Literatura: Uciechy dworskiej łaźni

Od lat lubię powracać do literatury Andrzeja Kuśniewicza (ur. 1904 Kowenice k/Sambora, zm. 15 maja 1993 w Warszawie), gdyż wywodzi się on z tych samych stron, co moja rodzina po mieczu i kądzieli. Jest to proza wspominkowa, więc zasadniczo w dość wierny sposób opisuje Kuśniewicz krainę swojego dzieciństwa i młodości.  Austriacy nazywali ją Królestwem Galicji i Lodomorii, od Ziemi Halickiej ma się rozumieć, a pełni humoru Polacy przechrzcili ją na Królestwo ( a czasem nawet Kurestwo) Golicji i Głodomerii. W austriackiej, a później austro-węgierskiej monarchii była to bowiem prowincja najbiedniejsza, słynąca z masowej emigracji do Stanów Zjednoczonych. Mój Tato opowiadał mi często o Smorzu, Stryju, Skolem i oczywiście o przepięknym Lwowie. „Strefy” i „Lekcja martwego języka” są nowelami o rodzinnych stronach autora, ale i ja odnajduję tam swój utracony dom, najpiękniejsze w Polsce krajobrazy, niesamowitą mieszankę ludzką oraz niezapomniane nastroje.

Taka miedziana wanna to marzenie
Taka miedziana wanna to marzenie

Tu pragnę się podzielić arcyciekawą narracją dotyczącą pańskiej kąpieli w domu nijakiego pana Grzegorza Ostroroga-Suchodolskiego z Suchodołu koło Stryja. Autor, Andrzej Kuśniewicz, był mistrzem galicyjskiego nastroju, ambiance, jak byśmy powiedzieli po francusku. Mowa tu o roku 1848, w dwa lata po tzw. rabacji galicyjskiej. Przedmiotem jest kultowe we dworze miejsce, jakim jest pokój kąpielowy. Kuśniewicz nazwał ten przybytek „surogatem łazienki, a nawet czegoś w rodzaju łaźni”, a z austriacka Suchodolskie Velma-Bad. Szczególnie ciekawa atmosfera panowała tam w okresie zimowym, kiedy to okna opatrzano wałkami waty i para osadzała się na szybach. Przybytek ten zlokalizowany był w lewym skrzydle dworu, w narożnym alkierzu z oknami wychodzącymi na gęstwinę parku, którą oczywiście o tej porze roku pokrywał szron i śnieg. Fakt ów czynił to miejsce jeszcze bardziej atrakcyjnym; jego uroki mogli docenić celebranci kąpieli. Łatwiej też chyba było podglądać od zewnątrz, oczywiście pamiętając, by pańskie psy nie dobrały się nam do dolnej części ciała.

Podglądanie przez zamarzniętą szybę ma swoje uroki
Podglądanie przez zamarzniętą szybę ma swoje uroki

W sporym pokoju stały dwie wielkie szafy przeznaczone na pościel gościnną, a także fotel kryty pluszem, należący do pana dziedzica, Goriusa recte Grzegorza Suchodolskiego. Głównym meblem była jednak emaliowana wanna (nie taka jak ta miedziana na zdjęciu), a obok niej okrągły instrument imitujący bidet. Użytkowanie wanny było zastrzeżone dla panów Ostrorogów-Suchodolskich, Goriusa i Leonarda, bowiem syn Leonarda, Gustaw Adolf albo po prostu Gucio był zbyt mały, przeto obawiano się że wanna jest dla niego za głęboka i mógłby się w niej utopić. Kąpano go więc, dla bezpieczeństwa, w cebrzyku. Z czasem – tytułem wyjątkowego przywileju – prawa kąpieli w tej wannie dostąpiła także pani Wiktoria, szafarka i klucznica dworu.

Pralnia: tarki, a nawet prototyp pralki "Frani"
Pralnia: tarki, a nawet prototyp pralki „Frani”
Lokaj Jan, mistrz ceremonii
Lokaj Jan, mistrz ceremonii

Otulony w biały, kudłaty szlafrok, przewiązany plecionym sznurem zakończonym szkarłatnym chwastem, czekał pan dziedzic na swym wyścielanym stolcu, aż ilość wody w wannie i jej temperatura zostaną zaakceptowane przez mistrza ceremonii i bademeistra, lokaja Jana. Jego to zadaniem było dyrygowanie stadem ukraińskich dziewuch noszących z kuchni ciężkie wiadra ukropu i zimnej wody studziennej na przemian. Podczas gdy Jan zajęty był wsadzaniem palca i termometra w drewnianej, graniastej oprawce do wody, pan Gorius delektował się pięknym widokiem korowodu służebnic łaziebnej Diany. Ponoć za młodu – jak przekaz słowny głosi – nie tylko obserwował… Dziś jednak poprzestał na podglądaniu.

Zwiotczałe organa pana Ostroroga kołyszą się jak wodne rośliny
Zwiotczałe organa pana Ostroroga kołyszą się jak wodne rośliny

No, wreszcie. Woda była jak w sam raz. Pan dziedzic zsunął z siebie wełniasty szlafrok i postękując z rozkoszą, powoli, opierając się o brzegi wanny, zanurzył się w rozkołysaną toń; tylko, owłosione nogi wysunął poza wannę, podczas gdy „zwiotczałe organa kołysane jak wodne rośliny, wypłyną na powierzchnię chwiejąc się i zataczając połkola”.

Herb "Golicji i Głodomerii"
Herb „Golicji i Głodomerii”

Tymczasem kawka, czarny ptak jak ten z godła Galicji i Lodomerii przyglądała się pańskim pląsom z pobliskiej szafy, po czym „fru”, wylądowała na półłysej głowie. A przed oczyma dziedzica parada cycatych Ukrainek. Nawet obecność lokaja Jana zaczyna go krępować. Dziewczyny to co innego; ich przymarznięte nogi pomału odtajają w łaziebnej parze. Nie, nie, dziewczyny mu wcale nie przeszkadzają, tak jakby ich tu nie było, one się przecież nie liczą, byleby tylko zostawiły na miejscu swoje nogi. Ku wielkiej uciesze pana Ostroroga:

- Byleby tylko zostawiły na miejscu swoje nogi
– Byleby tylko zostawiły na miejscu swoje nogi

„Skóra na nich zaczyna lśnić. Pokrywa się tu i ówdzie kropelkami potu i skroplonej pary z sagana. Pan Gorius głośno węszy…, odróżnia poszczególne składniki zapachów: Paraska wydziela inną woń. Maryśka i Taćka inną. Paraska ma gładkie, białe kolana, lśniące ruchliwe. Przesuwa się tam takie jabłuszko za każdym poruszeniem, jak grdyka. Maryśka ma kolana szczuplejsze nieco i sinawoburaczkowe. Łydki również. Jeszcze widocznie dostatecznie nieodtajały. Zalatuje od nich jarzynowo koprem. Ciało Paraski wydziela natomiast ckliwą woń serwatki, słodkawo-kwaskowata. Jak niedomyte garnki po zsiadym mleku i śmietanie…”

Takie to uciechy przeżywał galicyjski pan dziedzic 167 lat temu. Szlachta polska miała długo na zachodzie opinie tych, którzy przesadnie używają mydła i wody, ale z ludem róźnie bywało. Na przykład karczmy żydowskie były tak brudne, że trzeba było wozić ze sobą pościel, ręczniki i naczynia. Ci co mogli zatrzymać się we dworze mogli zażywać rozkoszy jak pan Gurius. Między bajki należy chyba włożyć austriackie plotki, że Polacy w Galicji pod koniec XIX wieku jadali na brudnych obrusach. No chyba że w karczmie u Żyda.

K. Krysznicki, Wieczór na Ukrainie, olej na płótnie
K. Krysznicki, Wieczór na Ukrainie, olej na płótnie

Ilustracje pochodzą z archiwum autora oraz z zasobów Internetu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *