Polskie zderzenie z Orientem

Wokół definicji Orientu

Tematowi polskich kontaktów z Orientem zamierzam poświęcić cykl esejów poczynając od rozważań bardziej ogólnych, a to po to by uzmysłowić nam Polakom, że wkład naszego kraju do kultury europejskiej jest bardzo znaczny, choć ani Europa ani my sami, nie w pełni zdajemy sobie z tego sprawę. Zderzenie się Rzeczpospolitej Obojga Narodów z kulturami Wschodu, a przede wszystkim z Turcją, nie było wynikiem prywatnych,  kolonialnych ambicji polsko-litewskich władców lecz naturalną konsekwencją tureckiego parcia ku Europie. Trzeba pamiętać, że w okresie poprzedzającym bitwę wiedeńską 1683 Turcja okupowała olbrzymie terytorium od bram Wiednia po Ocean Indyjski i od Afryki Północnej po Półwysep Krymski. Według źródeł tureckich (bo nasze źródła na ten temat milczą) Turcy po raz pierwszy spotkali się z Polakami w bitwie na Kosowym Polu w roku 1389; w sukurs Serbom przyszły bowiem wtedy „narody słowiańskie, które są obecnie znane po imieniem Lech i Čeh” – pisał turecki kronikarz. To się nawet zgadza bo sami Polacy określali się mianem Lechitów, a dla Turków Polska była Lechistanem. Tak więc na ponad 600 lat przed przystąpieniem Polski do NATO rycerze polscy walczyli przy królu węgierskim u boku Węgrów, Francuzów, Anglików i Niemców pod Nikropolis. W roku 1444 pod Warną miał zginąć król Polski i Węgier, Władysław III, choć portugalski historyk Manuel Rosa uważa, że król nie tylko nie zginął, ale nawet został ojcem późniejszego odkrywcy Krzysztofa Kolumba. [1] Ponieważ w owych czasach rycerze polscy byli niczym wcześniej Wikingowie, więc tak jak oni poczytywali sobie za hańbę wrócić do domu po przegranej bitwie. Lepiej już było zginąć w walce lub zniknąć bez śladu. Nie wrócił Zawisza Czarny, ani też Stefan Żółkiewski, i wielu innych. Wrócił za to  uczony Grzegorz z Sanoka. Był to znaczący motyw dla domniemanego ojca Krzysztofa Kolumba by zacząć nowe życie gdzie indziej. Jeśli ta hipoteza okazałaby się absolutną prawdą to zasługi Polaków dla cywilizacji europejskiej zostałyby podwojone. Tym bardziej, że obserwacje Kopernika bardzo się przyczyniły do odkryć geograficznych. Jest w tym wszystkim pewna logika – posiadłości ottomańskie zagrodziły Europejczykom drogę na Wschód, więc syn króla spod Warny płynie na Zachód szukając drogi do Indii, i ląduje gdzieś w Środkowej Ameryce dajac impuls do dalszych poszukiwań.

Bitwa na Kosowym Polu - obraz Adama Stefanovicia, 1870; Bitwa na Kosowym Polu w roku 1389, gdzie zjednoczone siły Słowian poniosły klęskę z Turkami. 70 lat później Serbia straciła niepodległość.
Bitwa na Kosowym Polu – obraz Adama Stefanovicia, 1870; Bitwa na Kosowym Polu w roku 1389, gdzie zjednoczone siły Słowian poniosły klęskę z Turkami. 70 lat później Serbia straciła niepodległość.

Logika jest jeszcze w czymś innym: w systematycznym pomniejszaniu zasług Polaków na wszystkich polach oraz ich zawłaszczaniu, które to działania nakazują Polakom kwerende obcych źródeł historycznych, które zapewne kryją jeszcze wiele niespodzianek.

Ale nie o wojnach tu będzie mowa, lecz starciu dwóch diametralnie różnych cywilizacji – z jednej strony, kraju wolnej, dumnej ze swej złotej wolności chrześcijańskiej szlachty polskiej, oraz ze strony drugiej – kraju tureckich islamskich sułtanów, gdzie niewolnictwo było podporą systemu i źródłem niewyobrażalnych wprost bogactw. Splendor Wschodu oddziaływywał jednak niesłychanie mocno na wyobraźnię naszych przodków, a przez to dostarczał im stymuli do walki która pozwalała na wzbogacenie.

 Jean Baptiste van Mour, Audiencja u Ahmeda III w sali przyjęć, 1727
Jean Baptiste van Mour, Audiencja u Ahmeda III w sali przyjęć, 1727

Nasz polski udział w kontaktach z Orientem, poza handlem i dyplomacją, można by sprowadzić do roli obrony południowo-wschodnich rubieży Europy przed niewiernymi. Rzeczpospolita leżała bowiem na pograniczu świata chrześcijańskiego i Islamu, jej też to przypadła funkcja obrończyni i wspomożycielki niepodległości oraz nienaruszalności granic narodów zagrożonych szablą półksiężyca. Późniejsze, głównie XVIII i XIX wieczne awantury krajów kolonialnych Europy Zachodniej, miały już cel inny – agresje, podbój, ingerencje w wewnętrzne sprawy, penetrację terytoriów wschodnich. Nie może nas dziwić, że w kulturze Europy Zachodniej Orientalizm jest pojęciem używanym przez historyków sztuki oraz i kulturoznawców w celu prezentacji różnych aspektów kultur Bliskiego Wschodu [ang. raczej Środkowego Wschodu (Middle East)] i kultur wschodnio-azjatyckich, widzianych w ich własnym lustrze. Dodać należy, że w oksydentalnym, a więc zachodnim, pojmowaniu kultur Wschodu, Zachód wyznaczył tym kulturom pozycje hierarchicznie niższą. Według tak pojmowanych, w zasadzie romantycznych ocen, kultury orientalne były statecznymi, tkwiącymi w marazmie i zacofaniu formacjami, które według deterministycznych doktryn skazane były na podbój, podporządkowanie lub zagładę. [2] Teoria orientalizmu była w istocie fabrykacją zakładającą z góry, że stojące na wyższym poziomie cywilizacyjnego rozwoju, racjonalne i szybko rozwijające się społeczeństwa zachodnie miały przyrodzone niemalże prawo by studiować, pokazywać oraz reprodukować Orient w taki sposób jak widziało go zachodnie oko, a niekoniecznie takim jakim był on naprawdę. Orient miał też być poletkiem doświadczalnym dla rozmaitych eksperymentów społecznych, które w krajach macierzystych by nie przeszły. Orientalizm był językiem kolonizatorów i okupantów, a przyczynił się on nie tylko do sformułowania wielu cliche na temat Wschodu, ale również położył podwaliny pod niczym niekontrolowaną, bezwzględną eksploatację dóbr gospodarczych i kulturowych w podbitych przez Zachód krajach. Nic więc dziwnego, że w krajach Azji pojęcie „Orientalizm” ma do dziś znaczenie pejoratywne. Rzecz w tym, że neo-kolonializm się obecnie bardzo odradza, i miejsce jakie wyznacza on Polsce jest podobne do krajów dawnego Orientu, bowiem na Wschodzie wyrosły w międzyczasie nowe potęgi takie jak Japonia, Singapur, Korea Południowa, Chiny czy India. Według reguł neo-kolonialnych państwo, które nie jest w klubie kolonizatorów (a Polska nie jest) nie ma prawa do wspominania chlubnych kart swej historii, jeśli takie kiedykolwiek były.

13 IV 1919 wojska brytyjskie dokonały w Amritsarze masakry ludności hinduskiej, zgromadzonej na wiecu związanym z uroczystościami religijnymi, zabijając, wg oficjalnych danych, 369 osób i raniąc 1200. Masakra w Amritsarze rozpoczęła krwawy terror brytyjski w Pendżabie, skierowany przeciwko ruchowi nieposłuszeństwa, ogłoszonemu przez Mahathme Gandhiego.
13 IV 1919 wojska brytyjskie dokonały w Amritsarze masakry ludności hinduskiej, zgromadzonej na wiecu związanym z uroczystościami religijnymi, zabijając, wg oficjalnych danych, 369 osób i raniąc 1200. Masakra w Amritsarze rozpoczęła krwawy terror brytyjski w Pendżabie, skierowany przeciwko ruchowi nieposłuszeństwa, ogłoszonemu przez Mahathme Gandhiego.

W przypadku polskich kontaktów z Orientem można mówić raczej o wzajemnej fascynacji, chęci poznania kultur nam obcych oraz dążności do rozwoju stosunków handlowych. Za sprawą Unii z Litwą, terytorium nowo powstałej w ten sposób Rzeczpospolitej powiększone o ziemie ruskie i litewskie pełniło rolę przedmurza Europy, które musiało brać na siebie olbrzymi ciężar obrony wschodnich i południowo-wschodnich terytoriów przed ekspansją ottomańskich Turków oraz Tatarów. Konflikty wojenne często były prowokowane przez Kozaków bądź Tatarów. O syndromie wyższości polskiej cywilizacji nad turecką trudno tu było mówić, gdyż potęga turecka posiadała zdolność opanowania znacznej części Europy, gdy tymczasem Rzeczpospolita mogła tylko marzyć o obronie status quo oraz krótkich okresach pokoju na swych ciągle płonących granicach. Naturalnie zdolność obronna Rzeczpospolitej byłaby dużo wyższą gdyby nie kłopoty z Moskwą, Szwecją, Siedmiogrodem, Mołdawią, Kozakami czy z zsekularyzowanym państwem Hochenzollernów. Ponieważ naszą uwagę skupiamy na Oriencie, więc odwołam się tu do Władysława Łozińskiego, który tak oto postrzegał relacje polsko-tureckie: „Położenie geograficzne dało nam za sąsiada państwo ottomańskie z całą jego potęgą wojskową i z całym [bogactwem] form zewnętrznych, przemawiających do imaginacji swoją malowniczą świetnością, zrobiło nadto z Polski pośredniczkę komunikacyjną i handlową między Wschodem a niektórymi krajami Zachodu… .” [3] Łoziński jest niemalże zdania, że w czasie wojen następowała eskalacja, wzmożenie kontaktów poprzez bitwy, poselstwa czy jasyry. Bardzo ciekawa hipoteza (vide Amerykanie w Iraku).

Na początku wieku XVIII oba państwa utraciły już właściwie swoją mocarstwową pozycję na arenie międzynarodowej. Same po części przyczyniły się do wzajemnego osłabienia, a Rzeczpospolita z sojusznikami pod wodzą Jana III Sobieskiego zadała państwu Ottomanów decydujący cios pod Wiedniem w roku 1683. Wystąpienie w obronie Chrześcijaństwa wzmocniło tylko Austrię. Wiedeń był ostatnim momentem glorii bitewnych Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Turecki wróg okazał się w perspektywie czasu bardziej Polsce przyjazny niż „zaprzyjaźniona” chrześcijańska sojuszniczka – Austria, jedno z trzech państw rozbiorowych. Turcja stała się trzeciorzędnym państwem na pograniczu Europy i Azji, Polskę rozebrali obcy. Szanując dawnego wroga i konkurenta Turcja nie uznała rozbiorów Polski. Nie wygasła przeto i wśród Polaków fascynacja Orientem, z powodzeniem kontynuowana jeszcze w wieku XIX chociażby poprzez takie nazwiska jak Mickiewicz, Potocki, Rzewuski czy Bem.

Ujmując rzecz geograficznie, postrzeganie Orientu w Polsce ma zasięg dużo mniejszy niż w krajach prowadzących niegdyś, a także dziś, politykę kolonialną, ale za to odnosi się do okresu o co najmniej dwieście lat wcześniejszego. Śmiało można powiedzieć, że polski Sarmatyzm wzbogacony o mody pochodzące ze Wschodu przypada na okres baroku, a więc na koniec wieku XVI, cały wiek XVII i trwa aż do końca panowania królów z dynastii saskiej, gdy tymczasem samo pojęcie Orientalizmu w rozumieniu zachodnio-europejskim odnosi się przede wszystkim do wieku XIX. Polski nie było już wtedy na mapie Europy jako państwa niepodległego, ale Polacy byli również częścią i tego fenomenu.

Posiadłości kolonialne Holandii, Anglii, Portugalii czy Hiszpanii sięgały dużo dalej na Wschód niż granice Rzeczpospolitej. Dla mieszkańców zachodniej części Europy to właśnie my byliśmy Wschodem najbliższym, to co my natomiast przywykliśmy nazywać Bliskim Wschodem, dla nich było i jest Środkowym Wschodem (ang. Middle East), ale z czasem pojęcie Orientu sięgnęło poprzez Indie dalej na wschód aż po tzw. Daleki Wschód i Azję Południowo-Wschodnią. Zanim królestwo polskie weszło w związek państwowy z Wielkim Księstwem Litewskim, oraz poszerzyło Coronę Regni Poloniae o najbliższe ziemie ukrainne, jego Wschodem były księstwa ruskie które utrzymywały żywe kontakty religijne i handlowe z Bizancjum. Dziś już wiemy, że kultura Bizancjum, co najmniej od czasów Jagiełły, docierała także za pośrednictwem ruskim do Polski. Dobitnym śladem są tu m.in. wschodnie freski na zamku w Lublinie. Świat prawdziwie dziki, obcy, orientalny pojawił się w Polsce już w I połowie wieku XIII kiedy to mongołowie (u nas znani jako Tatarzy) podbiwszy olbrzymie terytorium od Japonii po Ruś zapędzili się do Europy Środkowej. Kościół wschodni popadał w coraz większe tarapaty, a Ruś w niewolę. Jednakże czynnikiem rozstrzygającym o losach Rzeczpospolitej na następne 300 lat było zdobycie Konstantynopola przez Turków. Był to faktyczny koniec Cesarstwa Wschodniego, kultury i mentalności jednak Polsce bliższej niż agresywny Islam w wydaniu tureckim. Już wkrótce Turcy przekształcili Hagię Sofię w Konstantynopolu, największą wówczas świątynię Chrześcijaństwa, w meczet. Była to zarazem katastrofa świata greckiego, z której Grecja do dziś się nie podniosła.

Józef Brandt, Walka o sztandar turecki, olej
Józef Brandt, Walka o sztandar turecki, olej

Kultura Sarmacji a Turcja

Tym bardziej jest rzeczą niesłychanie interesującą, że to właśnie pozostająca przez wieki w wojnach z Rzeczpospolitą muzułmańska Turcja, odegrała tak znaczącą rolę w kształtowaniu się oblicza polskiego Sarmatyzmu w wielu jego aspektach. Polska była przecież krajem cywilizacji zachodniej, a świadczył o tym język posiłkowany mocno łaciną, włoskim i niemieckim, ale także religia katolicka, literatura, architektura i sztuka. Można by więc sobie zadać pytanie skąd ta fascynacja kulturą Orientu. Odpowiedź na to pytanie nie jest zbyt skomplikowana: to właśnie szlachta polska wywodząca dumnie swą kulturę od republikańskich Rzymian, świadoma ekspansji swego państwa sięgającego bram Moskwy, wymyśliła genialną ideologię, która była w stanie udźwignąć ambicje narodu szlacheckiego gotowego stanąć w rzędzie największych z wielkich narodów Europy. Według tej ideologii, polski naród szlachecki był kontynuacją starożytnych Sarmatów lub Sauromatów, irańskich ludów koczowniczo-pasterskich. Ci ostatni byli spokrewnieni ze Scytami, Medami, Partami i Persami. Coraz częstsze kontakty z Polski z Turcją, zarówno poprzez wojny jak i handel w czasach pokojowych, mocno oddziaływały na wyobraźnię polskiej szlachty otwartej na splendory Orientu. Rezultaty tego interkursu pozostawiły trwałe ślady w polskiej modzie, obyczajowości i umysłowości oraz w kulturze szeroko pojętej. Skorzystała niemało z kontaktów ze Wschodem polska machina militarna. Atrakcyjność kultury tureckiej polegała m.in. na tym że posiadała ona siłę atrakcyjną zdolną do wchłaniania innych kultur. Turcy bowiem przyswoili sobie elementy kultury ormiańskiej, bizantyjskiej, perskiej oraz przyjęli za swoje to wszystko, co pozostało po wpływach rzymskich i greckich. Od XII do XVI wieku Turcy w zasadzie czerpali głównie z kultury Iranu i obszaru dzisiejszej Syrii. Zetknięcie się z niezwykle dojrzałą kulturą Bizancjum spowodowało radykalną zmianę. Po zdobyciu Konstantynopola w roku 1453 centrum życia i sztuki przeniosło się właśnie do tego miasta odtąd zwanego Stambułem. Bizantyjski model władzy i administracji zupełnie Turków oczarował, ale chłonęli oni także zdobycze Zachodu w sztukach wojennych, architekturę, a w mniejszym stopniu również sztuki piękne. Oba kraje. Turcja i Rzeczpospolita, doskonaliły swe państwowości i pozostawały chłonne na wpływy zewnętrzne. Ideologia Sarmatyzmu spełniała doskonale zapotrzebowanie państwa i narodu, który teraz sięgał daleko na wschód i południowy-wschód, a więc powracającego na szlaki domniemanych starożytnych przodków. Kiedy dziś spojrzymy na zbiory muzealne przechowujące skarby polskich Sarmatów z okresu baroku to z łatwością zauważymy jak dużo tam Orientu, a wszystko przez i dzięki wojnom, i szeroko pojętym kontaktom z Turcją. Jakie to były kontakty? W okresie panowania Zygmunta I i Zygmunta Augusta w zasadzie panował pokój w stosunkach z Turcją; obowiązywała doktryna – wasi przyjaciele są przyjaciółmi naszymi, a wasi wrogowie są wrogami naszymi. Od czasów królowej Bony w polskich kontaktach z Orientem bardzo ważną rolę odegrało pośrednictwo włoskie. Słusznie zatem argumentuje Stanisław Ledóchowski upominając nas, że nawet jak mówimy o genezie narodowego stroju polskiego to powinniśmy pamiętać o kupcach Republiki Weneckiej i weneckich dostojnikach noszących wschodnie ubiory.[4] Historyk polski jednak wie, że już wcześniej mieliśmy w Polsce kupców ormiańskich i żydowskich, którzy przywozili rozmaite nowinki do Polski. Jednakże przynajmniej w okresie polskiego renesansu nawet wschodnia moda musiała najpierw uzyskać „imprematur” Italii. To co było modne we Włoszech, stopniowo przyjmowało się w Polsce. Jako że to dwór i bogaci magnaci dyktowali modę w Polsce, więc wszystko co było poza tknęło spontanicznością i przypadkiem, a handel z Orientem i łupy wojenne były głównymi sposobami nabycia przedmiotów pochodzenia wschodniego. W okresie baroku to już Polska przede wszystkim była pomostem pomiędzy kulturą Islamu a Europą. Nic dziwnego, że pod wpływem militarnej i kulturowej inwazji Turcji „ucierpiał” też język polski, w którym pojawiło się sporo słownictwa tureckiego, tatarskiego, perskiego czy tureckiego. Kiedy zwracamy się do jakiegoś ciemniaka, który nic nie kapuje to określamy go mianem tumana, a jest to słowo turecko-tatarskie. Komu dziś by przyszło do głowy, że słowo ‚bulić’ jest pochodzenia turecko-uzbeckiego, a samo słowo bul (lub pul) to po prostu pieniądze. Nasze kobiety chodzą w ‚kieckach’, nie zdając sobie sprawy, że ‚kiecka’ to wyraz tatarski. Nawet słowo ‚majdan’, często ostatnio wymieniane przy okazji ukraińskiego powstania, znaczyło pierwotnie w języku tatarsko-wołżańskim kradzione rzeczy, tobół, bagaż, dobytek. Ciekawe, że ubecy w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie posługiwali się chętnie słowem ‚majdan’ kiedy kazali więźniom zabrać rzeczy z celi. W Polsce i na Ukrainie można napotkać nazwisko Majdan dość często.

O łupach, rzeczach zdobycznych więcej następnym razem, bo kształtowały one w dużym stopniu gusty naszej szlachty. Drogą wojenno-handlową przenikała do nas moda na powłóczyste szaty. Wystarczy pomyśleć o kontuszu, który w Polsce, na Węgrzech czy w Turcji różnił się znacznie. Zarozumiałość i niewiedza zachodnioeuropejskich badaczy często ignoruje olbrzymi wkład Polaków n.p. w modzie czy w militariach. Monumentalne dzieło p.t. „History of Costume” o polskiej modzie milczy, ale autorka – Blanche Payne – wpadła na „genialny” pomysł by umieścić w przypisach hasło „Polonaise. defined”, ale pod wskazanymi stronami nie ma na ten temat ani słowa. [5] Trudź się Polaku i szukaj sam śladów swej świetności, bo w „lepszej” Europie nie ma na ciebie miejsca – zdaje się nam imputować autorka. Na szczęście mieliśmy różnych Polaków o obco-brzmiących nazwiskach, których naiwni badacze nie podejrzewali o polskie pochodzenie, i oni to m.in. pieczołowicie przemycili polski dorobek za granicę. Dotyczy to m.in. malarzy Brandta i Loefflera czy etnografów Glogera i Kolberga, ale i tu takich przykładów jest wiele. Dużo jest też orientalnego słownictwa w języku polskim, do którego warto wrócić by przypomnieć sobie stare dobre czasy. Na przykład, Żółkiewski czy Sobieski od razu wiedzieliby co oznaczają słowa buńczuk, koncerz czy buzdygan, a któż wie dziś co za przedmioty kryją się za tymi nazwami. Oczywiście to dziedzictwo językowe jest dużo większe. Według Zofii Kurzowej w XVI wieku na południowo-wschodnich kresach Rzeczpospolitej w tamtejszej polszczyźnie słownictwo słowiańskie (a więc ni tylko polskie) stanowiło zaledwie 46%, a wyrazy pochodzenia orientalnego aż 31%, resztę stanowiły wyrazy greckie, niemieckie, litewskie za pośrednictwem ruskiego przekazane polszczyźnie.[6] Jeśli mamy komuś podziękować lub do kogoś ponarzekać na orientalne wpływy w Polsce, to głównym adresatem musi być Turcja. Polski sen o podróży na pustynię arabską rozpoczął się w państwie ottomańskim, nad pięknym Bosforem.

Tyle tytułem wprowadzenia do bardzo obszernego i egzotycznego tematu. Następnym razem zajmę się zagadnieniem wpływów orientalnych w Polsce bardziej szczegółowo mając na względzie decor naszych dworów oraz wyprawy polskich rycerzy i podróżników na Wschód.

Emir Wacław Seweryn Rzewuski
Emir Wacław Seweryn Rzewuski

dr Zygmunt Jasłowski

Przypisy
1. Rosa, Manuel, Kolumb. Historia nieznana (oryg, port. La Historia Nunca Contada, 2009), przekład: Marta
Szafrańska-Brandt, 2012, 488 stron
2. Said, Edward, Orientalizm, Western conceptions of the Orient, Penguin Books, 1999, 368 stron.
3. Łoziński, Władysław, Życie polskie w dawnych wiekach, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1978, str.112-113.
4. Ledóchowski, Stanisław, Polskie szable paradne, KAW, Warszawa, 1980, s.6.
5. Payne, Blanche, History of Costume. From the Ancient Egyptians to the Twenieth Century, Harper & Row,
Publishers, New York, 1999, stron 607.
6. Kurzowa, Zofia, Polszczyzna Lwowa i kresów południowo-wschodnich do 1939 roku, PWN, 1983, str.45.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *