Smorze – zagłada lokalnej społeczności

To tędy wiodły szlaki tatarskich czambułów, a były takie okresy, szczególnie w wieku XVII, że co dwadzieścia lat trzeba było odbudowywać spalone przez nie domostwa i fortalicje. Na tutejsze jarmarki przybywała szlachta węgierska i wołoska, a w okolicach toczono boje z Turkami i wojskami Rakoczego, to tędy przemierzał ze swymi wojami król Władysław Warneńczyk oraz król Jan Olbracht udający się na wołoską wyprawę. To jest ta ziemia, która zna tętent koni Żółkiewskiego, Czarnieckiego i Sobieskiego, ale i wściekłość i gniew kozaków Chmielnickiego. To tu toczyły się boje Konfederacji Barskiej 1768, to stąd szła młodzież do powstań 1830 i 1863 roku. W pamiętnym roku 1939 to tędy przedzierali się żołnierze i oficerowie Września na Węgry, a niedaleko stąd szosą na Zaleszczyki ewakuował się polski rząd do Rumunii. To tu, u stóp góry Pikuj mieszkali też moi i Pana Andrzeja przodkowie, którego wspomnienia poniżej zamieszczam ku pokrzepieniu serc, pamiętając jak ważne są Kresy w naszej narodowej świadomości i kulturze.

Smorze to przykład miasteczka i wsi zarazem, które było typowym tworem Unii Polsko-Litewskiej, koronną krainą zamieszkałą przez Rusinów, Bojków, Łemków, Polaków, Niemców, Żydów, a nawet kilku Czechów i Chorwatów. Od wieków Rzeczpospolita osiedlała tu polską szlachtę oraz tzw. ludność mazurską nadając jej specjalne przywileje w zamian za powinności obrony południowo-wschodniej flanki Rzeczpospolitej. Smorze to dziś Ukraina, tuż po drugiej stronie granicy, niedaleko od Stryja i Skolego. Wieś tu była od dawna, ale dopiero państwotwórczo myśląca królowa Bona Sforza, żona Zygmunta Starego założyła tu osadę-miasteczko na prawie magdeburskim, które to prawa były potwierdzane przez kolejnych władców Polski. Do wybuchu II wojny światowej Smorze zasadniczo dzieliło się na trzy jednostki administracyjne: Smorze Miasteczko (gmina, miejsce urodzin mych rodziców oraz dziadków), Smorze Dolne (gmina, gdzie mieszkała rodzina Pana Andrzeja) oraz osada Smorze Górne przynależne do eskluzywnie niemieckiej gminy Felizinethal. Niemcy osiedlili się tu w roku 1835, i do Smorzego przybyli z Czech, i nawet wybuchło tu małe powstanie przeciwko ich osadnictwu. Wśród osadników była rodzina mej babki od strony mamy; przybyli tu z Petlarn niedaleko od sławnego z bitew napoleońskich Austerlitz. Takim to zrządzeniem losów jeden z mych przodków z tej linii nazywał sie Ludwig Delvaux. Niemieccy osadnicy przynieśli ze sobą technikę uprawiania ozimin, a osady które założyli – Annaberg i Feliezienthal świeciły przykładem czystości i gospodarności. Zbudowali też kościół pod wezwaniem Świętego Jana Nepomucena, który po pożarze został odbudowany i nawet dalej istnieje. Dzięki temu miejscowi Polacy nie musieli już wędrować do bardziej odległego Klimca. Do wybuchu wojny ten wieloetniczny zakątek położony w Karpatach Wschodnich był wzorem współżycia. Zapraszano się na śluby, wesela, święta Wielkiejnocy i Bożego Narodzenia, na zaręczyny, komunię czy bierzmowanie. W czasie wojny, moi rodzice i dziadkowie pomagali między innymi przeżyć rodzinie miejscowego aptekarza o nazwisku Ehrlich, który był ukrywany przed okupantami przez mieszkańców. Wojna wyzwoliła niespotykaną, i nigdy niewidzianą tu wrogość. Przed wojną ludzie żyli tu w zgodzie i przyjaźni; piękna kraina, klimat i jedzenie usposabiały Smorzan do życia w przyjaźni i współpracy dla dobra ogólnego, jednak wkrótce  nastąpiło prawdziwe piekło: SS-Galizien, UPA, mordy, przesiedlenia, ucieczki.

Jarmark w galicyjskim miasteczku.
Jarmark w galicyjskim miasteczku.

Kuzyn mego ojca, Władyslaw Jasłowski, był dość znaną postacią w okolicy jako, że pełnił funkcję gajowego w Smorzu. Był też swego rodzaju lokalnym elegantem, z kilkuletnim doświadczeniem emigracyjnym w Stanach Zjednoczonych. Można było go spotkać wędrującego ze strzelbą po okolicznych lasach, łąkach i polach. Miał jednak w swym życiorysie coś bardzo ‚niebezpiecznego” w tych stronach i w tamtym czasie – matkę miał Rusinkę.

Ukraińskie rezuny wykłuły mu oczy, wyrwały język i spętały drutem kolczastym pozostawiając na powolne konanie. Pamiętajmy, obok Wołynia była też Małopolska Wschodnia. W Smorzu i okolicach było mniej mordów tylko dlatego, że w tych okolicach, szczególnie kolo Skolego, było mniej Polaków. Władysław wrócił z Bostonu, gdzie przebywał i na zaproszenie mego dziadka Juliana, a potem został wywieziony przez Sowietów do Kazachstanu, skąd cudownie wrócił (jest to udokumentowane w Instytucie Sikorskiego w Nowym Jorku), by znaleźć śmierć z rąk ukraińskich siepaczy. Stryj mej mamy, Rudolf, który był lokalnym policjantem, spędził siedem lat w Kole Podbiegunowym z żoną Sabiną i małym synkiem Tadziem.

To tyle tytułem wstępu. Reszta należy do Pana Andrzeja Kreczy, który się urodził uciekając z Polski… do Polski. Nazywają nas śmiesznie repatriantami, ale czy można być repatriowanym z domu do… domu? Moj kuzyn drugiego stopnia, Andrzej Kreczy, który mieszka dziś na Dolnym Śląsku, opowiedział mi tą niezwykle poruszającą historię, którą pragnę się podzielić z czytelnikami. Jest to historia nawet dla mnie bardzo nowa, bo nawet moi rodzice o niej nie wiedzieli, bo każdy się ratował jak mógł. Pogubiliśmy się po prostu, choć imię ojca Pana Andrzeja, Emiliana, często było wspominane w mym rodzinnym domu. Pan Andrzej spisał tę historię po to byśmy wreszcie przestali zamazywać prawdę o tym co się stało w Małopolsce Wschodniej i na Wołyniu. To było ludobójstwo; każda niemal rodzina ma swoją historię, a ogrom tych historii to olbrzymia zbrodnia przeciw naszemu narodowi i naszemu państwu.

Smorze dziś... fot. internet
Smorze dziś… fot. internet

Oto przekaz od Andrzeja:

„Był rok 1944.Wojna szalała nie tylko na Zachodzie. Na terenach Galicji wojska niemieckie mordowały Żydów i Polaków. Dowódcy niemieccy dali wolną rękę ukraińskim bandytom by mordować Polaków. Upewniali ich, że po wojnie będą mogli utworzyć „samotijną Ukrainę”. Bandyci ukraińscy mając pozwolenie od sprzymierzeńców stali się barbarzyńcami. Metody jakie stosowali, były wyjątkowo nieludzkie. Bandy z jednych wiosek przechodziły do drugich i odwrotnie. Pewien Ukrainiec, który miał za żonę Polkę musiał ją i dzieci zamordować. Morderstwa nasilały sie z godziny na godzinę. Nie tylko w nocy ale i w dzień napadali, mordowali i palili domy. W Smorzu, gdzie mieszkali rodzice, obok nich mieszkał Ukrainiec o imieniu Irko.

Wieczorem przyszedł on do rodziców i uprzedził ich, że do Smorzego przyjdą banderowcy i będą mordować Polaków, niech natychmiast uciekają. Długo nie myśląc,  ojciec z matką oraz z córką (mnie jeszcze nie było na świecie, bo mama była w ciąży), pozostawili nowo zbudowany dom, pokryty ładnie blachą, i uciekli o zmroku. Zabrali ze sobą tobołek w którym było kawałek chleba. W sąsiednich wioskach było słychać strzały. Rodzice się przed banderowcami w korycie rzeki czołgając się po dnie pod prąd [podobną wersję opowiedziała mi moja mama uciekająca z mą siostrą – Z.J]. Nie wrócili już do domu. Przedostali się na tereny polskie, rzeszowskie [czyli z Polski do Polski -ZJ]. Następnie dotarli do Starej Wsi k/ Brzozowa. Tam znowu trafili na front, toczyły się walki między Moskalami i Niemcami. Działo się to 1 września 1944 r. W budynku zgromadziło się kilka rodzin. Mama po ukrojeniu chleba, poprosiła córkę by odniosła pożyczony nóż do drugiego pomieszczenia.  W momencie kiedy siostra Bronisława znajdowała się na wysokości okna, została trafiona szrapnelem w głowę . Mój tato po strzelaninie zabrał siostrę na ramiona i niósł do szpitala aż 11 km do miejscowości Haczów.

Chrystus z miejscowego cmentarza.
Chrystus z miejscowego cmentarza.

Wspomniał później, że Bronia – gdy ją tak niósł – odganiała rączką muchy i ciężko oddychała. Tam siostra zmarła, skąd znowu martwą przeniósł ja na rękach do Starej Wsi. Tam sam wykonał trumnę i pochował, stawiając żelazny krzyż. Siostra miała 6 lat. Zmarła w dniu rocznicy urodzin i imienin zarazem. Była pierwszym dzieckiem mych rodziców. Urodziła się w Smorzu. W tym trudnym czasie, mama wtedy była w ciąży. Nikt z mieszkańców wioski nie chciał udzielić pomocy. Rodzice udali się do klasztoru Jezuitów gdzie dwa dni po śmierci Broni, w klasztornej pralni, mama urodziła bliźniaki tj, siostrę i mnie. Za udzielenie pomieszczenia, ojciec musiał odpracować  w klasztorze. Wykonywał wiele prac m.in. w młynie, w stolarni itp. Po dwóch latach rodzice wyjechali na Dolny Śląsk i tam się osiedlili na stałe. Tam przeżyłem szkołę podstawową, a następnie w Kłodzku szkołę średnią jako tokarz, a potem jako technik mechanik. Później ukończyłem politechnikę, Wydz. Mechaniczny oraz Studium Pedagogiczne we Wrocławiu. Najpierw pracowałem w szkolnictwie, a potem w urzędzie miejskim. Teraz jestem na skromnej emeryturze. Pierwsze lata po wojnie pamiętam bardzo dobrze, czasy stalinowskiej komuny, kiedy słuchało się radia pod kocem. Każdy bał się swojego cienia. Ludzie, którzy sprzeciwiali się ustrojowi ginęli bez wieści. O prawdzie czasów wojny dowiedziałem się za dziecka, kiedy ojciec opowiadał mi o czasach przedwojennych , wojennych, a czasy powojenne doświadczałem  na własnej skórze. Moja mama prowadziła gospodarstwo domowe, a ojciec pracował w kotłowni, która wytwarzała parę dla elektrowni i jednostki wojskowej gdzie znajdowali się żołnierze, zatrudnieni przymusowo w kopalni węgla kamiennego  – w jednostce przebywali  tacy, którzy mieli rodziny za granicą lub źle wypowiadali się na temat ustroju – była to jednostka karna. W późniejszych latach zrehabilitowano ich i uznano za kombatantów. Dwie siostry mojej mamy w pobliżu posiadały gospodarstwa rolne.  Trzecia siostra została ściągnięta w 1956 r. do Polski z Syberii z synem. Drugi syn został w Kazachstanie, i tam zmarł. Długo nie można było z nim nawiązać kontaktu listownego. Poszukiwania przez Czerwony Krzyż nie  dawały rezultatu, prawdopodobnie otrzymał od nas adres, ale żadne odpowiedzi od niego nie przychodziły. Dopiero w roku 2003 r. napisała do nas jego córka [odnalazła adres]. Obecnie nawiązuję z nią kontakt listowny, mieszka w Kazachstanie liczy sobie około 50. Siostra taty Janina zamieszkała z rodziną niedaleko nas.”

Nasza akcja „Wołyń – pamiętamy!” -> Zobacz w tym miejscu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *