Liczą się kontakty (od lewej: Bogusz Bilewski, Leonard Pietraszak oraz Roman Wlihelmi jako Nikodem Dyzma)

Motywy ziemiańskie w polskim filmie cz.1

Polski film poruszający tematykę ziemiańską jest swoistym fenomenem, gdyż nawet w komunistycznym systemie, z którego ziemianie zostali skutecznie wyrugowani, fascynacja kulturą ziemiańską nie tylko nie wygasła, ale nawet miała swoje małe wzloty. Dziś wielu Polaków uważa, że ziemianie jako warstwa społeczna odeszli bezpowrotnie w przeszłość. Nie oznacza to bynajmniej, że w Polsce nie ma już ziemian. Ziemianie są i jest Polskie Towarzystwo Ziemiańskie. Miejmy zatem nadzieję, że rola ziemian będzie w Polsce wzrastać, adekwatnie do współczesnej sytuacji społecznej i gospodarczej. Ci potomkowie polskiej szlachty z dziada-pradziada byli także w okresie II Rzeczpospolitej (1918-1939) ostoją polskości i patriotyzmu, choć już i wtedy zagrożoną. Po golgocie reformy rolnej z 8 września 1944, to rok 1989, często zwanym – zdecydowanie niesłusznie – rokiem końca komunizmu i odzyskania niepodległości, miał przynieść oczekiwaną od niepodległego państwa częściową restytucję dóbr, ale – za sprawą prezydenckiego veta Aleksandra Kwaśniewskiego – nie przyniósł.

Ludowe państwo polskie pozbawiło ziemian, jako jedyną klasę społeczną w Polsce, prawa do odszkodowań wojennych oraz prawa do posiadania własności ziemskiej, co skazało tysiące najbardziej patriotycznych rodzin polskich na nędzę, śmierć, poniewierkę i upokorzenia. Wraz upadkiem polskiego systemu od wieków reprezentowanego przez klasę szlachecko-ziemiańską w Polsce nastąpił okres siermiężnej, obskurnej komuny wzorowanej na społecznych „zdobyczach” sowieckiej rewolucji, która w Polsce mimowolnie i tak przybrała „ładniejszą ” formę.

W tym kontekście zadziwiająca jest w narodzie polskim (nie tylko w samych ziemianach) tęsknota do lepszych czasów i piękniejszej, bogatszej, choć zapewne społecznie bardziej elitarnej – stojącej w konflikcie z komunistyczną ‚urawniłowką’ – rzeczywistości. Szarzyzna codziennego życia w PRL, połączona często z brakiem nadziei i perspektyw na lepsze jutro, zdołała usadowić  miliony polskich widzów przed ekranami telewizora lub w salach kinowych. Jest rzeczą zadziwiającą, że w kraju budującym socjalizm nawet czerwoni aparatczycy pokroju Jakuba Bermana czy Józefa Cyrankiewicza ulegali czarowi stylu życia polskich dziedziców, których czerwona władza wcześniej brutalnie wywłaszczyła. Niektórzy  jak bezpartyjny – acz na komunistycznym wikcie – pisarz, Jarosław Iwaszkiewicz będą mieszkać w swym dworze do końca swych dni kultywując styl życia i zwyczaje klasy, która oficjalnie była wrogiem „postępowego” ustroju. Dzieła sztuki, meble, pamiątki rodzinne wcześniej należące do ziemian były szczególnie zapalczywie tropione przez uprzywilijowanych pracowników Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Często też trafiały do prywatnych mieszkań komunistycznych administratorów stołecznej lub lokalnej władzy. Osobnym zagadnieniem jest kwestia ziemiańska w filmach radzieckich i rosyjskich, w których polskie dwory służą za kwatery obcych wojsk oraz miejsce rabunku mienia „właścicieli niewiadomej narodowości”. Bardzo ciekawą scenę można obejrzeć w filmie „Nasi”, gdzie ukraińscy policjanci służący niemieckim okupantom na dawnych polskich ziemiach kresowych, przywożą swemu prowydnikowi zdobyczny zegar, niewątpliwie skradziony w polskim dworze.

Polska kinematografia – zauroczenie ziemiaństwem

W miarę jak pamięć o szlachcie i ziemiaństwie była rugowana z narodowej świadomości, na ratunek przychodziła książka i film. Na półkach i w mieszkaniach prywatnych sporo było jeszcze literatury przedwojennej. Wiedza historyczna wygrzebywana z różnych źródeł i zakamarków, ukształtowała z czasem przekonanie, że ta lepsza, wolniejsza, większa, zamożniejsza i piękniejsza Polska nie byłaby możliwa bez społecznego przywództwa klasy ziemiańskiej. Patriotycznie zorientowana cześć społeczeństwa właśnie w braku tej klasy upatrywała późniejszą słabość narodowej i państwowej kondycji Polaków. Ta nieobecność mogła być powetowana obrazami filmowymi, a często wręcz tylko krótkimi scenami, w których pojawiało się fortalicjum, dwór, zamek, rycerz, szlachcic czy ziemianin. Delektowano się sarmacką oracją, (choćby tą autorstwa Onufrego Zagłoby – „Pan Wołodyjowski”, „Potop”, „Ogniem i Mieczem”, reż. Jerzy Hofman), polskim strojem, koniem „turkiem”, szablą, elegancją i gościnnością.

Rubaszny orator, Pan Onufry Zagłoba (M. Pawlikowski)
Rubaszny orator, Pan Onufry Zagłoba (M. Pawlikowski)

Polski film dysponujący medium telewizyjnym w dużym stopniu przyczynił się do popularyzacji wiedzy o polskiej szlachcie i ziemiaństwie. Za szczególny sukces uznać należy dotarcie do tych widzów, którzy z niechęcią traktowali/traktują słowo pisane. Film odegrał więc podobną rolę jak niegdyś witraże i malowidła w kościołach, popularyzujące Słowo Boże środkami wizualnymi apelującymi do zmysłów i emocji odbiorcy. To co kodowało się w pamięci  w najbardziej  czystej formie to właśnie obrazy Polski szlachecko-ziemiańskiej, a nie jakieś spójne, całościowe narracje tej klasy. W ten to sposób sarmackość ponownie została zakodowana w naszych umysłach.

To nie oznacza, oczywiście, że komunistyczna propaganda zrezygnowała ze sposobności pokazywania ziemian w złym świetle. Wystarczy tylko sobie przypomnieć sławetny polonez z „Popiołu i diamentu”, filmu Andrzeja Wajdy opartego na powieści Jerzego Andrzejewskiego, który to film nie tylko posłał żołnierza AK na śmietnik historii, ale również pokazał polskich ziemian jako tych, dla których życie było i jest tylko zabawą w Polskę, a teraz – po odtańczeniu ostatniego poloneza – uciekają niczym szczury z tonącego okrętu. Jest w tym jednak jakaś niedorzeczność. Bo jeśli ster tego okrętu przejęła obca załoga i zmieniła banderę na sowiecką, to czym jest ta „ucieczka” jeśli nie próbą ratowania własnego życia, honoru i godności, gdyż z własności już ci ludzie zostali wcześniej wyzuci? Efektywność nowej propagandy brała się właśnie z niesamowitego natłoku kłamstwa pomieszanego z odrobiną prawdy, a to po to by widz uwierzył, że coś takiego jak prawda obiektywna w ogóle nie istnieje.

Siłą przekonywującą miała być myśl przewodnia, że oto za sprawą sowieckich bagnetów, w Polsce zwycięża sprawiedliwość dziejowa – „ciemiężyciele” zostają usunięci z kart historii.

Jednocześnie, w kraju tworzona jest „nowoczesna, sprawiedliwa rzeczywistość”, do której ziemianie już nie przystają, w której dla nich już nie ma miejsca. Wajda pokazał ich jako pustą umysłowo, pretensjonalną, naiwną politycznie klasę, która skrywa się za parawanem dobrych manier i pretensjonalności oraz demonstruje skłonność do alkoholu, wynikającą z niemożności przystosowania się do wyzwań nowych czasów. Oto kompletna wizja stworzona na zamówienie nowej ludowej władzy budującej państwo wyłącznie dla robotników i chłopów.

Barbara i Bogumił Niechcicowie
Barbara i Bogumił Niechcicowie

Z drugiej strony,który poważny widz filmowy w Polsce nigdy nie słyszał o zarządcy majatków w Krepie, Serbinowie i Pamiętowie; Bogumile Niechcicu oraz jego żonie Barbarze? Ta tak bardzo udana ekranizacja powieści „Nocy i dni” Marii Dabrowskiej gromadząca tłumy przed ekranami telewizorów była dużym sukcesem reżyserskim Jerzego Antczaka i jego żony, Jadwigi Barańskiej obsadzonej w roli Barbary. Aktor, Jerzy Bińczycki przez wiele lat był żywym, chodzącym Niechcicem i ciężko było mu od tej roli uciec. Przy okazji miliony Polaków mogły dowiedzieć się o zmaganiach polskiego ziemiaństwa pod koniec XIX wieku i na początku wieku XX – udział w powstaniu styczniowym, pracy na roli i wokół dworu, podnoszeniu kultury rolnej, budowaniu czworaków czy działalności inwestycyjnej w miastach, która do tej pory uchodziła za zajęcie niegodne szlachcica (Michasia Ostrzeńska).

Etos pracy jest bardzo mocno widoczny w filmie „Nad Niemnem”, gdzie dziedzic Korczyński uważa utrzymanie się na kresowym posterunku za święty obowiązek wobec Polski.

Ponadczasową kreację stworzył tu ś.p. Janusz Zakrzeński, o którym pisałem kilka miesięcy temu.

Niezapomniane obrazy ziemiańskiego życia mogliśmy obejrzeć w znakomitym serialu „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”, z którego szczególnie utkwił widzom w pamięci Dezydery Chłapowski (Krzysztof Kolberger), oficer wojen napoleońskich, który po powrocie do rodzinnego domu przywrócił do stanu kwitnącego majątek i pałac należący przedtem do jego niegospodarnego ojca. Chłapowski podzielił pałac w Turwi ścianami działowymi, by mógł on pomieścić weteranów kampanii napoleońskich.

Odwiedziny w Kurowie Borowieckich (strój letni polskich elit)
Odwiedziny w Kurowie Borowieckich (strój letni polskich elit)

Niemniejszym hitem była wyreżyserowana przez Andrzeja Wajdę (wtedy w małżenstwie z hrabianką Tyszkiewiczową) „Ziemia Obiecana” według Reymonta. Główny bohater, Karol Borowiecki patrzy już  z pogardą na tradycje przodków, z politowaniem traktuje „anachroniczną” szlachetczyznę swego ojca. – „Co mi po tradycji, pieniądze dadzą mi żydzi” – mówi ojcu. Od wieków należąca do Borowieckich posiadłość staje się własnością zamożnego chłopa Kaczmarka, który od tego czasu zowie się już Kaczmarskim, podczas gdy Karol buduje ze wspólnikami fabrykę. Film pokazuje piękne ujęcia dworu od zewnątrz, scenę gry w karty z księdzem (niezapomniany Aleksander Dzwonkowski) w ogrodzie oraz biesiadę w dworskim salonie. Bardzo atrakcyjnie wygląda scena pokazująca Annę Nehrebecką wybiegającą ze dworu na spotkanie gości. Do dziś jest to przykład rasowej polskiej szlachcianki w polskim kinie. Na tle rosnącej, fabrycznej Łodzi obserwujemy ginięcie świata ziemiańskiego.

Motyw tzw. chama (a propos Kaczmarka) powrócił w do dziś popularnej, osadzonej w realiach międzywojnia „Karierze Nikodema Dyzmy”. Nikodem Dyzma to przykład prowincjonalnego nieudacznika, który dzięki przypadkowi oraz posiadaniu fraka wchodzi na stołeczne salony II RP. Wkrótce poprzez powiązania ze sferą rządową zostaje zarządcą w Koborowie będącym własnościa nijakiego Kunickiego vel Kunika, który podstępem wykupił posiadłość Poniemirskich. Nawiasem mówiąc, psychicznie chory Zorż, brat Niny ma Kunika w dalszym ciągu za chama i nieprawowitego właściciela majątku. Pisarz Dołęga- Mostowicz „wymalował” Dyzmę na chama do kwadratu (Zorz też go podejrzewa o chamskie pochodzenie, choć ma nadzieję że pomoże on wykupić Koborów). Sam Dyzma pokryjomu zamiast zarządzać majątkiem, uczy sie savoir-vivre’u; gdyż w klasie, do której aspiruje chamstwo jest z łatwością wychwytywane.

Liczą się kontakty  (od lewej: Bogusz Bilewski, Leonard Pietraszak oraz Roman Wlihelmi jako Nikodem Dyzma)
Liczą się kontakty
(od lewej: Bogusz Bilewski, Leonard Pietraszak oraz Roman Wlihelmi jako Nikodem Dyzma)

Ludzie ze sfer już wiedzą, że Dyzma to „po pierwsze prymo” fajny facet, swój chłop; a „po drugie prymo” lepiej nie wchodzić Nikusiowi w drogę. Marzenia o sferach wyższych jest żywe wśród politycznych elit III RP, tyle że nie idą za tym ziemiańskie maniery. Film i życie piszą na wzajem scenariusze, a czasem to drugie przerasta ambicje i talenty filmowców. Współczesnego Dyzmę można wyrzucić np. z rządu lub MSZ (a raczej on sam się wyrzuci), a on i tak znajdzie sobie nie mniej intratną pozycję w państwie lub poza jego niewidocznymi granicami. No, ale to jeszcze nie koniec historii dotyczącej motywów ziemiańskich w polskim kinie.

C.D.N.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *