Motywy ziemiańskie w polskim filmie cz.2

Upadek znaczenia klasy ziemiańskiej był już zauważalny przed rokiem 1939, choć sam okres międzywojenny był czasem brawurowego powrotu polskości, a klasa ziemiańska reprezentowała tą polskość z wielką dumą. Najpierw w Belwederze, a potem w Sulejówku siedział dumny pan z wąsami i o bystrym oku, syn szlachecki z Wileńszczyzny.  Jego obecność dawała nadzieję na porozumienie z klasą arystokratyczno-ziemiańską zmagającą się wówczas z falą bolszewizmu, której konsekwencją była – bardzo niekorzystna dla Polski – reforma rolna rządu Moraczewskiego. Spotkanie Piłsudskiego z Radziwiłłami w Nieświeżu uzmysłowiło Polakom, że bynajmniej nie zamierza on umrzeć socjalistą, a marzenia o monarchii nie są jedynie marzeniami. Styl życia tzw. wyższych sfer był polskim równaniem w górę, a temat mezaliansu czy awansu społecznego bywał w naszej literaturze często poruszany w sposób niezwykle ciekawy. Polska stanowiła de facto republikę, ale patriotyczne ziemiaństwo zachowywało się w taki sposób, jakby monarchia w Polsce nigdy nie upadła. Weźmy za przykład znaną aktorkę Hankę Ordonównę, która została hrabiną Tyszkiewiczową.

Ziemianie: Danuta  Stenka i Olgierd Łukaszewicz w serialu "1920 Wojna i Miłość"
Ziemianie: Danuta Stenka i Olgierd Łukaszewicz w serialu „1920 Wojna i Miłość”

Ciekawy motyw miłosny pojawił się w filmie „Znachor”, gdzie uboga sierota (grana przez Annę Dymną), po licznych perypetiach kończy, podobnie jak Ordonówna, w ramionach przystojnego i młodego hrabiego z Kresów, Leszka Czyńskiego, którego rodzice utrudniają związek jak tylko mogą.  Oto jeszcze jeden przykład na to jak mocno klasa ta broniła swych wartości, nie bez racji obawiając się że tzw. ludzie z zewnątrz skorumpują ją moralnie. Jednocześnie wciąż wówczas malejąca niezależność ekonomiczna arystokracji i ziemiaństwa zmuszała do poszukiwania takich mariaży, które mogłyby wzmocnić potencjał finansowy rodu. Ludzie niższego stanu byli postrzegani jako krzewiciele nowinek ustrojowych z polskim systemem rządzenia mało mających wspólnego, a ponad to za swoistą wylęgarnię złych manier i zwyczajów. W tym wypadku syn hrabiego wybrał miłość bez względu na opór rodziców, którzy w końcu skruszeli. Nie pomylił się jednak co do wyboru partnerki, gdyż okazała się ona córką zaginionego wcześniej wybitnego lekarza i profesora.

Anna Dymna (corka dra Wilczura) i hrabia Czynski  (grany przez Tomasza Stockingera) w kresowym sklepiku
Anna Dymna (córka dra Wilczura) i hrabia Czynski (grany przez Tomasza Stockingera) w kresowym sklepiku

Nawet synowie i córki pochodzący z zdeklasowanej szlachty mieli poważnie utrudnione wejście do klasy posiadaczy ziemskich, a tym bardziej arystokracji. Ci ostatni bowiem dumnie nosili w sobie krew i geny książąt, królów, a nawet cesarzy. Wśród wielu historyków panuje przekonanie, że książę Adam Czartoryski był synem cara Aleksandra I z nieprawego łoża. Nic więc dziwnego, że tytułowa bohaterka „Trędowatej”, granej przez Elżbietę Starostecką, (a w wersji przedwojennej Jadwigę Smosarską), mogła łatwo nabawić się kompleksów przebywając w tym towarzystwie. W drobnej szlachciance zakochuje się ordynat Michorowski, ale jego otoczenie jej nie akceptuje. Presja ta jest jednak tak wielka, że do związku ordynata z nauczycielką nie dochodzi, a ona sama wkrótce umiera zaszczuta przez sferę towarzyską swego ukochanego.

Barbarzyński najazd Sowietów na Polskę w roku 1944, który był poprawioną wersją naporu bolszewików na Warszawę w roku 1920, przyniósł  zmierzch polskiej cywilizacji szlachecko-ziemiańskiej. Jest  jednak rzeczą wartą uwagi, że pomimo fizycznego zniszczenia starego świata, komunistyczna władza tolerowała produkcje filmów, które odnawiały staropolskie sentymenty. Najwyraźniej Polakami nie było łatwo rządzić . Już wkrótce okazało się, że propagandowe Polskie Kroniki Filmowe – drylujące robotniczo-chłopskie mózgi – nie były w stanie w pełni zastąpić braku pańskiej Polski. Poza tym polski naród katolicki miał także Prymasa Tysiąclecia, ks. Stefana Wyszyńskiego, a potem swego papieża. W kraju, gdzie życie toczyło się od lat według kalendarza kościelnego oraz od rocznicy do rocznicy, ani 22 lipca, ani 1 maja nie mogło wypełnić luki po II Rzeczpospolitej. Wędrówki obrazu Matki Boskiej po Polsce, rocznica Chrztu w roku 1966, a przedtem powstanie krakowskie 1948, wojna z oddziałami niepodległościowego podziemia, Poznań 1956, Gdynia i Gdańsk 1970, Radom i Ursus 1976, a potem Solidarność 1980, nieustannie zmuszały władze do robienia małych ustępstw dotyczących również kinematografii. Tymczasem w Polsce dorastały nowe pokolenia Polaków zakochanych w ziemiańskiej spuściźnie.

Naturalnie propagandowe filmy antyniemieckie wiodły prym, bo Rosja była krajem, który Polskę „wyzwolił” a potem się z nią „zaprzyjaźnił”, więc na temat sowieckich „przyjaciół” nic złego w kinie nie można było pokazać. Władza w Warszawie też od czasu do czasu chciała pokazać Polakom, że jest „polska”, a geopolityka miała usprawiedliwić wszelkie tej władzy bezeceństwa i zdrady narodowego interesu. Demokracja ludowa, socjalizm, komunizm – jakkolwiek tego czerwonego czarta by zwać  uwielbiał „narodowe” zasłony dymne. Umasowienie kultury sprzyjało początkowo czerwonemu diabłu, ale z czasem obróciło się przeciw niemu samemu. Lud polski mógł sobie sam dopowiedzieć treści wycięte z filmów, świeża pamięć niedawnych wydarzeń połączona z wyobraźnią coraz bardziej karmiły niezależną myśl i nieufność wobec narzuconego siłą reżymu. Naturalnie wszystko zależało od tego, jaki etos kultywowano w domu rodzinnym: patriotyczny czy też esbecki, zdradziecki, sowiecki.

Dzięki ludziom zaprzyjaźnionym z partią takimi jak Ryszard Filipski czy Bohdan Poręba powstał niezły jak na owe czasy film „Hubal”. Najciekawszą jego sceną  było wejście polskiego oddziału do wiejskiego kościoła na pasterkę i odśpiewanie „Boże, coś Polskę”. Było to coś w kraju, gdzie II wojna światowa pokazywana była jako przyjacielski pochód na Berlin w wykonaniu Hansa Klossa, czterech pancernych i kaprala Naroga (W. Siemion). Rzecz w tym, że niewiele miesięcy po pokazaniu „Hubala”, Karol Wojtyła został papieżem. Dla wielu Polaków major Hubal (szlachcic Dobrzański) do dziś ma twarz komunisty Filipskiego. Zapewne nie jednemu Polakowi trudno jest dziś oglądać filmy z udziałem Daniela Olbrychskiego, po tym co ten aktor wygaduje na temat Smoleńska i innych spraw bliskich polskiemu sercu, choć szabla (vide skandal w Zachęcie), miecz oraz podkręcony wąs to niemal jego własne atrybuty. Ciężko go zaakceptować jako Kmicica czy Piłsudskiego. O ile lepszym byłby niezapomniany Janusz Zakrzeński, gdyby nie zginął w smoleńskim zamachu? Naturalnie w PRL (1944-1989), jak i w PRL-bis, jakim niewątpliwie jest III RP (1989-2015), w dalszym ciągu robiono (i robi się do dziś) Polakom wodę z mózgu, wykorzystując do tego celu medium filmowe. Powstała do tej pory spora liczba filmów, gdzie bohaterem był  dziedzic, zarządca, ekonom, a tłem polski dwór.

Sława i chwała rez. K.Kutz
Sława i chwała rez. K.Kutz

Nawet obecna władza lgnie do szlacheckich nawyków i symboli imputując, że „nowa szlachta to my”. Celują w tym ciągle obecny prezydent (fałszywy hrabia i prawdziwy nauczyciel historii w szkole), a także „drugi po Bogu:” – już byly Polnisch Aussiminster, a obecny włodarz Sejmu – Radek S. Nawet wtedy kiedy polska ziemia to „ch…, dupa i kamieni kupa”, ci panowie bawią się w ziemian, bo taka teraz moda – popijawy, polowania, hanuki i szabasy. Tylko po nocy, w dworskich korytarzach słychać szyderczy śmiech Rejtana i Sołtana wyszydzający murzyńskość oraz zdradę „polskich elit”, oraz pouczający wykład Marszałka Piłsudskiego o impoderabiliach zakończony szewskimi przekleństwami na nowo-Polaków. Oto Polska właśnie; taki to już nasz kraj, w którym sąd musi iść do domu świadka, a nie odwrotnie. Szlacheckość, często źle zrozumiana, jest tak głęboko częścią platformerskiej psyche, że każdy niemal złoto-zębny mafioso marzy o dworku z wybrukowanym kostką podjazdem, wieżyczką z CKM, kuloodporną bramą wjazdową i okrągłym klombem. Takiej Sarmacji nam w Polsce „nie nada”.

Nasza narodowa szlachecka powierzchowność bierze się z niedostatecznego braku dobrych wzorców, a materiałem na nową władzę są ci, co do niedawna ostentacyjnie wycierali nos w rękaw oraz pluli przed siebie w zaśniedziałych miejskich bramach cuchnących moczem lub wystawali godziny przed kioskiem z piwem.

Dla murzyków w PRL posiadanie dworku było co prawda niedoścignionym marzeniem, ale czystym w intencjach. Dla wielu Polaków zamieszkałych w blokowiskach siermiężnego PRL-u obejrzenie „Trędowatej”, „Ziemi obiecanej”, „Pana Wołodyjowskiego” czy „Nocy i dni” było sytuacją towarzysko odświętną, ucieczką w lepszy świat. W polskim filmie odżywała polska kultura dworska, która  była w tamtejszych warunkach czymś na miarę siania maciejki na balkonie – rodzajem sygnału, że nie wszystko jeszcze stracone. Podczas, gdy rzeczywistość wokół była bezwzględnie szczera w obnażaniu niegospodarności, brzydoty i bylejakości, film pozostawał formą ucieczki w historię niezbyt odległą, ale przecież też w narracje, które do roku 1944 były częścią polskiej rzeczywistości, polskiej normalności. Polscy ziemianie byli bowiem wtedy integralną częścią polskiego życia: gospodarowali w swych majątkach, prowadzili życie towarzyskie, bronili wiary i dobrych obyczajów, kształtowali kulturę lokalną. W czasach powojennych ruiny dworów i zdziczałe lub zdewastowane parki wokół nich ustawicznie przypominały nam o katastrofie narodowej, która miała miejsce  po wojnie. Budziły też głęboki smutek i nostalgię za Polską z orłem i koroną .

W polskich filmach, tych z lat 1945-1989, ale najrzetelniej jednak tych z lat 1990-2014 dwór na nowo mógł zaistnieć w wyobraźni ludzi takich jak ja, którzy urodzili się sporo czasu po reformie rolnej. Dlatego warto przypominać te tytuły, które pomogły przywrócić ważną część naszej narodowej pamięci. Są to cenne obrazy, które ożywiają wnętrza dworów, ludzi tam zamieszkałych, mentalność i maniery. W sensie gatunkowym można mówić o olbrzymiej różnorodności, bo powstały filmy oparte na epopejach narodowych, powieściach, komediach, melodramatach, a nawet sensacyjno-kryminalne i horrory.

Dwory wykorzystywane w filmach to miejsca prawdziwe. Turowa Wola zagrała w „Panu Tadeuszu” Wajdy, a wnętrza Radochówki Szlenkierów wystapiły w „Pannach z Wilka” (1979) również reżyserowanego przez Wajdę. Ten sam dwór brał udział w zdjęciach do „Białego małżeństwa” reż. Łozińskiego (1992), „Sławy i chwały” (1997) opartej na motywach powieści J. Iwaszkiewicza w reżyserii K.Kutza. Dla samego Iwaszkiewicza inspiracją był dwór w Byszewach. Dwór w Radochówce pojawił się ponownie w „Prawie ojca” Marka Kondrata (1999). Natomiast dwór z Rudzienka kolo Siedlec zaadaptowano do „Ślubów panieńskich” według Aleksandra Fredry. Tym milej jest nam dziś spojrzeć na pomnik pana hrabiego przed ratuszem wrocławskim, bo młodsze pokolenia Polakòw przypomniały sobie o staroszlacheckich sporach.  Z kolei nowa ekranizacja „Szatana z 7 klasy” oparta na powieści Kornela Makuszyńskiego była realizowana we dworze Cieszkowskich w Suchej, a częścią filmowej historii był skarb pozostawiony przez napoleońskiego żołnierza. Wspomniane wcześniej „Noce i dnie”, jak i serial „Rancho” pożyczyły scenerię dworu w Sokulach, w żyrardowskiem. Na potrzeby „Bożej Podszewki” (reż. Izabela Celińska) skonstruowano specjalną dekorację, która  z powodzeniem udawała Juryszki wileńskie. Na jej tle mieliśmy szanse obejrzeć  przemarsze obcych wojsk, domowe swady i krzątaniny przy kuchni, oświadczyny i wesela, zabawy i rodzinne dramaty.

Maskarada w "Białym malżeństwie"
Maskarada w „Białym malżeństwie”

Ten majątek filmowych Jurewiczòw dał widzom szansę na zajrzenie do dość ubogiego dworu kresowego z okresu 1900-1944, którego gospodarz niezłomnie bronił polskiego stanu posiadania. Wpisywał się tym samym w pogląd wyznawany już przez filmowych Niechcicòw, Korczyńskich, a nawet chłopskich Karguli i Pawlaków, a opierający się na przekonaniu o świętości ziemi i streszczający się w zdaniu: ustrój to rzecz przejściowa, a ziemia pozostanie. Serial „Boża podszewka” obalił wiele mitòw na temat „leniwej polskiej szlachty”. Jurewicze pracują razem z parobkami na polu, w stodołach, chlewach, stajniach i oborach, orzą, sieją, koszą i młócą. We dworze wszystkie dobra są trzeźwo rachowane i dystrybuowane, tak by wszystkim starczyło. O marnotrawstwie w burżuazyjnym stylu nie ma nawet mowy. Jednak to w „Ranczu” zamknęła się w pewnym sensie klamra polskich dziejów: Lucy, Amerykanka polskiego pochodzenia powraca do kraju przodków, by wieść sielskie życie w polskim dworku.

Dla Sarmaty-pasjonata żaden Hollywood czy Bollywood nie może zastąpić filmu pokazującego rodzimy styl życia, gościnność, historię, krajobraz, architekturę czy szlacheckie maniery. „Wilczyca” filmowana w Wodzieradach koło Łodzi oraz doskonały „Zaklęty dwór” Antoniego Krauzego z roku 1976 to są filmy dziś już kultowe. Ale przecież na tym nie koniec, o wielu filmach nie wspomniałem, a nowe ciągle powstają.

Motyw dworu pojawia się w bardzo wielu filmach, co może świadczyć o głębokim zakorzenieniu szlachetczyzny w naszej narodowej świadomości. W „Polskich drogach” (reż. Jerzy Janicki) szwadron polskiej kawalerii otrzymuje opierunek i kwaterę w ziemiańskim dworze. Efektem jest niemieckie bombardowanie z powietrza. Na kwaterze popełnia samobójstwo ciężko ranny major WP, grany przez Leszka Herdegena.

Major WP w kampanii wrzesniowej 1939 (w roli- Leszek Herdegen)
Major WP w kampanii wrześniowej 1939 (w roli- Leszek Herdegen)

Polska epopeja narodowa: kampania napoleońska, powstania, legiony, wojna bolszewicka czy kampania obronna 1939 mają często w tle polski dwór, a oficerowie przeważnie wywodzą się z polskiej szlachty, choć nie dotyczy to choćby żołnierza granego przez Wojciecha Zielińskiego, chłopa z Wielkopolski zadurzonego w polskiej szlachciance (zresztą z wzajemnością). Szkoda, że wojna niszczy i tę miłość.

Szara maciejówka, polski mundur, służba Polsce były w polskim dworze – choć pewnie nie każdym – przyjmowane z szacunkiem i uznaniem. W serialu „Wojna i miłość” dwór jest miejscem, gdzie żołnierze wolnej Rzeczpospolitej przyjmowani są z tradycyjnie polską gościnnością. W nieco libertyńskim „Białym małżeństwie”, gdzie seks i popęd płciowy zdają się być głównym tematem (zresztą zgodnie z maksymą pana domu granego przez Jana Englerta –  „Zamiast w głupiej tkwić ascezie, używaj życia ile wlezie”), znajdziemy piękne ujęcia dworu, salon ze ścianami pomalowanymi na niebiesko lub czerwono, portrety przodków rozjaśnione  światłem  świec oraz przeuroczą werandę. Nie zabraknie też ułanów Beliny, szarej piechoty i okrzyków na cześć komendanta-brygadiera Piłsudskiego. Genialność tego filmu polega na subtelnym połączeniu poezji, teatru, muzyki z iście malarskimi scenami jak chociażby ta z grottgerowskim ułanem spotykającym wiejską dziewczynę przy studni. Urzekająco piękne – umodelowane na Vermeera – są sceny kucharek uwijających się przy pracach kuchennych. Umizgi dziedziców i gości to część tej dworskiej celebry, która wymyka się moralnym osądom przez tą  samą  klasę ziemiańską ustalonym.

W służbie u Marszałka Piłsudskiego (przed tym dworem tańczono również  Poloneza w "Panu Tadeuszu" (czas kampanii 1812 roku).
W służbie u Marszałka Piłsudskiego. Przed tym dworem tańczono również
Poloneza w „Panu Tadeuszu” (czas kampanii 1812 roku).

Dwór jest też przedmiotem szczególnie brutalnych grabieży i gwałtów w czasie kampanii bolszewickiej 1920 roku. Zarówno „Wojna i miłość” jak „Bitwa warszawska” przybliżają Polakom dość rzetelnie ten trudny w polskich dziejach okres. Kostuś Jurewicz („Boża podszewka”) zabija dwóch bolszewików po tym jak dokonali oni spustoszenia w juryskim majątku. Spotyka go za to ostra reprymendą matki -Marii Jurewiczowej, która widzi w tym przede wszystkim złamanie boskiego przykazania Nie zabijaj! W „Bitwie warszawskiej” znaleźć możemy piękną scenę przed dworem, gdzie odczytywana jest odezwa Wincentego Witosa wzywająca chłopów do obrony Ojczyzny zagrożonej przez bolszewików.

Nawet pisarz tak sprzedajny jak Jerzy Putrament napisał niezłą powieść, która doczekała się ekranizacji w filmie pod tytułem „Gorzka miłość”. Dla kogoś, kto ogląda tego typu filmy, szukając scen rodem z płócien Vermeera czy Rembrandta, film dostarcza sporo ładnych ujęć z życia ziemian pod okupacją niemiecką. Szczególnie dwie sceny mrożą krew w żyłach. Pierwsza niemal budzi opór:  polski ziemianin gości na suto zakrapianej wieczerzy niemieckiego oficera, a w dodatku pozwala Niemcowi na obmacywanie swej żony, co budzi jej złość i sprzeciw. Czy goszczenie okupanta było właściwym postępowaniem? W scenie nawiązującej do tego przyjęcia, w nocy pojawia się oddział leśny i sprawia dziedzicowi ostre lanie. Jak to tłumaczyć? Prezes Polskiego Towarzystwa Ziemiańskiego tak wyjaśnia sytuację dworów w czasie niemieckiej okupacji: „Jednak każdy majątek miał swojego niemieckiego nadzorcę, który kontrolował sposób prowadzenia gospodarki rolnej i zarządzania majątkiem. Warunkiem przetrwania było dostarczenie na rzecz Niemców bardzo wysokich kontyngentów żywnościowych”. Którą postawę nazwać patriotyczną: ratowanie polskiej własności czy otwarty opór i sabotaż? W narracji Putramenta i Petelskich, dziedzic jest zdrajcą, a być może nawet typowym przedstawicielem tej klasy. Ale czy aby na pewno?

To czego komunista Putrament nigdy by w swej książce nie opisał, to zachowania Rosjan w roku 1920 i w czasie II wojny światowej zawsze mające na celuo zburzenie polskiego porządku społecznego, podczas gdy Niemcy potrafili często zachować  pozory prawne. W „Wenecji” Kolskiego oficer niemiecki z uwagą  i zainteresowaniem filmuje teatralną scenę w zalanej piwnicy położonego w cichej głuszy dworu, co można odebrać jako pewne uznanie dla Polaków, którzy nawet w czasie wojny, na głębokiej prowincji łakną wyższej kultury. W rozumieniu przeciętnego ziemianina Niemiec reprezentował jednak jakąś cywilizację, podczas gdy Rosjanin to dzikus, swołocz, pijak, czubaryk i barbarzyńca buntujący chłopów, choć i tu zdarzają się opinie przeciwne (vide Marysia z „Bożej Podszewki).

Mlyn z "Gorzkiej milosci", rekwizycja maki przez Niemcow
Mlyn z „Gorzkiej milosci”, rekwizycja maki przez Niemcow

Twórcy kultury polskiej poprzez  literaturę, film, teatr i sztukę zdołali jednak ocalić dla potomności to, o czym powinniśmy zawsze pamiętać: obok patriotyzmu, przede wszystkim znaczną, acz malejącą, niezależność ekonomiczną ziemiaństwa, która pozwalała na skuteczne blokowanie wszelkich nowinek ustrojowych z polskim systemem rządzenia mało mających wspólnego. Nic dziwnego, że nawała bolszewicka skazała ziemian na zagładę ostatecznie w roku 1944.

Dziś myśląc o ziemiaństwie często kierujemy naszą uwagę na pozostałości wspaniałych czasów: nieliczne zespoły dworsko-parkowe, będące ważną częścią polskiej spuścizny kulturowej. Nie powinniśmy jednak zapominać również o wartościach, dobrych manierach, szyku, elegancji i dostojeństwie, które mieszkały w polskich siedzibach ziemiańskich. Dwory polskie często były wyposażone w biblioteki, ich właściciele zatrudniali nauczycieli języków, muzyki itd. Dzięki Bogu, że film polski daje nam wizualną podbudowę pozwalającą na lepsze zrozumienie naszej ważnej przeszłości, która wciąż ma szansę powrotu.

C.D.N.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *