Wigilia Bożego Narodzenia u Sarmatów

Wigilia u SarmatówNa szczęście, na zdrowie, na to
Boże Narodzenie…żeby się darzyło
w komorze, oborze, wszędzie, daj Boże…

Dziś w świadomości Polaków Wigilia Bożego Narodzenia to najbardziej rodzinne i uroczyste święto w roku. Jest to wieczór prawdziwego zbliżenia, odpuszczenia wzajemnych win i urazów, czas i lekcja miłości. W narodzie tak bardzo chrześcijańskim jak naród polski, ten właśnie wieczór, bardziej niż jakikolwiek inny stał się wieczorem refleksji i zadumy. W Polsce XVIII, XIX i XX wieku Wigilia nie zawsze, i nie dla wszystkich Polaków, była czasem radosnym. Przeciwnie, bywała często czasem cierpienia i smutku, ale jednak kontemplowanego w gronie rodziny i przyjaciół. Powstania, walki o niepodległość, więzienia, Sybiry i emigracje, uczyniły z radosnego święta narodzin Jezusa Chrystusa coś w rodzaju eucharystii, refleksji cierpienia narodu polskiego utożsamianego z męką Pańską.

Nietrudno się domyślić, że to właśnie koniec wieku XVIII przyniósł zmianę nastroju w celebrowaniu Wigilii. Utrata Ojczyzny, zabory, sprawiły że jeszcze radosne, pełne psot, facecji i krotochwil w wiekach poprzednich święto stało się innym, mniej pogodnym świętem. Samo pojęcie postu musiało mieć przyczynę w odmawianiu sobie potraw, których nasi najbliżsi, ci których zabrakło przy stole, nie mogli spożywać. Stąd być może wziął się zwyczaj dodatkowego talerza na wigilijnym stole; tak powstawały kolędy dla nieobecnych.

Wigilia - Bronisława Rychter-Janowska
Wigilia – Bronisława Rychter-Janowska

Dla mnie samego Wigilia Bożego Narodzenia spędzana w rodzinnym gronie, nawet w czasach siermiężnej komuny, była świętem radosnym; nawet mój Ojciec, który nigdy nie śpiewał (choć przed wojną był muzykiem amatorem), w ten jeden wieczór z entuzjazmem udzielał się w śpiewaniu kolęd. Pewnego roku ojca zabrakło przy świątecznym stole, a potem także Mamy, i wtedy święta stały się, no właśnie… smutniejsze, bardziej refleksyjne. A te na emigracji, jeszcze bardziej… Wysłany pocztą wielbłądzią opłatek, w czasach gdy nie było internetu, był jedynym symbolem łączności z Ojczyzną.

To rozproszenie Polaków po świecie stało się mi.in. tematem wiersza Marii Ilinickiej (1825-1899), która tak pisała w swym „Opłatku wigilijnym”:

Łamie się dziś z Wami opłatkiem białym,
Wy wszyscy moi dalecy czy bliscy,
Wy co za błędnej gwiazdy ideałem.
po świecie się rozproszyli całym.
Wy co pijecie z rzek lodowych zdroi
ducha nie dając pod troski nawałem,
Wy wierni, mocni, wytrwali – wy wszyscy,
których rząd jasny przed wzrokiem mi stoi,
związani ze mną węzłem wiecznie trwałym,
z wami się łamię opłatkiem białym…
Dla tego co nam w nędzę i trwogę powodzi
zostaje jasnym, czystym i wspaniałym
Łamie się z wami dziś opłatkiem białym”.

Szlachecka uczta wigilijna nie była wyłącznie przysłowiowym „jedz, pij i popuszczaj pasa”; pierwiastek religijny, duchowy, musiał tam zawsze być obecny. A zacna Pani domu czy gość-ksiądz bernardyn na pewno mogli w każdej chwili przywołać uczestników uczty do umiaru w jedzeniu i piciu, choć rzadko to było konieczne. Jest zasługą naszych sarmackich przodków, że patriarchalny zwyczaj ukształtowany w dawnych wiekach na południu Europy, w Polsce przekształcił sie w zwyczaj jedyny w swoim rodzaju, nie praktykowany nigdzie indziej – dzielenie się opłatkiem, co było też przypomnieniem ostatniej wieczerzy Chrystusa. Otóż, wierni i duchowni w Europie śródziemnomorskiej obdarowywali się nawzajem eulogiami, czyli chlebem nieofiarnym. Kościoły na znak prawowierności kultywowały zwyczaj posyłania sobie poświęconego chleba. W Polsce XVII wieku, jeśli wierzyć XIX-wiecznemu podaniu Henryka Sienkiewicza z „Potopu”, tradycje opłatkowe już były dobrze zakorzenione:

A w twierdzy, przy stołach okrytych sianem, oblężeni łamali się opłatkiem… Życzyli sobie tedy pomyślności wzajem, długich lat lub niebieskiej korony. I taka ulga spadła na serca wszystkie, jakby już bieda minęła. A było przy przeorze (Kordeckim – Z.J) jedno krzesło próźne, przed którym stał talerz, na którym bielała paczka opłatków, niebieska wstążeczką obwiązana…

Wigilia - Rozwadowski
Wigilia – Rozwadowski

Bardzo interesującą ciekawostką jest to, ze żelazorytnictwo opłatkowe (czyli same formy do wyrabiania opłatków) choć były pochodzenia obcego, to tylko polski kowal i rzemieślnik polski podnieśli tę dziedzinę do godności opłatkowej grafiki, sztuki nie spotykanej nigdzie indziej na świecie.

Ale nie samym chlebem człowiek żyje jak mawiali starożytni Polacy. Szczególnie polska szlachta, a jeszcze bardziej arystokracja, nie bardzo przestrzegała zwyczaju by wieczerza wigilijna była postna. Łukasz Gołębiowski tak pisał: ‚Umiejętność kucharska przyswoiła do ryby i bobry, robiąc z nich i na post kiełbaski, potrawki, plusk czyli ogon jego nade wszystko ceniąc”. Panowie bracia tłumaczyli sobie to odstąpienie od postu tym, że ogon bobra, który cały czas jest w wodzie, niczym się od ryby nie różni. Tylko lud podtrzymywał wielowiekową słowiańską tradycję postnej wieczerzy, która przyrządzano ze wszystkich płodów ziemi. Nasza dzisiejsza Wigilia jest syntezą polskich, ludowych i szlacheckich, zwyczajów, ale to właśnie lud, który z reguły nie podróżował zdołał przechować wiele swojskich tradycji do naszych czasów. Ryby stanowiły podstawę szlacheckiej wieczerzy wigilijnej. Według zwyczaju na szlacheckim stole bywało 7 do 9 potraw, na arystokratycznym 11-13 potraw, podczas gdy na chłopskim 1-5. Różnica u bene nati była jednak taka, że oprócz nieparzystej liczby potraw przygotowywano dodatkowo 12 dań rybnych przyrządzonych na różne sposoby. Z książki Elżbiety Jaraczewskiej “Wigilia w polskim dworze” możemy się dowiedzieć co mniej więcej jadał przeciętny szlachcic:

A zasiadłszy do stołu godzina zmierzchową
Jadą polewkę migdałową
na drugie zaś danie,
szedł szczupak w szafranie.
Dalej okoń, pączki tłusto,
Węgorz i liny z kapustą.
Karp sadzony z rodzynkami.
Na koniec do chracnu grzyby
I różne smażone ryby.

Nie zapominano też o piciu. Rybne i tłuste dania mięsne, które były bardzo wysoko kaloryczne i bogato przyprawione, nie mogły się obyć bez wina czy piwa. W czasach przedrozbiorowych polska szlachta spędzała Boże Narodzenie na wesoło. Znajdowało to religijne uzasadnienie – narodziny dziecięcia o imieniu Jezus, jest przecież z natury okolicznością radosną. O dochowywaniu postu nie mogło być mowy: jedzono, pito i bawiono się całą noc. Ideał takiej Wigilii zdawał się daleko odbiegać od tego opiewanego w późniejszej niemieckiej kolędzie Stille Nacht, która zresztą została przetłumaczona na wiele języków, w tym na polski. To nie była noc cicha, lecz huczna. Długo wierzono też, że gwar odpędza złe duchy. W czasie uczty żartowano na każdy możliwy temat: „jeśliś chudzina, pij piwo, niechaj wina”, „napój pragnącego, nakarm łaknącego”. Olbrzymia ilość mięsa, którą spożywano tej nocy wymagała napoju, a to po to by te niezliczone pardwy, kuropatwy, cietrzewie, czarne gęsi, dzikie świnie i sarny mogły w czymś „popływać”.

Wigilia - Bronisława Rychter-Janowska
Wigilia – Bronisława Rychter-Janowska

Nigdy nie zabrakło barszczu i kapusty, bo „gdzie barszcz, kapusta, tam chata niepusta”. Oprócz barszczu z uszkami, kulebiaków z kapustą i zupy grzybowej, rozsmakowywano się w rosołach, zawiesistych sosach, flakach i bigosach. Dla wielu Sarmatów brak bigosu jest niemal do dziś równoznaczny z utratą Ojczyzny. Zachwalał bigos w Panu Tadeuszu sam A. Mickiewicz: „w słowach wydać trudno – bigosu smak przedziwny, kolor i woń cudną”.

Lista potraw tu podana jest tylko namiastką, bo jadano dużo jeszcze więcej i lepiej. Wigilie zamykały suszone owoce, mak z bakaliami, i kompot z suszonych owoców, najchętniej ze śliwek. Nie wielu uczestników uczty wigilijnej dotrwało do pasterki, ale zwyczaj był taki, by przynajmniej jeden przedstawiciel rodziny pojawił się w kościele.

Choinka nie pochodzi z Niemiec, jak do dziś myśli wielu Polaków, gdyż zwyczaj dekorowania zielonego drzewka i wieszania go u pułapu był w Polsce znany od bardzo dawna. Niemiecka innowacja polegała na zastosowaniu stojaka-krzyżaka, który się przyjął także w Polsce. Ale, nie zapominajmy o naszej podlaźniczce; jedną podlaźniczkę zawsze wieszano nad drzwiami sieni od zewnątrz, drugą wewnątrz. Nie zapominano nawet o oborze, gdzie również wieszano choinkę wierzchołkiem do dołu. Pozostałe podłaźniczki były bez wierzchołka. Najokazalszą wieszano u pułapu salonu, gdzie miano spożywać wieczerzę wigilijną. Zanim pojawiły się bombki, dekorowano choinki głównie orzechami, jabłkami i ciastkami domowego wypieku. Polska choinka-podlaźniczka była znana również jako jutka (rzeszowszczyzna), jegijka (Mazury), sad (Małopolska i Kraków i wiecha (jaroslawskie, lubelskie, sandomierskie).

***

Długo by można gawędzić o sarmackiej Wigilii; jednakże trzeba samemu zasiąść do stołu… Aha, zaraz… zapomniałem o prezentach. W Roku Pańskim 1637 pan Marszalek Kazanowski tak oto obdarował swoich dworzan:

…Panu koniuszemu koń siwo-jabłkowity z rzędem srebrnym i kutaskami jedwabnymi; panu sekretarzowi Jasińskiemu – kiereja (suknia wierzchnia turecka futrem podbita) altembasowa z rysiami i klamrą srebrną; panu sekretarzowi Kulszyckiemu -kiereja z popielicami; panu inspektorowi pacholików – pas z zapinką i kanakiem (naszyjnikiem); panu inspektorowi domu – żupan adamaszkowy item (także) kołpak soboli; panu piwnicznemu – czapka z sobolami, każdemu z pacholików nowy żupan według nowego kroju… Ksiądz kapelan weźmie z moich antyków co mu się upodoba, a kaznodzieja pierścień z wizerunkiem Pana miłościwego; gwardian zaś bernardyński, nasz spowiednik, asygnacje na 20 wozów zboża. Szpitalowi na Mostowej ulicy daję asygnację na tyleż wozów, szpitalowi sw. Ducha na wozów 10. Moi przyboczni wezmą po 20 złotych, a kto został pominion niech śmiało przyjdzie do mnie, przypomni, a będzie obdarzon… (Gołębiowski, Domy i dwory).

Itd., itd., bez końca… Dobre stare czasy. Czy kiedyś wrócą?

Wigilia - Rybkowski
Wigilia – Rybkowski

dr Zygmunt Jasłowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *