Józef Brandt, Powrót z Wiednia (z lupami), obraz olejny, ok.1880

Skarby Orientu

Orientalia we dworze staropolskim były czymś zupełnie naturalnym w okresie ożywionych kontaktów ze Wschodem – wojen, poselstw, jasyrów czy intensywnej wymiany handlowej. Posiadanie pięknych, egzotycznie wyglądających przedmiotów było marzeniem każdego szlachcica, od zagrodnika począwszy, a na wojewodzie, hetmanie czy królu skończywszy. Dwór ze słomy, tak pięknie opisany i pokazany w tym portalu przez pana Jacka Kluszewskiego, bardzo pasuje mi do tej barokowej opowieści. Jeśli spojrzymy na jego rozkład, dostrzeżemy, iż znajdują się tam dwa pomieszczenia idealnie nadające się do prezentacji przedmiotów pochodzenia wschodniego – osiowo położona sień oraz gabinet pana domu, a i w jadalni też dało by się coś umieścić.

Pomimo, że dziś o łupy wojenne jest raczej trudno, to jednak są sposoby by znaleźć przynajmniej kilka atrakcyjnych skarbów wschodniej prowiniencji. Moda na orientalia na szczęście nie umarła, a sposobów na ich zdobycie też nie brak. Cóż możemy uczynić by dwór nasz nabrał charakteru domostwa przypominającego dobre czasy I Rzeczpospolitej? Pamiętać należy, że ludzie baroku uwielbiali przepych i dekoracyjność nawiązującą do splendorów Wschodu. Rzecz w tym, by nie przesadzić, bo produktem finalnym ma być atmosfera szlacheckiego dworu z wieku XVII i XVIII, a nie pałac padyszacha. Musimy się przeto przyjrzeć temu, jak nasi przodkowie adaptowali wschodnie przedmioty do swoich potrzeb.

Prym w gromadzeniu skarbów wiódł dwór królewski oraz dwory bogatych magnatów. Czapliński i Długosz zadali sobie pytanie dlaczego, w jakim celu nawet w małych dworach gromadzono zdobyte w różny sposób kosztowności, nie tylko zresztą pochodzenia wschodniego.[1] Odpowiedź jaką znaleźli była dość prosta: była to sprawa prestiżu, ale w jeszcze większym stopniu rozumne działanie mające na celu zabezpieczenie się na wypadek ewentualnych kłopotów finansowych. Nietrudno sobie wyobrazić, jakie to mogły być kłopoty – nagła śmierć w rodzinie, wykupienie krewnego z jasyru, podróż zagraniczna, zniszczenia wojenne i cała reszta, na którą wyobraźnię naszą stać. Mentalność gromadzenia – spiżarniowa, jakbyśmy ją nazwali – była rzeczą normalną na folwarku, który był prawie samowystarczalny w kwestii żywności, wyposażenia dworu, stajni i obory. Wszystko inne było przedmiotem zbytku: można to było tylko kupić lub zdobyć na wojnie. Asortyment towarów orientalnych, który można było napotkać w ówczesnej Polsce był ogromny, obecny w olbrzymiej różnorodności i prezentował się niezwykle efektownie. Wystarczy tylko popatrzeć na barokowe portrety Polaków i od razu, bez trudu dostrzeżemy tam orientalia.

Nie oznacza to naturalnie, że przedmioty, odzież czy militaria pochodzenia zachodnioeuropejskiego są tam nieobecne. Ale to właśnie wpływy Wschodu były najsilniejsze, ponieważ szlachta polska stykała się podczas walki, w czasie podróży dyplomatycznych, a nawet w tureckim jasyrze (tzn. niewoli) ze wschodnią skłonnością do nadmiernego przepychu, co musiało jej imponować. Łupy zdobyte na wojnach w poważnym stopniu wpływały na kształtowanie się gustów. W Polsce kolekcjonerów orientaliów nigdy nie brakowało, a królował w tym względzie Jan III Sobieski, pogromca Turków spod Wiednia.

Orientaliści polscy jak chociażby prof. Tadeusz Majda (zm. 2013), są zdania, że nasi przodkowie w największym stopniu wzorowali się na detalach, które zauważyli na importowanym towarze ze Wschodu. Widoczne to było szczególnie na przykładzie pasów i szarf oraz tkanin. [2] Ormianie czy Żydzi przywozili z Azji Mniejszej drogocenne jedwabie przetykane złotymi i srebrnymi nitkami, które oczywiście na miejscu dopasowywano do miejscowych potrzeb. Ciekawe jest to, że wśród nabywających te towary była nie tylko szlachta, bowiem kupowali je także mieszczanie, a nawet chłopi.

Pas kontuszowy słucki. Używany przez szlachtę do kontusza głównie w XVII i XVIII wieku. Jest zapożyczeniem z kultury Wschodu (Turcja, Persja). Szlachcic owijał się pasem kilka razy, przy czym końce zakładano misternie, by pas nie został pognieciony.
Pas kontuszowy słucki. Używany przez szlachtę do kontusza głównie w XVII i XVIII wieku. Jest zapożyczeniem z kultury Wschodu (Turcja, Persja). Szlachcic owijał się pasem kilka razy, przy czym końce zakładano misternie, by pas nie został pognieciony.

Wielu naszych przodków, szczególnie wywodzących się z drobniejszej szlachty decydowało się na założenie nowej gałęzi rodziny gdzieś na kresach Rzeczpospolitej, z dala od rodzimej Wielkopolski, Małopolski czy Mazowsza. Na wschodzie była bowiem ziemia, ale było też niebezpieczeństwo, przygoda oraz szansa na wzbogacenie u boku magnata czy też samego króla. Łupy wojenne były z pewnością bardzo ważnym sposobem pozyskiwania orientalnych skarbów, ale nie jedynym. Rzeczpospolita miała swój wspaniały Lwów, centrum handlu ze Wschodem: były przeto karawany kupieckie, bazary i jarmarki.

Lwów: centrum handlu z Orientem. sztych
Lwów: centrum handlu z Orientem. sztych

Jako że jesteśmy XXI-wiecznymi kolekcjonerami rozkochanymi w staropolskiej, sarmackiej kulturze, mocno nasączonej Orientem, więc cofnijmy się do wieku XIX. Jak wtedy radzono sobie z tym problemem? I tu w sukurs przyjdzie nam malarz Józef Brandt, a raczej jego pracownia malarska w bawarskim Monachium.[3] Pod koniec życia malarz pomieszkiwał w dworze w Orońsku koło Radomia, ale nie wiadomo czy i ile przedmiotów z monachijskiego studia trafiło później do dworu, a były tam prawdziwe cuda. To, co tam zobaczymy pomoże nam ożywić nasze wyobrażenie Wschodu. By zdobyć rekwizyty do swych obrazów, malarz objechał Turcję, Besarabię, Ukrainę, Wołyń i Podole, spędzał też długie godziny w antykwariatach całej Europy. Wkrótce pojawiły się efekty. Malarskie studio poczęło żyć Orientem, a jego punktem centralnym był autentyczny namiot wezyra, na którego ścianach wisiały łuki, strzały, arkabuzy, tarcze i muszkiety.

Kałkan - lekko wypukła tarcza turecka
Kałkan – lekko wypukła tarcza turecka

Brandt zgromadził tam cały arsenał XVII wieku, którym zachwycali się zaproszeni do pracowni goście. W kątach, pod ścianami malarz porozstawiał koncerze, buńczuki, proporce, jeździeckie siodła i uprząż, ba nawet muzyczne instrumenty. Nie brakowało tam też rekwizytów z epoki baroku, którą Brandt kochał najbardziej: ludowe stroje, kobierce, dywany, kilimy, skóry, mundury oraz całe mnóstwo innych przedmiotów, których przeznaczenia nawet ludzie XIX wieku nie potrafili określić. W czasie swego pobytu w Niemczech Brandt często pozował na Sarmatę i szlagona przywdziewając staropolski kontusz. Manifestacja patriotyzmu nie kończyła się na tym, bowiem ten polski artysta o niemieckim nazwisku sygnował swe obrazy „Józef Brandt z Warszawy”.

Motywy wschodnie można znaleźć u bardzo wielu polskich artystów XIX wieku, a w wieku XX najbardziej sarmacko-barokowy był urodzony we dworze Franiszek Starowieyski herbu Byk, który datował swoje obrazy z datą wsteczną odejmując 300 lat (np. zamiast 1983, 1683). W ten sposób budził skojarzenia i ożywiał czas glorii I Rzeczpospolitej. Ale nie o samych artystach tym razem mowa. Mnie interesują tu przedmioty i rekwizyty wschodniego pochodzenia, które są w stanie poruszyć naszą wyobraźnię, wzbogacić dwór, ale jednocześnie uczynić go bardzo polskim.

Franiszek Starowieyski -artysta "barokowy" i kolekcjoner orientaliów
Franiszek Starowieyski -artysta „barokowy” i kolekcjoner orientaliów

Naturalnie Brandt przyozdabiał swe studio także własnymi obrazami, szkicami i kopiami. Te możliwości są i dziś dla nas dostępne: możemy, jeśli nie posiadamy oryginału, zamówić replikę jakiegoś przedmiotu lub kopię obrazu. Sztychy, a następnie dagerotypy i fotografia przedstawiające architekturę miast Bliskiego Wschodu czy sceny z życia codziennego były bardzo popularne w wieku XIX, a nawet na początku wieku XIX. Dziś także można je jeszcze znaleźć na bazarach i w antykwariatach. Ja sam posiadam piękne kopie fotografii z życia XIX wiecznej Korei wykonanych przez niemieckich, francuskich, japońskich i włoskich fotografów, które wolę jednak trzymać w albumie. Może akurat ta część Azji mało ma wspólnego z naszą Sarmacją, choć łupiona była przez plemiona mongolskie w tym samym czasie co Europa Centralna. Ostrożnie dobrane przedmioty orientalne, nawet te z przeciwległych części Azji komponują się dobrze nie tylko wzajemnie ze sobą, ale także z naszym sarmackim dobytkiem. Mam przeto w swej kolekcji m.in. mongolską czapę przypominającą nakrycia głowy Tatarów, a także turecki fez, nakrycie głowy które ma swoją ciekawą historię. W XIX wieku Polacy często lubili się portretować w fezach.

M.Oborski w fezie
M.Oborski w fezie

Początki fezu były jednak mniej obiecujące. Kiedy bowiem w roku 1828 Mehmet II zmodernizował ubiór turecki wprowadzając fez w miejsce turbanu, wielu rozmiłowanych w Oriencie Francuzów było bardzo tą zmianą zgorszonych i zszokowanych. Ale fez pozostał do dziś, a zdobił nawet polską Kawę Zbożową Turek, której opakowanie powiększone do rozmiarów plakatu nieźle pasuje do XXI wiecznej dworskiej kuchni, ale i wzbogaca ją o współczesny wątek.

Opakowanie Kawy Zbożowej Turek
Opakowanie Kawy Zbożowej Turek

Cenię też sobie wschodni mebel tzw. bandadżi używany niegdyś w Korei do przechowywania odzieży; w istocie jest to ponad stuletnia skrzynia okuta metalem.

Bandadżi z kolekcji autora
Bandadżi z kolekcji autora

W polskich dworach było dużo dobrej, często skromnie oprawionej grafiki. Przy odrobinie szczęścia możemy kupić ładną grafikę w antykwariacie lub na bazarze staroci. Nowe możliwości stwarza internet, gdzie można zamówić u chińskiego artysty doskonałą kopię Leofflera, Brandta, Ajdukiewicza czy Juliusza Kossaka. Jest publiczną „tajemnicą”, że Chiny posiadają doskonałych malarzy-kopistów, często studentów akademii sztuk pięknych, wyspecjalizowanych w kopiowaniu m.in. polskiego malarstwa historycznego. Bazary i suki Istambułu, Damaszku czy Bagdadu jak za dawnych lat sprzedają piękne materiały, jedwabie, ceramikę czy szable przypominające te używane przez naszych przodków. Czasem może wpaść nam w rękę piękna turecka lampa, która na pewno nie oszpeci naszego salonu. W Polsce i w Europie Zachodniej można znaleźć warsztaty profesjonalnych rzemieślników potrafiących wykonać replikę pięknej szabli czy miecza. Do militariów wrócę w osobnym eseju, więc nie będę tego tematu tu rozwijał.

Szanujący się konser musi posiadać jednak pewną wiedzę przedmiotu. Musi też być cierpliwy. Aby kolekcja mądrze rosła, potrzebny jest czas, pieniądze, pasja i determinacja. Nie bez znaczenia jest nasza wyobraźnia i własne możliwości twórcze, gdyż oryginalne wnętrze nie powstanie nigdy w wyniku kopiowania szablonów i schematów napotkanych w muzealnych dworach. Trzeba jednak przy tym uważać, żeby nie łamać ustalonych tradycji. Czas i cierpliwość są niezbędne – nie od razu Kraków zbudowano, a i polski dwór – ostoja polskości – gromadził swe skarby przez wieki. Obowiązkiem szlachty była obrona granic Ojczyzny, która przewidywała także inkursje na terytorium nieprzyjaciela, więc okazji do zdobycia łupów nie brakowało. W rabowaniu szczególnie celowali Lisowszczycy, którzy np. w okresie wojen moskiewskich nie pobierali żołdu, zastrzegając sobie jednak prawo do łupów (powrócę do tej wojskowej formacji w ramach obecnego cyklu). Szczególnie zwycięstwa króla Jana III pod Chocimiem i Wiedniem wzbogaciły kraj drogocennymi łupami. Jan Chryzostom Pasek pisał w swym pamiętniku: „Nasiało się wtedy po wszystkiej Polsce rzeczy tureckich, onych haftowanych rzeczy ślicznych, koni pięknych, lubiów bogatych i inszych różnych specyałów”.

Józef Brandt, Powrót z Wiednia (z łupami), obraz olejny, ok.1880
Józef Brandt, Powrót z Wiednia (z łupami), obraz olejny, ok.1880

W każdej rodzinie szlacheckiej z pokolenia na pokolenie przybywało zdobycznych przedmiotów. Weźmy choćby taką szablę, którą – jak pisze Łoziński – wieszano często na kawałku zdobycznego tureckiego namiotu lub na orientalnym kilimie. Jej sąsiadem był z reguły ryngraf z herbem, orłem (na Litwie z Pogonią) i z Matką Boską.

Prawdziwe kolekcjonerstwo, w tym to dotyczące wiedzy orientalistycznej, powinno mieć początek w gromadzeniu książek z tym tematem związanych. Literatura takich autorów jak Mikołaj Rej z Nagłowic, Ignacy Krasicki, Joachim Lelewel, Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Henryk Sienkiewicz czy Wacław Potocki, a więc postaci tematycznie związanych z Orientem i należących bezpośrednio bądź pośrednio do polskiego kanonu kulturowego, powinna stanowić trzon i początek naszych zbiorów. Od wieku XVII począwszy, poprzez wiek XVIII i XIX zachodził w Polsce proces, kiedy kultura polska przyswajała sobie wiele różnorodnych elementów, tak wschodnich, jak i zachodnich. Następująca wówczas dyfuzja kulturowa jest dziś w Polsce w bardzo małym stopniu zbadana, stąd więc należy przyklasnąć środowisku akademickiemu krakowskiemu, które rozpoczęło niedawno ofensywę wydawniczą dot. polskiego doświadczenia z Orientem. Jeśli i my uznamy tą zapomnianą spuściznę za swoją własną, to uchronimy ważną część narodowej historii. Dwór polski jest odpowiednim miejscem do szeroko zakrojonych działań kolekcjonersko-archiwistycznych.

dr Zygmunt Jasłowski

*************************************************************************************

Wykorzystano fragmentarycznie:

1.Władysław Czapliński i Józef Długosz, Życie codzienne magnaterii polskiej w XVII wieku, PIW, Warszawa, 1982

2. Tadeusz Majda, Osmanow (Tureckie Imperium Osmańskie)< Biblioteka GW, 2013

3. Władysław Łoziński, Życie polskie w dawnych wiekach, Wydawnictwo Literackie, Kraków, 1978.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *