Łosośna Mała – najmilszy cel spacerów króla Stanisława Augusta Poniatowskiego

Modrzewiowy dwór w Łosośnej na Podlasiu należy do najciekawszych dworów w tej części Polski, położonej niegdyś przy granicy Wielkiego Księstwa Litewskiego. Naturalnie dwór ma swoją historię, jak każda rodzinna siedziba w Rzeczpospolitej, ale tak naprawdę sławę swą zawdzięcza kilku wizytom Stanisława Augusta, które miały miejsce w czasach dla Ojczyzny naszej bardzo nieprzyjemnych. Król przebywał wówczas na zesłaniu w Grodnie, Rzeczpospolita popadała w niebyt, a jego własne życie było pełne rozterek  i trosk.

Rosjanie wybrali przezornie Grodno na miejsce pobytu króla, zapewniając mu przy tym  wszelkie wygody, a to po to żeby wywołać wrażenie że król po prostu podróżuje po swych włościach. Naturalnie budżet królewski został solidnie okrojony. Według Lucjana Siemieńskiego, który był raczej surowym sędzią Stanisława Augusta, „ osoba monarchy była dla wszystkich ostatnim symbolem dawnej Rzeczpospolitej”. Król niewątpliwie popełnił wiele błędów, był – co prawda- doskonałym mecenasem polskiej kultury, lecz miękkim władcą, mimo to w końcowym okresie swego 30-letniego panowania, przed wyjazdem do Grodna w dniu 7 stycznia 1795, cieszył się sporą popularnością, dając niejednokrotnie dowody swej dobrotliwości, hojności i dbałości o swych dworzan i poddanych. Często mawiał: „póki i mnie będzie dobrze, będzie i wam”.

Jemu samemu dobrze z pewnością nie było. Szpiegowano go na każdym kroku, jego dworzanie byli podsłuchiwani w karczmach, cenzurowano mu pocztę i decydowano z kim może się spotkać. Królewski dzień zaczynał się zwykle o godzinie 6 rano, kiedy to dyżurny szambelan budził jego królewską mość wnosząc do sypialni filiżankę bulionu. Nie był to przy tym zwyczajny bulion; kuchmistrz Trema urzędował już od czwartej rano, mieszał różne rodzaje mięsiwa, włącznie z drobiem i zwierzyną, zalewał wodą dodając mnóstwo innych sekretnych składników, i gotował na wolnym ogniu przez dwie godziny. Bulion wystarczał monarsze do obiadu.

Niestety nie było w tym czasie tabloidów, ani radia, telewizji czy internetu, dlatego też wiedza o dniu z życia monarchy pochodzi od jego dworzan oraz rodziny. Interesujący jest fakt, że król Staś kończył swą poranną toaletę na rozmieszczaniu rozmaitych drobiazgów w kieszeniach bardzo obszernej kamizelki. A czegóż tam nie było. Jako że król był krótkowidzem i lubił obserwować krajobraz, zawsze nosił ze sobą lornetkę, jedno pudełko na cukierki a drugie na drewienka do zębów, scyzoryk, termometr, lek na konwulsje, nożyczki, perspektywkę, kluczyk do sekretarzyka, kalendarzyk, oraz łokieć zsuwany wraz z cyrklem – dar mistrza stolarskiego z Karczewia.

Do południa król pracował bardzo intensywnie, czytał i odpowiadał na pocztę, pisał prośby do Rosjan, załatwiał petentów, porządkował archiwum i pisał pamiętniki, które miały na celu zmazanie – jego zdaniem – niepochlebnej oceny jego panowania.

Ucieczką od zmartwień był spacer. Początkowo były to spacery po dziedzińcu grodzieńskiego zamku oraz podziwianie widoków Niemna z tarasu, później już mu to nie wystarczało. I tu właśnie pojawia się Łosośna, pobliska wieś z dworem, miejsce które sobie Stanisław August szczególnie upodobał. Spróbujmy sobie wyobrazić czterokonną karetę sunącą równo po polnej drodze, a w karecie najjaśniejszy pan w towarzystwie jednego z szambelanów, przeważnie Wolskiego lub Strzembosza. Łosośna to niewielka wieś położona pośród Wzgórz Sokólskich. Nawet dziś, gdybyśmy chcieli ją znaleźć mielibyśmy spore trudności, bowiem w terenie nie ma żadnych oznaczeń wskazujących to miejsce. Jedynie życzliwi miejscowi ludzie mogą coś tu pomóc, a bardziej konkretnie wskazać, gdzie znajduje się wyjątkowo piękny dwór modrzewiowy, który prawdopodobnie jest najstarszy w Polsce.

Niemen
Niemen

Nasz ostatni władca podróżując do Łosośnej nie mógł zachować całkowitą beztroskę, gdyż za nim, oprócz niewielkiego oddziału carskich żołdaków, podążał wieczny „anioł-stróż”, hrabia Bezborodko. Król miał jednak chwilę radości, kiedy wysiadł w końcu z karety błądził po pobliskich polach, łąkach i lasach. Od czasu do czasu przestawał by w milczeniu patrzeć długo w stronę Warszawy. Była w tym jakaś nostalgia, na pewno smutek, a może nawet nadzieja, że to stamtąd przyjdzie jakiś ratunek, wybawienie z niewoli. Kiedy król zaczął coraz częściej zapuszczać się na obszary położone nad Niemnem, „opiekun” króla, Repnin, stał się podejrzliwy. Ponieważ w odczuciu Rosjanina tereny te znajdowały się zbyt blisko dawnej granicy Korony i Litwy, pewnego dnia bez żadnego uprzedzenia kazał rozebrać most na Niemnie, uniemożliwiając tym samym dalsze wycieczki. Król zupełnie nie zareagował na taki afront, przyzwyczajony do carskich wybryków. W rzeczy samej był to jego ostatni kontakt z Ojczyzną, którą zarządzał przez dobre 30 lat.

Łosośna to piękny zakątek Rzeczpospolitej. A sam dwór, z drzewa lecz podmurowany, z pięknym portykiem jest naprawdę urzekający. Jeden z kominków we dworze ozdobiony jest specjalną pamiątką po królewskich wizytach, jest to płyta żeliwna z inicjałami króla. Dwór jest wspaniale wkomponowany w otaczającą go przestrzeń i w naturę. Niewątpliwym atutem widokowym jest położenie na zboczu wzgórza, z pięknym widokiem na dolinę rzeczki Łosośna. Jest doskonałym wzorcem na współczesną replikę, jako że jest jednym z najstarszych w Polsce. Został zbudowany w latach 1720-1722 przez Zygmunta Buffała, i jest konstrukcyjnie zorientowany względem stron świata. Dzięki temu, w ciągu dnia, co najmniej przez godzinę, słońce zagląda do każdego z dwunastu pomieszczeń (tylu ile jest miesięcy w roku). Ród wywodzi swoje korzenie od Wasyla Doroszkiewicza, pisarza królewskiego, który dostał nadania ziemskie od Aleksandra Jagiellończyka. To właśnie od imienia jednego z synów Doroszkiwicza – Bohufała – wziął później nazwę znany na Grodzieńszczyźnie i Wileńszczyźnie ród Bouffałów. Już w XVI wieku powstał w tym miejscu dwór, o którego wyglądzie nic nie jest wiadomo. Być może był to dwór w stylu renesansowym, gdyż wokół niego powstał włoski ogród kwaterowy. W czasach stanisławowskich istniał już na pewno park krajobrazowy, który szczątkowo i przetrwał do dziś. W ciągu XVI i XVII w. z pierwotnych dóbr Wasyla, jako konsekwencja  podziałów, wyodrębniły się majątki: Łosośna Wielka i Mała, Czuprynowo i Wołkusze. Do naszych czasów, z czterech dawnych majątków szlacheckich. przetrwał jedynie drewniany dwór w Łosośnej Małej.

Łosośna Mała - dwór
Łosośna Mała – dwór

Jak to z polską własnością bywało, za udział w powstaniu listopadowym majątek Łosośna został skonfiskowany. Wtedy to nowym właścicielem dóbr został carski generał Wsiewołod Apołłonowicz Sytni, który przebudował dwór na wiejską daczę. W 1902 roku dwór kupił Wiktor Syrkomola- Bilmin, i on to wraz z synami Emilianem i Stanisławem przywrócił dawny wygląd dworu. Ostatnim przedwojennym właścicielem Łosośny był syn Emiliana Stanisław Bilmin, oficer z Armii Hallera.

W kampanii roku 1920, jako kapitan 44 Pułku Piechoty Strzelców Kresowych, za brawurową walkę z sowietami odznaczony został dwukrotnie orderem Virtuti Militari.. W kampanii 1939 roku już jako major został aresztowany i internowany w Kozielsku. Zginął tak jak reszta polskich oficerów w Katyniu. Wiktoria Bilmin dożyła sędziwego wieku 95 lat, mieszkając praktycznie przez cały czas w modrzewiowym dworze.

Jak podaje pan Grzegorz Kossakowski, po perypetiach z PRL-em, Bilminowie odzyskali dwór w roku 1994 i od tego momentu dwór pomału odzyskuje swą świetność. Niewątpliwą ujmą restaurowanego dworu jest blacha na dachu w miejsce dawnego gontu widocznego na przedwojennej, biało-czarnej fotografii. Cieszy jednak, że Łosośna jest tym miejscem, gdzie orły powróciły do swego gniazda. To jest wielka sprawiedliwość historii.

Dwór drewniany w Łosośnej z początku  XVIII został wpisany jest do rejestru zabytków pod nr : 57 (63) z 11.07.1956, a więc w czasach tzw. Odwilży.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *