Monarchia: Polsce należy się korona prawdy i chwały!

Upadek polskiej monarchii był największą katastrofą XVIII-wiecznej Europy, jej przywrócenie jest największym obowiązkiem oraz sprawą honoru Polaków. Ostatni król na polskim tronie nie spełnił pokładanych w nim zadań i nadziei, bo od momentu swego wyboru był władcą niesuwerennym wybranym w „wolnej elekcji” pod rosyjskimi bagnetami. Ale już przecież Jagiellonowie musieli zabiegać o tron dla swych potomków, a pierwsza wolna elekcja była początkiem demokratycznej loterii, rodzajem politycznej ruletki, która cudem zdołała jeszcze dać Polsce Batorego i Sobieskiego. Pomiędzy rokiem 1795 i 1918 Polskę okryła noc niewoli, a potem znowu rozpoczęły się demokratyczne przepychanki i elekcje. Jedna z nich zakończyła się barbarzyńskim morderstwem Prezydenta RP Gabriela Narutowicza.
Rok 1918 był rokiem kiedy monarchie upadały, a nie się odradzały. Polska w tym czasie była niekorzystnie wciśnięta pomiędzy dwa zrewolucjonizowane kraje: Rosję i Niemcy. Ententa nigdy by się nie zgodziła na powstanie monarchii w Polsce; widoczne to było także na przykładzie Węgier i Austrii, gdzie pokojowo nastawiony i dążący do wcześniejszego zakończenia wojny cesarz Karol Habsburg musiał porzucić idee zwierzchnictwa nad Węgrami, regentem został na Węgrzech Horthy. W rezultacie powojennych traktatów Austria i Węgry stały się republikami. W roku 1920 Polska prawdziwym cudem uniknęła losu stania się republiką sowiecką, ale się nie stała tylko dlatego, że naród skupił się wokół Naczelnego Wodza, który gromadził w sobie cechy najlepszych polskich monarchów (za co do dziś jest atakowany!). Nawet wezwani przez Witosa polscy chłopi nie dali się złapać na lep sowieckiej propagandy i pognali bolszewika hen, hen. Polacy wszystkich orientacji, poza komunistami i Żydami, zdecydowali że nie republika rad, a niepodległość Polski jest rzeczą najważniejszą.

Może już się urodził
Może już się urodził!

W roku 2018, w niemal w sto lat po odzyskaniu niepodległości, większość naszych rodaków, nawet tych którzy kochają polską historię oraz zatroskani są losem Rzeczy Pospolitej, pomysł przywrócenia monarchii uważa za jakiś niedorzeczny wygłup. I nie można im się za bardzo dziwić jeśli popatrzeć na działalność niektórych „szlacheckich towarzystw” oraz „utytułowanych” własnym sumptem jednostek, które pomimo braku monarchy nadają tytuły szlacheckie i herby, ośmieszając przy tym to wszystko co było naszym narodowym fundamentem i może być również w przyszłości—szlacheckość. Jednakże nie branie monarchii pod uwagę jako potencjalnie najlepszej opcji ustrojowej dla Polski uznać należy za pewną oznakę niedojrzałości i braku zrozumienia sytuacji, zwłaszcza, że tak sprzyjających okoliczności Polska nie miała od ponad 200 lat. Prawda o narodzie rozbitym, pozbawionym odpowiedniego przywództwa, podzielonym i świadomie skłóconym przez wroga, do dziś z trudem przebija się do ogółu polskiego społeczeństwa. I tu jest problem, to właśnie ten „demokratyczny” mechanizm czyni naprawę Rzeczpospolitej utrudnionym, choć nie niemożliwym do wykonania zadaniem. Tak to już jest w tym systemie, w którym sprawy ważne są poddawane pod głosowanie słabo uświadomionych obywatelskich mas.
Dziś przychodzi czas na poważną dyskusję nad przyszłością ustrojową naszej Ojczyzny. Jako naród mamy solidne przesłanki natury prawnej: rozbiory Rzeczpospolitej były zbrodnią nigdy nie osądzoną należycie na forum międzynarodowym. Porzucenie monarchii nie było wyborem samych Polaków, lecz gwałtem popełnionym przez państwa ościenne. Ostateczne zniszczenie przez komunistów i Sowietów systemu społecznego (reforma rolna 1944!), który Rzeczpospolita budowała przez wieki, nie tylko ugruntowało obce panowanie, ale również zaćmiło narodową pamięć, oddalając szansę odbudowy polskiego królestwa. Mówiąc o rozbiorach myślimy, i słusznie, o podziale naszej wielonarodowej Rzeczpospolitej, ale zapominamy często, że pozbawiono nas monarchii – systemu, który był naprawdę nasz. Dziś dyskusja o jej przywróceniu jest na zupełnym marginesie polskiej polityki. Wybito narodowi z głowy samą ideę – „po co nam król, dziś wszyscy równi” powiadają (w domyśle—nawet TW może zostać prezydentem). Tak, tak, do tego stopnia zawłaszczono nasze państwo.

Do dziś mamy w Polsce system wolnych elekcji przysłoniętych kurtyną pozakulisowych działań. Nigdy nie wiadomo tak naprawdę po co, dlaczego, czy w jakim celu, ten czy inny kandydat został wybrany lub odepchnięty od władzy i kto za nim stoi. Świadczy to o głębokiej chorobie polskiego patriotyzmu, braku uznania dla impoderabiliów, oraz — o skali obcych wpływów. Są jednak ludzie w Rzeczypospolitej, którzy całym swoim życiem, jestestwem, odwagą, głęboką skromnością, poświęceniem i lojalną służbą udowodnili, że może być inaczej niż było. Ich słowa i czyny przywołują to wszystko co w dawnej, wolnej i wielkiej Rzeczpospolitej było najlepsze. Po tym ich rozpoznamy! Mam na myśli pana Antoniego Macierewicza i wielu innych, którzy od wielu lat (i bez szerszego uznania!) służą Polsce. Co ich za to spotyka? Poniżanie, potwarz, obraza, wyśmiewanie i posądzanie o niegodziwości, które nawet raz nie przeszły im przez myśl.

Trzeba zauważyć, jak często nieodpowiedzialne jest zachowanie mediów zarówno tych lewicowych, tych w centrum, a nawet tych identyfikujących się z prawicą patriotyczną. Bardzo nierozsądne rozdmuchiwanie animozji pomiędzy obozem rządowym i prezydenckim, ustawianie pana Antoniego Macierewicza na pozycji szarej eminencji, spiskującej przeciw prezesowi Kaczyńskiemu i Prezydentowi RP kłóci się przede wszystkim z osobowością samego Macierewicza, człowieka o nieskazitelnej reputacji, który nigdy nie zrobiłby nic przeciw rządowi, do którego utworzenia sam w znacznym stopniu się przyczynił. W rzeczy samej zgodnie z Konstytucją RP prezydent jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, nie minister MON i tu można było się spodziewać różnicy zdań ponieważ pan Macierewicz jest osobą niewątpliwie najlepiej poinformowaną w państwie jeśli chodzi o sprawy wojskowe, wywiadu i kontrwywiadu, oraz obronności kraju i często bywa nieugięty w swych opiniach. Bierze się to jednak z głębokiego doświadczenia i przeświadczenia, że inni nie wiedzą dość by podejmować tak ważne dla kraju decyzje, bądź też szpiegują na rzecz obcych wywiadów. Prawdy to oczywiste, które „układni politycy” nie chcą przyjąć do wiadomości. Mimo to, zachowanie ustępującego ministra godne jest monarchy odpowiedzialnego za bezpieczeństwo Polski i kochającego swój kraj nade wszystko. Jego deklaracje poparcia dla rządu, który ma szerokie poparcie społeczne rzędu 50% (najwyższe w Europie), mówią same za siebie. Bardzo szlachetnie brzmi też gotowość pana Macierewicza wspierania działań nowego ministra MON, pana Błaszczaka. Wziąwszy pod uwagę, że nowy minister posiada raczej minimalną wiedzę z zakresu wojskowości, ewentualne konsultacje z p. Macierewiczem pomogłyby ugruntować korzystne zmiany wprowadzone w ostatnich latach. Mowa tu o usuwaniu z polskiej armii szpiegów i osób skorumpowanych, odmłodzenie kadry oficerskiej i podoficerskiej, umożliwienie awansu nowym ludziom oddanym Polsce, modernizacja wyposażenia oraz zbudowania systemu sojuszy obronnych. Musimy się jednak liczyć z tym, że pokolenie 70-cio latków, do których pan Macierewicz należy, będzie powoli odchodzić z polityki, nie oznacza to że w wolnej Polsce nie będzie dlań miejsca. Jest też wola u weteranów by dalej dla Polski pracować. 69-letni Jarosław Kaczyński to niewątpliwie genialny strateg, nie dyktator bynajmniej, który od lat doskonale wyczuwa nastroje społeczne oraz robi wszystko by niechęć do jego osoby nie zaszkodziła sprawie polskiej. Trzeba być ślepym by tego nie zauważyć. Analogicznie, dezawuowanie osoby dużo młodszego prezydenta RP wydaje się mi również bardzo szkodliwe i nierozsądne. Pamiętam, że nawet wizyta prezydenta w Etiopii wywołała szydercze uwagi znanego podróżnika, bo cóż polski prezydent ma do roboty w kraju, w którego stolicy po ulicach chodzą kozy. Nasunęła mi się od razu odpowiedź, że polski prezydent powinien natychmiast zasugerować by zamiast kóz Etiopczycy przesiedli się na polskie rowery, motocykle, samochody, autobusy oraz by kupowali tańsze niż u Niemców produkty rolno-spożywcze. Pod nieobecność króla Prezydent RP (szanujmy polską głowę państwa!), powinien także odwiedzić w celach handlowych Pakistan, Bangladesz, Myanamar i 10 najbiedniejszych krajów świata by ugruntować tam polską obecność handlową i gospodarczą. Budujmy swoje półkolonie, jeśli nie stać nas na kolonie, bo system post-kolonialny się załamał. Żywmy Afrykę za afrykańskie pieniądze i tanią robociznę i twórzmy bazę turystyczną dla Polaków — pod palmą i jaśniejszym słońcem. Niezła recepta na polski listopad. Myślę że pan Szczerski potrafi to zrozumieć.

Król na tronie to jednak inna jakość, bardziej przystająca do tego czym i kim niegdyś byliśmy jako naród, lepsza reprezentacja i lepsza reklama Rzeczpospolitej spójnej historycznie. By zasłużyć na króla musimy wreszcie zwymiotować złe czasy, listopadowe noce, zsyłki, łapanki, PRL-e, a także trzecią republikę, która na miano III Rzeczpospolitej nie zasługuje. Jeśli na Wawelu mieszkał łotr Hans Frank, to dlaczegóż nie mógł by tam zasiadać ten, na którego Rzeczpospolita czeka niczym na drugie przyjście Chrystusa. Czyż nie u Chrystusa my na ordynansach, słudzy Maryi? Czyż nie mamy wstawiennictwa Maryi Królowej Polski?

Szpony Orła- Bolesław Prus powiedział kiedyś, że państwo by było silne musi być czasem agresywne.
Szpony Orła- Bolesław Prus powiedział kiedyś, że państwo by było silne musi być czasem agresywne.

Chodzi tu też o dostojeństwo Majestatu Rzeczpospolitej, trzeba przywrócić nasze orły i barwy, w tym przejaskrawioną przez komunizm czerwień, a korona musi mieć krzyż (to nasz znak, który odróżnia nas od ludów antychrysta). Nasz orzeł nie miał żadnych gwiazdek wpiętych w skrzydła, a nasz Lwów eksponował zadziorne lwy, z dumą strzegące nasze włości. Orły banderowcy zakopali do ziemi, a nasze lwy strzegą ich Lviv, który na każdym kroku przypomina, że jest nasz kłując nasze serca. A w środku Warszawy, tam gdzie powinien być Polski Akropolis, stoi Pałac Stalina (PKiN), chyba tylko po to by Adam Michnik nie zbłądził na Czerską. W tym miejscu, na płaskim terenie powinna być usypana góra zwieńczona budowlą utrzymaną w stylu polskiej szlachetczyzny, a prowadzić do niej powinny okazałe schody strzeżone przez lwy i orły. Żaden amerykański wieżowiec w tym tak ważnym miejscu sprawy nie załatwi.

Potrzebna jest nam na tronie nieprzekupna, nieprzejednana i konsekwentna persona, zdolna do podejmowania przedsięwzięć i inicjatyw, których większość polityków unika z daleka. Jeśli Polska nie potrzebuje Macierewicza, to na pewno potrzebuje króla o jego cechach i zdolnościach, zaprzysiężonego, nieprzekupnego patriotę i męża stanu. Polsce są potrzebni Macierewicze, cała dynastia. Ba, Polsce potrzebna jest okrzepła monarchia, której członkowie uważają Polskę za swój kraj i dom, a nie karczmę zajezdną. Polskie rodziny potrzebują dobrego ojca, a nie ojczyma. Trzeba być uczciwym w tym wszystkim i otwarcie mówić rodakom: po kilku dekadach krętactw i prawdziwie-demokratycznej niemocy, że Polska się rozwija dynamicznie, a my możemy się znowu bez obawy nazywać narodem, a także być bardziej refleksyjnymi względem swej historii.

Polska PiS to już inna jakość od tej pod butem PO-PSL, choć dużo jeszcze trzeba zmienić, w tym konstytucję. Problemem zasadniczym, w dalszym ciągu nie rozwiązanym, jest sprawa ustroju naszej Rzeczpospolitej. Nasze państwo znalazło się bowiem w paradoksalnej sytuacji: zmuszone jest do funkcjonowania w systemie demokratyczno-liberalnym narzuconym przez Unię Europejską, który nie tylko jest fasadą demokracji, ale też nie uznaje zasad przez sam UE ustanowionych. Sami Polacy nie wpadli na genialny pomysł by wprowadzić monarchię w Polsce jeszcze przed wejściem do Unii, ale któż miałby to uczynić, Aleksander Kwaśniewski?

To, że totalna opozycja reprezentuje dno polskiej polityki, jest nam dobrze wszystkim wiadome, ale w samym PiS też już ujawniają się pęknięcia. Czy obecne zmiany mają za zadanie ugrzecznienie szeregów, po to by opozycja i Bruksela mogły odetchnąć z ulgą, bo najgorsi „szkodnicy” zostali usunięci. W takich sytuacjach trzeba słuchać głosów przodków. Historyk Joachim Lelewel (1786-1861) ostrzegał nas przed wiekami, że Nigdy naród swobodnie sił swych nie użyje, jeśli jarzmo obce lub wpływ cudzoziemczy wiązać go będzie. Kto ściąga cudzoziemce na swój kraj, aby w nim panowali, dawno jest przez wszystkie pokolenia zdrajcą nazwany. Czyż dziś te więzy dalej nas nie pętają i czy politycy podpisujący nieklarowne cyrografy nie powinni uderzyć się w piersi, albo nawet ponieść odpowiedzialność za swe czyny? Trudno nie zauważyć z jaką zaciętością „siły demokratyczne” na Zachodzie oraz „demokratyczna” totalna opozycja w Polsce atakują legalnie wybranych przedstawicieli na urzędy Prezydenta RP, oraz Rządu i Sejmu. A czy ci ostatni, na pewno mogą przysiąc przed Panem Bogiem, że nie robią czegoś bardzo niewłaściwego?

Zaoczne wieszanie zdrajców
Zaoczne wieszanie zdrajców

Obecna ekipa rządowa ma bardzo trudne zadanie pozamiatania po PRL-u i jego PO-PSL pomiotach, które zbyt łatwo nie wyrzekną się swych przywilejów i koryt zaklepanych przy „sławetnym” okrągłym stole. Dlatego też, to co mamy dziś w Polsce uznałbym za sytuację w polskiej polityce bardzo niezdrową: wyborcy są najwyraźniej podzieleni na kilka zwaśnionych grup – jurgieltników i zdrajców, czyli tych co z grubsza są przeciwko jakiejkolwiek władzy polskiej w Polsce, a także nowych Endeków i neo-Piłsudczyków mało z Piłsudskim czy Dmowskim mających wspólnego, wśród których chowają się członkowie różnych ugrupowań politycznych. Nawet totalna opozycja uznaje Piłsudskiego za swego wodza. Z kolei środowisko Gazety Polskiej widzi Jarosława Kaczyńskiego, skądinąd bardzo zdolnego polityka, jako nowe wcielenie Marszałka. I tak to podążamy wszyscy starym szlakiem polityki II Rzeczpospolitej. A to nie tędy droga. Czas porzucić spory pomiędzy Dmowskim i Piłsudskim, obaj byli wielcy na swój sposób. Co powinno nas martwić to to, że w Polsce nie ma autorytetu na miarę na którą Rzeczpospolita zasługuje. Nie ma dziś ludzi wielkości Tarnowskiego, Zamoyskiego czy Żółkiewskiego, brak mężów stanu (z kilkoma wyjątkami), brak prawdziwej klasy przywódczej; są tylko partie i czteroletnie kadencje oraz posiedzenia Sejmu RP, które narażają na szwank Majestat Rzeczpospolitej. I tu jest potrzebny król, by wezwał posła na rozmowę do pałacu i go nauczył dobrych manier i kultury politycznej.

Zbyt często nasi polityczni “erudyci” ograniczają swe polityczne odnośniki do czasów najnowszych, zapominając o wielkich Polakach z czasów dawnych. Można zauważyć gołym okiem, że ustrój który mamy obecnie w Polsce wymaga dość radykalnej (choć nie rewolucyjnej) przebudowy. Dużo było gadaniny swego czasu o wzmocnieniu systemu prezydenckiego; paradoksalnie mamy dziś do czynienia z sytuacją, że bardzo ambicjonalny Andrzej Duda wzmocnił swą pozycję kosztem bardziej konsekwentnych polityków jak chociażby Antoni Macierewicz. Czy jest to lepsze rozwiązanie dla Polski? Ciągle brak jest wizji: mieliśmy już jako prezydentów Jaruzelskiego, Wałęsę, Kwaśniewskiego, Kaczyńskiego, Komorowskiego, a teraz mamy Dudę. Po nim może będziemy mieli Pierdasewicza z Zadupkowa Wielkiego, a co dalej nikt nie wie. W 28 lat „demokracja” dała nam 6 prezydentów, a wystarczyłby przecież jeden autorytet, król, ojciec wszystkich Polaków ponad podziałami partyjnymi, a jednocześnie mąż opatrznościowy, zaprzysiężony patriota i strażnik niepodległości. Patrząc na biografie w/w osób łatwo jest zauważyć jak władza korumpuje i modyfikuje osobowości.

Musimy zacząć patrzeć głębiej w naszą przeszłość, do czasów kiedy mieliśmy swoje królewskie teatrum, z którym mieliśmy kolosalny związek emocjonalny. Duma jest głęboko wpisana w polski, bardzo szlachecki charakter, ale jak ją wzmocnić jeśli w Polsce nie ma monarchii, nie ma króla? Polska zasługuje na coś lepszego niż prezydenckie przepychanki co 5 lat. Świat musi się wreszcie dowiedzieć, że w Polsce siedzi na tronie król i będzie tam siedział za lat 10, 20 czy 100.
Wydaje mi się że bardzo trafnie określił charakter narodowy Polaków Artur Górski (1870-1959) pisząc tak: Konfederacja barska, rok 1794, rok 1831, rok 1863 to szereg przegranych Polski dawnej. Powiedzieli sobie ci ludzie: melius honeste vinci, — jak na rycerzy przystało. I działali honeste, choć mieli do czynienia z wrogiem, który krzywoprzysięgał, łamał traktaty, bił fałszywe pieniądze. Oni zawsze sądzili innych według siebie. Skończyła się tedy szlachta polska i jej dzieje, ale nie skończyła się szlacheckość, Bo szlacheckość to wiara w człowieka. Nie arystokratyzm. Arystokratyzm, wprost przeciwnie, opiera się na niewierze w człowieka. Monarchia to także wiara w człowieka, w Boga, w rodzinę i w Ojczyznę.
Wybitny pisarz, Melchior Wańkowicz (1892-1974) zwrócił uwagę, że ma miejsce niezmiernie ciekawy proces zrastania się w polskiej kulturze dwóch typów myślenia: szlacheckiego, wrażliwego na panache blanc Cyrano de Bergeraca, wywodzące się z tradycji rycerskich, oraz myślenie chłopskie, wywodzące się z realiów. Ten typ jest łatwo rozpoznawalny np. wtedy, kiedy Grzegorz Schetyna coś palnie głupiego, to polski chłop od razu wie, że to głupota lub blaga.
Nie ma przeto potrzeby uciekania się do obcych autorów, Polacy sami wiedzą co im potrzeba. Dodałbym jeszcze cytat z naszego niekoronowanego monarchy, Papieża Jana Pawła II, który wyznaczył sobie rolę, którą powinna być przekazem dla ludzi uczciwych i porządnych: Chrystus chce, abym stawszy się następcą Piotra świadczył przed całym światem o tym, co jest wielkością człowieka naszych czasów—i co jest jego nędzą. Co jest jego klęską i co jest jego zwycięstwem. Nad swoją nędzą nasze autorytety medialne muszą jeszcze popracować.

Wiara Chrystusowa strzeże naszego polskiego ducha, a szlachectwo wolności i niezawisłości naszej Ojczyzny. W monarchicznej rzeczywistości powinno być także miejsce na Interrexa, na ewentualność międzykrólewia. Czyż Prymas Polski, głowa Kościoła Rzymsko-Katolickiego w Polsce nie jest osobą odpowiednią na urząd strażnika polskiej niepodległości?
To właśnie Kościół jest tą najstarszą polską instytucją, która trwając nieprzerwanie przechowała szlacheckość do naszych czasów, ale niestety i tam już są wilki w owczej skórze. Nie ma dziś na razie szlachty, ale szlacheckość jest jak najbardziej, tak długo jak jest rycerski duch choćby w kilku Polakach. Szlachcicem jest ten kto szlacheckość ma w swym sercu i przoduje innym obywatelom siłą ducha, ofiarnością i pracą dla społeczeństwa. Analogicznie, przesłanie uczciwych staro-Polaków powinno być wzorcem dla uczciwego polityka, który potrafi dokazać, że nawet w skurwionej Europie można być uczciwym, a nawet wznieść się na wyżyny czerpiąc z etyki chrześcijańskiej, którą Zachód zamienił na „filozofię” Daniela Cohna-Benditta.

Tron Stanisława Augusta Poniatowskiego czeka
Tron Stanisława Augusta Poniatowskiego czeka

Bez przywrócenia rodzimego sposobu myślenia i staropolskich wartości, trudno będzie Polakom uwierzyć, że monarchia jest czymś co warto restytuować. W rzeczy samej umiłowanie rodzimej historii, Sarmatyzmu i szeroko pojętej kultury szlacheckiej nie jest czymś złym czy szkodliwym, chodzi jednak o to by ludzie którzy krzewią szlachetczyznę mieli coś do powiedzenia. To nie jest li tylko sprawa sentymentu, herbów, tytułów czy barwnych kontuszy (choć związek emocjonalny też jest ważny). Jedynym środowiskiem, które się sprawdza i zasługuje na zaufanie, i które zdołało w przeciągu kilku lat zbudować solidną bazę filozoficzną zdolną do popularyzacji instytucji monarchii w Polsce jest Towarzystwo Piotra Skargi oraz środowisko dwumiesięcznika Polonia Christiana.
Niewątpliwie z wyborem samej osoby na króla mamy jeszcze czas, ale nie można pozwolić na sprowadzenie idei restytucji monarchii do nierealnych mrzonek i chciejstwa. By monarchia w Polsce mogła się odrodzić muszą zaistnieć odpowiednie warunki społeczne i polityczne; musi być wola pro-polsko myślących elit. Rzekłbym, że okoliczności to nawet już dziś są, ale ci co u władzy i ci co w opozycji, niechętnie by się z nią rozstali. Nie łudźmy się, monarchia nie może zostać wyłoniona w wyborach demokratycznych, lecz w wyniku długotrwałej i solidnej akcji edukacyjno-uświadamiającej. Lud nie wybierze monarchii. Polska jest obecnie w procesie przejściowym i obecny system wprowadzony przez PiS i jego sojuszników da się usprawiedliwić, gdyż zrobił już sporo by podnieść położenie majątkowe wielu zbiedniałych pod komunistycznym reżymem i za III RP Polaków. Patriotyzm oraz solidaryzm społeczny jest rzeczą dobrze służącą budowie więzi narodowej. Polacy chcą więcej Polski i więcej dobrobytu, to jest dobra ideologia na dziś. Powiedziałbym, że zagrożenie jest w tym, że obecna ekipa rządząca będzie coraz bardziej grzęznąć w demokratyczno-republikańską ideologię, i wtedy utrwalenie republiki stanie się faktem. Poza tym, system będzie ustawicznie poddawany normatywnym zarządzeniom narzucanym przez Unię Europejską; to już zresztą ma miejsce.

Sprawą pierwszoplanową jest wyperswadowanie Polakom z głowy, że demokracja jest najlepszym systemem, bo lepszego nikt nie wymyślił (a tak myśli nawet nasz wieszcz Jan Pietrzak). Demokracja jest przecież tylko fasadą za którą chowa się oligarchia biznesowa oraz masoneria, największy rak naszej cywilizacji, który od kilku już wieków podkopuje nasze chrześcijańskie korzenie. Jeśli polski patriotyzm ma być patriotyzmem rozsądnym to trzeba sobie i światu dokazać, że tzw. demokracja, tak jak jest ona definiowana na Zachodzie, niszczy naszą chrześcijańską cywilizację i nie jest z nią nam po drodze. Tymczasem, kolejne ekipy rządzące w Polsce przed PiS-em trwoniły czas na udowadnianie (w celu uzyskania poklasku w Brukseli!), że w Polsce panuje demokracja, a obecny rząd nawet musi udowadniać, że nie jest reżymem faszystowskim, bo za taki uważa go cały świat zachodni po Marszu Niepodległości, kiedy to 60 tysięcy Polaków wyszło z rodzinami na ulicę by zademonstrować swoje przywiązanie do wolności i niepodległości.

Obserwując nasza rzeczywistość polityczną musimy w końcu dojść do przekonania, że system prezydencki nie gwarantuje stabilizacji, ani trwałości polskich instytucji oraz nie daje możliwości wdrożenia reform, które kraj potrzebuje. Wystarczy żeby prezydentem został, dajmy na to, Radek Sikorski i zegar zacznie znowu tykać jak za Tuska.

95 lat temu sympatyk Endecji, Eligiusz Niewiadomski zastrzelił w warszawskiej Zachęcie Prezydenta RP Gabriela Narutowicza. Następny prezydent, kolega Piłsudskiego z PPS, Wojciechowski był marnym reprezentantem RP i został obalony w zamachu 1926. Mościcki był profesorem ciągle zwaśnionym z Walerym Sławkiem jak prezydent Duda z ministrem Macierewiczem. By z tym skończyć, potrzebny jest król, osoba stabilna siedząca na tronie dożywotnio oraz interrex w osobie Prymasa Polski. Król posiadałby prawo zdymisjonowania premiera i zmuszenia nieefektywnego gabinetu do dymisji. Rzeczą najważniejszą jeśli chodzi o rolę monarchy byłaby polityczna oraz religijna zachowawczość stojąca na straży tego wszystkiego co stanowi esencję polskości.

Rzeczywistość społeczna 21 wieku nie pozwoli raczej na absolutyzm monarszy, więc w Polsce będzie musiała powstać monarchia parlamentarna, ale uwzględniająca polską specyfikę i nie zaczadzona ideami angielskimi, czy jakimikolwiek innymi. Potrzebna jest praca organiczna na tym polu: wykłady, historia w szkole, książki, filmy historyczne oraz codzienne obnażanie dolegliwości demokracji. Życie samo naprowadzi nas na drogę, która jest naprawdę nasza. Czy król będzie z Piasta, Radziwiłłów, Czartoryskich, Zamoyskich, Potockich czy Sapiehów, jest mniej ważne, ważniejsze by był dobrym ojcem kochanym przez naród, a nie chłystkiem na jedną kadencję.

Orzeł z 1783 r, Haft.
Orzeł z 1783 r, Haft.

Zbigniew Jasłowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *