sprowadzania jego roli do podrzędnej.

Język Polski

Polacy epatują kloacznym językiem w miejscach publicznych, bez żadnych hamulców wykrzykują potoki przekleństw rozmawiając przez telefon komórkowy na ulicy, w tramwaju, sklepie czy pociągu. Nikt nie reaguje na zalew angielskich napisów (w zastępstwie polskich) na szyldach, afiszach, tablicach reklamowych. Zupełnie jakbyśmy mieszkali w jakimś bantustanie. Są sieci sklepów zagranicznych, w których jakieś 90% produktów pozbawionych jest polskich nazw i opisów, te znajdują się na odwrocie paczki, kartonika czy pudełka, pośród innych bantustanowych języków Europy środkowej i wschodniej, do tego pisane czcionką jak najmniejszą. Wystarczy jednak przejrzeć w internecie ofertę tej samej sieci w jej sklepach w państwach zachodnich, żeby zobaczyć, że opakowania produktów we Francji opisane są po francusku, w Niemczech po niemiecku, a we Włoszech po włosku itd., tam właściciele sklepów nie mogą tak jawnie okazywać pogardę klientom i ich ojczystym językom. Jednak żeby inni nas szanowali, musimy najpierw sami siebie szanować. Potem możemy domagać się tego od innych, zwłaszcza we własnym państwie; jeśli obcy kapitał chce zarabiać na nas, powinien dostosować się do naszych reguł. Ale najpierw musimy je stworzyć.

Henryk Mencel
projektant wnętrz w stylu polskim, właściciel firmy „Zamieszkać w dworku”
(www.zamieszkacwdworku.pl)


[1] H. Sienkiewicz, Pan Wołodyjowski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1980, s. 466.

[2] Ustawa z dnia 7 października 1999 r. o języku polskim, Dz. U. 1999, nr 90, poz. 999 wraz z późniejszymi zmianami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *