Sarmata we dworze

Sarmata we dworzeZachowanie tożsamości kultury narodu to zachowanie jej moralnych wartości. Tylko w oparciu o nie może rozwijać się prawdziwy humanizm, godność człowieka, prawdziwa wolność. Naród zachował mimo przeszło stu lat swoją tożsamość dzięki własnej kulturze (…). Kultura to dzieła literackie, plastyczne, muzyczne, to dzieła historyków. Ale kultura przede wszystkim to człowiek. Jaki jest ten człowiek, taki będzie naród. Jeśli będzie on moralnie zdrowy, jeśli będzie żył z Chrystusem, to będzie spełniał również swoje polskie i polonijne powołania. Zachowa w następujących po sobie pokoleniach świadomość przynależności do polskiego narodu, do polskiej kultury, tak głęboko zakorzenionej w chrześcijaństwie.

[Jan Paweł II, Rzym, 1984]

Wstęp

Chciałbym się tu pokusić na małe studium porównawcze pomiędzy czasami królów elekcyjnych (XVI-XVIII w.) a okresem nam współczesnym uosabianym przez obecną prezydenturę. Zamierzam skupić swoją uwagę na wnętrzu dworu i perypetiach dawnych i dzisiejszych właścicieli. Podczas, gdy optymistycznie nastawiony ogół cieszy się z małego odrodzenia w budownictwie dworskim, a optymizm ten posiłkowany jest syczeniem gazu z łupków, właściciele nowych dworów znajdują się dziś pod ostrym obstrzałem wytrawnych znawców kultury szlacheckiej, którzy, czasem słusznie, a często nie słusznie, wytykają im schlebianie cudzoziemskim gustom, silenie się na elegancję w pałacowym czy amerykańskim stylu, ozdabianie ścian na bogato strojonym kiczem i meblościankami. Na „schorzenia” dworskie eksperci mają dla nich gotowy przepis w pigułce na to jak ma wyglądać prawdziwy dwór, a to po to by można go było nazwać polskim. W przeciwnym razie okrzyczany on będzie chałturą dworu. Z tych po sienkiewiczowsku skonstruowanych porad mamy też wynieść wrażenie, że prawdziwy szlachcic zawsze wiedział jak z gustem urządzić swoje rodzinne gniazdo, w ogóle był jednym wielkim nosicielem cnót. Dlaczegóż więc Rzeczpospolita szlachecka upadła, spytałby człowiek dociekliwy? – Dzidko* jeden wie – jak mawiał pewien „Anglik” z Kołomyji. Ważne jest dla naszej wiedzy ogólnej – mówią eksperci – że ci nowi, tzn. nie-ziemianie, zielonego pojęcia nie mają jak ma wyglądać prawdziwy dwór. Z tą ostatnią opinią to by się nawet Kwicoł od Janosika zgodził (tys prowda!), choć chłop był, i sam z innej bajki pochodził. Jednakże i w niej nie brak było przecież hajduków, burgrabiów i hrabiów. Co może jednak cieszyć to to, że ludzie co dziś się dalej chcą meblować we dworze mają coś z Sarmaty. I w tym fakcie dopatrywałbym się optymizmu na przyszłość. Ale, żebym miał zaraz się zgodzić z wizją, że dwór szlachecki jest wynikiem jakiejś statycznej, z góry ustalonej, XIX-wiecznej recepty, która wymaga bezkrytycznej replikacji. Przenigdy!

Sarmata

W imię prawdy historycznej i w obronie dzisiejszych Sarmatów, którzy od ich dawniejszych antenatów wcale nie są gorsi (Może są nawet lepsi, bardziej ogładzeni, w świecie obyci i lepiej wykształceni.), chcę wszem i wobec oznajmić, że to co się dzieje we dworze dzisiejszym (przebudowy, dobudowy, odbudowy i budowy), to jeden wielki galimatias podobny do tego z czasów staro-szlacheckich. A wszystko to po to, by po latach, tak dawniej, jak i dziś, mogło się urodzić coś malowniczego. Znany nam już dobrze Władysław Łoziński pisał, że XVI-XVII-wieczny dwór staropolski powstawał odśrodkowo, rozwijał się i uzupełniał od wnętrza na zewnątrz, a nie przeciwnie; nie był nigdy od razu gotów i dlatego ani z góry pomyślanej architektury, ani zamkniętej, organicznej nijako artykulacji posiadać nie mógł. Stawał się powoli, robił się, rósł, aż się stał i urósł w pełnie. Miał swoją biografię jak człowiek, a ta historia jego życia czytała się w jego przystawkach, dobudówkach i przybudówkach1. Dlatego też nowi ludzie we dworach stoją dziś wobec trudnych do wykonania zadań, a szczególnie ci dla których dwór ma być dochodowy: ma służyć nie tylko jako dom czy siedziba rolnika-ziemianina, ale jako hotel, centrum konferencyjne, galeria sztuki, gabinet lekarski czy prawniczy, a i dom zarazem. Nowe funkcje wymagają szybszego działania, bo inne wyzwania stoją przed właścicielami dworów, i same czasy są szybsze. I tu chciałbym wziąć w obronę wszystkich współczesnych ludzi o duchu sarmackim, którym zarzuca się zbytnią swobodę w urządzaniu dworu według zasad i potrzeb mało mających wspólnego z kulturą ziemiańską, a więc potrzeb współczesnych. Przyczyną mego ‚renegactwa’ jest silne przekonanie, że ostre krytykanctwo nie tylko nie przysłuży się popularyzacji budowy dworów w Polsce, ale nawet zniechęci ludzi w to przedsięwzięcie zaangażowanych, którym i tak każdy rzuca kłody pod nogi. Każdy ma coś do powiedzenia, każdy chce coś na budowie zarobić, ale wszystkie koszty w końcu i tak spadają na właściciela. Do tego kosztu dopisać jeszcze trzeba nerwicę nabytą w czasie budowy. Pozatem oskarżenia o naśladownictwo zachodnich mód wydaje się również zabawne, gdyż sarmatyzm wbrew woli samych Sarmatów wcale takim swojskim nie był za jaki się uważał, lecz raczej był syntezą elementów rodzimych, orientalnych i obcych. Dlaczegóż dziś przy całej otwartości granic i kultur miałoby być inaczej? Ale i w tej sytuacji trzeba działać roztropnie by nie wystawić się na pośmiewisko.

Obraz szlachcica polskiegoŻeby przejść do meritum sprawy trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie czym był sarmatyzm i jaką rolę odegrał w kulturze szlacheckiej, a w architekturze dworów w szczególności. Sarmatyzm dominujący w Rzeczpospolitej od końca XVI do drugiej połowy XVIII wieku był zasadniczo barokową formacją kulturową, która opierała się na micie, że szlachta polska to potomkowie starożytnego rodu Sarmatów, który zamieszkiwał rozległe obszary pomiędzy Wołgą i Donem. Tego typu ideologia siłą rzeczy musiała kierować politykę Rzeczpospolitej Obojga Narodów ku Wschodowi. Po swych wschodnich „przodkach” szlachta polska miała odziedziczyć wiele pozytywnych cech: umiłowanie wolności, gościnność, dobroduszność, waleczność i odwagę. W „Wojnie chocimskiej” Potocki dodał jeszcze powagę, stateczność, młodość ducha, gloryfikację wodza (hetmana Chodkiewicza), dumę z własnej przeszłości i wierność ideologii sarmackiej.2 Z „Pamiętników” Jana Chryzostoma Paska dowiedzieć się też możemy i trochę złego: polski szlachcic-Sarmata to osoba lubiąca się wywyższać ponad innych, nietolerancyjna wobec innych kultur i religii, wierząca (ale tylko na pokaz), ciemna i zacofana, z nieufnością odnosząca się do oświaty, zarozumiała, skłonna do alkoholizmu, a przy tym obciążona poczuciem niespełnionego obywatelskiego obowiązku.3 Najbardziej trafiająca do mego przekonania jest jednak opinia Tadeusza Mańkowskiego, który twierdzi, że

teoria sarmackiej genezy narodu i państwa polskiego w tym świetle to nie mit, ani też bajanie niekrytycznych umysłów kronikarzy, lecz wyraz poszukiwania swojego przez bardziej oświecone warstwy narodu, poszukiwanie tradycji historycznych przez naród, który poczuł się na siłach i chce coś znaczyć, szukanie swego miejsca wśród innych narodów o odległej przeszłości.4

Pomimo, że teoria sarmackiego pochodzenia polskiej szlachty została obalona w XIX wieku, jej siła nośna jest warta uwagi nawet dzisiaj. W czasach po unii lubelskiej mit sarmatyzmu wspomagał jedność (spójność) oraz solidarność szlachecką. Naród wieloetniczny w olbrzymim na warunki europejskie kraju potrzebował ideologii, i ją znalazł. Mógł tedy stanąć na równi z narodami pochodzenia celtyckiego, germańskiego czy romańskiego. Umysłowość i obyczajowość szlachecka bez sarmatyzmu nie była by tym czym była, i czym ma szanse być dziś. Wśród cech Sarmatów wymienionych powyżej wiele jest obecnych w charakterach współczesnych nam Polaków. Po 1989 Polska znowu szuka swego miejsca wśród narodów świata, i tym razem ideologia sarmacka może spełnić swoja ideologiczną rolę: jako formacja kulturowa stawiająca sobie za cel odbudowanie zniszczonej przez komunizm ciągłości polskiej tradycji narodowej. Mocno spoczywająca na dawnych tradycjach ideologia ma szanse, przy zdecydowanej mobilizacji społecznej, stać się podporą silnych polskich elit, których fundamenty będą osadzone głęboko w staropolskiej kulturze. Na fundamentach tych jest dziś olbrzymia szansa zbudowania dynamicznego państwa, w którym zarówno miasto jak i wieś będą się harmonijnie rozwijać dla pożytku całej Rzeczypospolitej. Wobec naporu kultury globalnej sarmatyzm zdaje się jawić jako niesłychanie atrakcyjna i rodzima oferta. Przy czym- jak podaje Łoziński- w warunkach polskich to właśnie sielskość decyduje o barwie życia, obyczajach i trudach, historii, a nawet literaturze. Pisarze polscy wszystkie swoje obrazy, przenośnie i porównania czerpali nie z miejskiej, ale z sielskiej wyłącznie obserwacji.5

W moim mniemaniu to właśnie architektura dworska jest jednym z pól działania, które wyraża w najpiękniejszy sposób wyobrażenie Polaka o domu. Przy czym w domu tym widziałbym nie tylko sam budynek, ale całą filozoficzno-historyczną, a i w dużej mierze religijną konstrukcję, która w przyszłości udźwignie nowe dynamicznie rozwijające się państwo.

Dwór i jego mieszkańcy w czasach dawnych:

Od fortalitium do dworu barokowego

Jakie było naprawdę budownictwo z okresu, kiedy ideologia sarmacka dopiero co zapuszczała w Rzeczpospolitej korzenie dokładnie dziś nie wiadomo, gdyż nasze wyobrażenia o najstarszych dworach szlacheckich opierają się głównie na wzorach XVIII-wiecznych, które zapewne w jakimś stopniu naśladowały wcześniejsze formy XVI i XVII-wieczne. Zapewne ich genezy należy szukać w zamkach i pałacach magnackich, których wczesne dwory były tylko nieudolnym naśladownictwem. Znane z kart historii fortalitium było właśnie nie żadną twierdzą, ale małą drewnianą forteczką (zameczkiem), która z reguły była okopana lub otoczona ostrołukiem, a po rogach miała również drewniane wieże służące do obrony i obserwacji.

Dworek Michorowo

Charakter polskiego szlachcica Sarmaty formował się na wschodnich i południowo -wschodnich kresach Rzeczpospolitej. Był to często osobnik mężny, tęgi fizycznie, zahartowany w bojach, w pewny sensie szorstki i nie ogładzony, ale za to lubujący się w słownych oracjach. Typy takie znaleźć możemy w literaturze: Onufry Zagłoba, Roch Kowalski, Kmicic, klucznik Gerwazy czy Soplice. Są to typy waleczne, kresowe. Kresy bowiem położone były blisko „paszczęki tatarskiej”, a ze strony tej zawsze można było się spodziewać również najazdów Turków, Wołochów czy Siedmiogrodzian. Na porządku dziennym też były w owych czasach niepokoje społeczne i tzw. zajazdy sąsiadów. Ostatni zajazd na Litwie opisał Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu. Architektura dworu tego okresu musiała siłą rzeczy koncentrować się na funkcji bezpieczeństwa i obrony, a wygoda musiała zejść siłą rzeczy na drugi plan. Forteczki te musiały wyglądać naprawdę pięknie. Wydaje się najbliższymi ich krewnymi były drewniane kościółki i synagogi, których się trochę zachowało do dzisiejszych czasów. Architektura dworów w Łopusznej, Goszycach czy Ożarowie jest tylko jakimś echem tego co pozostało z dawnej formy fortalitium. Chciałbym tu też przywołać pamięć Wiśnicza Nowego, którego widoki tuż sprzed pożarów ocalił Juliusz Kossak.6 Gdy spojrzymy na te urokliwe domy z gankami, podcieniami i balkonami, to przed oczyma naszymi staje dawna Rzeczpospolita sarmacka.

Dwór królewski i magnacki pozostawał na zawsze niedoścignionym wzorem dla średniej i drobnej szlachty. Stamtąd właśnie przenikały mody i nowiny. Jaki był król taki magnat, jaki magnat taki szlachcic średni. Polską korektą do tej oceny byłaby nierzadka wcale wyższość rezydencji magnackiej nad królewską. Z drugiej strony, często i gęsto nawet senatorowie mieszkali w drewnianych dworach.

Każdy dwór miał ganek, przez który wchodziło się do sieni. Sień odgrywała rolę głównego pomieszczenia, bo to tam przyjmowano gości. Jej część męska była bardziej otwarta, podczas gdy żeńska zachowała charakter intymny. Dwór posiadał na rogach cztery alkierze. Na jego ścianach wisiały portrety przodków oraz rozmaitego kalibru zdobycze wojenne. Konia z rzędem temu kto dziś wie co oznaczają takie oto nazwy: jantagan, janczarek, kulbak, czaprak czy żupan. Co jest zadziwiające to to, że ukształtowany na Kresach Rzeczpospolitej pod wpływem obcych, orientalnych wzorów styl sarmacki często przeciwstawiany był cudzoziemszczyźnie. By całe zagadnienie jeszcze bardziej zagmatwać, najstarszy z polskich oświeceniowych komediopisarzy (koniec XVIII wieku), Franciszek Bohomolec podawał Polakom za wzór Francję, a jednocześnie ośmieszał sarmatyzm i krytykował cudzoziemszczyznę.7 W czasach królów elekcyjnych ogół szlachty preferował króla Piasta – Stanisława Leszczyńskiego, Michała Korybuta Wiśniowieckiego czy Jana Sobieskiego ponad cudzoziemskich Wazów. August III Sas udawał króla Piasta w sarmackim kontuszu, ale siedzieć wolał raczej w Dreźnie niż w Warszawie. Wazowie zasadniczo nie lubili narodu nad którym panowali, i ubierali się po szwedzku. Jednakże Władysław IV się czasem i z tej rutyny wyłamywał.

Jakie więc było to urządzanie się na swoim w czasach dawnych? Literatura dawnych tekstów skłania mnie do stwierdzenia, że problemy natury estetycznej z którymi muszą się borykać współcześni Polacy, są tak stare jak stary jest polski dwór. Bezmyślne strojenie się ponad stan i uleganie obcym modom i zwyczajom, wprowadzanie tandety do wnętrz dworskich, było dość nagminne pod koniec wieku XVIII. Oddajmy na chwilę głos Jędrzejowi Kitowiczowi:

Od połowy panowania Augusta III, gdy weszło w modę powszechną synów pańskich i majętnej szlachty prosto ze szkół wysyłać za granicę dla nabycia poloru i dobrego gustu, wszczęło się obrzydzenie w narodzie całym do starych struktur, do starych meblów, czyli ruchomości. Skoro panicz po śmierci ojca został panem majętności, najpierwszą jego rzeczą stało się przerobić na nowy fason albo w cale rozwalić odebrany po pradziadach pałac, zamek, dwór, a nowy, choć słabszy, ale kształtniejszy postawić.8

Dowiadujemy się od Imć Kitowicza, że w Polsce nie było „poloru i dobrego gustu”, a to co młodzi przywieźli z zagranicy też nie było wysokiego lotu. Zbieranie mebli z pokolenia na pokolenie chyba również nie było w tym czasie w modzie, skoro obrzydzenie do starych ruchomości stawało się normą. Ten wzór gromadzenia z pokolenia na pokolenie narodził się więc chyba dopiero w czasach zaborów. Łoziński również nie dostarcza nam świadectwa wyobraźni i zmysłu dekoracyjnego dawnej szlachty polskiej. Tradycyjny dwór z czasów kiedy Polska jeszcze była Polską, miał, – jak pisał, Łoziński – swój zbytek; próżność i naśladownictwo łatwo przekraczało jego progi.9 Urastał on często ponad środki, którymi szlachcic dysponował. Drobny szlachcic często naśladował wielkiego pana, domorosły cieśla Mansarda i Lepautre’a, a średnia szlachta małpowała pałace magnackie, jak chociażby pałac Marszałka Wielkiego Koronnego projektu samego Fontany. To co początkowo wydawało się być marnym i naiwnym przenoszeniem form i ornamentacji z kamienia na drewno, w końcu przybrało cechy swojskiej oryginalności, którą cenimy do dziś. Powinna z tego też wynikać jakaś lekcja dla współczesnych architektów, którzy powinni się wystrzegać nadmiernego replikowania prostych form neo-klasycystycznych, a skupić swoją uwagę na malowniczości, która zawsze była wiodącą cechą sarmackiego domu.

Salon we dworze w Stryszowie

Polski malarz Jan Matejko jest jednym z tych artystów, ale nie jedynym, który nie tylko potrafił stworzyć swoją własną malarską wizję historii Polski, ale nawet starał się ingerować w architekturę. Bardzo dobitnym tego przykładem jest kamienica przy ulicy Floriańskiej w Krakowie, której barokową fasadę i przebudowę trzeciego piętra zaprojektował Matejko wraz z architektem Tomaszem Prylińskim.10 Na pierwszym piętrze zamieszkał Matejko z rodziną. Ciekawostką był tam salon w stylu makartowskim kupiony przez artystę w Wenecji. A czegóż w tym salonie nie było: meble z czarnego drewna inkrustowane kolorowym marmurem i kryte czerwonym adamaszkiem, czerwona sekretera ozdobiona filarkami z marmuru i złoconymi brązami. Wszystkie te pseudorenesansowe sprzęty były bardzo niewygodne, ale sprawiały bogate wrażenie, stwarzały ową malowniczość, a więc pewną malarską jakość. Niejednemu szlachcicowi bez dworu udało się stworzyć efekt podobny w bloku lub w starej kamienicy.

Analizując kwestie dekoracji wnętrza dzisiejszego powinniśmy sobie jednak zdawać sprawę że nasze możliwości też mają pewne określone granice. Trzeba w końcu pamiętać, że tradycyjny dwór szlachcica-Sarmaty należał do epoki do której nie ma powrotu. Dawny dwór był całkowicie niemal samowystarczalny i zamknięty w sobie. By mógł funkcjonować normalnie prawie wszystko wyrabiano w domu, gdyż wyjazdy na jarmarki były rzadkie, a drogi podłe i często nie przejezdne. Dlatego też dwór musiał mieć swoich rzemieślników: cieślę, kołodzieja, krawca, kowala, szewca, piekarza, itd. Miast w dawnej Rzeczypospolitej było mało, a miasteczek mrowie. Niestety nie wiele można było w nich kupić. Toteż kogo było stać, sprowadzał towar z Gdańska, Lwowa czy z zagranicy. Z czasem jednak zaczęto podrabiać zachodnie idee. A oto co Kitowicz pisze o zapobiegliwości w naszych przodkach z czasów saskich:

Od tego czasu zagęściły się w całym kraju fabryki pałaców murowanych, w ozdobie i kształcie z zagranicznymi walczących. Meble także staroświeckie, owe to obicia wiekuiste adamaszkowe, z pokojów powyrzucano, chwycili się obiciów lekkich, najprzód brukatelowych, podobieństwo adamaszku mających, ale tańszych, dlatego nawet i szlachcicowi o jednej wiosce do nabycia łatwiejszych; lecz i te niedługo zarzucono. Weszły w modę obicia płócienne w kwiaty i różne figury malowane, wesołe, choć podłe i nietrwałe. Dalej znowu nastały obicia papierowe, takiegoż kształtu jak płócienne, a że jeszcze od płóciennych tańsze, bo łokieć takiego obicia papierowego spadł na końcu panowania tego króla do złotego jednego, za czym nie tylko już pańskich pokojów, ale też i mniejszej szlachty, a na ostatku żadnego domu majętnego mieszczanina i księdza plebana nie obaczył, papierowym obiciem nie obitego.11

Czy ten opis nie przypomina czasów nam współczesnych? Tyle, że dla usprawiedliwienia możemy sobie powiedzieć: nie jesteśmy pionierami bezguścia (jeśli takie się gdzieś pokazuje), gdyż dekorowanie na pokaz jest naszą narodową przypadłością z dawien dawna.

Dwór neo-klasycystyczny i jego mieszkańcy

Ten typ architektury dworskiej ma z pewnością mniej wspólnego z sarmacką kulturą szlachecką niż wcześniej opisane. Jego ingres do Polski należy wiązać z napływem idei oświeceniowych z Francji. Neo-klasycyzm rozplenił się w Polsce za czasów królów z dynastii saskiej i Stanisława Augusta Poniatowskiego, i, co może dziwić, stworzył podstawy dla rozwoju budownictwa dworskiego w stylu który dziś uważamy za narodowy. W takim modelowym polskim dworku, w Żelazowej Woli, urodził się w 1810 roku Fryderyk Chopin. Jednakże już od lat 40-tych poprzedniego stulecia idee Oświecenia znajdowały coraz silniejszy grunt na ziemiach Rzeczypospolitej, ale bynajmniej nie oznaczało to końca polskiego sarmatyzmu, gdyż pierwsze pokolenie ludzi oświecenia to byli wywodzący się przeważnie ze szlachty duchowni, którym na sercu leżała poprawa edukacji w Polsce, a nie walka z Kościołem. Stanowili oni aż 40% wśród czołowych przedstawicieli epoki oświeceniowej. Nic dziwnego że zjawisko w całokształcie epoki często nazywane jest oświeceniem katolickim. Nurt oświeceniowy nie był też skierowany przeciw szlachcie jako takiej choć krytykował sarmackie zacofanie. Czołowi jego publicyści (Konarski, Bohomolec, Krasicki, Czartoryski) postulowali nowy wzór osobowy „oświeconego szlachcica”. Upadek państwowości polskiej sprawił jednak, ze wielu przedstawicieli szlachty widziało potrzebę wzięcia w opiekę mieszczan i chłopów, szerzenia edukacji świeckiej tolerancji religijnej wśród wszystkich klas społecznych. To właśnie oświecona, i przeważnie katolicka szlachta zasili później szeregi powstania listopadowego, formacje wojskowych AK, WiN i NSZ, da ofiary krwi na wszystkich frontach II wojny światowej, a w dworach swych przechowa dziedzictwo narodu, które dziś w dużej mierze stanowi część zbiorów muzealnych.

Dwór, kresy.pl

Sarmatyzm polski: miłość Ojczyzny, gotowość do poświęceń, wierność wierze przodków nie zaginie, i kiedy obce moce nazistowsko-bolszewickie niemal zniszczą polskie elity ziemiańskie, oficerskie i profesorskie, na czoło wysunie się Kościół Katolicki. Pod wodzą wielkich osobistości: książę-kardynał Adam Stefan Sapieha, prymas Stefan Wyszyński, Karol Wojtyła (Jan Paweł II), i wielu innych duchownych, Kościół stanie się twierdzą wiary i polskości; bronić będzie wartości chrześcijańskich, stanie na straży kultury ojczystej i instytucji rodziny. Plebania stanie sie polskim dworem w zastępstwie dworu ziemiańskiego zniszczonego dekretami władzy komunistycznej. W swym przesłaniu wygłoszonym w Rzymie w 1984 Jan Paweł II powiedział:

Zachowanie tożsamości kultury narodu to zachowanie jej moralnych wartości. Tylko w oparciu o nie może rozwijać się prawdziwy humanizm, godność człowieka, prawdziwa wolność. Naród zachował mimo przeszło stu lat swoją tożsamość dzięki własnej kulturze (…). Kultura to dzieła literackie, plastyczne, muzyczne, to dzieła historyków. Ale kultura przede wszystkim to człowiek. Jaki jest ten człowiek, taki będzie naród. Jeśli będzie on moralnie zdrowy, jeśli będzie żył z Chrystusem, to będzie spełniał również swoje polskie i polonijne powołania. Zachowa w następujących po sobie pokoleniach świadomość przynależności do polskiego narodu, do polskiej kultury, tak głęboko zakorzenionej w chrześcijaństwie.12

Ten największy z rodu Polaków był spadkobiercą olbrzymiej spuścizny narodowej, która w dużej mierze przetrwała do naszych czasów dzięki woli i determinacji polskiego ziemiaństwa zamieszkałego przez wieki we dworach, choć sam ziemianinem nie był.

W sentymencie narodowym dwór klasycystyczny wiąże się z ułanem pod okienkiem, Żelazową Wolą Chopina, powstaniami przeciw Rosji 1830 i 1863 roku. Takie dwory palili Szela, Napierski i bolszewicy w 1920 roku. W latach II Rzeczpospolitej, po 123 latach niewoli, zdziesiątkowane polskie ziemiaństwo ponownie stanęło na wysokości zadania by odbudować co się da, oraz zbudować nowe siedziby, a w nich przechować polskość dla następnych pokoleń.

Klasycyzm nie jest wytworem polskiej cywilizacji, nie mniej jednak to klasycystyczny dwór urósł do roli narodowego bastionu. Opiewany był i jest w literaturze, malarstwie i muzyce, stał się jakiś zrządzeniem historii, z naśladownictwa zachodnich wzorów, symbolem swojskości.

Tak oto dobrnęliśmy do naszych czasów. Siłą rzeczy model Sarmaty we dworze musiał ulec do tej pory daleko idącym modyfikacjom. Być może ostatnim prawdziwym Sarmatą -szlachcicem i prawdziwym rycerzem Rzeczypospolitej był Marszałek Józef Piłsudski. Ten syn szlachty kresowej urodził się w dworze zułowskim, uwielbiał spędzać czas w Pikieliszkach, a ostatnie lata życia spędził w Sulejówku. Znamienne, że w 250 rocznicę odsieczy wiedeńskiej ten wielki mąż stanu złożył trybut innemu polskiemu Sarmacie – Janowi Sobieskiemu.

Dwór sarmacki w XXI wieku: nowi we dworach

Mały szum wokół budownictwa dworskiego to rzeczywiście promyk nadziei w państwie niepodległym, którego władcy nie do końca rozumieją, lub chcą zrozumieć polską historię i polską drogę do wolności. Jest rzeczą oczywistą, że to właśnie lewica polska osobą Aleksandra Kwaśniewskiego (oraz obecnie rządzący liberałowie, którzy jej świecki program wyjaławiania Polski popierają) zablokowała zwrot własności ziemskiej prawowitym właścicielom. Obecnym trendem staje się coraz bardziej wyprzedaż własności ziemskiej i nieruchomości w obce ręce. W agendzie obecnego rządu zwrot tzw. własności żydowskiej ma więcej znaczenia niż zwrot własności ziemskiej zabranej Polakom w wyniku reformy rolnej. Ale, ta „nowa wojna współczesnej Europy” jest czymś znacznie więcej niż tylko wojną o wywłaszczenie Polaków, ona jest wojną o pozbawienie Polski jej narodowego charakteru. Po odsunięciu najbardziej patriotycznej warstwy w polskim społeczeństwie, czyli ziemiaństwa obecnym wrogiem numer jeden jest Kościół Katolicki i jego wierni, którzy stanowią bezsilną większość w obecnej dupokracji. Popieranie środowisk ziemiańskich byłoby w tym sensie kontra-produktywne od zamierzonego celu – pozbawienia Polski niedobitków elit patriotycznych oraz eliminacji moralnego i duchowego przywództwa Kościoła. Sam patriotyzm jest nagminnie wyszydzany w mediach jako przestarzała postawa przynależna narodowcom, faszystom i innym oszołomom.

Ambiwalentne postawy tzw. ludzi kultury wychowanych na przywilejach komunistycznego państwa, dla których kwiatki na grobach żołnierzy radzieckich są ważniejsze niż te na trumnie polskiego prezydenta, muszą dziś znaleźć odpór w renesansie środowisk chrześcijańskich skupionych wokół „oczyszczonego z plew” Kościoła. Tak zwana homogenizacja (dawniej homogenizowane były serki i mleko), czyli ujednolicanie kultur, które odbywa się dziś pod dyktando wielkich mocarstw, może środowiskom patriotycznym wyjść tylko na dobre. Podobnie rzecz się przecież miała z Kulturkampfem Bismarcka: miał on zniszczyć polską kulturę i gospodarkę, a pomógł je odbudować. To z czym mamy obecnie do czynienia to też jest Kulturkampf, tyle że neo-liberalny z odcieniem palikotowym. Jeśli tendencje te się nasilą to Chrześcijanie będą mieli zakazane używać krzyża, a choinka też może zostać zabroniona, bo obraża uczucia ludzi świeckich, którzy to na pewno odwołają się do trybunału w Strasburgu. Choinka już raz obraziła jednego pana na lotnisku w Seattle, to może to uczynić powtórnie. Za czasów Leszczyńskiego dużo lepsze rzeczy docierały do nas ze Strasburga, a może nawet sam pan Karol Strasburger, ale tego nie jestem pewien. Wiem natomiast prawie na pewno, że franfurtery to z Frankfurtu, a hamburgery z Hamburga za pośrednictwem Nowego Jorku (czyli New Yorku).

Co więc narodowi polskiemu pozostaje: zawołać braci do bułata. Bo, zadaniem każdego Polaka miłującego Ojczyznę (co tu ukrywać-Sarmaty), i to nie ważne jest gdzie on dzisiaj pomieszkuje (mamy globalizację przecież) jest dziś działanie takie by było coraz więcej Polski w Polsce. Im więcej zbudujemy dworów, im więcej Sarmatów we dworach, tym więcej Polski w Polsce. To nie jest jakaś wyższa matematyka. Ktokolwiek próbował z opornikami za poprzedniej „dynastii”, to wie że to musi się udać. Internet też pomoże, nawet premierowi pomógł.

Ponieważ dziś już nie rycerz-rolnik, lecz ludzie rożnych profesji zamieszkują polskie dwory, więc umówmy się, że to są nasi dzisiejsi ziemianie, nawet jeśli nie posiadają ziemi. W kwestii masowego powrotu ziemian-rolników niestety nie da się już zbyt wiele zrobić, gdyż struktury feudalnego państwa są nie do odbudowania (co nie oznacza że nie można przywrócić monarchii; Hiszpanie przywrócili). Nowy ziemianin musi być człowiekiem współczesnym, Sarmatą XXI wieku, a nie naiwnym gawędziarzem z XVII wieku. Cechą naszych czasów jest szybkość, mobilność, dostęp do wiedzy i swobodny przepływ idei, których ze względu na obecność internetu nie da się zahamować instytucjonalnie. Polskie ziemiaństwo powinno dostrzec w tym atut, a nie nowinkę-zagrożenie. Działalność odmłodzonego ziemiaństwa powinna przybrać charakter globalny i uwolnić potencjał patriotyczny wśród Polaków za granicą. Dwór jest szansą dla podupadłej kultury na wsi, gdyż coraz częściej zamieszkują go ludzie związani z nauką, kulturą, sztuką, ekonomią, a także rolnictwem. Nowi właściciele często występują z przeróżnymi inicjatywami społecznymi, kulturalnymi i gospodarczymi.

Kim są nowi mieszkańcy dworów i pałaców?

Gdybym miał odpowiedzieć w jednym zdaniu na to pytanie to zdanie to brzmiałoby mniej więcej tak: W przeważającej mierze są to ludzie szlacheckiego (herbowi) lub nie-szlacheckiego pochodzenia, którzy w dworze się nie urodzili, ale posiadają świadomość narodową polską, umiłowanie polskiej historii i tradycji oraz pragnienie kultywowania życia rodzinnego po staropolsku. Zdaje sobie sprawę, że jest to jednak uogólnienie, które nie może być całkowicie wyczerpującą odpowiedzią. Jednakże mam chyba rację na tyle, że znikomy procent tych dawnych właścicieli, którzy się we dworze urodzili, nawet zaraz po wojnie, do dworów powrócił. Załóżmy, że jeśli ktoś przyszedł na świat przed wejściem Sowietów, to dziś będzie w wieku emerytalnym, ok. 67 lat. Nie ma szczegółowych studiów na ten temat, ale gro ludzi we dworach to ludzie o pięknych nazwiskach, ale niekoniecznie wywodzących się z przedwojennego ziemiaństwa. Nie chcę tu roztrząsać pojedynczych przypadków, ale upadek państwowości polskiej sprawił, że wiele rodzin zagubiło swoją tożsamość, a nawet swoje herby, a inne sobie tą tożsamość dorobiły. ‚Teki Dworzaczka” najlepiej dowodzą jak niekompletna jest genealogia dawnych rodzin polskich. Część szlachty podkarpackiej, na przykład, zgubiła herby w czasach zaborów, a wielu ziemian w zaborze rosyjskim nie było w stanie udowodnić szlachectwa. W zaborze pruskim szlachcicem mógł być tylko ten kto miał majątek. W ten sposób schłopiało wiele rodzin. W obecnym systemie społecznym nie ma przeciwwskazań by osoba stanu nie-szalcheckiego zbudowała sobie dwór, jeśli tylko ją na to stać. Tak zresztą było i dawniej, tyle że kompetycja szlachty z mieszczaństwem doprowadziła do obostrzeń w tej sprawie.

Wiele rodzin o pochodzeniu burżuazyjno-mieszczańskim otrzymało tytuły od zaborców. Należy jednak przyjąć, że jakiś przyzwoity procent nowych ludzi we dworach to ziemianie z rodowodem. Świadomość rodzinnych korzeni jest bardzo ważna dla osób zdeterminowanych do powrotu na włości. Jednakże spora cześć mieszkańców dzisiejszych dworów to ludzie nowi, którzy kulturę szlachecką kochają i uważają za swoją. Ucieczka do swojskości jest reakcją na postępujące procesy globalizacyjne i niwelowanie różnic kulturowych. Otóż dla Sarmatów genetycznych i tych co się sami swą pracą zaadoptowali do sarmatyzmu dwór jest niszą, która zapewnia utrzymanie tożsamości. Jest to zjawisko jak najbardziej normalne i pozytywne.

Dwór

Sarmaci XXI wieku mają coś wspólnego z tym opisanymi wcześniej przez Tadeusza Mańkowskiego; są to ludzie z reguły wykształceni i majętni, którzy mają coś do powiedzenia w kraju, który po 1989 odbudowuje swoje architektoniczne, i szerzej ujmując, kulturowe „ja”. W tej nowej formule współczesny szlachcic, a może właściwiej – człowiek z dusza Sarmaty wnosi nowe wartości, które wynikają z jego profesjonalnej działalności. Ciągle, najlepszym rozwiązaniem byłby gdzie tylko możliwe powrót spadkobierców dawnych właścicieli, gdyż to oni mają najwięcej prawa do tego by kontynuować co ich przodkowie zaczęli. Przykład Sancygniowa k/Pińczowa, który od XVI w. in. do Sancygniowskich i Dembowskich, by w 1835 stać się własnością francuskiej rodziny Descours (Deskur), to jedna z najpiękniejszych siedzib rodzinnych, która szczególnie zasłużyła się Polsce. Andrzej Deskur zapłacił zesłaniem na Syberię za udział w powstaniu styczniowym, Józef Deskur był malarzem, a Andrzej Maria Deskur kardynałem, który wydatnie przyczynił się do wyboru Karola Wojtyły na papieża. W 1995 zmarła ostatnia prawowita dziedziczka Sancygniowa w prostej linii. Dziś Deskurowie polscy mieszkają głównie w USA i Kanadzie, a francuska ich gałąź, jak zawsze, we Francji.

Kiedy rok 1989 przyniósł Polsce niepodległość, wielu praworządnie myślących Polaków wierzyło (może naiwnie?), że państwo polskie zrobi co w jego mocy (ale nie robi!) by potomkowie dawnych polskich właścicieli mogli powrócić do domów swoich przodków. W końcu to od nich samych powinno zależeć co dalej robić z odzyskaną własnością: kontynuować działalność ziemiańską, a może otworzyć hotel czy gospodarstwo agroturystyczne, albo sprzedać komuś innemu. Stało sie jednak inaczej; sprawy majątkowe ciągną się latami, a własność prawowitych właścicieli do dziś marnieje w rękach bardzo niekompetentnych urzędów gminnych, choć i tu zdarzają się szlachetne wyjątki. Co więc Polsce pozostaje to prywatna inicjatywa, młody 20-letni świat biznesu, i Polacy powracający do kraju. Oby tych powrotów było jak najwięcej. Zaapeluję więc z tego miejsca: rodacy wracajcie, Ojczyzna was potrzebuje!!! Tych Polaków w kraju, którzy krytycznie są nastawieni do polskiej cudzoziemszczyzny proszę o zrozumienie, gdyż wielu Polonusow musi się uczyć Polski na nowo; oni potrzebują waszej przyjaźni i pomocy. Liczy się tu polskie serce i dobra wola. Chyba nikomu już dziś nie powinno przeszkadzać, jeśli dajmy na to Deskurowie kanadyjscy przywieźliby ze sobą ładne edwardiańskie lub wiktoriańskie meble, i to cały komplet. Polska na tym by tylko zyskała… Staropolskie przysłowie mówi: Od przybytku głowa nie boli. Poza tym jeśli dzisiejszy szlachcic jest tak bogaty jak dawniej magnat, to dlaczegóż by nie miał podstroić swego domu bogaciej. Któż miałby mu zabronić zbudowania nowego pałacu, a z obecnego dworu uczynić oficynę? W końcu dawna bogata szlachta robiła podobnie.

Atrakcyjność polskiej kultury oraz polska gościnność sprawiały, że nie jeden Niemiec, Francuz, Żyd, Szkot czy Włoch znalazł tu dom. Dlatego też nie powinna nikogo zdziwić historia opisana poniżej. Oto we dworze w Tomaszowicach, należącym niegdyś do Konopków, od 11 lat rezyduje już Ziyad Raoof z irackiego Kurdystanu, kraju podzielonego tak jak kiedyś Polska pomiędzy obcych. Oczywiście nikt nie chciał w gminie cudzoziemskiego dziedzica. Ale nowy właściciel o manierach ministra spraw zagranicznych wykonał doskonałą robotę w swej Tomaszówce; zerwał tynki by pozbyć się nieopisanego fetoru, a w trakcie interesował się polską kulturą, korzystał z rad historyków sztuki i czytał tomy Aftanazego. Stworzył klimat szlacheckiej siedziby, a jego dwór to prawdziwy skarbiec orientalnych przedmiotów tak miłych Sarmatom: rzeźby, wschodnie kobierce, obrazy, stare meble. I tu moglibyśmy sobie rzec: no tak, ale to nie całkiem polski dwór. Ale pan Raoof się tu ożenił, tu żyje, i tu ma dzieci. Co więcej, w tym dworze zaistniało coś takiego jak gust właściciela i zmysł dekoratorski. Jedyną rzeczą którą można by tu uznać za „negatywną” jest to że właściciel nie miał był szczęścia urodzić się Sarmatą. Przykład Deskurów, Denhoffów i wielu innych pokazuje, że nie zawsze jest to konieczne. I…pańskie oko konia tuczy. Kiedy gospodarz po polu nie chodzi, nic mu się na nim nie urodzi. Najwyraźniej nowy dziedzic zna polskie przysłowia. W międzyczasie w Tomaszowicach narasta nowa warstwa tradycji orientalnej.

Sarmaci

Naturalnie może się nam czasem nie podobać, ze właściciel dworu przeznaczył swój własny dwór na cel inny niż mieszkalny. Problem robi się problemem większym jeśli takie wystawione na oko publiczne „dzieło” spotyka się z ostrą krytyką tych co wiedzą dokładnie jak polski dwór czy pałac ma wyglądać. Tu przytoczę dłuższy fragment artykułu Pani Joanny Bojańczyk, który bardzo mi przypadł do gustu:

Estetyka supermarketu rządzi w zabytkowych wnętrzach hoteli. Tam, gdzie pracowali sprowadzani z Włoch artyści, dziś panoszy się prostactwo i tandeta.

Podróżniku po Polsce, jeżeli sądzisz, że zatrzymując się w hotelu mieszczącym się w obiekcie zabytkowym, będziesz błądzić po zamkowych korytarzach, stąpać po skrzypiących podłogach, jeść kolację przy świecach w nastrojowej jadalni, ostrzegam, że może spotkać cię zawód. Jest większa szansa, że zamieszkasz w pokoju z przepierzeniem z dykty, zaśniesz na tapczanie z laminatu z wymalowanym numerem inwentaryzacyjnym. Kolację podadzą Ci na obrusie z drapowanego nylonu wśród sztucznych kwiatów i patyków posprejowanych na złoto. Za to od rana do wieczora wszystkim czynnościom w obiekcie zabytkowym towarzyszyć będzie muzyka disco. Nagłośnienie jest inwestycją, na której właściciele nie oszczędzają.13

No cóż, i tak bywa, i bywało. Ale, podróżniku po Polsce, pamiętaj, w Polsce jest sporo już dobrych hoteli w dawnych i nowych dworach. A to, ze polski Sarmata jak był tak jest dekoratorem porywającym się z motyką na słońce, nie jest niczym w tradycji polskiej nowym. Cudem polskim jest to, że zaczynamy mieć hotele, nawet we dworach. Naturalnie jak się przesiedziało dwa miesiące dajmy na to w Hiszpanii, gdzie monarchia była prawie zawsze, to wiele rzeczy może w Polsce mierzić. Na obronę własną i tych, którym bezinteresowna krytyka dokucza muszę powiedzieć otwarcie: ja tej republiki-dupokratycznej nie wymyśliłem. Dzisiejsze narzekania i utyskiwania, że dwór nie jest muzeum z XVIII lub XIX wieku przypominają jarmolenie Pana Kitowicza, który nie mógł pogodzić się z faktem, że czasy uległy zmianie. Wtedy młodzi, powracający ze szkół w wielkich miastach Zachodniej Europy, jak ich antenaci dziś, chcieli wnieść nowego ducha do prowincjonalnych zaścianków. Tu napotykali na opór starszyzny jak zwykle z pasją broniącej tradycji. Ale czyż tradycja to coś stałego i niezmiennego, czy raczej coś co ciągle puchnie i narasta? W moim odczuciu to ostatnie. Jest nam wstyd: niektórzy właściciele dworów nie celują w dobrym guście, ale jest możliwe, że na nowy gust właściciel dworu-hotelu czy zamku-hotelu właśnie zarabia, a dobrego gustu dopiero się uczy. Polska to nie Francja, Anglia, Hiszpania czy Włochy, od 216 lat nie mieliśmy tu króla z prawdziwego zdarzenia.

Ale żeby zmartwić najbardziej negatywnych czytelników i krytyków muszę przyznać, że nie mało też było, i jest, historii pozytywnych. W Brzostkowie koło Jarocina Pan Tadeusz i Aldona Zyskowie z zachowaniem dobrych porad konserwatorów zabytków odbudowali dwór niegdyś należący do Antoniego Ponińskiego. Przy budowie użyto zaprawy wapienno-piaskowej, tak jak to czyniono dawniej, oraz wykorzystano cegłę z rozbiórki. Dla podtrzymania autentyczności obiektu właściciele zrezygnowali z gipsowych ścian, podwieszanych sufitów i paneli podłogowych. Podłogę ułożono z nieprzebranych desek z okolicy. Efekt końcowy jest doskonały; patriotyczna postawa oraz miłość do rodzimej historii oddała Polsce do niedawna zdewastowany dwór. Patrząc nań odnosi się wrażenie, że nie było nigdy PRL-u, a życie toczy sie po staremu.

Janusz Petelicki z żoną kupił ćwierć wieku temu dwór w Sokulach na Mazowszu. Dwór zbudowany na przełomie XVII i XVIII wieku był w tak opłakanym stanie, że właściciele musieli mieszkać przez 10 lat w oficynie. Petelicki jest lekarzem weterynarii, ale i spełnił swoje życiowe marzenie by mieszkać na wsi i mieć gospodarstwo rolne. Dzięki determinacji Petelickich, mamy do czynienia z odrodzeniem się siedziby ziemiańskiej, i to bardzo starej. Sama droga do dworu jest bajecznie piękna, wysadzana kasztanami. Na osi drogi znajdują się drzwi wejściowe do dworu, a po drugiej stronie, na przedłużeniu osi – kapliczka. Dwór cieszy oczy doskonałymi proporcjami: murów, okien i czterospadowego dachu. Ten ostatni wykonano nie z gontu, lecz z wióru, którego jest pod ostatkiem w okolicy. Jako ciekawostkę należy podać, że w Sokulach Jerzy Antczak kręcił „Noce i dnie”, a filmowcy pozostawili w spadku cieknący dach.

Różni, ciekawi możnaby rzec ludzie, mieszkają dziś w dawnych polskich dworach i pałacach. Dziedziczką pałacu w Ryczowie, jest znana z prowadzenia w Krakowie popularnej galerii sztuki współczesnej o nazwie „Zderzak”, Pani Marta Tarabuła. Pałac, położony w dawnym Księstwie Oświęcimsko-Zatorskim należał do jej dziadka generała Zygmunta Piaseckiego i odkupiony został od gminy przez jej matkę za symboliczną złotówkę. Jest to jeden ze wspomnianych wcześniej szlachetnych wyjątków jeśli chodzi o zarząd gminny. Od kilkunastu lat w pałacu prowadzone są prace by przywrócić mu pierwotny wygląd.

Wprowadzanie się ludzi światłych i wykształconych do pałaców i dworów jest szansą dla polskiej prowincji. Niejednokrotnie małe wsie i osady trafiają na turystyczną mapę polski. Odbudowany przez panie Ostrowskie pałac w Korczewie nad Bugiem, k/Drohiczyna, pamiętam z objazdu obozu studenckiego z czasów gdy w Polsce rodziła się Solidarność. Dziś tej solidarności jest jak gdyby mniej, ale za to przybywa dworów i pałaców. I z tego trzeba się umiarkowanie cieszyć. Sam pałac w Korczewie stał się nie tylko ponownie domem Ostrowskich, ale również ośrodkiem życia kulturalnego okolicy. Króluje w nim styl z lat 20-tych i 30-tych. Szczegóły można zobaczyć na you tube.

Sarmata

Staropolski duch sarmacki powraca do dworów i pałaców. Ich nowi mieszkańcy to ludzie zdeterminowani, o wielkim sercu, i często wielkiej wyobraźni, którzy gotowi są często poświęcić wszystkie swoje oszczędności by zrealizować swoje życiowe marzenie. Czy po swoich życiowych doświadczeniach (często emigracyjnych) mają po prostu dać się wcisnąć w jakiś barokowy czy neo-klasycystyczny szablon, czy też coś znacznie lepszego ma się z ich woli i determinacji urodzić. Bo przecież powrót dworu do polskiego krajobrazu nie musi być wcale szablonowy. Budownictwo dworów powinno zwrócić się również ku gotykowi, neo-gotykowi, renesansowi i neo-renesansowi, a także formom eklektycznym. Od Łozińskiego możemy się dowiedzieć, że malowniczość dworu kształtowała się na przestrzeni wieków poprzez rozbudowy, przebudowy i robienie dobudówek. Na malowniczość dworu składały się również spichlerze, stajnie, chlewy, obory, altany i kaplice. Podobnie, dekoracja wnętrza jest czymś bardzo osobistym i własnym, lecz o ile przywracanie dawnych dworów do ich pierwotnej formy jest obowiązkiem patriotycznym i społecznym, o tyle w nowych domach powinno być pole do szerokiego popisu dla ich właścicieli. Są to przecież często ludzie obeznani w świecie, koneserzy sztuki i smakosze dobrego wina, więc wybory powinny należeć do nich samych. Inspiracji, szczególnie dla nowych dworów, powinno być mnóstwo. Domy polskich artystów zamieszkałych we Włoszech czy Francji to tylko jedna z takich dodatkowych inspiracji. Dodatkowo na rynku jest wiele czasopism dotyczących architektury.

Spojrzeliśmy trochę w przeszłość byśmy mogli zobaczyć jak z nieswojskości rodziła się polska swojskość i skąd się brały od pokoleń nagromadzone pamiątki. Tych pamiątek już nie ma, dlatego większość dworów będzie dekorowana gustem właściciela i replikami wykonanymi współcześnie, gdyż innej rady nie ma. I dziś szlachta dzieli się na bogatą i ubogą, stad nie każdego stać na drogie antyki. Narzucanie właścicielom profilu dekoracyjnego jest niepoważne, choć oni sami mogą się zwrócić do historyka sztuki czy dekoratora wnętrz jeśli sobie tego życzą. Każdy ma prawo mieć swoją własną wizję dworu: wewnątrz i zewnątrz, ale powinna ona być podparta pewną wiedzą architektoniczną. Cóż, dla przykładu, zrobić z pewną szlachcianką pochodzenia tatarskiego, której nazwiska tu nie wymienię, a która to niewiasta nie lubi…eklektyzmu we wnętrzu? Jej się po prostu nie podoba sama idea gromadzenia przedmiotów z różnych epok w jednym dworze. I tu dotykamy bardzo ważnego problemu, bo dom to nie muzeum, choć ma uszanować tradycję. Czym jest architektura wnętrz dziś? Czy właściciel ma prawo do wyciśnięcia swego „ja” w swoim dworze, bez narażenia się na negatywną opinię – no tak, ale to na dwór mi nie wygląda, albo z dworem nie ma nic wspólnego. Tylko czas może skorygować te problemy, bo prawdziwi koneserzy nie rosną jak grzyby po deszczu. Póki co cieszmy się, że coś się ruszyło. – „Dalej bracia do bułata, wszak nam dzisiaj tylko żyć, pokażemy, że Sarmata umie zawsze wolnym być…”

dr Zygmunt Jasłowski

Przypisy
1. Łoziński, Władysław, Życie polskie w dawnych wiekach, Wydawnictwo Literackie Kraków, 1978, s. 81.
2. Potocki, Wojna chocimska, Zaklad Narodowy im. Ossolinskich, 2003.
3. Pasek, Jan Chryzostom, Pamiętniki, Wydanie zupełne, (Biblioteka Pisarzów
Polskich), nr 81., Kraków 1929, Nakł. Polskiej Akademii nauk.
4. Mankowski, Tadeusz, Genealogia sarmatyzmu, Warszawa, 1946, s. 31.
5. Łoziński, ibid., s. 65-66.
6. Olszański, Kazimierz, Juliusz Kossak, Ossolineum, Wrocław, 1988, s. 9.
7. Bohomolec. Komedie na teatrum, PIW, Warszawa, 1960.
8. Kitowicz, Jędzrzej, Opis obyczajów w Polsce za panowania Augusta III, internet
9. Łoziński, ibid., s. 80.
10. Łepkowski, Edward, Obrazy olejne i akwarele Jana Matejki, Wydawnictwo
Sztuka, Warszawa, 1955, s. 7.
11. Kitowicz, C, ibidem.
12. Jan Paweł II (Karol Wojtyła), Przemówienie w Rzymie, 1984.
13. Bojańczyk, Joanna, Masakra rodem z supermarketu w zabytkowych hotelach, Rzeczpospolita, 29 lipca 2008.

Ilustracje dobrane przez Autora pochodzą ze zbiorów własnych oraz Internetu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *