RODZIMY ORIENT: MONGOŁOWIE I TATARZY W POLSKIEJ ŚWIADOMOŚCI I KULTURZE

Głodni ludzie, muszą wsiadłszy na koń,
tam szukać pożywienia. gdzie je mogą znaleźć
Chan Mengli Girej do króla Zygmunta I Starego

W poszukiwaniu żołnierskiej chwały, łupów i niewolników

Orientalni jeźdźcy z dalekiej Azji niszczyli nasze państwo, dezorganizowali życie społeczne, palili i grabili ludzkie osiedla, oraz porywali ludność w jasyr. Polakom utrwalili się jako banda nieokrzesanych dzikusów znanych jako Tatarzy. Jednakże mongolscy najeźdźcy z wieku XIII i ich następcy z wieków późniejszych to nie ci sami ludzie. Ludności polskiej musieli jednak jawić się jednak bez różnicy jako horda skośnookich Azjatów rządnych krwi i łupów. Rashid-ad-Din, kronikarz na usługach mongolskich, zanotował taką oto wypowiedź Dżingis-chana, która za cywilizowaną uchodzić nijak nie może: „Największym szczęściem mężczyzny jest gonić i pokonać wroga, zabrać mu wszystko co posiada, pozostawić jego żonę płaczącą, ujeżdżać jego konie, używać ciał jego kobiet”. [1]

Dziś są to już bardzo odległe w czasie wydarzenia i wspomnienia, które nie budzą już takich emocji jak chociażby ukraińskie rzezie na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w roku 1943, a przecież to co robili Mongołowie i Tatarzy w Polsce było nie mniej straszne: faktycznie każdy Polak stojący na ich drodze drżał o życie. Naturalnie w pamięci średniowiecznej Europy były głęboko zakodowane najazdy nie mniej rządnych przygód, nie-azjatyckich przecież rabusiów – Wikingów, a przedtem Madziarów i Bułgarów. Jednakże samo wspomnienie o Tatarach jest wspomnieniem o nas samych, o Rzeczpospolitej, która nie tylko z nimi walczyła ale również stała się ich domem.

Tatarzy na sztychu z XVII wieku
Tatarzy na sztychu z XVII wieku

Ponieważ Tatarzy są dziś integralną częścią genotypu pewnej nieokreślonej liczebnie grupy Polaków wypada więc spojrzeć na nich bardziej kompleksowo. Przede wszystkim, błędem jest utożsamianie ich z w/w Mongołami. Jednak jest coś co te dwie różne etniczne grupy łączy – współtworzyli oni bowiem imperium mongolskie Dżyngis-chana, a po jego rozpadzie utworzyli Białą Ordę, Złotą Ordę, Chanat Krymski i Kazański. Prowadzili też Tatarzy podobny do Mongołów styl życia. Tatarzy polscy (początkowo litewscy) stanowili szlachecką wojskową kastę na usługach Wielkiego Księcia Litewskiego Witolda (kuzyna Władysława Jagiełły), a później także królów Rzeczpospolitej. Ci Lipkowie – nazwa wywodząca się od tatarskiego określenia Litwy – z czasem zamieszkali w miastach i stali się znani dzięki ich rzemiosłu, koniom i zdolnościom ogrodniczym (pamiętajmy o Bachczysaraju  – mieście ogrodów). Według obliczeń niektórych historyków przed rokiem 1591 Rzeczpospolita zamieszkiwało około 200 000 Tatarów-Lipków, którzy posiadali już wtedy 400 meczetów. [2] Pamiętając o niedawnych kontrowersjach wokół budowy meczetu w Warszawie, musimy sobie wyobrazić, że mowa tu o Polsce XVI i XVII wieku, kraju prowadzącym wojnę z Islamem, o Przedmurzu Chrześcijaństwa. Otóż pod koniec wieku XVI, w naszym chrześcijańskim, arcy-katolickim wielonarodowym jednak kraju, mieliśmy… 400 meczetów. Czyż nie jest to piękne świadectwo naszej narodowej tolerancji, a mieliśmy także przecież u siebie inne orientalne nacje – Ormian, Karaimów i Żydów, którzy również mieli swoje świątynie. Polski muzułmanin podróżujący do Mekki w latach 1557-8, w czasie postoju w Istambule, napisał dla Sulejmana Wspaniałego bardzo interesującą wzmiankę p.t. Risāle-yi Tatar-i Leh (tlum.: Wiadomość dotycząca Tatarów w Polsce), w której określił liczbę tatarskich osad w Polsce na 100, a każda z nich miała swój meczet. Prawdopodobnie było tych osad więcej niż 100. Największe społeczności tatarskie zamieszkiwały Lidę, Nowogródek, Iwje, a nawet Mińsk (dzisiejszą stolicę Białorusi), gdzie istniała kolonia pod nazwą Tatarska Swoboda.

Wskutek polonizacji (silnej wśród szlachty tatarskiej) oraz rutenizacji (wśród klas niższych), następowała stopniowa asymilacja Tatarów. Ponieważ Tatarzy musieli mieć w sobie domieszkę krwi mongolskiej, toteż płynie ona dziś – obok tatarskiej – także w polskich żyłach. Jednakże różnice genetyczne pomiędzy ludnością mongolską i tatarską są bardzo znaczne, bowiem Tatarzy są ludem turecko-kipczackim, bliższym Turkom i Islamowi, podczas gdy Mongołowie są ludem buriacko-chachłaskim wyznającym buddyzm i szamanizm. W krwi części Polaków mamy więc także domieszkę turecko-kipczacką i mongolską. Między innymi badania ludności na Ziemi Tarnowskiej wskazują na takie powinowactwa. Do podobnych konkluzji doszli Amerykanie badając genetykę polskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych. Komu to dziś by przyszło do głowy. Tatarzy z „Trylogii” Sienkiewicza to Tatarzy Krymscy, a to z nimi właśnie walczyli Polacy w XVI–XVII wieku, a ich niedobitki mieszkają w zajętym niedawno przez Putina Krymie.

Bitwa pod Legnicą na miedziorycie Matthausa Meriana Starszego z 1630 roku pod  tytułem „Wielka klęska chrześcijan pobitych przez Tatarów”.
Bitwa pod Legnicą na miedziorycie Matthausa Meriana Starszego z 1630 roku pod tytułem „Wielka klęska chrześcijan pobitych przez Tatarów”.

Datą głęboko wrytą w pamięć historyczną Polaków jest rok 1241, kiedy to czambuły mongolskie dotarły aż na Śląsk, gdzie pod Legnicą odbyła się decydująca bitwa czterech hufców dowodzonych przez Henryka II Pobożnego z czterema hufcami mongolskimi będącymi połączonymi siłami Bajadara i Kiejdana. Ucieczka Mieszka II opolskiego z pola boju przypieczętowała klęskę Polaków. Upokorzony w obozie mongolskim Henryk II został zabity przez ścięcie głowy, którą później Mongołowie obnosili na postrach i przestrogę ludności. Polska co prawda nie stała się protektoratem mongolskim jak Ruś, ale zapanował w kraju strach i chaos, a istniejące już wtedy rozbicie dzielnicowe jeszcze bardziej się pogłębiło. Na długi czas przybysze z Mongolii przynieśli śmierć i pożogę nie tylko Europie, ale całej niemal Azji. Kilka lat temu miałem okazję naocznie się przekonać o mongolskich ambicjach imperialnych odwiedzając miejsce inwazji mongolskiej z roku 1274-81 w japońskiej Fukuoce, gdzie pamięć historyczna o Mongołach nie różni się zbytnio od naszej, jednakże to co my, Japończycy, Moskale czy Węgrzy określamy jako stan nieustannej wojny w historii Mongolii było pokojem (Pax Mongolica), który otwierał przed nimi olbrzymie możliwości handlu i rozwoju. Japonia stanowiła dla Mongołów wschodni limit podboju. Niestety wskutek pecha, który prześladował ich na morzu, nie udało się wojskom Kublaj Chana podbić Japonii, gdyż wskutek sztormów stracili w sumie 75% żołnierzy oraz większość uzbrojenia i zapasów żywności. [3] Podbili za to Bagdad, Damaszek i wiele innych stolic Azji.

The samuraj Suenaga walczy z mongolskimi i koreańskimi strzałami i bombami, XIII w.
The samuraj Suenaga walczy z mongolskimi i koreańskimi strzałami i bombami, XIII w.

Być może jeszcze bardziej grabieżczy był II najazd na Polskę z lat 1259-60, kiedy to Mongołowie znacząco zdestabilizowali życie w Polsce oraz podporządkowali sobie Ruś Włodzimiersko-Halicką. Plan wyprawy został w 100% wykonany – sojusze anty-mogolskie rozbite, zdobyto łupy oraz 10 000 niewolników. III Najazd Mongołów 1287-88 nie dorównał poprzednim, gdyż ograniczał się do terenów wiejskich. Władcy rozbitej na dzielnice Polski zdawali sobie już wtedy sprawę jak ważne są grody obronne. Plan ten zaczął poważnie realizować dopiero Kazimierz Wielki (1333-1370).

Nowy chanat powstały na Półwyspie Krymskim za sprawą Wielkiego Księstwa Litewskiego Witolda dostał się Hadżi Girejowi (1427), który dał początek dynastii panującej aż do roku 1783. [4] Z datą tą wiąże się aneksja Krymu przez Rosję. Polskie wyobrażenia o Tatarach jest daleko nieścisłe, a nawet do pewnego stopnia niesprawiedliwe. To że uważano ich w Rzeczpospolitej za dzikich barbarzyńców, „psów sułtana tureckiego“ znajdowało uzasadnienie w ponad 164 wielkich najazdach pomiędzy bitwą pod Legnicą (1241) a pokojem karłowickiem roku 1699. Rzecz w tym, że Girejowie i ich dwór w Bachczesaraju, mieście ogrodów, był ostoją uczonej cywilizacji. Tatarzy uchodzili w Oriencie za ludzi uczonych; sami Girejowie pisali poezje, w ich kraju kwitła sztuka i nauka. Dostojne i bogate pałace oraz meczety zaświadczały o mądrości i inteligencji tatarskich chanów. To że Porta objęła w roku 1475 protektorat nad chanatem krymskim oznaczało, że Tatarzy byli zobowiązani do udziału w wojnach po stronie Turcji. Rzeczpospolitą najeżdżali jednak przede wszystkim koczownicy, poddani zarówno chana jak i sułtana. Byli to przede wszystkim Tatarzy budziaccy, oczakowscy i nogajscy, pochodzący ze stepów na północnych wybrzeżach Morza Czarnego i Azowskiego. Gnał ich ku Polsce przede wszystkim głód. W tatarskich ułasach (wsiach) ludność mieszkała w namiotach, i wystarczyła susza czy też pomór na bydło by zgłodniali Tatarzy znaleźli się w desperacji. Problem ten mogły rozwiązać tylko łupieskie wyprawy do sąsiednich, zasobniejszych krajów. Poseł moskiewski donosił carowi z Krymu w roku 1516: „Głód tu straszliwy, słońce wszystko wypaliło, paszy dla bydła nie ma, chleba zaś tu u nich i bez tego zawsze mało, a dziś zgoła nic”. [5] Nie inaczej było w wieku XVII i XVIII.

Artur Grottger, Tatarzy w ucieczce, XIX w.
Artur Grottger, Tatarzy w ucieczce, XIX w.

Rubieże Rzeczpospolitej były praktycznie niestrzeżone, gdyż na ponad 2000 km długiej granicy południowo-wschodniej czuwało w garnizonach zaledwie 3000 polskich żołnierzy. Stanowiło to niemal zachętę do częstych napadów, a także wielkich, dobrze zorganizowanych najazdów. Nic dziwnego, że szybkie i zwrotne, poruszające się na małych koniach czambuły tatarskie, wywoływały powszechny popłoch. Hetman Żółkiewski porównywał ich do ptaków, których ani dogonić ani zwyciężyć się nie da. Nieco później nauczył się doganiać Tatarów regimentarz wojsk ukraińskich Stefan Chmielecki. Być może to z tego okresu pochodzi powiedzenie: „Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Do perfekcji technikę pogoni za Tatarami doprowadził hetman Jan Sobieski, późniejszy król. Z pospolitym ruszeniem bywało różnie, a dotyczyło to szczególnie szlachty z głębi kraju, którą „awantury” na pograniczach mało interesowały. Tak kpił sobie z tej formacji Jan Dzwonowski:

NIEPOSPOLITE RVSZENIE Abo G Ę S I A   W O Y N A. Trudno iuż w Polscze o kiy / bo zá Miesięcy / Wynieśli ich ná Woyne do kilku tysięcy. Turczyn się srodze lękał / bali się Tatarzy / Strászliwać to / gdy Polak w polu kiiem párzy. JANA DZWONOWSKIEGO GENERAŁA Pilzińskiego. W Krákowie / Roku 1621.

Praktycznie ludność kresowa skazana była na samą siebie: by nie zginąć na miejscu, lub nie popaść w jasyr, chłopi i mieszczanie musieli sami organizować samoobronę, i niejednokrotnie wygrywali potyczki, a nawet bitwy. Te małe zwycięstwa nie były jednak w stanie powstrzymać pochodu czambułów wgłąb Polski, które jednak mało kiedy docierały do jej centrum. Z reguły po nabraniu łupów i jasyru następował odwrót.

Nie zawsze lojalni sojusznicy

Jak wspomniałem wyżej, sam termin „Tatarzy polscy” jest dość problematyczny, gdyż byli to właściwie Tatarzy litewscy sprowadzani na Litwę przez księcia Witolda. To oni właśnie walczyli przeciw Krzyżakom pod Grunwaldem. Najwidoczniej nie wszystkim Tatarom odpowiadał system tatarski, gdyż w roku 1409 roku na Litwę uciekli z wojskiem synowie Tochtamysza prowadzeni przez Dżalal ad-Dina, który walczył u boku Witolda pod w/w Grunwaldem. [6] Zwani Lipkami od tureckiej nazwy Litwy, stali się stopniowo najemnikami na żołdzie Rzeczpospolitej. Początkowo jednak byli to przede wszystkim sojusznicy i jeńcy przyprowadzeni przez Witoldowe wojska z Krymu. Dzięki temu w wojnie z Krzyżakami w 1414 roku brał udział tatarski oddział Betsub-ułana, młodszego syna Tochtamysza, zdobywcy Moskwy. Nasilenie osadnictwa tatarskiego nastąpiło w latach 30. XV w. Ich nowe siedziby powstały okolicach Trok, Wilna, Kowna, Lidy, Krewy, Nowogródka i Grodna. Obecność osadnictwa sprzyjało osadzaniu nowo-schwytanych jeńców wojennych (polsko-litewski „jasyr”) w zwartych wioskach tatarskich na Litwie. Ostatnie grupy emigrantów politycznych z Tatarszczyzny przybyły do Wielkiego Księstwa na początku XVI wieku.

To właśnie z tymi Lipkami miał problem „mały rycerz” Wołodyjowski; kiedy wojska tureckie podeszły pod Kamieniec Podolski, ci litewscy osadnicy przeszli na stronę wroga. Rok 1672 był rokiem trudnym w stosunkach polsko-tatarskich, bowiem Lipkowie wzniecili otwarte powstanie przeciw Rzeczpospolitej. Jednak dzięki wysiłkom króla Jana III Sobieskiego, który cieszył się wśród nich wielką sławą i uznaniem, tureccy azylanci powrócili na łono Rzeczpospolitej. Można też uznać za pewien paradoks fakt, że ci muzułmańscy sprzymierzeńcy Polski nie tylko służyli jej mniej lub bardziej wiernie aż do rozbiorów, a pod Wiedniem 1683 walnie przyczynili się do upadku islamskiej Turcji.

Juliusz Kossak, Taniec tatarski, XIX w.
Juliusz Kossak, Taniec tatarski, XIX w.

Nieco wcześniej, w czasie potopu szwedzkiego Tatarzy napędzili niemało strachu Szwedom nawykłym do walk z narodami „cywilizowanymi”. Okrzyk „Ałła, Ałła” wywoływał powszechną panikę w szwedzkim obozie: nie mieli oni pojęcia jak z tymi „dzikusami” walczyć, a już zupełny postrach wywoływała w nich sama myśl niewoli daleko od chłodnej Szwecji. Nie miał też szczęścia do Tatarów kiejdański zdrajca Bogusław Radziwiłł, który wpadł w ręce ordyńców wraz z wieloma oficerami szwedzkimi i elektorskimi. [7]  Zwykły, „nisko urodzony”, Tatar prowadził księcia na arkanie przy koniu przeszło pół mili. Polacy od hetmana Gosiewskiego odebrali Tatarom zdrajcę siłą, a nastepnie wypłacili ordyńcom haracz, który nie tylko ich nie zadowolił, ale nawet obraził Subhana Ghaziego Agę: „tylko tyle za księcia” – miał sie zwrocić do Polaków z wyrzutem. Jednakże tatarscy sojusznicy, ci osiadli w Rzeczpospolitej czy ci z Krymu, krzywdy sobie nie dali zrobić.

Tatarski atak na zajętą przez Szwedów Warszawę (1656)
Tatarski atak na zajętą przez Szwedów Warszawę (1656)

W zwycięskiej bitwie warszawskiej u boku Polaków pod dowództwem Jana Sobieskiego, wtedy jeszcze tylko starosty jaworowskiego, Tatarzy odznaczyli się wielką bitnością, ba, o mało nie wzięli do niewoli samego Karola Gustawa. Podobno Rzeczpospolita by napędzić strachu elektorowi Prus Książęcych wysyłała do Królewca posłów narodowości tatarskiej z zapytaniem: czy stronnik Szwedów, Wielki Elektor nie zamierza czasami najechać zdradliwie Rzeczpospolitej. Przewrotny i przestraszony zarazem widokiem Azjatów elektor, odesłał ich do Warszawy z zapewnieniem, że nie ma takich intencji. Już wkrótce Tatarzy krymscy dostali nowe zadanie – prowadzić akcję dywersyjną przeciwko elektorowi w Prusach Książęcych, a tym samym ściągnąć na siebie większe siły nieprzyjacielskie. Tatarzy wykorzystali tą okoliczność dla siebie – spalili około 200 wsi i wzięli w jasyr kilkanaście tysięcy jeńców, głównie Mazurów oraz olbrzymie łupy i zaczęli odwrót w kierunku Krymu. [8] Najbardziej straciła na tym Rzeczpospolita, bo elektor ściągnął na ich miejsce osadników z Niemiec.  Nie dość tego: po drodze Tatarzy złupili doszczętnie Podlasie. Jak na ironię losu, to właśnie tu, w Bohonikach i Kruszynianach, mieszkają do dziś ich krewni, potomkowie polsko-litewskich Lipków.

Tak było często – powracające na Krym “sojusznicze” oddziały, robiły wypady w bok, rabowały, grabiły, gwałciły kobiety i paliły wsie uprowadzając niewolników, by potem sprzedać ich na bazarze w Istambule średnio za 40 czerwonych złotych za osobę.

Artur Grottger, Odbicie łupów Tatarom, XIX w.
Artur Grottger, Odbicie łupów Tatarom, XIX w.

W Polsce najbardziej obawiano się sojuszu Tatarów z Kozakami, gdyż wtedy zniszczenia były dużo większe, gdyż wojnę trzeba było prowadzić na własnym terytorium. Sami Tatarzy też mieli własne plany zaboru Ukrainy. W latach 1663-1664, Tatarzy niby wspierali Rzeczpospolitą w wojnie z Moskwą, ale jednocześnie prowadzili grę w celu zawładnięcia całą Ukrainą. To wiarołomne zachowanie Tatarów przyczyniło się do niepowodzeń Polaków w tej wojnie. By oddać sprawiedliwość osądom trzeba stwierdzić, że i Rzeczpospolita musiała czasem przechylać swe sympatie na stronę rosyjską, gdy obu krajom zagrażał najazd turecki. Nasza narodowa pamięć lubi zapominać zbrodnię naszych bratanków Węgrów, którzy 6 grudnia 1654 roku w Radnot uknuli spisek… rozbioru Polski pomiędzy Siedmiogród, Szwecję, Prusy i Ukrainę. [9] Zdradzili też nas nasi „bracia” spod znaku archanioła, a z ratunkiem przyszli Tatarzy. Chan Mehmed Girej udał, że uderzy na Rzeczpospolitą i Rosję (bo tak życzyli sobie Szwedzi), a następnie pod Kamieńcem zrobił zwrot w bok i totalnie rozgromił siły Siedmiogrodzian. Tak oto Rzeczpospolita uniknęła rozbioru już w roku 1654.

No, ale potem znowu polscy hetmani musieli robić wyprawy na powracające na Krym czambuły, bo Tatar bez łupu to jak ułan bez szabli.

Spuścizna po Tatarach

Dziś Tatarzy nam nie zagrażają. W Polsce mieszka około 5000 osób będących potomkami Lipków. Praktycznie istnieją tylko dwa oryginalne meczety oraz cmentarze – w Bohonikach oraz Kruszynianach, na tym samym Podlasiu które ich krewni tak lubili palić. Przysłowie podlaskie jest śladem tej pamięci: „Koń bez uzdy, Tatarowie przez Podlasie (…) nie mogą bez szkody przejść”. [10] Tatarzy są dziś już Polakami, lojalnymi obywatelami swej Ojczyzny. Ich tu obecność przypomina nam, że I Rzeczpospolita nie była tylko pięknym snem o wielkości, lecz najprawdziwszą, najbarwniejszą rzeczywistością. Tak jak wielu Polaków z Kresów, Tatarzy powędrowali po 1945 roku na Śląsk i Pomorze; ich małe społeczności mieszkają do dziś w Gorzowie, Szczecinie i Gdańsku, dodając kolorytu polsko-kaszubskiej mieszance. W Gdańsku powstał niedawno największy meczet tatarski w Polsce. Najwięcej cennych pamiątek po Tatarach przechowywanych jest w Muzeum Okręgowym w Białymstoku. Istnieje także ekspozycja tatarska w pięknie odrestaurowanym Zamku Książąt Pomorskich w Szczecinie oraz mała ekspozycja w Sokółce.

Nasz polski Orient jest naszym dziedzictwem. Nasi Tatarzy, to już nie ci wiarołomni, żądni krwi Azjaci, ale naszym obowiązkiem jest wiedzieć jak kiedyś bywało. Bili się Tatarzy dzielnie za Polskę w czasach napoleońskich, krwawili w powstaniach narodowych, w wojnie bolszewickiej 1920 roku, a także w II wojnie światowej. Dziś są garstką polskich muzułmanów, ludźmi zajmującymi się garbarstwem, warzywnictwem oraz furmaństwem, choć i te zawody zanikają. Ich dzieci kończą studia, mieszkają w miastach, pracują w dobrze płatnych zawodach, pełnią ważne funkcje. Pozostały nam po nich nazwiska: Tatar, Tatara, Tatarek, Tatarski, Tatarzyn, Tatarczuk, Tatarczak, a także Abakanowicz, Achmetowicz, Assanowicz, Chazbijewicz, Kukiz, Makuła, Mołczan, Trabuć, Ułaniuk, Ułanowicz. Korecki, Misiewicz czy Bogdanowicz. Pochodzenia tatarskiego był Lisowski, twórca słynnych polskich zagończyków zwanych Lisowsczykami. Pochodzenia tatarskiego był noblista, piewca polskiego Sarmatyzmu, Henryk Sienkiewicz. Najbardziej znana w świecie polska artystka, Magdalena Abakanowicz, to również z pochodzenia Tatarka. Kiedy była małą dziewczynką przeżyła traumę – niemiecki żołnierz zastrzelił jej matkę na jej oczach.

Na przykład, rodzina kniaziów Edigey-Emirza Koryckich herbu Koryca – według samego Mickiewicza była starożytną gałęzią rodu tatarskich władców – chanów Kipczaku.

Z kolei książęta Glińscy vel Hlińscy herbu Hliński, jak podaje Józef Wolff, autor pracy „Kniaziowie litewsko-ruscy”, pochodzą od chana Mamaja, tego samego, który przegrał bitwę na Kulikowym Polu z wojskami księcia moskiewskiego Dymitra Dońskiego. Tych przodków jest znacznie więcej, zaświadczają oni o dziedzictwie wielkiej, wielonarodowej Rzeczpospolitej.

Naturalnie główną platformą relacji Polaków z Tatarami była wojna. Przeto nic dziwnego, że silne wpływy turecko-tatarskie musiały zaznaczyć się w zakresie uzbrojenia i sposobu wojowania, który Polacy musieli przystosować do taktyki swego przeciwnika. Nie podobna myśleć o partyzanckim nękaniu stosowanym przez Lisowszczyków czy majora Hubala bez wspomnienia osiągnięć tatarskich w tej dziedzinie. Podstawę strategii Tatarów stanowiło bowiem zaskoczenie. Starali się uderzać tam, gdzie nie było obrony, względnie była ona bardzo słaba. Po wtargnięciu na ziemie gęściej zamieszkane zakładali kosz, skąd szeroko rozsyłali czambuły plądrujące okolice, a potem, z łupami i jasyrem wracające do obozu. Kosz był wówczas zwijany i orda wracała do swych siedzib. Po przejściu ordy pozostawały trupy i zgliszcza.

Dumni musimy być z naszych przodków, którzy nie przejęli od stepowych Tatarów barbarzyńskich metod wojowania. Bacznie jednak obserwowali ich taktykę wojenną i uzbrojenie. Nasza narodowa szabla to twór orientalny, a stal damasceńska, choć później już odlewana w Polsce, to jednak najpierw trafiła do nas najprawdopodobniej jako zdobycz wojenna, zdobyta na Turkach bądź Tatarach. Wykonany z końskiego włosia, zawieszony na długim drzewcu, buńczuk Polacy ukochali tak jak ludzie Orientu; używała buńczuków husaria, a dziś używają ich nasze skromne wojska pancerne. Podpatrzyliśmy też u Tatarów ich świetne łuki refleksyjne, które były dużo krótsze i skuteczniejsze niż staroscytyjskie, mongolskie czy tureckie.

Mądrzy Sarmaci odrzucając modę na francuszczyznę, którą pozostawiali bawidamkom w perukach, kierowali swój wzrok na Wschód. [11] Wyroby arabskie, perskie czy tureckie trafiały do nas także za pośrednictwem Tatarów. Rozwinięty handel ze Wschodem, skąd sprowadzano tkaniny, broń, dywany, biżuterię, wzbogacał naszą kulturę materialną. Ważnym sposobem pozyskiwania orientalnych towarów były też łupy wojenne. Piękniały polskie dwory przechowujące luksusowe towary orientalne. Pogardzając niewiernymi, Sarmaci zachwycali się wschodnim ubiorem. Polski strój szlachecki – żupan i kontusz – acz nie identyczny ze wschodnim, posiłkował się orientalnymi tkaninami, kolorystyką i zdobnictwem. Orient pomógł nam ukształtować nasza tożsamość, dobry smak i gust, przyczynił się też do zmian w języku. Nasza narodowa wyobraźnia poczęła operować na innych zupełnie obrotach – świat stanął otworem. Dzięki tym kontaktom mamy m.in. „majdan”, „tumana” czy „kić” (ciemnicę). Interesujący jest fakt, ze do lat 1930-tych Tatarzy używali arabskiego alfabetu by zapisać białoruską mowę, którą się w Wielkim Księstwie Litewskim wtedy posługiwano. Tą drogą musiały też m.in. przenikać do polszczyzny słowa arabskie. Górna szlachta mówiła jednak zawsze po polsku.

Bohoniki, Meczet
Bohoniki, Meczet

Tatarzy są wśród nas, są nami. Kochajmy polski Orient.

Więcej na ten temat już wkrótce.

 

Przypisy

1. Edwards, Mike, „Lord of the Mongols Genghis” w National Geographic, Vol.190, No. 6, December 1996, pp. 3-37.

2. Tyszkiewicz, Jan, Tatarzy na Litwie i w Polsce. Studia z dziejów XIII-XVIII w., Warszawa 1989.

3. Turnbull, Stephen, The Mongol Invasions of Japan 1274 and 1281, Osprey Publishing, London, pp. 41–42

4. Pajewski, Janusz, Bunczuk i koncerz. Z dziejow wojen polsko-tureckich, Wiedza Powszechna, Warszawa, 1978, s. 107.

5.  ibid., s.108-109.

6. Tyszkiewicz, Jan, Tatarzy na Litwie i w Polsce. Studia z dziejów XIII-XVIII w., Warszawa 1989.

7. Pajewski, str. 130.

8. ibid., str. 129-30.

9. ibid., str. 132.

10. ibid., str. 132.

11. Kroll, Piotr, „Szlachta polska wobec Turcji w XVII i XVIII w.”, w Silva Rerum, Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, 46 wrzesnia 2013.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *