Sadźmy drzewa długowieczne

Każdy z nas podróżował kiedyś aleją starych drzew. Nie ma chyba także osoby, która nie byłaby kiedyś w parku założonym ponad sto lat temu. Niektórzy mogli trafić także w miejsca, gdzie obok siebie stoi więcej pomnikowych drzew. Tak, jak choćby w Rogalinie, gdzie po ominięciu pałacu Raczyńskich, galerii obrazów i słynnych trzech dębów, obdarzonych imionami Lech, Czech i Rus, można dotrzeć na nadwarciańskie łęgi, gdzie rośnie jeszcze ponad tysiąc czterysta wiekowych dębów szypułkowych[1]. Podobne miejsca znaleźć możemy w całej Polsce, tu i ówdzie istnieje rezerwat przyrody, park krajobrazowy, pojedyncze okazy chronione prawem a będąc tam, doznajemy wielu pozytywnych odczuć i wrażeń. Jest tam jednak także coś niepokojącego, coś, na co nie zawsze zwracamy uwagę – powolny proces wymierania pojedynczych starców.

Z różnych powodów, naturalnych lub cywilizacyjnych, na naszych oczach padają stare, potężne drzewa. Choć niektóre z nich zostały zasadzone przez naszych przodków, a niektóre wyrosły w sposób samodzielny, to ktoś później zadecydował o tym, aby zostały ochronione, pominięte przy wycięciach, otoczone opieką. Otrzymaliśmy je więc w darze od poprzednich pokoleń i jesteśmy ich dziedzicami, jesteśmy za nie odpowiedzialni. Jak traktujemy ten dar? Co robimy, aby przekazać go naszym następcom? Fakty są niewesołe i przemawiają przeciwko nam. Aleje często pozostają przerzedzone, parki mają dawno już zaburzoną koncepcję – po wycięciu części drzew i po zarośnięciu samosiejkami niewiele przypominają swoje pierwotne założenie – większe zbiorowiska kurczą się, jak choćby to na łęgach w Rogalinie, gdzie od kilkudziesięciu lat nie pojawiło się żadne młode drzewko.

Ta, jakże smutna sytuacja doskonale symbolizuje nasze zagubienie. Zmaganie się z totalitaryzmami, pauperyzacja, alienacja, wojny kulturowe oraz zawłaszczenie państwa i całej rzeczywistości przez biurokrację spowodowały zachwianie wartości, promocję prostactwa, chamstwa i wulgarności, utratę poczucia odpowiedzialności i wzrost egoizmu, co całkowicie zmieniło perspektywę myślenia o otoczeniu, o społeczeństwie i o państwie, skracając ją do chwilowej przyjemności, doraźnej korzyści i nieodległego celu, maksymalnie liczonego pojedynczym życiem. Jeśli na straży dobra wspólnego nie stoją zasady, przekonania, a w końcu także prawo, to w wielu wypadkach przegra ono z pożytkiem partykularnym. Jeśli propagowany jest egoizm, a prawo służy jedynie silniejszym, w tym także państwu, w celu dominacji nad słabszymi, to głos sprawiedliwych zostanie zagłuszony przez krzyk barbarzyńców.

Starym drzewom często pozwalamy egzystować jedynie tak długo, jak długo nie przeszkadzają nam w naszych planach. Na pewno nie wszyscy myślą w ten sposób, ale przecież wystarczy, że będzie to dotyczyło mniejszości uzbrojonej w bezkarność ze względu na pozycję, pieniądze lub koneksje, a innym pozostanie jedynie bezsilna złość po takim akcie usankcjonowanego wandalizmu. Tak było w styczniu 2013 roku, kiedy urzędnicy warszawscy zlecili wycięcie wielu, w większości całkowicie zdrowych, w tym także kilkunastu starych, ponad stuletnich drzew w Ogrodzie Krasińskich na Muranowie. Aktor teatralny i filmowy Olgierd Łukaszewicz naliczył 141 pni, które pozostały po wycince, z czego obwód kilkunastu wynosił od 3,5 do 4,3 metra[2] (w sumie pod piłami padło ich tam ponad 330, więcej niż jedna trzecia drzewostanu)[3], a prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa z powodu „braku znamion czynu zabronionego”[4].

W jakiś sposób wszyscy jesteśmy za to odpowiedzialni. Przecież ktoś wybrał włodarzy miasta, którzy podejmują takie decyzje. Ktoś także głosował na posłów, którzy zadecydowali o wycięciu dziesiątek, a może setek tysięcy drzew rosnących przy drogach, z których znaczna część to były stare egzemplarze, a aleje z nich utworzone na trwałe wpisane były w polski krajobraz. W roku 2004 uchwalili oni przepis, który pozwalał na pozbycie się drzew „niszczących nawierzchnię i infrastrukturę drogową, ograniczających widoczność na łukach i skrzyżowaniach”[5] oraz tych, które „utrudniają eksploatację urządzeń kolejowych albo powodują tworzenie na torowiskach zasp śnieżnych”[6]. Czy to przypadek, że tę ustawę uchwalili posłowie sejmu zdominowanego przez lewicę, a jej cel określono w Art. 1: „Ustawa określa cele, zasady i formy ochrony przyrody żywej i nieożywionej oraz krajobrazu”[7]? Czy nie przypomina to orwellowskiego roku 1984 albo ciągłej walki o pokój głoszonej przez breżniewowską Rosję, zaangażowaną w wywoływane przez siebie konflikty i wojny na całym świecie i planującą III wojnę światową, w której zamierzała zniszczyć Zachód (i Polskę przy okazji) za pomocą bomb atomowych? Myślenie w krótkiej perspektywie nie bierze pod uwagę ani przeszłości, ani też przyszłości. Kto gardzi tradycją, nie czuje więzi ze swoimi przodkami i nie szanuje ich dokonań i dzieł, a świat odbiera jako sumę osobistych doznań, nie myśli także o tych, którzy nadejdą po nim. Budowa świetlanej przyszłości jak do tej pory zawsze szła ze zniszczeniem przeszłości i współczesności.

Litografia autorstwa Napoleona Ordy, fot. stylowydwor.pl
Litografia autorstwa Napoleona Ordy, fot. stylowydwor.pl

Przyjrzyjmy się naszej tradycji. Dwory zazwyczaj były zatopione w zieleni. Jednym z jej elementów były drzewa, obok domu sadzono m.in. długowieczne lipy i dęby, a w XIX stuleciu także jodły. Czasem opodal rosły także spore drzewa owocowe: jabłonie, grusze czy śliwy. Jednocześnie w parkach podchodzących prawie pod budynek, zależnie od regionu w którym stał budynek, występowały omalże wszystkie gatunki krajowe i pojedyncze egzemplarze zaimportowane z innych stron świata. Niejednokrotnie parki powstawały na bazie istniejących, starych lasów, ale bywało, że sadzono je prawie od podstaw. Nie unikano wtedy wolno rosnących gatunków długowiecznych, a nawet wręcz przeciwnie, chęć pozostawienia po sobie trwałych elementów: „starodawnego” dworu, drzew czy parku była częścią ziemiańskiego etosu. Dzięki tej postawie, pomimo kilkudziesięciu lat tępienia śladów poziemiańskich, do dzisiaj możemy cieszyć się właśnie dorodnym starodrzewem i wspaniałymi budowlami. Praktyka peerelowska była inna, raczej wycinano, niż sadzono, a jeśli już, to były to głównie gatunki szybko rosnące. Niecierpliwość „naprawiaczy” społeczeństwa miała swoje skutki, sadzone przez nich drzewa są często kruche i żyją stosunkowo krótko, a więc już po paru dziesiątkach lat pojawiły się kłopoty: łamiące się gałęzie i spadające konary.

Powinniśmy powrócić do sadzenia drzew długowiecznych, akceptując to, że dopiero następne pokolenia będą się nimi w pełni cieszyły. Jesteśmy to winni zarówno naszym przodkom, jak też naszym wnukom. Zostawmy im coś więcej ponad niemiłosiernie zadłużone państwo. Nie bierzmy jednak przykładu z niektórych polityków, którzy dla doraźnej propagandowej korzyści nie cofną się przed niczym. Sadzenie małego „dębu wolności” przez prezydenta RP na miejscu zdewastowanego tydzień wcześniej parku, jak to miało miejsce na początku maja br. w Lublinie, gdzie lokalni politycy urzędujący na wysokich stanowiskach zlecili wycinkę w okresie lęgowym ptaków 340 starych drzew, jest raczej kontynuacją wandalizmu rewolucyjnego niż pięknej tradycji ziemiańskiej, do której możemy się odwoływać[8].

Henryk Mencel
projektant wnętrz w stylu polskim, właściciel firmy „Zamieszkać w dworku”
(www.zamieszkacwdworku.pl)

……………………………………

[1] „Spośród 1435 dębów aż 860 to pomniki przyrody liczące od 300 do 600 lat i osiągające obwód od 400 do 700 cm”, wg: Rogaliński Park Krajobrazowy, na: www.zpkww.pl, dostęp: 11.05.2014.

[2] O. Łukaszewicz, Pamiętajcie o ogrodach, na: www.blogstar.pl, 6.01.2013, dostęp: 23.01.2013, Przeklinam was, rzeźnicy klonów”. Olgierd Łukaszewicz o wycince 100-letnich drzew w Ogrodzie Saskim, na: www.fronda.pl, 12.01.2013, dostęp: 11.05.2014.

[3] T. Urzykowski, Minister krytykuje: były błędy przy wycince w Ogrodzie, na: www.gazeta.pl/warszawa, 6.03.2013, dostęp: 11.05.2014.

[4] Prokuratura: Urzędnicy mogli wyciąć drzewa w ogrodzie, za: PAP, na: www.gazeta.pl/warszawa, 26.02.2013, dostęp: 11.05.2014.

[5] Ustawa z dnia 16 kwietnia 2004 r. o ochronie przyrody, Art. 83, pkt. 6, ppkt. 6, Dz.U. 2004, nr 92, poz. 880.

[6] Ibidem, ppkt 8.

[7] Ibidem, Art. 1.

[8] A. Sarzyńska, Ekologia wg Platformy Obywatelskiej. W Lublinie wycięto setki starych drzew, by potem z w świetle kamer Bronisław Komorowski mógł zasadzić małego dębczaka, na: www.wpolityce.pl, 06.05.2014, dostęp: 06.05.2014.

Fotografia tytułowa: wikipedia.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *