Leopold Loeffler z Radymna – piewca polskiego sarmatyzmu.

Leopold Loeffler

Leopold Loeffler był integralną częścią polskiego świata malarskiego, który w czasach zaborów niestrudzenie przypominał Polakom o czasach kiedy Rzeczpospolita była ważnym podmiotem w wydarzeniach europejskich. We wnętrzach dworów, pałaców i zamków, w twarzach portretowanych postaci, w bogactwie narodowego stroju, nawet cudzoziemiec mógł wypatrzeć dostojną, starą kulturę.

Miejsce Leopolda Loefflera w historii sztuki

Leopold Loeffler (1827-1998) był malarzem prawdziwie europejskim i bardzo popularnym w drugiej połowie XIX wieku. Jego obrazy często reprodukowano w popularnych czasopismach, a odbitki litograficzne były rozdawane członkom krakowskiego Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych i warszawskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych. Europejskość Loefflera wzięła początek z 30-letniego pobytu malarza przede wszystkim w Wiedniu, a także w Monachium i Paryżu, a więc w miastach dla sztuki europejskiej bardzo istotnych. Można powiedzieć, że wsiąknął on w tamtejsze środowiska malarskie. Świadom wspólnego dziedzictwa europejskiego podejmował tematy ówcześnie w Europie istotne. Bardzo ważnym obrazem była Walka Greków o niepodległość, która przypominała także ówczesne zmagania Polski o niepodległość jak i dawne wojny polsko-tureckie. Upadek Bizancjum i zajęcie Konstantynopola (1453) przez Turków czyniło Greków najbardziej poszkodowanym narodem w Europie. Odtąd to polscy Sarmaci wzięli na siebie ciężar obrony Chrześcijaństwa przed Islamem. Prologiem tej roli była przegrana bitwa pod Warną (1444), gdzie miał zginąć polski król Władysław Warneńczyk. Cała historia może miałaby jeszcze większy sens, gdyby udało się potwierdzić tezę Manuela Rosy, który w swej książce „Colon: La Historia Nunca Contada” („Kolumb: Historia Niedopowiedziana”) zaproponował, że Władysław III nie tylko nie zginął w bitwie, ale uciekł na Maderę, gdzie był znany ze względu na swe blond włosy jako Henryk Niemiecki. Miał on potem ożenić sie z córką portugalskiej rodziny możnowładczej, a owocem tego małżeństwa miał być… wielki Krzysztof Koloumb, którego wyprawy miały właśnie za cel wyprowadzenie Europy z izolacji spowodowanej blokadą turecką. Jeśli badania DNA to potwierdzą to przybędzie Polsce jeszcze jeden Sarmata – bojownik w imieniu Chrześcijaństwa. A lista ich jest nie krótka: Żółkiewski, Chodkiewicz, Czarniecki oraz Sobieski. Jak możemy zauważyć: dawni Polacy nie bali się wielkich snów. Loeffler jest jednym z wybitnych malarzy, których twórczość z dumą przypomina Polakom czasy narodowych glorii.

Do tematyki polsko-tureckich wojen nawiązał Leoffler w obrazie Powrót rycerza z pod Wiednia; przypomniał tym zaborcy o odsieczy Wiednia, która uratowała Austrię od zagłady. Ale były też obrazy takie jak Cesarz Rudolf I w bitwie na Morawskim Polu (wykonany na zamówienie arcyksięcia Rudolfa), który mógł budzić kontrowersje. Bitwa na Morawskim Polu (niem. Dürnkrut, czes. Suché Kruty) miała miejsce 26 sierpnia 1278 i zakończyła się całkowitym zwycięstwem króla niemieckiego Rudolfa I Habsburga nad wojskami pretendenta do tronu czeskiego Przemysła Ottokara II. Bitwa pogrzebała nadzieje Słowian-Czechów na wieki: sam Ottokar zginął w bitwie, a Habsburgowie przejęli od Przemyślidów zagarnięta przez nich schedę po Babenbergach – Austrię, Styrię i Karyntię. Po stronie Przemyślidów walczyli też Ślązacy; ich oddziały stanowiły 1/3 wojsk Ottokara. Namalowanie tego obrazu na zamówienie arcyksięcia austriackiego z pewnością nie przydało popularności Loefflerowi, ani w Polsce, ani w innych krajach słowiańskich. Obco brzmiące nazwisko i cesarsko brzmiące imię niemal automatycznie klasyfikowało Leofflera do germańskiej szuflady. On sam lubił się chełpić swym polskim pochodzeniem podpisując się dumnie… „L.L. z Radymna”.

Leopold Loeffler, Powrót z jasyru (1863), Muzeum Narodowe w Warszawie
Leopold Loeffler, Powrót z jasyru (1863), Muzeum Narodowe w Warszawie

Trzeba tu przybliżyć kilka faktów z biografii malarza, który ani Niemcem, ani Austriakiem nie był. Nawet Oesterrechisches Biographisches Lexicon 1815-1950 wymienia Leopolda Loefflera jako malarza polskiego. Przytacza przy tym bogatą bibliografię. Leopold Leoffler przyszedł na świat 27 października 1827 w Rzeszowie jako syn urzędnika Jana i Domicelli z Dąbrowskich. Ojciec Leopolda był kolejno komisarzem cyrkułu w Rzeszowie, a potem sekretarzem gubernialnym w stołecznym Lwowie. Lata szkolne przyszło mu spędzić w Radymnie, gdzie jego stryj Filip Loeffler był poczmistrzem, a dopiero później podjął studia na Wydziale Filozoficznym zniemczonego jeszcze wtedy Uniwersytetu Lwowskiego. Studia te przerwał i zmienił swój kierunek zainteresowań: z filozofii na malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu (1845). Następne 30 lat spędził poza Galicją, ale w sumie głównie w Austrii, od 1867 znanej pod nazwa Austro-Węgier, którego to kraju Galicja była częścią. Studiował także malarstwo w Monachium i w Paryżu. Co jest zdumiewające to fakt, że kiedy już był członkiem wiedeńskiej Akademii Sztuk Pięknych, porzucił Wiedeń dla Krakowa. Na zaproszenie Jana Matejki przyjął funkcję profesora Szkoły Sztuk Pięknych w Krakowie. Potem o jego polskim sercu mówiły już obrazy. Uczniami Loefflera byli m.in. Stanisław Wyspiański, Włodzimierz Tetmajer, Leon Kowalski i Wojciech Weiss, by wymienić najbardziej znane dziś nazwiska.

W jednym z ostatnich esejów pisałem nieco o sztuce Artura Grottgera. Celowo, i jak by dla porównania, przybliżam tu sylwetkę Loefflera jako bardzo utalentowanego malarza, który już za życia wypracował sobie miejsce w nurcie europejskiego malarstwa. Pomimo długich lat spędzonych poza Galicją, Leopold Loeffler w sercu nigdy nie porzucił swej Ojczyzny. Obrazy które nam pozostawił nie są może tak rewolucyjne w wyborze tematu jak serie Grottgera. Jednak nawet za granicą Loeffler sięgał do tematów z historii Polski, które były z pewnością „bezpieczniejsze” dla malarza docenianego przez cesarza Franciszka Józefa i dwór wiedeński. Za życia malarza miały miejsce przecież wydarzenia niesłychanie istotne dla wielu Polaków – powstanie listopadowe 1830 roku, powstanie chłopskie 1846, Wiosna Ludów 1848 roku oraz powstanie styczniowe 1863. Jednakże tych tematów Loeffler się nie imał. Pozostał przede wszystkim malarzem odleglejszej przeszłości, scen rodzajowych oraz portretów. Zapewne kontekst polityczny i historyczny jest niesłychanie istotny w ocenie artysty, ale nie mniej jest ważna forma ich wykonania, kompozycja i kolor. I tu, w moim odczuciu Leoffler pobił na głowę nawet słynnego Józefa Brandta, który obok Matejki i Siemiradzkiego był zaliczany do czołowej ‚trójcy” polskiego malarstwa. Pomimo studiów w Monachium, Loeffler nie przyjął bez zastrzeżeń tzw. monachijskiego sosu jako środka wyrazu; jego obrazy są jaśniejsze i barwniejsze, jest też w nich pewna egzotyka, która musiała podobać się ludziom ówczesnej Europy.

Dwór, szlacheckość i sarmatyzm w obrazach Leopolda Loefflera

Malarz często podejmował tematy obce w swej twórczości, jednak artyzm z jakim traktował on polskie zagadnienia zasługuje na uznanie i głęboki szacunek. Bezsprzecznie najlepszym obrazem Loeffera jest Powrót z jasyru (1863, il.1), który znajduje się obecnie w kolekcji Muzeum Narodowego w Warszawie. Malarz wykonał również kopię tego obrazu, która została zakupiona przez cesarza Franciszka Józefa I, wybitnego kolekcjonera polskiego malarstwa. W bardzo realistycznie i drobiazgowo przedstawionej scenie powitania szlachcica powracającego do domu z niewoli tureckiej, Loeffler zamroził w czasie dość typową sytuację z dworu XVII-wiecznego czy XVIII-wiecznego. Kompozycja obrazu przypomina nieco Grotterowe czarno-białe kartony, ale zarówno czas akcji, jak i formalne rozwiązanie problemu są nieco inne. U Loefflera dużą rolę gra kolor, nasycenie, temperatura. Przez wieki, a w szczególności w wieku XVII południowo-wschodnie kresy Rzeczpospolitej krwawiły od najazdów turecko-tatarskich. Stan ten wymagał stałej mobilizacji mieszkańców tych ziem. Obrona kresów poczytywana była wtedy jako obrona ziemi ojczystej, domu własnego, wiary i cywilizacji europejskiej. W oleju na płótnie malarz z olbrzymim pietyzmem odmalował szlacheckie kontusze, swojskie i dobroduszne twarze Sarmatów oraz wnętrze typowego szlacheckiego domostwa. W lewej części obrazu widzimy mnicha zaangażowanego w rozmowę z jednym z domowników, teściem lub ojcem powracającego szlachcica. Mniemamy, że mnich ów musiał odegrać jakąś role mediacyjną. Radość z powrotu jest jeszcze bardziej widoczna w prawej części obrazu, gdzie dwie kobiety, dziecko i pies radują się z powrotu ojca, męża, syna i pana. W drzwiach zauważyć można służącą gapiącą się półoficjalnie na rodzinną sytuację. Centralną pozycję w obrazie zajmuje piec kaflowy, sprawca i symbol domowego ciepła. Nad drzwiami wisi obraz święty przedstawiający Chrystusa, a obok odrzwi – krzyż z chrzcielnicą, jak u Grottgera. W powietrzu wisi radość i zadowolenie.

Anna Dorota Chrzanowska na zamku w Trembowli , Galeria Lwowska, Lwów
Anna Dorota Chrzanowska na zamku w Trembowli , Galeria Lwowska, Lwów

Bardzo ciekawie wypada zestawienie dwóch płócien znajdujących się w kolekcji Lwowskiej Galerii Obrazów: Anna Dorota Chrzanowska na zamku w Trembowli, (il.2) i Po napadzie Tatarów (1858-59, olej, płótno, il.3). Pierwszy z obrazów ukazuje zaparcie i determinację obrońców Trembowli, a drugi konsekwencje bycia nieprzygotowanym lub bezsilnym wobec najeźdźców. W sali trembowelskiego zamku toczą się zasadnicze rozmowy. Historyk Janusz Pajewski podaje, że po kapitulanckim zachowaniu poprzednich dowódców, dowódcą obrony zamku został mieszczanin Samuel Chrzanowski.1 Jego doświadczenie wojenne i rządy żelaznej reki okazały się łaską losu. „Nowemu komendantowi towarzyszyła żona, Anna Dorota, kobieta wielkiej odwagi i stanowczości, energią jednak przewyższająca męża”.2 Legenda przypisuje właśnie jej główna rolę, i tą legendę interpretuje nam po malarsku Loeffler. Aczkolwiek w rzeczywistości to Chrzanowski, wytrawny żołnierz walczący przedtem w wielu kampaniach, w tym pod Chocimiem, był głównym bohaterem obrony Trembowli. Obrońcy tak długo trwali na posterunku aż nie nastąpiło przerwanie blokady i nadejście odsieczy królewskiej. Kamieniec Podolski już wtedy był zniszczony i zajęty przez Turków.

Znamienne, że wszystkie postacie obrazu Leofflera kierują uwagę na Annę Dorotę Chrzanowską; to ona, dostojna polska matrona, zdaje się tu trzymać przysłowiowy języczek u wagi. Miłośnika kultury szlacheckiej może zadowolić piękno zamkowego wnętrza z okazałym piecem, zielono-czerwonym dywanem i kolorystycznym bogactwem szlacheckich kontuszy, hełmów i czapek z piórami. Loeffler zafundował nam sarmacką ucztę estetyczną.

Po napadzie Tatarów
Po napadzie Tatarów

Najazdy tatarskich czambułów na południowo-wschodnie kresy Rzeczpospolitej były częstym zjawiskiem; nie upłynęło 10-20 lat i trzeba było odbudowywać dwór-fortalitium, a nierzadko i ziemię rodzinną opuścić na jakiś czas, lub na zawsze. Często pozostawały tylko ruiny, a ludność brano w jasyr. Patrząc na obraz Po napadzie Tatarów widzimy tylko zgliszcza dworu i jego teraz bezdomnych właścicieli. Z obrazu wieje grozą, desperacją i rozpaczą. Przez wieki to był właśnie byt powszedni polskich mieszkańców kresów.

Kreatywność Loefflera spoczywa nie tylko na doskonałym opanowaniu malarskiego rzemiosła, ale również na gruntownej wiedzy polskiej historii i polskiego ducha narodowego. Przekaz historyczny mówiony i pisany, legenda i mit mieszają się ze sobą tworząc atrakcyjną całość. Interesująco jest spojrzeć na obrazy Loefflera i na te autorstwa innych malarzy przed nim i po nim. Można mówić o pewnym nieustającym dialogu w historii sztuki. Któż nie słyszał o słynnym Lisowszczyku (Polskim jeźdźcu) Rembrandta, którego wersje namalował m.in. Juliusz Kossak. Podobnie wybitni polscy Sarmaci doczekali się wielu wizerunków. Weźmy na przykład obraz Loefflera zatytułowany Śmierć Czarnieckiego (il.4). Loeffler ukazuje tu odejście wielkiego wodza, człowieka, który swym geniuszem wojskowym wydźwignął Rzeczpospolitą z zapaści po potopie szwedzkim i rządach Jana Kazimierza. Wielki Hetman Koronny umiera jak prawdziwy rycerz, przy marach są jego wierni druhowie i koń. Jest to pożegnanie wojownika-jeźdźca z koniem, który zapewne towarzyszył mu w wielu bojach. Jakże piękna i efektowna jest to wizja. W Lwowskiej Galerii Obrazów zobaczyć też można obraz Juliusza Kossaka pt Wierny towarzysz, który przedstawia konia wiernie pochylonego nad zwłokami swego pana-jeźdźca Jeśli chodzi o postać samego hetmana, to polska historia sztuki zna też inne przykłady uwiecznienia jego sławy. Obok Loefflera, boje Czarnieckiego przedstawili m.in Józef Brandt Bitwa pod Koldyngą i Juliusz Kossak Czarniecki pod Płockiem. Sam Czarniecki uhonorowany później w hymnie narodowym („Jak Czarniecki do Poznania po szwedzkim zaborze”) zmarł od rany postrzałowej w czasie oblężenia Stawyszcza, którego mieszkańców za stawiany opór hetman rozkazał wcześniej wyciąć w pień.

Śmierć Czarnieckiego, Muzeum Narodowe we Wrocławiu
Śmierć Czarnieckiego, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

W konkluzji należy stwierdzić, że Leopold Loeffler był integralną częścią polskiego świata malarskiego, który w czasach zaborów niestrudzenie przypominał Polakom o czasach kiedy Rzeczpospolita była ważnym podmiotem w wydarzeniach europejskich. We wnętrzach dworów, pałaców i zamków, w twarzach portretowanych postaci, w bogactwie narodowego stroju, nawet cudzoziemiec mógł wypatrzeć dostojną, starą kulturę. Przez swą obecność na wystawach w miastach Austrii, Niemiec i Francji, a także w Krakowie, Lwowie, Poznaniu i Warszawie, Leoffler zaświadczał o żywotności polskiej kultury narodowej.

Przypisy
1.Pajewski, Janusz, Buńczuk i koncerz: Z dziejów wojen polsko-tureckich, Wiedza Powszchna, Warszawa, 1978, s. 206-207/
2. ibid., str. 206-207.

Ilustracje
ilustracja 1 Leopold Loeffler, Powrót z jasyru (1863), Muzeum Narodowe w Warszawie
ilustracja 2 Anna Dorota Chrzanowska na zamku w Trembowli , Galeria Lwowska, Lwów
ilustracja 3 Po napadzie Tatarów (1858-59), olej, płótno, il. 4, Galeria Lwowska, Lwów
ilustracja 4 Śmierć Czarnieckiego, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

dr Zygmunt Jasłowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *