Praca organiczna na froncie wojny kulturowej. Artykuł wstępny

Żyjemy tu od ponad tysiąca lat. Zajmujemy czasem większy, a czasem mniejszy fragment Europy środkowo-wschodniej. Jesteśmy narodem osobnym, oddzielnym, narodem, który stworzył bogatą kulturę, narodem ukształtowanym przez tradycję przekazywaną przez pokolenia naszych przodków. Jego fundamentem i trwałym budulcem było chrześcijaństwo, zwłaszcza rzymskie, zaś głównymi, największymi i najważniejszymi budowniczymi – rycerstwo, przeobrażone później w szlachtę, a w końcu w ziemiaństwo. Już wielkość tej grupy była europejskim ewenementem, stanowiła ona około dziesięć procent całego społeczeństwa. Pomimo programowo głoszonej równości, faktycznie była to grupa niejednorodna, różniąca się stanem posiadania, wpływami, poziomem wykształcenia i obycia. Ważniejsze jednak było to, co wszystkich łączyło, a były to nie tylko prawa i przywileje, ale także poczucie wspólnoty, wspólne wartości, umiłowanie wolności oraz specyficzny, sarmacki gust. Nie da się zaprzeczyć, że szlachta stanowiła elitę społeczeństwa będącą w stanie wykreować własną wizję państwa i stworzyć niepowtarzalną kulturę, która była wzorem do naśladowania przez innych. Prawie do końca XIX wieku polskość była pojęciem politycznym, a nie etnicznym. Naród polski tworzyli nie tylko Polacy, ale także między innymi Niemcy, Litwini, Rusini, Tatarzy, Żydzi, Ormianie. Kultura polska była atrakcyjna nie tylko dla mieszkańców Rzeczypospolitej, ale promieniowała także na inne kraje, zwłaszcza te leżące na wschód i południe od Polski oraz na narody tam mieszkające. Znajomość języka polskiego była wyznacznikiem obycia i kultury mieszkających tam elit. Posługiwano się nim na dworze moskiewskim, mołdawskim i wołowskim (multańskim). Szacunek dla polskiej kultury okazywali nawet nasi ówcześni wrogowie. Do Rzeczypospolitej ściągali innowiercy prześladowani w innych państwach europejskich, jak choćby menonici z Holandii, bracia czescy z Czech czy Żydzi, a także najbardziej aktywne jednostki i grupy w poszukiwaniu pracy lub miejsca do życia, przybywali więc najemni wojskowi ze Szkocji, Węgier, włoscy architekci i budowniczowie, tatarscy i kozaccy uciekinierzy, ormiańscy kupcy, niemieccy koloniści i rzemieślnicy.

Stroje polskich magnatów, XVI wiekZnajdowali tu nie tylko tolerancyjne społeczeństwo i przyjazne prawo, ale także specyficzną, bujną sarmacką kulturę. Była ona na tyle pociągająca, że przyjmowali ją jako własną, uczyli się trudnego dla nich języka i szybko uważali się za Polaków, czego dawali dowody przelewając za polskość i za Rzeczypospolitą krew w czasach licznych najazdów na nasz kraj, wojen i powstań. Ta kultura, stworzona i pielęgnowana przez szlachtę, była hołdowana przez większość społeczeństwa, na niej wzorował się kler, także mieszczanie oraz chłopi. Od czasów oświecenia istniała jednak w Polsce grupa krytyków i kontestatorów rodzimego systemu politycznego, a także naszych obyczajów. Osoby te wytykały, słusznie zresztą, różne wady, często je w sposób karykaturalny wyolbrzymiały, a jednocześnie, będąc bezkrytycznie zafascynowane obcą kulturą, chciały ją w bezpośredni sposób przenosić na nasz grunt, zastępując nią naszą tradycję. Starcie pomiędzy modernizatorami a tradycjonalistami różnie było nazywane, np. cudzoziemszczyzna vs. swojskość, francuszczyzna vs. (staro)polszczyzna, dom modny vs. dom staropolski, a przy tym często adwersarze używali względem siebie złośliwych porównań i określeń. Trwałoby ono nadal, owocując satyrycznymi utworami literackimi i plastycznymi, w starciu tym powstawałyby interesujące idee i dzieła naukowe; wzajemna krytyka byłaby często zaczynem nowych, kreatywnych rozwiązań, a obopólne patrzenie sobie na ręce spowodowałoby możliwość unikania wielu politycznych i społecznych błędów. Prawdopodobnie każda ze stron założyłaby w końcu oddzielną partię polityczną i ich spór o kształt państwa i obyczaje zdominowałby cały dyskurs publiczny. Byłoby tak, gdyby nie to co wydarzyło się po wrześniu 1939 roku, a więc II wojna światowa i jej następstwa, niemiecko-rosyjska okupacja i późniejsze podporządkowanie Moskwie, trwały zabór naszych wschodnich Kresów, a także procesy, które w ostatnich latach dotykają Europę i świat – lewicowy globalizm i kontrkulturowa rewolucja. Zarówno niemieccy narodowi socjaliści jak też rosyjscy i rodzimi komuniści oraz lewicowo-liberalne pokolenie roku 68, które przejęło wpływy i władzę w najważniejszych strukturach europejskich i światowych, dzięki swoim bezpośrednim i pośrednim działaniom skierowanym w naszą rodzimą, tradycyjną kulturę, stali się sojusznikami naszych krajowych modernizatorów. To jest oczywiście skrót myślowy, część z nich stała się nimi w sposób niezamierzony, mówię tu jedynie o zbieżności pewnych celów, przykładem jest choćby akceptacja przez naszych dzisiejszych progresistów stanu rzeczy wytworzonego przez komunistów, czyli braku do dzisiaj reprywatyzacji majątków ziemiańskich. To wszystko doprowadziło do skrajnej nierównowagi pomiędzy stronami polskiego sporu kulturowego; tradycjonaliści przywiązani do naszej odrębności i dumni z niej stali się zwierzyną łowną, a w końcu gatunkiem ginącym. Obecność odwiecznej, sarmackiej kultury jest koszmarnym snem dla wszelkich postępowców i zrobią oni wszystko, żeby do jej ożywienia nie doszło. Wiedza o niej stała się więc częścią historii (sztuki, literatury, myśli). Dla oświeconych modernizatorów muzeum, skansen, archiwum to miejsca wprost idealne do zamknięcia tam naszej tradycji. W ostatnich latach pojawiły się nawet głosy w przestrzeni publicznej, że miejscem dla krzyża jest wyłącznie kościół lub kruchta.

Panorama Racławicka - fragment.

Pasjonuje mnie ciągłość naszej kultury, żywotność i aktualność tradycji. Nie jestem archiwistą ani muzealnikiem, nie czuję takiego powołania, nie mam do tego temperamentu. Jestem praktykiem, projektuję wnętrza w stylu polskim, wprowadzam wypracowane w ciągu wieków wzory zarówno do historycznych dworów, jak też do współczesnych budowli i wiem, że to właśnie szerokie pojęcie sarmatyzmu, której strażnikiem i depozytariuszem było ziemiaństwo najlepiej definiuje estetyczne i duchowe potrzeby współczesnych Polaków. Często dzieje się to w sposób nieuświadomiony, na poziomie podprogowym.

Tym artykułem rozpoczynam cykliczną rubrykę zatytułowaną „Żyjące dziedzictwo”, która przybliżać będzie i opisywać różne aspekty naszej tradycji. Ich wspólnym mianownikiem będą: ich żywotność, aktualność, użyteczność dla nas tu i teraz. Takie właśnie przykłady będę tropił i opisywał. Mam nadzieję, że będą dla Państwa nie tylko pasjonujące, ale także inspirujące. Spowodują, że Ci z Państwa, którzy kultywują niektóre elementy kultury przekazanej nam przez przodków, utwierdzą się w ich pielęgnowaniu, a Ci, dla których opisywane przeze mnie elementy znane są jedynie teoretycznie lub nawet będą dla nich całkowicie nowe, przekonają się do wprowadzenia ich w swój prywatny świat. Chcę także pokazać jak bardzo nasza tradycja jest ważna dla zachowania naszej tożsamości. Będą to teksty o przeplataniu się przeszłości z dniem dzisiejszym, o rozumieniu dzisiejszej rzeczywistości dzięki poznaniu tradycji, o nieustannej konieczności odwoływania się do wspólnych wartości kulturowych; całość zaś naszą wspólną akcją obronną na froncie lokalnej i globalnej wojny kulturowej.

Henryk Mencel
projektant wnętrz w stylu polskim, właściciel firmy „Zamieszkać w dworku”
(www.zamieszkacwdworku.pl)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *