W sprawie cyklu „Motywy orientalne w polskim dworze”

Do czego nam jest potrzebny sarmacki Orient

Coraz powszechniejsze jest wśrod dzisiejszych Polaków przekonanie, że nasz wiek XXI coraz bardziej przypomina wiek XVIII, okres dla Rzeczpospolitej niepomyślny. Miał on być okresem pełnej wolności, a okazał się jedynie czasem dalszego oczekiwania, bo kiedyś ona w końcu  przecież przyjść musi. Ponieważ koniec naszej państwowości przypadł wlaśnie na wiek XVIII, nie mogliśmy jako naród odgrywać już znaczącej roli w tak ważnym dla rozwoju imperiów wieku XIX. Wypadliśmy z grupy wielkich graczy europejskiej polityki. Ostatni król Rzeczpospolitej Obojga Narodów, Stanisław August Poniatowski; podobnie jak niegdyś Piotr I w Rosji; upatrywał szansy na modernizację Polski w sprowadzaniu cudzoziemców, których działania i idee miały dać odpór katolickiemu sarmatyzmowi. Naturalnie spotkało się to ze sprzeciwem znacznej części po sarmacku wychowanego narodu szlacheckiego. Dziś mamy do czynienia ze zjawiskiem podobnym, więc w portalu Budujemy Dwór gromadzimy energię wszystkich tych sił „wstecznych”, którym leży na sercu dawna Rzeczpospolita. Budując konsekwentnie nasze konserwatywne, sarmackie postawy nie jesteśmy w stanie uciec od „wichrzycielskich” antentatów z okresu baroku i wczesnego klascycyzmu. By ująć rzecz bardziej dobitnie, przytoczę wypowiedź mickiewiczowskiego Podkomorzego, który tak oto utyskiwał na te nieznośne czasy:

Gdy raptem paniczyki młode z cudzych krajów
Wtargnęli do nas hordą gorszą od Nogajów,
Prześladując w Ojczyźnie, Boga, przodków wiarę,
Prawa i obyczaje, nawet suknie stare.
Żałośnie było widzieć wyżołkłych młokosów,
Gadających przez nosy, a często bez nosów.
Opatrzonych w broszurki i różne gazety,
Głoszących nowe wiary, prawa, toalety.

W polskiej historii orientalizm jest bardzo ważną formacją kulturową, bez której trudno jest nie tylko mówić o Sarmacji, ale nawet definiować narodową tożsamość. Czymże byłoby wspomnienie o naszych dziejach bez wspomnienia Rzeczypospoliltej Obojga Narodów rządzonej przez króla i naród szlachecki. To wtedy właśnie w zmaganiach wojennych z Turcją i Tatarami, w wielonarodowej; ale do końca dwuczłonowej Rzeczpospolitej krystalizował się Sarmatyzm sukcesywnie wzbogacany elementami kultury orientalnej, którą szlachta wkrótce uznała za swoją.  Jeśli to dziedzictwo jest dziś nam niezbyt dobrze znane, to jest to w dużym stopniu „zasługa” Rosji, która „wepchnęła się” nad Morze Czarne odsuwając nas od tego, co dotąd było naszą domeną. Wytrwała rusyfikacja, a następnie sowietyzacja naszych ziem kresowych stopniowo odsunęła w zapomnienie to wszystko, co było naszą narodową esencją.

Jako że Orientem zajmuję się od dawna, bardzo dotknęło mnie to, że spora część materialnego dziedzictwa naszych kontaktów z krajami Wschodu została nam przez Rosjan zabrana. Co gorsze, my sami zagubiliśmy świadomość swoich dokonań – za mało jest publikacji na ten temat. Podczas, gdy Francuzi czy Anglicy wydają tom za tomem (opisy, relacje z podróży, bogato ilustrowane albumy i powieści o tematyce orientalnej), u nas dość cicho na ten temat. To wpłynęło na powstanie idei tego cyklu- z potrzeby popularyzacji kultury sarmackiej, która zawsze była mocno nasączona wątkami orientalnymi. Jako że Internet jest dziś potęgą, to uwierzyłem (także dzięki wytrwałemu na tym polu Panu Łukaszowi Górce), że nawet gdyby nie wiadomo jak niszowym nasz portal był, to i tak znajdą się pasjonaci, którzy będą szperać i szukać. I się nie pomyliłem. Ścisła działalność naukowa to jest jedna rzecz, a popularyzacja idei mająca na celu dotarcie do przeciętnego czytelnika jest dziś nie mniej ważna.

Chciałbym w skrócie zadość uczynić niektórym naszym czytelnikom szczególnie zainteresowanym zagadnieniem orientaliów w polskim wnętrzu dworskim. W artykule zatytułowanym „Skarby Orientu” starałem się w sposób ogólnodostępny dać czytelnikowi wyobrażenie o przedmiotach pochodzenia orientalnego, które cenione były przez naszych przodków. Sam cykl też spotkał się z pewnym zainteresowaniem (za co serdecznie dziękuję), ale – jak ostatnio słyszę – i z niedosytem. Niektórzy czytelnicy są zdania (i mają do tego prawo), że nie dotarłem jeszcze do sedna sprawy. Dostrzegam w tym pasję ludzi rozkochanych w naszej pięknej kulturze sarmackiej, Chcieliby oni np. dowiedzieć się, jaki procent wystroju dworu zajmowały przedmioty pochodzenia orientalnego. Odpowiedź na to pytanie jest niemożliwa z kilku względów. Patrząc na sprawę całkiem logicznie: nie ma takiego sposobu by narzucić dziedzicowi by swoją kolekcję orientaliów umieścił  w ciasnych ramach statystyki, gdyż dekoracja wnętrz jest sprawą wyobraźni, gustu i kreatywności. Jeśli właściciel ma fantazję i środki finansowe, to i 100% wystroju mogą stanowić orientalia; a z drugiej strony, jeśli czuje awersję do wszystkiego, co pachnie Islamem, to może je zupełnie pominąć.

Dywan Awszar z Syrii
Dywan Awszar z Syrii

Każdy dwór czy pałac przechowywał to, co udało się zdobyć oraz to, co sam właściciel uznał za – w jego rozumieniu – gustowne.  Poza tym wiele dokumentów dotyczących tematu nie została dokładnie zbadanych i są one często niedostępne – ukryte w archiwach rosyjskich, ukraińskich, litewskich czy białoruskich. Dzięki nim nasza wiedza w tym temacie mogłaby być dużo pełniejsza. Nie zapominajmy, że narody niegdyś wchodzące w skład I Rzeczpospolitej dziś budują swoje własne narracje w oparciu o polskie dziedzictwo. Tajemnica o tym dziedzictwie spoczywa w dużym stopniu w skradzionych, wywiezionych głównie przez Rosjan zbiorach bibliotecznych i muzealnych. Jeśli miałbym coś przekazać przyszłym mieszkańcom dworów czy miłośnikom historii, to byłaby to zachęta do gromadzenia książek o tematyce orientalnej, wszelkiego rodzaju reprintów oraz albumów coraz bardziej dostępnych na rynku. No, ale nic nie zastąpi jednak wyprawy na orientalny market w Istambule, Damaszku czy Jerozolimie albo przynajmniej na jakiś europejski jarmark staroci. Ciężko jest coś powiedzieć o proporacjach, procentach itd., choć z pewnością w dworach i pałacach kresowych było generalnie więcej orientaliów, gdyż  kontakty ze Wschodem były tam, ze względu na bliskość geograficzną, częstsze. Z całą pewnością gust i zainteresowania samego dziedzica decydowały o tym, czy i w jakim procencie orientalia mają wzbogacać wnętrza jego domu. Trzeba w tym wszystkim dostrzec współzawodnictwo włoskie (co najmniej od od czasów Renesansu), a w czasach nieco późniejszych modę na francuszczyznę. To co swojskie, sarmackie, a więc bardziej wschodnie w momencie, gdy zostało nasycone Orientem stało często w sprzeczności do cudzoziemskich nowości pochodzenia zachodniego.

Jest rzeczą zrozumiałą, że wielu czytelników interesują głównie sprawy często praktyczne dotyczące budowy dworu i jego wystroju. Pod tym względem znajdą oni na tym portalu dużo ciekawych porad. Moje zainteresowania dotyczą jednak bardziej kontekstu kulturowego. Jestem zdania, że prawdziwy koneser nie powinien tylko i wyłącznie posiadać ciekawe przedmioty, ale powinien także sporo na ten temat wiedzieć. Dlatego też nie było moim zamiarem ograniczanie mej wypowiedzi na temat Orientu do sprawy orientaliów, które przechowywano w polskich dworach, pałacach czy zamkach, a raczej pochylenie się  nad tym zagadnieniem w dużo szerszym zakresie jako nad zjawiskiem istotnym w kształtowaniu naszej narodowej mitologii pozwalającej nam na zajęcie godnej pozycji wśród narodów europejskich chlubiących się głębokimi korzeniami kulturowymi. Rzeczpospolita jako podmiot gry europejskiej wzięła na siebie w dużym stopniu ciężar obrony południowo-zachodniej granicy Europy chrześcijańskiej, ale także prowadziła aktywną dzialalność polityczną, dyplomatyczną, handlową i kulturalną. Na dworach Wiednia, Paryża, Berlina, a nawet Londynu nie można było nie brać pod uwagę stanowiska Polski. Rzeczpospolita była także niesłychanie ważnym podmiotem w polityce rzymskich papieży względem religii chrześcijańskich i Islamu. Wokół tych właśnie spraw oscylowały dotychczasowe artykuły tego cyklu. Z tego co czytelnik mógł przeczytać do tej pory powinien wynikać co najmniej jeden wniosek – Polacy nie są narodem bez korzeni  i powinni mieć dziś tego świadomość.  Kultura Orientu w dużej części ukształtowała nas jako Sarmatów. Sarmata to człowiek z pogranicza kultur, szlachcic polski poszukujący swych przodków wśród starożytnych Rzymian oraz starożytnych ludów stepowych, rycerz uwielbiający splendory Wschodu. Jeśli się wyrzekniemy pamięci o naszych ziemiach kresowych; to utracimy coś, co nas przez wieki kształtowało jako naród.

Posiadając własną kulturę, religię oraz sposób na życie powinniśmy unikać celebrowania Haloweenów, St. Valentinów, Wojewódzkich showów, gejowskich mardi grasów, hannukah czy łuków triumfalnych w formie tęczy. Weźmy sobie do serca opowieści Podkomorzego, bo od serca opowiada je Polak, a nie jakiś fircyk z Londynu. W przeciwnym razie „obca wiara i zwyczaje” wezmą górę.

Sarmaci: zadurzeni w Oriencie po uszy

Zainteresowanie Orientem zostało przekute na sarmacki sposób bycia lubujący się w splendorach Wschodu – w zamiłowaniu do przepychu i wystawności, w ubiorze, pasach, ceramice, dywanach, militariach, koniach i oporządzeniu rycerzy, a także w języku, a nawet w muzyce. Przedmioty te oraz idee musiały wcześniej czy później znaleźć się w domu rycerza-szlachcica, później zwanego ziemianinem. Tak jak w wiekach XV, XVI, XVII czy XVIII wpływy Orientu docierały do Polski dzięki wojnom, poselstwom, jasyrom, karawanom kupieckim i kupcom głównie ormiańskim, greckim i żydowskim, tak w wieku XIX świadectwo Orientu bardziej odległego docierało do rozebranej już wtedy Rzeczpospolitej za sprawą podróżników, głównie arystokratów, ale także malarzy, pisarzy, rzeźbiarzy, żołnierzy i oficerów w obcej służbie.  To jest to szersze spojrzenie na Orient.

Jeśli jako potomek Sarmatów chciałbym spojrzeć na to zagadnienie od strony dekoratora wnętrz, to musiałbym rozczarować rozbudzone oczekiwania niektórych czytelników stwierdzeniem, że mamy bardzo mało świadectw odnośnie  wystroju wnętrza renesansowego czy barokowego dworu, a co więcej nie mamy podstaw uważać tych nielicznych, które się zachowały za jakiś żelazny wzorzec do naśladowania.  Polska długo była (zwłaszcza na Wschodzie) drewniana i jeśli nawet Kazimierz Wielki zostawił ją murowaną, to tylko szczątkowo. Polska barokowa wciąż, jeśli o domostwa, cerkwie czy kościoły chodzi, była drewniana, a drewno ma to do siebie że jest łatwopalne. Nie trudno sobie wyobrazić, co się działo z dworami i ich wnętrzami w czasie pożogi wojennej. Po odbudowie były to już inne dwory, inna jakość, a łupy Turcy czy Tatarzy wywieźli na Krym czy nad Bosfor. Nierzadkie były też zajazdy szlacheckich sąsiadów, które powodowały nierzadko podobne do tatarskich zniszczenia.

W czasach zaborów „wybito nam z głowy” nasze marzenia o wschodnich podbojach, bo o imperium od tego momentu mieli prawo myśleć tylko Rosjanie. Mimo to, wspomniany Józef Brandt jeszcze w wieku XIX potrafił zachwycić XIX widownię bogactwem polskiego Orientu. Dla Niemca, Francuza, Holendra czy Włocha był to inny, zaczarowany świat.

Dawnych Polaków bardzo interesowały  orientalne wzory na tekstyliach
Dawnych Polaków bardzo interesowały orientalne wzory na tekstyliach

***

Chcemy wzorców? Czytajmy literaturę, poznawajmy myślenie naszych przodków, kopiujmy stare mapy (technika cyfrowa nam sprzyja),  kolekcjonujmy sztukę, polujmy na orientalia w Stambule czy Damaszku; szukajmy zaczarowanych lamp, orientalnych zegarów, szabel syryjskich, sztychów, szkła i beczek na wino. Umieszczone obok polskich mebli, portretów przodków, Orła, Pogoni i Archanioła stworzą niepowtarzalny klimat polskiego dworu.

Pamiątka Powstania Styczniowego 1863
Pamiątka Powstania Styczniowego 1863

Dwór i folwark były niczym małe przedsiębiorstwo. Toteż zdecydowana większość przedmiotów i produktów powstawała na miejscu, były to wyroby krajowe. Przy tym w kraju naszym żyli ludzie wiele narodowości, a każda wnosiła jakiś smak czy gust do naszej kultury, cudzoziemcy często byli wyspecjalizowani w różnych rzemiosłach. Dzięki temu także w Polsce powstawały manufaktury produkujące orientalne „podróbki”. Zacząłbym od dewocjonaliów, przedmiotów kultu religijnego. W kraju tak arcykatolickim jak Polska nie mogło zabraknąć przedmiotów związanych z kultem religijnym. Bardzo ciekawy przykład przywołuje wybitny znawca kultury sarmackiej, profesor Tadeusz Mańkowski. Podaje on m.in. informację, iż katolicy nie wahali się umieszczać w kościołach obrazów o cechach stylowych rusko-bizantyjsko-ormiańskich. Malarze ormiańscy przyswajali sobie formy stylowe sztuki Zachodu, mieszając je z tradycyjnymi ormiańskimi i sprzedając obrazy pędzla katolickim nabywcom, którzy nie tylko zdobili nimi ściany swych mieszkań, lecz ofiarowywali je także dla zawieszenia na ścianach kościołów.

Ikona łącząca cechy bizantyjskie z zachodnimi
Ikona łącząca cechy bizantyjskie z zachodnimi

Wiem to nawet z opowiadań rodzinnych, że na Kresach- jeśli w pobliżu nie było katolickiego kościoła – to ludność polska często uczęszczała na mszę do kościoła grecko-katolickiego, gdzie była specjalnie wydzielona dla łacinników nawa . Obrazy czy ikony  jak te opisane wyżej trafiały na ściany dworów, a wraz z nimi zdobyczne tureckie i syryjskie lampy czy lichtarze, tekstylia, a może nawet wschodnie kadzidła i materia.

W okresie Baroku orienatalizacja gustu posunęła się szczególnie daleko. Przy czym Polacy  jako naturalni sąsiedzi Orientu nie kierowali się, jak to było powszechne na Zachodzie, powierzchowną pogonią za rzeczami egzotycznymi i dziwacznymi, ale przyjmowali motywy dekoracyjne bezpośrednio ze Wschodu zastosowując je u siebie. Sarmaci lubowali się w perskich dywanach, kobierach importowanych z Azji Mniejszej. Nie tylko kładziono je na dworskich podłogach, ale zaściełano nimi ławy, skrzynie i stoły,  obijano nimi ściany oraz zasłaniano okna. Ich popularność była tak wielka, że polskie manufaktury w Białej Podlaskiej, Brodach czy Sokołowie zaczęły produkcję polskiej wersji orientaliów. Podobnie było z pasami, ze znaną manufakturą w Słucku. Również w ubiorze Polacy ani myśleli dostosowywać się do zachodniej mody, która zalecała np. by  spodnie były krótkie i bufiaste, a płaszcz obcisły. Zupełnie przeciwnie szaty Sarmatów były obszerne, zamaszyste tak jeśli chodzi o krój, materiał jak i elementy zdobnicze. Stroje wschodnie były noszone przez miłośnikow Orientu, służbę dworską, handlarzy, tłumaczy, posłów i dyplomatów, a także wojskowych. Nawet sami Turcy odwiedzający Polskę komentowali, że Polacy lubią stroić się na „modłę muzułmańską”. Zachodni Europejczycy z kolei oceniali to nieco trafniej: strój europejski ożeniony z azjatyckim. Kontusze i żupany były wzorowane na tatarskich dolomanach, a ich uzupełnieniem była czapa – barankowy kołpak.

Żywioł polski, ruski i ormiański wytworzyły na kresach wschodnich swoistą, na poły orientalną kulturę chrześcijańską, ciągle wzbogacaną przez elementy orientalne. Jeszcze raz przywołam nazwy przedmiotów, które tak pieczołowicie kolekcjonował m.in. malarz Józef Brandt. Dzięki naszym kontaktom z Turkami, Tatarami czy Czerkiesami stroje wojskowe i ekwipunek rozwijały się pod wpływem wschodnich idei.

Od fantazji właściciela dworu zależało, gdzie umieścić, położyć czy zawiesić taki czy inny przedmiot. A było ich niemało: dzida, czekan, kubłak, karabela, sajadak, wojłok, czaprak, kołczan, buńczuk czy buzdygan. Lubowano się w wykwintnych uprzężach końskich na modłę wschodnią, kolekcjonowano też bogato zdobione kamieniami szlachetnymi pasy i klamry.

Wykładzina tapicerska - wojłok (wyraz pochodzenia tureckiego)
Wykładzina tapicerska – wojłok (wyraz pochodzenia tureckiego)

Jeśli wziąć pod uwagę fakt, że Rzeczpospolita była rajem dla cudzoziemców szukających lepszego życia, to trzeba wspomnieć o Serbach, Mołdawianach, Albańczykach, Grekach czy Rumunach, którzy też współtworzyli nasz orienetalny smak. Wyprawy wojenne obok karawan kupieckich były ważnym sposobem pozyskiwania orientaliów, ale odwiedzały Polskę także obce poselstwa, które ofiarowywały Polakom biżuterię, uprząż konną, broń, kobierce, konie i wielbłądy.

Marokańska lampa
Marokańska lampa

W kuchni dworskiej pachniała turecka kawa i herbata, w spiżarni zalegały bakalie, słodycze, przyprawy, a w salonach i po ścianach „panoszyły się” luksusowe materie (narzuty, makaty, gotowe części stroju). Panie uwielbiały orientalne, inkrustowane pudełeczka na przechowywanie listów, biżuterii czy pachnideł, panowie zaś kolekcjonowali fajki, posążki czy przedmioty pochodzenia chińskiego. Bogactwo całego asortymentu przekracza granicę naszej wyobraźni. Naturalnie co światlejszy szlachcic miał spory zasób pięknie oprawnych ksiąg. Dwór barokowy czy rokokowy musiał wyglądać niesamowicie barwnie i zamożnie. Klasycyzm z kolei przeciwstawiał już styl zachodni „wstecznemu” Sarmatyzmowi. Reprezentantem pierwszego był król Staś Poniatowski, a drugiego Radziwiłł „Panie Kochanku”. Moda na Orient powróciła ponownie w wieku XIX wraz z ofensywą krajów zachodnich na Wschodzie. Pałace Łodzi, Osieku czy Kórnika to kilka przykładów mauretańskich wpływów w dekoracji wnętrz. Ale to tylko część dużo obszerniejszego dziedzictwa, które od niedawna jest pieczołowicie badane przez krakowskie środowisko naukowe. To jest ta ważna część tożsamości, o której przez lata zapomnieliśmy. Tym bardziej warto, ją przypominać, bo nie o sam wystrój dworu mam na myśli, lecz naszą podmywaną tożsamość, cóż się dziwić „wstecznym” obrońcom praw i starych zwyczajów Ojczyzny, cóż się dziwić zwolennikom bigosu, wódki i golonki, buraków z chrzanem czy flaczków, skoro znowu obcy szarogęszą się w naszym polskim domu? Cóż w tym niezwykłego, że Sarmaci pragną, by dom ten trzymać według sposobów naszych przodków, aby tej ukochanej Rzeczypospolitej nie pozbawiono korzeni? Nasz ostatni król także chciał zmienić Polskę na lepsze importując cudzogębnych (jak mówią ludzie na Górnym Ślasku), toteż i umrzeć mu przyszło nie w swym pałacu, lecz w zimnym i dalekim Petersburgu. A Sarmacji, jak widać na załączonych obrazkach żadnym sposobem wyrugować się nie dało.

 C.D. cyklu już wkrótce.

Tytułowe zdjęcie pochodzi ze strony Muzeum Szlachty Mazowieckiej w Ciechanowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *