Koń a sprawa polska: dwór, pałac i stadnina

Konie w malarstwie polskim

Lach bez konia jak ciało bez duszy, jak Żyd bez kozy, jak diak bez psałterki, a gospodarstwo bez kota na zapiecku

powiedzenie staropolskie z Rusi

Juliusz Kossak. Krzeszowice (Dzieduszyckich)
Juliusz Kossak. Krzeszowice (Dzieduszyckich)

Polski bez konia nie sposób sobie wyobrazić, bo zajmuje on od setek lat stałe miejsce w polskim krajobrazie, w polskim życiu, i w polskiej symbolice narodowej. Postawiłbym go obok orła i bociana. Polskość w dużym stopniu jest z koniem nierozerwalnie związana, a już szczególnie po Unii z Litwą, kiedy to Rzeczpospolita dumnie rozłożyła się na południowo-wschodnich stepach sięgających prawie Morza Czarnego. Koń był w Rzeczpospolitej tym czym później był czołg, bowiem bezpieczeństwo kraju zależało w dużym stopniu nie tylko od wyszkolonego jeźdźca czy żołnierza pieszego, ale także od populacji koni wysokiej jakości bojowej. Przydatność konia nie kończyła się tylko na tym. Koń był stałym elementem celebracji życia w czasach pokojowych. W literaturze i malarstwie polskim jest to szczególnie dobrze udokumentowane. Koń był naszą narodową dumą. Dziś Europa, która tak wiele zawdzięcza polskiemu husarzowi na koniu „turku”, wyhodowanym w Polsce, nie pamięta, lub nie chce pamiętać polskich zasług i osiągnięć, dzięki którym chrześcijaństwo mogło przetrwać do XX wieku. Dziś już nie tylko Polska, ale same chrześcijaństwo jest w Europie ignorowane, a nawet negowane, jako siła nośna naszej cywilizacji. Przypomnijmy Francję z czasów kiedy chrześcijańskie wartości coś tam jeszcze znaczyły. Biedni Francuzi! Na koronację Henryka Walezjusza w roku 1573, w Paryżu wydrukowano taką oto pochwałę polskich czynów: Poloniae, totius Europae adversus barbarorum nationum firmissimo propugnaculo. Król z Polski, jak wiadomo, uciekł (jego strata!), ale nie wiemy na jakim koniu, gdyż płótno Grottgera jest dużo późniejsze.

Artur Grottger, Ucieszka Henryka Walezego z Polski
Artur Grottger, Ucieszka Henryka Walezego z Polski

Jako dumny posiadacz pięknie ilustrowanego albumu traktującego o różnych rasach koni, byłem zdziwiony, że w tym interesującym wydaniu nie tylko nie ma mowy o polskim koniu używanym najczęściej przez husarię, ale w ogóle polskie osiągnięcia hodowlane są właściwie pominięte.1 Nie ma ani słowa o polskich stadninach koni od XVI wieku począwszy. Wyjątek stanowi konik polski, który jest jednak przywołany przy okazji opisu krzyżackiego konia Trakehner, którego hodowla rozpoczęła się na ziemiach przez Krzyżaków kolonizowanych, a więc „Prusach Wschodnich, które teraz są częścią Polski”. Progenitorem Trakehnera był konik Schweiken, którego bazą genetyczną był konik polski pochodzący w prostej linii od dzikiego tarpana. Wspomniany album mógłby sporo zyskać, a obraz europejskich i amerykańskich hodowli koni byłby ciekawszy i pełniejszy gdyby znalazły się w nim informacje i ilustracje dot. także hodowli koni w Polsce. Rzeczpospolita była przecież potęgą w tej dziedzinie.

Trudne początki: koń w okresie przedunijnym
Można śmiało stwierdzić, że konie mieliśmy od zawsze, tyle że w pierwszych setkach naszej państwowości, raczej dość marne. Na przykład Naruszewicz podaje, że Piastowie nasi – Bolesław Krzywousty i Kazimierz Wielki mieli swoje stada. Jest rzeczą wiadomą, że stadninę posiadali arcybiskupi gnieźnieńscy, a także niejaki Przecław z Gołuchowa. Nasz konik polski był raczej zbyt mały i mizerny by udźwignąć dość ciężkiego jeźdźca, no ale były jeszcze zdobycze wojenne, które choć procentowo małe i nie wystarczające na uzupełnienie strat naszej jazdy, to jednak mogły być używane w rozpładnianiu polskiego stada. Przykładem mogą być tu konie zdobyte na Tatarach czy Turkach, które z pewnością musiały odegrać jakąś tam rolę w uszlachetnianiu polskiego stada. Pamiętać należy jednak, że w okresie wczesnego średniowiecza to raczej Tatarzy byli stroną łupiącą, a nie Polska. Jedynym krajem, z którego sprowadzano znaczące liczby koni były Węgry, a w mniejszym stopniu także Niemcy, Włochy i Hiszpania. W rezultacie krzyżówek Polska mogła w końcu mieć swego wierzchowca. Jednak wartość pogłowia koni w tym czasie była bardzo niejednolita.

Michal Bylina, Bogusławowa drużyna
Michal Bylina, Bogusławowa drużyna

Koń w Rzeczpospolitej Oboja Narodów
Unia Polski z Litwą zapoczątkowała znaczący przełom w hodowli konia w Polsce. Potrzeby olbrzymiego, największego w Europie, państwa nagle wzrosły. W owych czasach koń, obok osła i wielbłąda, był podstawowym środkiem transportu na całym świecie. Rzeczpospolita zajmująca obszar w szczytowym okresie rozwoju ok. 1000000 kilometrów kwadratowych, podjęła wzmożone wysiłki w wyhodowaniu konia, który byłby w stanie sprostać jej potrzebom wojennym i gospodarczym. Żaden folwark szlachecki nie mógł się bez konia obyć, a jeśli o wojsko chodzi, ogromny kraj potrzebował konia szybkiego i wytrzymałego na trudy długiego podróżowania.

Wraz z wkroczeniem Polski na tory polityki wschodniej otworzyły się olbrzymie możliwości jeśli chodzi o hodowlę koni. Kawaleryjskie zamiłowania Polaków mogły wreszcie zacząć się rozwijać na niespotykaną dotąd skalę, gdyż południowo-wschodnie kresy Rzeczpospolitej oferowały idealne pastwiska ogromnych rozmiarów, bliska i ciągłą styczność ze Wschodem, oraz wielość szlachetnych ras koni. Dla wielu folwarków szlacheckich hodowla koni była prawdziwą złotą żyłą. To stąd się wzięło jeszcze jedno staropolskie powiedzenie, że „klaczka, pszczółka i pszenica wywiodą z długów szlachcica”.2 Na Wołyniu, Podolu i Ukrainie magnaci potrafili założyć stadniny liczące setki klaczy. Konie hodowano już wtedy w całej Rzeczpospolitej, ale najlepsze stadniny były właśnie na ziemiach południowo-wschodnich. To tam w dobrach Branickich, Sanguszków, Kurdwanowskich, Ostrogskich, Buczackich, Sobieskich, Podhorskich, Chojeckich, Żółkiewskich, Padlewskich, Rozwadowskich czy Aksaków, używano stale wschodnich reproduktorów do uszlachetniana ras koni.3

Juliusz Kossak, Stadnina
Juliusz Kossak, Stadnina
Juliusz Kossak, Na łące
Juliusz Kossak, Na łące

W kraju o tak newralgicznym położeniu w Europie, stada odgrywały rolę pierwszoplanową, gdyż dostarczały koni dla wojska. Obronić ten wielki kraj mogła tylko wyśmienita jazda, i tu liczył się koń bardzo szybki i wytrzymały, od tego zależały losy wojny. Według hipologa prof. Witolda Pruskiego, w Polsce przez długi czas panowało przekonanie, że koń turecki, który spełniał oczekiwania polskich hodowców, nie słusznie był utożsamiany z koniem arabskim.4 Nie można też jednoznacznie stwierdzić jaka liczba koni używanych przez kawalerię w wieku XVII dałaby by się zaklasyfikować jako półkrwi arabskiej. Koń polski (zw. przez Francuzów les turcs de Pologne) był uszlachetniony „turkiem”, i to ten koń właśnie, był podstawą triumfów polskiego oręża. Pod pojęciem „turek” rozumiano wtedy konie perskie, turkmeńskie, arabskie, anatolijskie, kurdyjskie, krymskie i kaukaskie. Były to mieszańce, które posiadały tak bardzo potrzebne w warunkach wojennych cechy; były lekkie, zwrotne, szybkie i wytrzymałe. Szkoda, że obcy hipolodzy nie kwapią się by zajrzeć w stare polskie dokumenty, bo mogliby się dużo ciekawych rzeczy dowiedzieć o naszym „turku”. Dawni pisarze opisywali go zawsze w superlatywach – latonogi, zwinny, chyży, rączoskoki. „Turek” na dobre zadomowił się też w polskich przysłowiach, jak chociażby te dwa: „tak rad, wesół, jakby go na koń turecki wsadził” lub „Koń turek, chłop Mazurek… są najlepsze”. Podejrzewam, że w powiedzeniu „konia z rzędem temu, który odgadnie…”, również chodzi o „turka”.

Jozef Brandt, Husarz, obraz olejny
Jozef Brandt, Husarz, obraz olejny

Można stwierdzić z dumą, że nasi przodkowie wywiązali się z zadania wyhodowania konia bojowego na medal. Weźmy pod uwagę husarię, która była uważana za „czoło wojska polskiego”. Husarię tworzyła najzamożniejsza szlachta, którą stać było na kupno drogich koni. Według Beauplana i Starowolskiego, dobry koń husarski kosztował od 200 czerwonych złotych wzwyż.5 Byli tacy co płacili od 1000 do 1500 czerwonych złotych za konie pochodzące z najlepszych stadnin w kraju. Francuz D’Alerac pisał, że „siedzi ta jazda na najpiękniejszych koniach w kraju”.6 W wydanym w 1690 roku dziele „Gospodarstwo jeździeckie, strzelcze i myśliwcze” możemy znaleźć ocenę wartości konia, który dźwigał na swym grzbiecie polskich rycerzy w XVI i XVII wieku: „Źrebię tureckie, wyźlę niemieckie, dziecię szlacheckie są najlepsze”. Szwedzki dowódca Arvid Wittenberg tak przestrzegał swoich wojów przed Polakami: „Wytrzymajcie natarcie Polaków w jak najgęstszym szyku, albowiem luźni niezawodnie ich natarcia nie wytrzymacie. Niechaj zaś żaden z was w ucieczce ratunku nie szuka, albowiem nie jest w stanie ujść przed nadzwyczajną koni polskich rącznością i wytrzymałością”.7

Jak ważny był koń dla obronności kraju i prowadzenia wojen rozumieli doskonale Turcy i Rosjanie, którzy nie byli skłonni do eksportu koni do Polski, bo to oznaczałoby to samo jak gdyby dziś eksportowali rakiety dalekiego zasięgu z głowicami nuklearnymi do kraju wroga. Również w Polsce obowiązywał zakaz wywozu koni za granicę. Bądź co bądź to polskie konie właśnie były najlepsze w całej Europie. Wrogowie Polski nie mieli zamiaru pomagać w umacnianiu i tak już świetnych polskich stadnin. Istnieją dokumenty już z XVI wieku mówiące o zakazie eksportu koni do Rzeczpospolitej. W okresach pokojowych, kupcy ormiańscy, tureccy i żydowscy starali sie coś na tym interesie zarobić, ale tu przeszkadzali im hospodarzy mołdawscy, którzy przepuszczali inne towary, a konie zachowywali dla siebie. Żaden kraj w Europie nie posiadał jednak tak wspaniałych stadnin i tak doskonałych warunków do hodowli koni, to mogło budzić, i budziło, zazdrość.

Polski koń husarski, był koniem lekkim w porównaniu do późniejszych koni z XVIII wieku, kiedy to dwór używał często ciężkich koni fryzyjskich. Uwaga!!! Doszukiwanie się fryzów wśród polskich koni husarskich jest nieporozumieniem i niezrozumieniem funkcji tej formacji wojskowej postrzeganej jako ciężkiej. Otóż husaria nic nie miała wspólnego z naprawdę ciężką jazdą zachodniej Europy. Na przykładzie upadku hodowli polskiego „turka”, który wraz husarzem był postrachem Europy, możemy się przekonać, że obcy władcy oraz późniejsi zaborcy, gdzie się tylko dało osłabiali naszą suwerenność, nasz potencjał obronny i zawłaszczali wszystkie domeny życia, tak by służyły ich interesom i ich wygodom.

Jerzy Kossak, Husarze i pancerny
Jerzy Kossak, Husarze i pancerny

Wiek XVIII wiekiem dla Polaka i dla konia niedobrym
Jest w przyrodzie takie powiedzenie: w małym domu małe myśli, i coś w tym jest. Polska dzisiejsza jest już krajem dla nas za ciasnym, tak jak kiedyś kongresowe Królestwo Polskie, Księstwo Warszawskie czy PRL, jest już tylko namiastką wielkiej Polski, kraju zamieszkałego przez ludzi dużej wyobraźni, polotu, determinacji i ambicji. Wiedzieli o tym Rosjanie kiedy rozdrapywali w XVIII wieku nasz wielki dom ojczysty Rzeczpospolitą zwany, a towarzyszyło im przekonanie, że bez Litwy, Rusi, Wołynia i Podola, to nie będzie żadne państwo. Byli świadomi, że zabór tych ziem jest kluczem do zniszczenia Rzeczpospolitej. To tu, w polskich stadninach, ważyły się losy naszego kraju. Jeśli miałbym zrobić porównanie do czasów współczesnych to tak jakby dziś zabrano nam lotniska, jednostki wojskowe, porty i wyrzutnie rakietowe. Uderzająca jest powtarzalność tych samych metod przez wieki. Przecież Rosjanie, także w wieku XIX i XX pokazali nam, że naszymi słowiańskimi braćmi nie są: tłumili nasza niepodległość i suwerenność, kradli nasze ziemie wraz z ropą i gazem, mordowali elity naszego narodu. Potem instalując swoich moskali u nas, uczyli nas defetyzmu, beznadziei, braku wiary w nas samych. Nic dziwnego, że z czasem zaczęło brakować nam wyobraźni, zrywu i determinacji.

Niemcy nie byli lepsi, także ci niby-nasi Niemcy, czyli Sasi, bo o Prusakach nie wspomnę. Przysłowie popularne w czasach saskich, które głosiło: „za króla Sasa, jedz, pij i popuszczaj pasa”, było zafałszowaniem stanu rzeczywistego – Rzeczpospolita była w stanie agonii. Podobnie dziś moglibyśmy rzec: „za premiera Tuska, jedz białą czekoladę (fuj!), pij szampan truskawkowy, paraduj z Biedroniami, tocz dialog z Michnikami, podlewaj pelargonie na balkonie, i nie bądź smutasem”, też zasłania prawdę: niedozbrojona armia, flota i lotnictwo, zanikanie suwerenności państwa, pauperyzacja społeczeństwa, wzrastające zadłużenie.

Interesująca jest informacja pochodząca od Jędrzeja Kitowicza, który podaje, że konie ciężkie zaczęto wprowadzać do Polski dopiero w wieku XVIII za Augusta III Sasa, i to wtedy Polacy „zarzucili polskie, tureckie i ukraińskie konie z przyczyny, że do figur karet zbyt wysokich zdawały się małe do wielkiej parady, która wszystkiego wielkiego i ogromnego wyciągała. Więc się udali do wielkich szkap niemieckich, duńskich, meklemburskich, pruskich, saskich jako też i hiszpańskich”.8

Po co Polakom szybkie i zwrotne konie, jeszcze nie daj Bóg unowocześnią znowu armię, a wtedy będzie ciężko utrzymać ich w ryzach. Nie lepiej to bawić się, pić, jeść i popuszczać pasa. Sam August II, skłonny do zabaw, na „turku” by się zresztą nie utrzymał, ani po trzeźwemu, ani po pijanemu, więc germańska szkapa musiała mu wystarczyć. Kiedy „Sas zasiadł na tronie Piastów, wschodniego konia nie potrzebował, bo by na nim nie dosiedział” – pisał Kitowicz.9 Trzeba mu jednak oddać chwałę, że sam był ogierem z przedniej saskiej stadniny, bo spłodził trzysta kilkadziesiąt dzieci z nieprawego łoża. Pomyśleć, ze Zygmunt, Augustem również zwany, zmarł bezpotomnie. Co za dynastyczny pech!

Jak widać Sasi psuli nam nie tylko państwo i wychowanie obywateli, ale także hodowlę koni oraz kod DNA. Można by więc rzec, że wiek XVIII był dla Polski fatalny ze wszech miar. Sasi już poczęli używać naszego godła jako tło do swej czarnej, dwugłowej wrony. Bezczelni Rosjanie do dziś mają pogoń jako część swego godła państwowego.

Koń w malarstwie XIX wiecznym
Malarstwo polskie jest tą dziedziną, która w dzisiejszym świecie, gdzie obraz działa mocniej na wyobraźnię ludzi młodych niż słowo (wielka szkoda że na koszt słowa drukowanego), daje możliwość spojrzenia na to wszystko co było swojskie, na esencję polskości. Możemy użyć tu etos konia polskiego jako metaforę polskiej zaradności oraz witalności polskich klas posiadających. Jeśli porównamy wizje malarskie Brandta, Kossaka, Rozwadowskiego, Rodakowskiego, Michałowskiego czy Grottgera z obrazami zgrzebnej rzeczywistości w PRL-u, a nawet w pewnej części w PRL-u bis, to porównanie wypada zdecydowanie na korzyść wieku XIX. Sprawa jest jasna: dopóki mieliśmy swoje elity szlacheckie dopóty Polska miała swoich właścicieli, z których każdy dbał o swój folwark. Dzięki zbiorowi tych folwarków i stadnin, nasz język, kultura i gospodarność mogły przetrwać do czasów niepodległości. Niepodległość postawiła przed nimi dalsze zadania. Dopiero komuniści przypieczętowali upadek polskiej własności, a z nim upadek polskiej cywilizacji. W starych tekstach, sztychach i obrazach jest nasz ratunek, nasza prawda o nas samych.

Czegóż byśmy nie szukali u naszych malarzy, to z pewnością znajdziemy. Jest tam niemal każda ważna bitwa (a żadna nie mogła się obyć bez konia), są tam nasi hetmani – Czarniecki, Chodkiewicz, Potocki, Zamoyski, Żółkiewski, Sobieski, nasi naczelnicy – Kościuszko i Piłsudski, są tam też nasi wrogowie – Tatarzy, Turcy, Szwedzi, Prusacy, Austriacy i Mołdawianie. Jest tam wszędzie nasz koń, choć może nie zawsze wiernie oddany, ale to dzięki niemu wygrano bitwy pod Kłuszynem, Pskowem, Kircholmem, Chocimiem, czy Wiedniem.

Zdobycie Kremla przez Polaków
Zdobycie Kremla przez Polaków

Dla mnie samego ciekawa jest wartość estetyczna i symboliczna konia. W moich oczach koń jest po prostu pięknym, szlachetnym zwierzęciem, choć zdaję sobie sprawę, że wiele jest ras koni, i… nie każda szkapa to koń. Nic też dziwnego, że w Polsce koń był zawsze częścią narodowej celebracji. Nasi malarze umieszczali konia w najrozmaitszych kontekstach z czasów wojennych i pokojowych. Patrząc na olejne płótna Piotra Michałowskiego można odnieść wrażenie, że koń jest równy niemal człowiekowi, i zasługuje na portret czy popiersie. Przy okazji sprowadzenia ze Wschodu przez Władysława Rozwadowskiego z Rajtarowic (pow. Sambor) sześciu ogierów i czterech klaczy arabskich, Michałowski, obecny na miejscu, tak doradzał młodemu wtedy Juliuszowi Kossakowi: „Młodzieńcze, jeśli chcesz konie malować, do czego widzę wrodzony talent, ucz się przede wszystkim anatomii konia…”.10 Kossak musiał sobie tą radę wziąć do serca, bo jego konie to szczyt wykwintności i elegancji, a przy okazji możemy się czegoś dowiedzieć więcej o stylu życia polskiej arystokracji i ziemiaństwa.

Piotr Michałowski, Głowa konia
Piotr Michałowski, Głowa konia

Koń nie był tylko domeną Juliusza Kossaka i jego rodzinnych następców. Niewątpliwym pionierem malarstwa konnego w Polsce był w/w Piotr Michałowski, który także prezesował w Krakowskim Towarzystwie Rolniczym (od roku 1853). Mistrzem w uchwyceniu konia w ruchu był też Józef Brandt, piewca polskich sukcesów bitewnych i polskich ziem kresowych. Dla odmiany koń w bitwie rzadko pojawiał się na płótnach Alfreda Wierusza-Kowalskiego, który lubował się w malowaniu wesel krakowskich, wyjazdach i powrotach z polowań. Częstym motywem były dramatyczne napady wilków na ludzi podróżujących saniami i na oszalałe ze strachu konie. Niestety większość dorobku malarskiego Wierusza Kowalskiego znajduje się w prywatnych kolekcjach niemieckich. Dzięki temu m.in. Niemcy mogą się przekonać o „niższości” rasy polskiej, choć pewnie ich właściciele myślą, że zarówno konie, jak i artysta, byli poddanymi króla pruskiego. Konie, choć nie tak często, malowali także Artur Grottger. wędrujący po polskich dworach, oraz Leopold Loeffler.

Leopold Loeffler, Smierc Stefana Czarnieckiego
Leopold Loeffler, Smierc Stefana Czarnieckiego

Tematów jest mrowie. W oprawie wiosennej, letniej, jesiennej i zimowej możemy podglądać konne portrety Polaków przed, w trakcie, lub po polowaniu; możemy napatrzyć się do woli na piękne hrabianki na przejażdżkach konnych, lub trojkę koni ciągnących sanie. Zdarza się też czasem zobaczyć prosty, chłopski wóz drabiniasty ciągniony przez ciężką szkapę lub ogiera. Pięknie prezentują się całe stada w otwartej przestrzeni stepu. Dzięki Kossakowi mamy jako takie pojęcie jak wyglądały polskie stadniny. Równie intrygująco prezentują się konie w stajni (Michałowski). Egzotyki dodają postaci Kozaków, Czerkiesów, Tatarów czy Turków w szarży, pogoni lub ucieczce z pola bitwy. Dość popularny jest motyw konia, przyjaciela rycerza. Z czasów nam bliższych, któż nie pamięta kasztanki Marszałka Piłsudskiego uwiecznionej przez Wojciecha Kossaka.
Dwór i pałac stanowiły bazę finansową stadnin polskich. Ich właściciele wiedzieli, że koń celebrowany tak bardzo w życiu codziennym może się kiedyś przydać, gdy przyjdzie czas znowu walczyć o Polskę. I taki czas nadszedł w czasie wojen napoleońskich oraz powstań narodowych. W końcu – Polonia Restituta! – Polska się odrodziła w roku 1918.

W. Kossak, Panie Potockie na Plantach
W. Kossak, Panie Potockie na Plantach

Uczmy się sukcesów od koniarzy
Jeśli sobie zadałem trud utożsamiania losów konia polskiego z losami Rzeczpospolitej, to powiem otwarcie – Polakom od lat się wmawia, ze polskość to coś genetycznie bardzo jednolitego i czystego rasowo. Nasz powrót na ziemie piastowskie miał być powrotem do naszych „etnicznie czystych” siedzib. Otóż nic bardziej mylnego. Polskość kształtowała się na kresach z różnorodności i wielości ras, poglądów, wyznań i idei. Koń „turek” jest symbolem polskich wyborów. Wielkość i potęga Rzeczpospolitej urosła z potęgi serca i duchowej wspólnoty, a nie z rasowej jednolitości. Polacy u szczytu potęgi ich państwa ukochali konia-mieszańca „turkiem” zwanym. Dawniej Polakiem był nie ten co mówił po polsku, „wyglądał na Polaka”, ale ten co Polskę czuł i kochał. Teorie czystości rasy są chowu niemiecko-francuskiego (Gobineau, Hitler). Każdy Polak powinien ich unikać tak jak Żyd unika święconej wody.

Myślę, że jeśli Polacy potrafili wyhodować doskonałe rasy koni, które pomagały bronić Rzeczpospolitej przez wieki, to tak samo dziś posiadają zdolność by wykształcić nowe pokolenia młodych dla suwerennej Polski. Działaniom natury patriotycznej muszą także towarzyszyć wymierne działania na polu gospodarczo-ekonomicznym. Jeśli chcemy pokoju, to zbrojmy się po zęby. Szable w dłoń i na koń, jeszcze nie wszystko stracone!!! A może nowemu pokoleniu Polaków uda się w końcu wyprodukować polską markę samochodu na miarę naszych marzeń, bo stadniny radzą sobie bardzo dobrze.

Bibliografia:
1. Elwyn Hartley Edwards, The Ultimate Horse Book, Dorling Kindersley, Inc., New
York, 1991, s. 92-93.
2. Cichowski, Szulczyński: Husaria, Wyd. MON, Warszawa, s. 21.
3, tamze,
4. Pruski, Witold, Ważniejsze prądy krwi w polskiej hodowli koni, „Rocznik nauk
rolniczych”, t.68, Warszawa, 1953
5. „La Pologne : Dressée sur ce qu’en ont donné Starovolsk, Beauplan, Hartnoch, et
autres Auteurs, Rectifiee par Les Observations d’Hevelius etc.”.
6. Francois Paul d’Alerac (Dalayrac), Les anecdotes de Pologne ou memoires s
secrets du regne de Jean Sobieski, (Amsterdam 1699).
7. Jan Wimmer, Wojna polsko-szwedzka 1655-1660, Warszawa 1973, s. 156
8. Jędrzej Kitowicz: Opis obyczajów za panowania Augusta III, Wrocław 1951.
9. tamze
10. Olszański, Kazimierz, Juliusz Kossak, Ossolineum, 1988, Wrocław, s.12

dr Zygmunt Jasłowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *