Rozważania na temat możliwości restytucji monarchii w Polsce w świetle publicystyki Imci Pana Stanisława Cata-Mackiewicza i jemu podobnych kresowych szlagonów.

Restytucja monarchii w Polscepiję za dom Radziwiłłów, który od tak
dawna przeszłości naszej służy

-Józef Piłsudski, Nieśwież,
26 października 1926

Wstęp czyli apel o przywrócenie godności Majestatowi Rzeczpospolitej Polskiej

Powinienem zacząć od szabli-karabeli, bo to jest broń godna Sarmaty, ale zacznę i skończę na piórze. W końcu jak się walczy o sprawę dla Sarmatów tak ważną – jak monarchia – to każda broń jest dobra. Tym bardziej jeśli jest z góry wiadomo, że pióro jest nie tylko dobre, ale wręcz świetne, to dlaczego nie robić z niego użytku i pisać ile wlezie. Takim tęgim piórem operował Stanisław-Cat Mackiewicz – czołowy monarchista II Rzeczpospolitej. W środowisku historyków, i to nawet za czasów PRL-u, Mackiewicz był czytany z uwagą choć nie wszystkie jego dzieła były dostępne. Dziś kiedy Polacy znowu więcej mówią wolnym głosem wolność ubezpieczającym, słowa, myśli i idee Stanisława Cata-Mackiewicza ożywiają debatę o przyszłym ustroju Polski naszych marzeń i snów.

Śmię z zacietrzewieniem twierdzić, że liczba zwolenników monarchii w Polsce jest dziś dużo większa niż mogłoby się nam zdawać, i rośnie w przyzwoitym tempie. Wielu o tym nie mówi głośno, „bo nie wypada na takim stanowisku”, ale żyje tym na codzień. Póki co tron ostatniego króla Rzeczpospolitej zdobi francuski Wersal czekając na upadek republiki i powrót polskiego monarchy na należne mu „krzesło”. Idea ta znajduje poklask wśród coraz szerszych rzesz po sarmacku myślących Polek i Polaków, którzy dumni z historii kraju, który uchował się od rewolucji gilotyny, i wyszedł, poturbowany co prawda, ale jednak, z okowów nazistowsko-bolszewickiej zarazy, i dziś z zazdrością patrzy na królewskie parady w Londynie, Kopenhadze czy Sztokholmie. Jest to pragnienie – a nawet żądanie – uzasadnione, gdyż od czasów odzyskania niepodległości w 1918 nie zdołaliśmy tego ambitnego planu urzeczywistnić. Pod koniec I wojny światowej monarchie raczej upadały niż się rodziły. W roku 1917 upadła rosyjska monarchia Romanowych, a w 1918 habsburskie Austro-Węgry oraz hohenzollernowskie Niemcy. Należy pamiętać, że Polska nie tylko nie odrodziła się jako państwo monarchiczne, ale wręcz o mały włos nie stała się u progu niepodległości Polską Ludową, a w roku 1920 nawet republiką rad. Bitwa Warszawska pogrzebała marzenia Sowietów o rewolucji europejskiej na następne 24 lata. Ale nawet w tych trudnych warunkach tęgie głowy pracowały jeśli nie o przywrócenie monarchii w Polsce to przynajmniej o ocalenie tego co po niej pozostało, choć przecież wiadomo było że nastroje w Europie były rewolucyjne – palono dwory, pałace, cerkwie i kościoły, dzielono majątki, mordowano ziemiaństwo i kler. Tak więc dziś, kiedy pozycja wyjściowa Polski jest o wiele lepsza należy pisać, mówić i z powagą rozprawiać o systemie monarchicznym w Polsce wieku XXI, i…ratować spuściznę dawnej I Rzeczpospolitej, myśląc ciągle o reaktywowaniu monarchii w Polsce. Monarchia jest dziś bowiem mniej mrzonką niż była w latach 20-tych XX wieku.

Szanse na monarchię w okresie II Rzeczpospolitej: sukcesy, błędy i porażki

Trzeba na początku zaznaczyć, że na fali rewolucyjnych nastrojów szanse na restytucję monarchii były, ale w dużym stopniu zależały od dojrzałości wieloetnicznego społeczeństwa polskiego, nie tylko samych Polaków. Zdawać by się mogło, że rozpad trzech monarchii zaborczych naraz stwarzał wręcz idealne warunki do odbudowania królestwa w Polsce w granicach sprzed 1772 roku. Jednakże znękane wojnami i rewolucją masy Europy stosunkowo łatwo dawały się złapać na demagogiczne hasła sowieckiego systemu, który dopiero wtedy tylko co zaczął pokazywać swe zęby. Zbyt głębokie w masach było przekonanie, że nowy ład społeczny proponowany przez sowiety uczyni świat bardziej ludzkim. Zresztą od początku obiecywał on złote góry w ramach programu powszechnej ‚urawniłowki”. Kiedy w latach 30-tych przyszło opamiętanie, było już za późno na odwrót. Rosja Sowiecka stała się państwem głodu, nędzy, terroru i osławionego archipelagu gułag, zdolnego uwięzić każdą niemal duszę w Europie. W latach 20-tych Europa nie wiedziała jeszcze, albo nie chciała wiedzieć, czym jest to nowe zło. Zachwycano się wtedy socjalizmami i faszyzmami, panował nawet pewien społeczny onanizm – zapał do kształcenia się w nowinkach. A wtedy właśnie można było zarówno bolszewizmowi jak i nazizmowi ukręcić łeb. Rzecz w tym, że większość obywateli wielonarodowego państwa jakim była II Rzeczpospolita, nie miała głębszego zrozumienia o co w tym całym powojennym bałaganie chodzi. Polska międzywojenna (1918-1939) miała jednak wiele wybitnych jednostek, których dzisiejszej Polsce jest definitywnie brak. Nazwiska polityków II RP są dobrze znane ogółowi, ale już nazwiska dziennikarzy dużo mniej. Trzeba jednak pamiętać, że prasa przedwojenna miała przemożny wpływ na bieg wydarzeń politycznych i może szkoda, że nawet polityk tego formatu co Józef Piłsudski, nie zdawał sobie w pełni sprawy z potęgi prasy, gdyż to ona właśnie najbardziej – jak zauważył Mackiewicz – psuła mu reputację.

No tak, wygląda na to że wytrąciłem Mackiewiczowi pióro z ręki i zacząłem kreować własne poglądy posługując się komputerową klawiaturą Catowi niedostępną. Pomyślałem jednak, że Cata nie ma wśród nas, a problem monarchii dalej nad Polską wisi, więc postanowiłem się wtrącić. Jest to sprawa pilna, bo król nam jest potrzebny niezwłocznie by zastopować nielegalne nobilitacje praktykowane przez różne samoistnie powstałe organizacje, które dodają niewątpliwie społeczeństwu kolorytu, ba nawet robią z tego kabaret. Tu apel: Kochani zostawmy nadawanie szlachectwa na później. Najpierw koronacja, a potem reszta! Nie o herb i kontusz tu tylko chodzi, ale o ustrój Rzeczpospolitej i gatunek człowieka! Dlatego też zgadzam się z panem Stanisławem Michalkiewiczem, który uważa, ze problemem Polski jest brak szlachty; Polska przestała wytwarzać szlachtę.

Wiem, że Stanisław Cat-Mackiewicz stracił nadzieję, że za jego życia będzie wolna Polska, a cóż dopiero monarchia. Wielu, którzy emigrantami nigdy nie byli (nie wiedzą co to nostalgia), a także ci z emigracji londyńskiej, którzy nie mogą mu wybaczyć, że wrócił do kraju pod komuną, no i tego „Londyniszcza”. A przecież Polaków w Anglii już nikt wtedy nie potrzebował – Poles go home to było popularne hasło naszych „sojuszników”. Ale jestem niemal pewny, żeby gdyby Cat dziś żył, to by dalej “spiskował” na rzecz monarchii. Nie zapominajmy, że za swoje poglądy wylądował kiedyś w Berezie Kartuskiej. No, ale przecież dziś mamy wolną Polskę, więc Mackiewicz mógłby co najwyżej dostać połajankę, od takich „gigantów” sejmowych jak Palikot i Niesiołowski; ten pierwszy najprawdopodobniej skarciłby go za brak poparcia dla marichuany, gumowych członków i seksualnych dewiacji, a Niesiołowski, wiadomo, posłałby Cata do domu wariatów, tego osławionego miejsca, do którego sam przynależy, i gdzie posyła wszystkich oponentów politycznych.

A Cat, cóż, był polskim patriotą, zawsze przedkładał Zamek w Nieświeżu ponad wszystkie muzea świata, a Litwę, Wilno i Radziwiłłów, zachował głęboko w sercu do końca swych dni. Zmarł w gomułkowskiej Polsce (tej samej, w której ja miałem się niefart urodzić), był pamiętny rok 1966, rok tysiąclecia Chrztu Polski.

Rzeczpospolitej potrzebni są dziś Mackiewicze. Ten brak jest wyczuwalny. Widzę jednak wielką gwiazdę innego Pana S.M. czyli Stanisława Michalkiewicza, też Litwina z nazwiska, o piórze wyostrzonym. Naturalnie politykę robią politycy, ale też dziennikarze różnej maści. Andrzej Micewski, który uważał Cata za wybitnego dziennikarza i niezbyt poważnego polityka (błąd!-Z.J.), do grona najlepszych publicystów okresu międzywojennego zaliczał m.in. Strońskiego, Koskowskiego, Niedziałkowskiego, Srokowskiego, Studnickiego i kilku innych, ale na poczesnym miejscu umieścił właśnie Stanisława Mackiewicza.1 O dziwo pominął Adolfa Nowaczyńskiego, którego Cat wspomina. Być może Stanisław Cat Mackiewicz nie dla wszystkich jest największym z największych, ale dla mnie (i to mimo popełnionych błędów) na pewno jest. Nie mogę zapomnieć, kiedy z wypiekami na twarzy wertowałem jako 25-latek wileńskie „Słowo” w warszawskiej CBW. Cat był moim guru, jego brat Józef też, ale później, już w Baden koło Wiednia. Skąd się wzięła wielkość Stanisława Cata-Mackiewicza, i na czym ona polegała, tym teraz chciałbym się zająć.

Każdy Sarmata XXI wieku powinien czytać Mackiewicza (a także Mickiewicza i Sienkiewicza) podobnie jak się czyta Biblię w kwestii naprawy ducha i osiągniecia zbawienia wiecznego. Porównywanie tych dwóch kategorii piśmiennictwa ma sens ponieważ konserwatyzm polski zawsze na pierwsze miejsce wysuwał dogmat, że życie społeczeństwa winno być regulowane zasadami religii. Na przykład Karol Estreicher widział w społeczeństwie organizację do doskonalenia duszy ludzkiej, a państwo za pomocnicze w stosunku do ideału religijno-etycznego.2 Nie trudno jest zrozumieć, dlaczego ludzie ze środowisk konserwatywnych byli tak wrogo nastawieni do Rosji Sowieckiej, która była całkowitym zaprzeczeniem tego dogmatu. W środowiskach lewacko-liberalnych słowo dogmat stało się z czasem brudnym słowem. Na jakąkolwiek opinię, która ma solidne podstawy „ludzie wyzwoleni” z łatwością wielką odpowiadają: „ach, to dogmat”. I dyskusja jest skończona. Bóg z diabłem nie mogą znaleźć wspólnego języka, a to jest akurat normalne, bowiem konserwatyzm polski uważał, że „społeczeństwa ludzkie są tworem najwyższej woli rządzącej (t.j. Boga Z.J.), a ich celem jest cel metafizyczny”3. Tylko diabeł mógłby w pełni odpowiedzieć, co było celem społeczeństw modelowanych na modłę sowiecką. W karierze Cata-Mackiwicza istotne było uzmysłowienie sobie, że diabeł istnieje w formie społecznej realizowanej z entuzjazmem przez ludzi radzieckich (homo sovieticus). Zadał sobie on nawet ten trud by raj diabelski zobaczyć na własne oczy zanim Polacy mogli go doświadczyć na własnej skórze u siebie po 22 lipca 1944 roku.

Nieswiez_XIXC_Boczkowski
Nieśwież XIXC Boczkowski

Jakby nie patrzeć na Stanisława Mackiewicza, to był on prawdziwym objawieniem prasowo-politycznym przedwojennej Polski, geniuszem pióra. Urodził się w stolicy carskiego imperium, St. Petersburgu 18 grudnia 1896 roku. Rodzina Mackiewiczów była już od dawna szlachtą bez dworu i ziemi, ale dalej kultywującą stare tradycje ziemiańskie. Złośliwi powiadają, że jedyną ziemię jaką Stanisław Mackiewicz posiadał była ziemia doniczkowa. Ale była też rodzinna pamięć, że Mackiewicze, podobnie jak Reytanowie, od wieków służyli wielkim Radziwiłłom. Brak dworu i majątku nie stanowił jednak przeszkody do walki o ziemię tych kresowych szlagonów, którzy ją utracili, bądź byli zagrożeni jej utratą. Jak na rodzinę szlachecką przystało, Mackiewicze cenili wagę wykształcenia i dobrego wychowania, które tak bardzo się później przydały niepodległej Polsce. Toteż w latach 1916-1924 studiował Stanisław Mackiewicz prawo w Wilnie i Warszawie, z przerwą na służbę wojskową w latach 1919-20. Od roku 1922 do wybuchu wojny w roku 1939 wydawał w Wilnie konserwatywny dziennik „Słowo” wokół którego zdołał skupić wielu wybitnych pisarzy:

Kazimierę Iłłakówiczównę, młodego Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego (tego co za PRL-u napisał niedoszły hymn „Ukochany kraj, umiłowany kraj”), T. Bujnickeigo, i wielu innych. Ale żeby utrzymać pismo potrzebne były finanse, i tu w sukurs przyszedł serdeczny przyjaciel Mackiewicza, Jan Tyszkiewicz (z którym się, nota bene, Cat często nie zgadzał), a po jego śmierci, i aż do momentu samowystarczalności „Słowo” pomagali utrzymać – Artur Potocki, Eustachy Sapieha i Albrecht Radziwiłł.4 W oczach ludzi o mentalności socjalistycznej konserwatyzm wszelkiej maści był anachronizmem, skazanym na zagładę. Nota bene, zupełnie przeciwną sytuację mamy dziś – to konserwatyzm ma przyszłość, a socjalizmy i komunizmy schodzą do grobu. Nie należy się dziwić, że polskość na Kresach, reprezentowana przede wszystkim przez szlachtę i ziemiaństwo (ale nie tylko), u progu niepodległości Polski, zorganizowała się instytucjonalnie. Istniały przecież realne zagrożenia: utrata majątku, życia, zdrowia, a nawet zagrożenie dla wielowiekowej cywilizacji polskiej na Kresach, nie wyłączając upadku świeżo odrodzonego państwa. Aczkolwiek ugrupowania konserwatywne istniały w całej Polsce, jednak to właśnie konserwatyści wileńscy najbardziej zbliżali się do bardzo niepopularnego w środowiskach prawicowych Naczelnika Państwa, Józefa Piłsudskiego. Można by całą sprawę uznać za paradoksalną. Oto mamy człowieka, który uchodzi w oczach socjalistów, lewicy i ziemiaństwa za typowego reprezentanta formacji socjalistycznej. W oczach socjalistów konserwatyzm był anachronizmem skazanym na zagładę, ale Piłsudski, o dziwo, ewoluuje politycznie właśnie w kierunku zachowawczym. Jednocześnie dla nowocześnie myślących ludzi Dmowskiego Piłsudski to zarówno człowiek czerwonych, jak i polityczny anachronizm. Czy naprawdę Piłsudski był postacią anachroniczną z XIX wieku, socjalistą z wyrachowania czy przekonania (tow. Wiktor), a może wielkim mężem stanu, który kategoriami partyjno-grupowymi w ogóle nie operował – budowniczym państwa, krótko mówiąc(?). Cat Mackiewicz nie zawahał się nazwać Piłsudskiego Konradem Wallenrodem polskiego socjalizmu. I jest w tej ocenie wielka intuicja, której zabrakło jego współczesnym.

Wypada prześledzić opinie Cata-Mackiwicza na ten temat, z których wynika, że Piłsudski był bacznie obserwowany przez środowiska konserwatywno-ziemiańskie. Naturalnie Piłsudski z czasów walk w PPS-Frakcji Rewolucyjnej, czasów akcji pod Bezdanami, był dla kół zachowawczych czerwonym terrorystą, bądź też pospolitym bandytą nie szanującym prawa. Jednak, jak zauważył Cat, ten sam Piłsudski widząc zrewolucjonizowane masy, zdolny był przejąć władzę od Rady Regencyjnej (ciała zaborczego), od konserwatysty Zdzisława Lubomirskiego, ale nie od socjalisty Daszyńskiego z lubelskiego PPSD-owskiego rządu. Według Mackiewicza, brygadier Piłsudski miał się zjawić w gabinecie prezydenckim na ratuszu już w 1915 i odezwać się w takie oto słowa: „Ja myślę, że my we dwóch moglibyśmy rządzić Polską”.5 Na co Lubomirski miał odpowiedzieć: „Do tego potrzeba, byśmy mieli wzajemnie do siebie zaufanie, otóż pan mnie zna, a ja pana nie”. -„Książę pewno myśli, że jestem socjalistą” – odpowiedział Piłsudski.6 To był pierwszy, bardzo wczesny, znak dany przez Piłsudskiego konserwatystom: z „socjalistą” Piłsudskim można rozmawiać nawet o monarchii. Ale wydaje się, że na opinii o Piłsudskim bardzo musiała zaważyć jego filozofia czynu – walka zbrojna. Oto klasy patriotyczne i wyedukowane dawnej Polski przyjęły do wiadomości, że Sobieskim, Chodkiewiczem czy Czarnieckim w tych czasach jest i może być jedynie Piłsudski, tylko on może obronić polskie dwory i pałace na Kresach i starą polską kulturę i jej system wartości. A jednak nie udało mu się odzyskać wszystkich ziem, i z tego względu, i całkiem nie zasłużenie, Poznaniacy dokuczali mu zdaniem wypowiedzianym niegdyś na zamku w Kórniku przez hrabiego Władysława Zamoyskiego, kolekcjonera pasów słuckich: „Panie Naczelniku, ale Słuck nie należy do Polski”.** Historja, 149 Naturalnie w dużej części własność polska znalazła się w wyniku Traktatu Brzeskiego poza tzw. kordonem, ale czy była to wina Piłsudskiego? Nic dziwnego, ze utrzymanie wpływów na pozostałych przy Polsce terenach byłego Wielkiego Księstwa Litewskiego konserwatyści wileńscy skupieni wokół ‚Słowa” widzieli tylko w stworzeniu federacji z Polską. To właśnie w tą koncepcję Piłsudski święcie wierzył.

Z perspektywy czasu wydaje się zupełną oczywistością, że tylko Piłsudski i konserwatyści mieli racje, gdyż tylko oni na pierwszym miejscu stawiali wyższość interesu państwowego ponad interesem partii czy jednostki. Nie należy się wiec dziwić, że zarówno Piłsudski jak i konserwatyści dążyli do stworzenia pewnej równowagi w państwie, która zdolna byłaby stonować społeczny radykalizm i endecki nacjonalizm. Krytyka endecji przez konserwatystów była jednak dużo łagodniejsza, gdyż wielu ziemian zasiliło jej szeregi; krytykowano metody działania, a nie doktrynę nacjonalistyczną. Piłsudski jako zwolennik idei jagiellońskiej, idei państwa wielonarodowego stał dość ostro na pozycjach antynacjonalistycznych, nie zapominał jednak o destrukcyjnych społecznie działaniach lewicy. I tu właśnie schodzą się drogi Piłsudskiego z Mackiewiczem, szlaki życiowe dwóch żubrów kresowych. Mackiewicz miał dość konkretną opinię na temat działań endeków, a jeszcze bardziej post-endeków (bez Dmowskiego): „Już nie doktryna Dmowskiego, ale jej dekadencja, jej wynaturzenie, bo przekonanie, że ziemie, które nie są zaludnione przez ludność etnicznie polską, nie są właściwie ziemiami polskiemi, zaczyna mieć prawo obywatelstwa. Tutaj już ostatecznie kończył się Sienkiewicz Dzikich Pól i świętej Żmudzi, kończył się Mickiewicz, Rzewuski, Pol, kończył się Żółkiewski, Chodkiewicz, Sobieski – wszystko co było wielkie”.7 Nie bez racji konkludował Mackiewicz, że w tej części Europy musi powstać silny twór państwowy pod hegemonią Polaków, który zdolny byłby utrzymać się pomiędzy Rosją a Niemcami. Polska w jej etnograficznych granicach na taki projekt była wówczas za słaba. Dla Mackiewicza pałac, dwór i dworek kresowy były nieodzowne dla wielkiego zwycięstwa w walce z barbarzyństwem Rosji oraz dla powstania silnego państwa. Na przeszkodzie stała nie tylko polityka Rosji i Niemiec czy bolszewizm społeczny, ale również polscy nacjonaliści, którzy zapominali że terytorium ówczesnej Polski było zamieszkałe przez liczne narodowości, które należało pozyskać dla idei monarchii. Mackiewicz nie krył osobistego przekonania, że Polska może osiągnąć status mocarstwa wyłącznie w drodze ekspansji. Jednakże przeszkodą do osiągnięcia tego celu jest polityka polonizacji kresów wschodnich poprzez dyskryminację mniejszości etnicznych. Tymczasem, jak rozumował Mackiewicz, potrzebne było stopniowe, ale konsekwentne pozyskiwanie małych narodów do idei państwa polskiego. Wielkie państwo potrzebowało wiernych obywateli, a tego celu nie można nigdy osiągnąć poprzez uprawianie polityki nacjonalistycznej. Program polityczny konserwatystów wileńskich napotykał na ostre ataki endeków i Kościoła katolickiego, który konkurował, szczególnie na kresach, z innymi wyznaniami. Cat oburzał się na wszelkie próby umniejszania stanu posiadania cerkwi prawosławnej słusznie uważając ją za czynnik antybolszewicki na kresach wschodnich. Więcej, Cat domagał się oddania administracji na kresach w ręce ludzi lokalnych, znających warunki na miejscu, a w konsekwencji wprowadzenia autonomii terytorialnej. Ostro atakował też samowolę wojskowych osadników, palenie cerkwi itd. Z niechęcią odnosił się do wszelkich form kolonizacyjnych przez element napływowy i postulował asymilację ludności białoruskiej. Cat ufał, że roztropne działania wobec ludności kresowej mogą dać dużo pożytku, a w konsekwencji aparat administracyjny znalazłby się w rękach miejscowej inteligencji i ziemiaństwa. Potrzeba było tylko trochę czasu.

Życie dostarczało jednak coraz więcej dowodów, że polityka kolejnych polskich rządów zrażała raczej niż zbliżała mniejszości etniczne do państwa polskiego. Na drodze do współpracy stał też ich własny, naiwny nacjonalizm, który nie tylko zniszczył idee federacji, ale ich samych.

Głównym problemem II Rzeczpospolitej pozostawał radykalizm społeczny. O ile Piłsudski uważał socjalizm jako siłę nośną zdolną zmobilizować żołnierza do wojny, zdolną do zburzenia zaborczych imperiów, to jako formacja zbyt radykalna nie miał on miejsca w jego planach wielkiej i silnej Polski. Jednak mimowolnie osobowość Piłsudskiego powodowała, że miał on spore poparcie u niższych warstw społeczeństwa. Cat tak to określił: „Ta pogarda dla pieniądza, ta absolutna bezinteresowność Piłsudskiego zarówno w stosunku do siebie jak i do swoich krewnych, przedostawała się jednak do szerokich sfer opinii publicznej, do ludu, który uważał Piłsudskiego za swego obrońcę”.8 Tej intuicji, którą posiadał Cat w stosunku do Marszałka, nie miało wielu polityków i dziennikarzy, którzy nim po prostu pogardzali. W oczach wielu Polaków Piłsudski był dobrym ojcem, Dziadkiem, XX-wiecznym odpowiednikiem Piasta kołodzieja.

Zdanie Mackiewicza na temat lewicy wszelkiej maści jest już nam znane. Trzeba pamiętać, że były to czasy kiedy sąsiedzi Polski, w tym Niemcy, Rosjanie (a także nasi Żydkowie) rozprzestrzeniali wiadomości o Polsce jako kraju sezonowym, nic też dziwnego, że Cat-Mackiewicz, szlachcic herbu Boża Wola, był głęboko przerażony wizją społecznej „ruchawki” tzw. klas upośledzonych oraz potencjalną irrydendą narodowości zamieszkujących terytorium nowo odrodzonego państwa polskiego. Według sił lewicy i partii chłopskich rachunek za wszystkie niesprawiedliwości, które spotkały lud miał być zapłacony nie przez zaborców i agresorów, lecz przez polską warstwę obszarniczo-ziemiańską, najbardziej patriotyczną klasę w Polsce. Mackiewicz bronił z impetem interesu polskich klas posiadających. Pisał, że „żadne stronnictwo zachowawcze w Polsce nie ujawniło egoizmu klasowego w tak krzyczącej i cynicznej formie, jak czynią obecnie ludowcy lub frakcje robotnicze”.9 Mackiewicz nie był odosobniony w tej opinii: Władysław Wydźga nazwał rzeczy po imieniu – „objawem politycznego i społecznego chamstwa”.10 Tak, i nie inaczej, konserwatyści przywrócili do życia stare i zapomniane zasady nazywając zabór cudzej własności bandytyzmem i chamstwem. W kwestii tak zwanego ustawodawstwa społecznego Mackiewicz też miał przejrzystą opinię: „Z rolnictwa zrobiło ustawodawstwo nasze jakąś państwowa pańszczyznę, odbierając mu widoki rozwoju i przyszłości.”11 Większość dokumentów i wypowiedzi z tego okresu nacechowana jest głęboką odpowiedzialnością za państwo, a przeciwstawianie się ustawodawstwu społecznemu konserwatyści motywowali jedynie względami moralnymi i gospodarczymi, gdzie dobro ogółu było na względzie.12 Naturalnie lewica miała swoje roszczenia i swój model państwa opiekuńczego w planie, na który niepodleglą Polskę nie było stać. Model ten został zrealizowany pod dyktando sowieckie w latach 1944-1989, ale zapewne tylko znikomy procent przedwojennej lewicy go poparł: byli to głównie komuniści, z dużym udziałem Żydów, i w małym stopniu zdrajcy z ugrupowań socjalistycznych (np. Józef Cyrankiewicz). Skutki komunistycznych „reform” są dobrze znane wszystkim myślącym Polakom. Jak nazwać przetrzymywanie cudzej własności A.D. 2012 pozostawiam decyzji waszmościów czytających te słowa.

Utrata majątków ziemskich na Kresach pociągała za sobą dużo większe konsekwencje bowiem wiązała się z utratą polskiego stanu posiadania, polskiego terytorium. Trzeba było więc tego stanu posiadania bronić. Mackiewicz podobnie jak Piłsudski święcie wierzył i się opowiadał z przekonaniem za ideą jagiellońską. Wychodził on słusznie z założenia, że tylko Polska zdolna była do dominacji nad Europą wschodnią w sensie potencji państwowej i siły kulturotwórczej. Tylko Polska była w stanie zorganizować ten etnicznie mieszany region. Naturalnie, do tej misji nie nadawała się na poły barbarzyńska, sowiecka Rosja. Jakub Perkal tak określił stanowisko Cata: „Dłoń, która Polska winna – wedle Catowej koncepcji – wyciągnąć na wschód nie miała być braterską pomocą, jak to sobie wyobrażali lewicowej prowieniecji zwolennicy federacji ludów mieszkających między Niemcami a Rosją, ale ręką patrona, który obdarowuje maluczkich, uczy ich, cywilizuje, włącza w nurt wielkiej kultury europejskiej.13 Dziś kiedy o Bolszewii i jej ponad 70-letnich „osiągnięciach” wiemy więcej, więcej też wiemy o niedomaganiach republik oraz o sukcesach europejskich monarchii – w końcu najporządniejsze państwa europejskie są monarchiami – wypada z upartością powracać do dyskusji o monarchii w Polsce XXI wieku. III Rzeczpospolita nie spełnia naszych narodowych ambicji, a sen o IV Republice obróciła w niwecz katastrofa smoleńska 10 lipca 2010. Po co więc następna republika; mieliśmy w Polsce przez blisko 800 lat monarchię, którą rozebrały ościenne państwa. Naszym zadaniem jest powrócić, bez kompromisów, do systemu który jest nasz, polski, i który przez setki lat się sprawdzał. To co mamy teraz jest republikańskim ochłapem pozostałym po polskiej monarchii. Jaka będzie przyszła monarchia? Dziedziczna, parlamentarna, ale z Senatem dysyngnowanym przez króla i izbą poselską pochodzącą z wolnych wyborów. Król miałby wiele prerogatyw pozwalających mu ograniczanie destrukcyjnej działalności parlamentu.

Sprawy ewentualnej unii dynastycznej, jak i samą ewolucję władz państwa, należy pozostawić przyszłości.

Powróćmy znowu do historii. Od powodzenia wyprawy na Kijów zależało dużo: wielkość terytorialna Polski, jej ustrój polityczny, ba nawet porządek polityczny w tej części Europy. Oddajmy głos Mackiewiczowi: „Dnia 25 kwietnia rozpoczyna się polska ofensywa na Kijów, który niebawem zostaje zdobyty. Piłsudski jak niegdyś Bolesław Chrobry, wjeżdża do tego miasta. Powstaje sen o Polsce cofniętej do czasów Władysława IV. Marszałek Trąmpczyński daje się porwać patriotycznemu uniesieniu i wita Piłsudskiego jako spadkobiercę Batorych i Władysławów dnia 18 maja 1920 roku przed kościołem Św. Aleksandra w Warszawie. W kościołach śpiewają Te deum laudamus (Ciebie Boże wysławiamy)”.14 A co robi wtedy lewica rewolucyjna i część socjalistów europejskich? Popiera Kraj Rad. Brytyjscy i francuscy marynarze, dokerzy i kolejarze organizują akcje wstrzymujące transporty broni i amunicji do Polski. Podobne akcje mają miejsce w Czechosłowacji, Niemczech, Austrii i Gdańsku. Czesi blokują wejście do Polski kawalerii naszych węgierskich bratanków, którzy zaoferowali się uderzyć na armię Budionnego.15 Jak widać powodzenie operacji kijowskiej zależało od wielu czynników: pomocy wojskowej z zewnątrz, postawy ludności ukraińskiej i białoruskej oraz konsolidacji społeczeństwa polskiego. Odrażającą była tu postawa endeków, którzy w momencie zajęcia Kijowa zachowali neutralność, jednak kiedy armia czerwona przeszła do kontrofensywy poczęli atakować Piłsudskiego za jego rzekomą nieudolność i niekompetencję. Wbrew nadziejom Piłsudskiego i deklaracjom atamana Petlury Ukraińcy nie przyjęli wojsk polskich życzliwie. Spodziewana broń, amunicja i pomoc wojskowa nie nadeszły. Powstanie nie wybuchło. Zachód milczał. Finał wojny rozstrzygnął się pod Warszawą, gdzie bolszewicy ponieśli druzgocąca klęskę z wojskami polskimi kierowanymi przez Wodza Naczelnego Marszałka Piłsudskiego. Nawet wtedy prasa endecka nie przestała opluwać Marszałka rzekomo jako człowieka lewicy i męża Żydówki Perlówny. Wielkopolacy radzi byli przypisywać zwycięstwo każdemu – francuskiemu generałowi Weygandowi lub generałowi Rozwadowskiemu, ale nie wielkiemu Polakowi, Józefowi Klemensowi Piłsudskiemu.

Traktat Ryski z 18 marca 1921 był kapitulanckim aktem wobec Rosji poczynionym przez polskie środowisko endeckie, które wówczas sprawowało rząd dusz nad polskim społeczeństwem. Ludzie tego pokroju co Roman Dmowski, Stanisław Grabski i Stroński wmówili Polakom, że państwa nienarodowe należą do przeszłości, dlatego Polska powinna się wyrzec większości ziem wschodnich. Doktryna państwa narodowego, która około roku 1921 przeżywała swój zenit, pisał Mackiewicz, pozwalała wcielić do Polski tyle Ukraińców i Białorusinów (stawiając ich dążenia narodowościowe na równi) ile mogła ich strawić.16 Naturalnie Józef Piłsudski, a po jego stronie wileńskie „Słowo” było zdania, ze granice na wschodzie trzeba wyrąbywać w boju.

Tak to więc nie tylko bolszewicy, ale również endecy pomogli zmarnować olbrzymią szansę na restytucję granic Polski przedrozbiorowej. Z obiecanego przez traktat pokojowy odszkodowania w złocie, bolszewicy nigdy nic nie zapłacili. Polska opinia publiczna zupełnie zdezorientowana działalnością prasową prof. Strońskiego, po wygranej bitwie warszawskiej, dopomogła kolejnym rządom zmarnować szansę których Polska nie miała od czasów Władysława IV. Warunki haniebnego zawieszenia broni pozostawiło olbrzymie terytorium poza granicami państwa polskiego. Zadziałał straszak „awanturniczej“ wyprawy kijowskiej”, ani lewica ani prawica na więcej takich wypraw nie wyraziła zgody, a szkoda bo bolszewicka zaraza nękana kontrrewolucyjnymi wojskami Kołczaka, Wrangla, Millera, Judenicza i Denikina, interwencją mocarstw zachodnich, dostała ostre lanie dopiero pod Warszawą. Jak pisał Mackiewicz, Rosja w 1919 roku właściwie nie istniała: władza panowała nad głodną Moskwą i Peterburgiem, a do tego musiała walczyć na wszystkich frontach, obalać wewnętrzne powstania, a przy tym panował wewnętrzny chaos, dezorganizacja transportu i instytucji społecznych.17 To był czas na zniszczenie komunizmu, na który to akt cywilizowana Europa się nie mogła zdobyć. Był czas by zaangażować nawet papieża do nowej krucjaty. Te szanse Europa, zawsze zwalająca obronę wschodnich granic na Polskę, i tym razem zaprzepaściła. Traktat ryski przekreślił (tylko na jakiś czas mam nadzieję) szanse na odbudowę Rzeczpospolitej w granicach sprzed 1772 roku.

Europa milczała gdy rozbierano polską monarchię. Europa nie zrobiła nic by tą monarchię, bastion Europy od wieków odbudować, bo sama idea monarchii wyszła już tam z mody. Tylko w obskuranckiej, katolickiej Polsce, jakieś anachroniczne postacie z przeszłości chciały ją reanimować. Nowocześni endecy byli w stanie podarować Rosji Galicję Wschodnią w zamian za Pomorze i Śląsk, Białorusini okazali się tylko materiałem statystyczno-etnograficznym, a Ukraińcy kijowscy „narodem” nie zdolnym do snu o narodzie.

Zamek_Nieswiez._Remont
Zamek Nieśwież Remont

Był jeszcze Nieśwież. Ale przedtem był zamach 12 maja 1926. Piłsudski stał się faktycznym dyktatorem Polski, choć się takim nie ogłosił. Znowu wygrał. Cat-Mackiewicz, redaktor „Słowa”, jedynego bodajże pisma w Polsce, które Marszałkowi nie psuło reputacji, wydał po latach taką oto opinie o tym wielkim Polaku: „Był to cywil, amator literatury wojskowej, wygrywający bitwy i wojny po cywilnemu”.18 Mackiewicz chciał bowiem widzieć w Piłsudskim głównie polityka i dyplomatę, a przecież on, Wódz Naczelny, był w oczach własnych przede wszystkim dowódcą-żołnierzem, bojowcem, człowiekiem czynu. Mackiewiczowi dalej jednak nie mieścił się w schemacie – nawet będąc wodzem naczelnym nie miał w sobie nic z typu oficera z końca XIX/początku XX wieku. „Z talentu…miał tyle talentów, była to niewątpliwie najbogatsza indywidualność, jaką od Piasta i Lecha, od Gedymina i Gedyminowiczów wydała szlachta polska”.19
Istotny jest fakt, że „Słowo” słowami „Panie Marszałku” zdecydowanie poparło zamach majowy. Konserwatyści ziemiańscy skupieni wokół „Czasu” tez przemyśliwali o dyktatorze, ale nie miałby nim być Piłsudski lecz Sikorski.20 Sam Mackiewicz spotkał się w okresie zamachu trzykrotnie z Piłsudskim na Dworcu Wileńskim w Warszawie i nawet wyłożył mu swój program monarchistyczny.21 Po przesileniu rządowym Mackiewicz w sposób bezpośredni i bez owijania w bawełnę, zaproponował likwidację urzędu Naczelnika Państwa i wprowadzenie monarchii. Charakter tej monarchii miał się ustalić w niedalekiej przyszłości. Mackiewicz też odegrał kluczową rolę w organizacji spotkania dyktatora Polski z Radziwiłłami w Nieświeżu. Inspirator spotkania tak pisał o swojej i „Słowa” roli jego w przygotowaniu :

Stanowisko „Słowa” było pierwszym taranem, który uderzył w polityczną psychologię ziemiaństwa. Nasza grupa polityczna, która się później zorganizowała i obrała księcia Sapiehę na prezesa, a p. Meysztowicza na Presesa Rady Naczelnej, zagrała tę fanfarę, która spowodowała tą zmianę frontu ziemiaństwa wobec Marszałka, tak dalece w Wilnie, jak Poznaniu, Lwowie i Kongresówce.

Czy zmieniając ten front oddaliśmy duża usługę Marszałkowi Piłsudskiemu, czy tez usługę drugorzedną?

Nie wiemy, jak Marsz. Piłsudskiemu – to tylko on i wyłącznie on ocenić potrafi. Pozostawiamy to jego przyszłym wspomnieniom. Lecz Polsce niewątpliwie tak. Bo gdyby nie to, że za nowym porządkiem rzeczy opowiedziały się także niektóre żywioły prawicowe, i to właśnie skrajnie prawicowe, to zamach z maja nabrałby w swej konsekwencji cech walki i zwycięstwa klas niższych. Wojnę domową powstrzymał sam Piłsudski, w głębokiej madrości nie ogłaszając się dyktatorem, legalizując dokonany przewrót. Lecz na tym by się nie skończyło. Szalone niebezpieczeństwo groziłoby Polsce, gdyby zwycięstwo majowego zamachu miało pozostać zwycięstwem lewicy nad prawicą. Przez naszą „zdradę” obozu prawicowego, przez nasze zawołanie „‚Niech żyje Piłsudski”, gdy ziemianie poznańscy (nawet dzisiejsi zwolennicy Piłsudskiego) omal że nie siedli na koń – sprawiliśmy to, że dziś nie sposób jest uważać zamachu majowego za coś w rodzaju zwycięstwa partii proletariackich nad partiami burżuazyjnymi. Dumni jesteśmy z tej “zdrady”.22

Piłsudski zapłacił żubrom kresowym za poparcie pojawiając się na zjeździe w Nieświeżu, 26 października 1926 roku. Szpalty lewicowych gazet zapełniły się strachliwym wrzaskiem, który można by sprowadzić do jednego lękliwego zwrotu, że tam na pewno „żubry ogłoszą go królem”. I tu jest właśnie problem – nie ogłosili. Jako potomek obywateli II RP ubolewam, że Marszałek nie pozwolił sobie wtedy włożyć korony na głowę. Myślę, że był zbyt skromnym człowiekiem (choć to nie mogło stanowić przeszkody), a może czuł że zdrowie miał zbyt słabe by podołać nowym zadaniom. Musimy też wspólnie zadać sobie pytanie: czy Piłsudski był w ogóle monarchistą? Sam Mackiewicz nie jest do końca tego pewny. Pisze tak (cytuję staropolską pisownię Cata): „Bobrzyński był monarchistą z wieku, temperamentu i ideji austrjacko-polskiej monarchji, Dmowski chciał monarchji narodowej, Studnicki był zdecydowanym monarchistą, Piłsudski?, Sławek był monarchistą…”.23 Dodać należy, że Mackiewicz i większość konserwatystów też życzyłoby sobie monarchii. Kiedyś jednak, przed wyjazdem na Maderę, Piłsudski skarżąc się na stosunki z kościołem, stworzył mały promyk nadziei:

“Dopóki ja żyję, będę utrzymywał dobre stosunki z Kościołem, ale jak tam będzie za Wandzi, tego już nie wiem”.24 Pół-żartem, pół-serio przyrzekł posadzić więc Marszałek córkę Wandę na dziedzicznym tronie polskim (po sobie?). Niestety tak się nie stało, więc trzeba się domyślić woli Marszałka i wziąć pod uwagę kandydaturę Radziwiłła. Nie może być bowiem przypadkiem, że w roku 1926, w atmosferze na poły rewolucyjnej, kiedy zbolszewizowane masy by oszalały na widok takiej perspektywy, Marszałek nie zawahał się szukać oparcia u ludzi, którzy wykazywali najwięcej politycznego umiarkowania i wyrobienia – polsko-litewską arystokrację i ziemiaństwo. Piłsudski, gorący miłośnik wielkich Jagiellonów (którzy dali Rzeczpospolitej potęgę i chwałę), spadkobierca i orędownik idei jagiellońskiej, kogóż by był bardziej rad widzieć na tronie polskim niż potomka rodu w Rzeczpospolitej po Jagiellonach najznamienitszego- Radziwiłłów.

Piłsudski przybył do Nieświeża 26 października 1926 na zaproszenie Albrechta Radziwiłła w celu udekorowania trumny Stanisława Radziwiłła, swego byłego adiutanta krzyżem Virtuti Militari. Uroczystość odbyła się w krypcie grobowej Radziwiłłów, która – jak opisał ją Cat – dostojną prostotą przewyższa kryptę rodową Habsburgów u Kapucynów w Wiedniu”.25 Słowo w tych dniach zamieściło zdjęcie ostatniego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego obok wizerunku potencjalnego monarchy – Piłsudskiego. Był to najmilszy gest na jaki „Słowo” mogło się zdobyć. Lewica mogła się czuć zdradzoną, gdyż Piłsudski wyraził się dość jasno, że nie jest ani socjalistą, ani radykałem, nie zamierza też być człowiekiem jakiejś partii czy klasy społecznej. Używając określenia „w tym zamczysku” Marszałek wypił za zdrowie Radziwiłłów wznosząc toast: „pije za dom Radziwiłłów, który od tak dawna przeszłości naszej służy”.26 Brzmiało to niemal jak namaszczenie Radziwiłła na króla. Jakiż ród po Jagiellonach zasługiwałby bardziej na ten honor niż Radziwiłłowie, którzy byliby w stanie związać Litwę i Białoruś z Polską. Atmosfera tego momentu to chyba ostatnia przed przybyciem bolszewików i Niemców godna Polaków chwila o nastroju iście królewskim. Do takich momentów dziś wzdychamy oglądając śluby obcych monarchów. „Zamek w Nieświeżu – pisał Mackiewicz- ze swymi świecami zamiast lamp, z ogromnymi salami bez mebli, gdyż meble porozkradali bolszewicy przy końcu wielkiej wojny, salami strojnymi tylko w trofea myśliwskie, rogi łosie i jelenie, w niezwykłą ilość zbroi rycerskich), w kilkaset portretów radziwiłłowskich i w pasy słuckie, porozwieszane pomiędzy zbrojami lub portretami na ścianach – nadawał się istotnie na teatrum reakcji polskiej”.27

Czy dziś, po latach władzy sprawowanej przez ludzi niegodnych najwyższych urzędów w państwie: przez Bierutów, Bermanów, Minców, Ochabów i im podobną komunistyczną swołocz, Rzeczpospolitą nie stać na własnego króla, na silną władzę wykonawczą? Czyż patrząc na portrety wielkich Polaków, nie jesteśmy im coś winni, czyż nie powinniśmy kontynuować to co w Polsce było najlepsze przez wieki. Polsce potrzebna jest monarchia by przywrócić właściwe proporcje w historii, by dać Polakom wiarę w siebie, by przywrócić dumę narodową i pamięć wielkości, by zaświadczać światu o naszym ogromnym cywilizacyjnym dorobku, także na terytoriach utraconych. Pamiętajmy, że wielkość Polski tkwi w Renesansie i Baroku, a nie wyłącznie w romantyzmie i klasycyzmie. Bądźmy dumni z bohaterów naszych powstań, i czcijmy ich pamięć, ale nie bądźmy cały czas w defensywie – śnijmy o wielkości. Ona przyjdzie. Godzina Polski naszych marzeń i ambicji jeszcze nie wybiła, ale wybije… . Radykalizm społeczny, bolszewizm i komunizm posadził nam w Polsce kwiatek pod nazwą republika. II Rzeczpospolita była koniecznym kompromisem wymuszonym przez bolszewicką rewolucję, PRL był niesuwerennym tworem przyniesionym na bagnetach Armii Czerwonej, III RP jest wynikiem kompromisu zawartego pomiędzy kołami lewacko-liberalnymi wyrosłymi ze spuścizny PZPR i UB, gdzie wkład Solidarności został prawie wyeliminowany. III RP miała szansę by być Polską prawdziwie niepodległą, ale nie jest, gdyż nie zdołała wyeliminować spadkobierców byłych ubeków, komunistów, i zawsze do Polski wrogo ustosunkowanej żydokomuny. Państwo mieniące się suwerennym i niepodległym nie zrobiło prawie nic by zwrócić dwory i pałace spadkobiercom ziemian polskich, a za to sporo czasu poświęca na żądania zwrotu żydowskich kamienic. Słowem, III RP nie służy polskiej własności oraz tłumi niepodległościowe aspiracje i dążenia Polaków. Monarchia jest jedynym wyjściem by raz na zawsze oddzielić się grubą krechą (nie tą od Mazowieckiego) od tego zaprzaństwa i jurgeltnictwa.

Tron stoi pusty w Paryżu, Radziwiłłów AD 2012 też w Polsce mamy dostatek, a jużci. Na co więc jeszcze waszmościowie czekamy? Może jeszcze się wykroi nam jakaś unia personalna z Litwą, Ukrainą i Białorusią. Nie ma co czekać aż za nas zdecyduje konferencja wielkich mocarstw, Trybunał w Strasburgu, albo nowa Jałta. Wypełnijmy choć raz wolę Marszałka, gdyż Beck nie wypełnił ani jednego z trzech przyrzeczeń. Dziś żyjemy w państwie narodowym gdzie Polacy mało mają do powiedzenia. Jest to ciekawy twór narodowy powstały nie według życzenia Romana Dmowskiego, lecz decyzją panów z Jałty. Jesteśmy zadowoleni (?): „Nie chcę wcale byś była wielka, zbrojna po zęby od morza do morza…” Małość nam wystarcza? A może zamiast piosenki, ten oto wierszyk Boya, który Piłsudski bardzo lubił:

Bodaj sie Piastów rządy nam świeciły.
Niech błyśnie kontusz ponad pludrakami –
Kurdesz, kurdesz na kurdeszami!
Wspomnijmy przodków szlaki wielkopomne,
Precz Niemce, Włochy, plemiona ułomne!
Nie tym pokurczom przewodzić nad nami! –
Kurdesz…
Mężów tu siła co godni splendoru:
Niech się rozszerzą ściany tego dworu…
28
Tadeusz Żeleński-Boy

P.S. Kończąc piórem: Jeden z najzdolniejszych publicystów endeckich, geniusz prasy, Adolf Nowaczyński, przy okazji ataku na Nieśwież zaatakował m.in. Cata-Mackiewicza, szydząc zeń, że panowie arystokraci posadzili go na ostatnim miejscu przy stole. Cat potwierdził dodając jednocześnie, że było to same miejsce, na którym siadali Mackiewicze za czasów Radziwiłła „Panie Kochanku” i hetmana Rybeńko. „Złapał Kozak (w tym wypadku Nowaczyński) Tatarzyna, a Tatarzyn (Mackiewicz!) za łeb trzyma”- jak rzecze staropolskie przysłowie.29

Tron_ Stanislawa_Augusta_Poniatowskiego_w_Wersalu
Tron Stanislawa Augusta Poniatowskiego w Wersalu

dr Zygmunt Jasłowski

Przypisy
1. Micewski, Andrzej, W cieniu marszalka Pilsudskiego, Czytelnik,Warszawa 1968, s.135-136.
2. Estreicher, Istota konswerwatyzmu… „Czlowiek jako czastka swiata jest objety i opanowany przez
porzadek moralny, ktory stworca dla swiata ustanowil” T.D. Polityka konserwatywna, Warszawa 1929,
s.116.
3. ibid., s.116.
4. Mackiewicz (Cat), Stanislaw, Historja Polski od listopada 1918 r. do wrzesnia, 1939 r., Puls, Londyn 1985, s.192.
5. Historja, s. 78-9.
6. ibid., s. 78-9.
7. Historja, s.139.
8. ibid., s.176,
9. Mackiewicz, Rola konserwatyzmu w Polsce; Wydzga, op.cit.
10. ibid., op.cit.
11. Cat, Madry Polak po szkodzie, „Dziennik Poznanski”, 3XII 1920.
12. Rudnicki, Szymon, Dzialnosc polityczna polskich konserwatystow w latach 1918-1926, Ossolineum,
Wroclaw, 1981.s.11.
13. Historja, s.5-6.
14. ibid., s.138.
15. Z dziejow II Rzeczpospolitej (pod Red. A. Garlickiegoo), Rozdzial: Janusz Osica, Walka o granice II
Rzeczpospolitej, Wydawnictwa Szkolne I Pedaggiczne, Warszawa. 1986, s.64
16. Historja, s.145.
17. ibid., s.137.
18. ibid. s.137
19. ibid.s.65,
20. Micewski, s.138.
21. Micewski, ibd. 138
22. S.Mackiewicz, „Kropki nad I”, nakladem „Slowa”, 1927.
23, Historja, s.195.
24. ibid., s.195.
25. ibid., 194
26. ibid., 194
27. ibid., 194-195.
28. Zelenski-Boy, Tadeusz, Slowka, Zaklad Narodowy im. Ossolinskich, Wroclaw,
29. Historja, s. 220,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *