Współczesny portret trumienny

Pamięci mego Ojca, Józefa Mencel

Dnia 3 XI 2013 roku odbył się pogrzeb Tadeusza Mazowieckiego, pierwszego premiera III RP. Ponieważ jest on uważany za jednego z Ojców Założycieli[1] Polski Takiej Jaka Jest[2], to aktualnie rządzący, którzy są beneficjentami obecnego modelu państwa i uważają go za najlepszy z możliwych, wydali rozporządzenie nakładające ceremonii pogrzebowej status państwowy. Chcę zatrzymać się przy jednym elemencie tego pogrzebu, przy zdjęciu Zmarłego stojącym przy trumnie, zarówno w kaplicy Pałacu Prezydenckiego, gdzie była ona wystawiona dzień wcześniej, jak i w Bazylice Archikatedralnej św. Jana Chrzciciela w Warszawie, podczas żałobnej mszy w dniu pochówku. Była to dość spora, prostokątna, czarno-biała fotografia obwiedziona czarnym passe-partout i oprawiona takąż ramą. Pod zdjęciem znajdowało się prostokątne białe pole, na którym umieszczono imię i nazwisko Zmarłego oraz daty narodzin i zgonu zredukowane do lat, a dodatkowo prawy dolny narożnik passe-partout przepasany był czarnym kirem w formie wstążki. Całość została umocowana na rozstawionej sztaludze. Z tego wizerunku Zmarły, ubrany w garnitur, spogląda w kierunku patrzącego; jego twarz jest zmęczona, a samo zdjęcie nosi cechy fotografii legitymacyjnej. Sztaluga ustawiona była przed trumną, parę metrów w bok od niej (Pałac) oraz za trumną, kilka metrów z boku, znacznie dalej niż w dniu poprzednim (Bazylika).

Fot.  EAST NEWS
Fot. EAST NEWS

Spójrzmy także na inne współczesne pochówki. Wybrałem ich kilkanaście, odbyły się one pomiędzy sierpniem 2004 r., a listopadem 2013 r., prawie wszystkie były ostatnią drogą osób zajmujących za życia wysokie stanowiska lub znaczną pozycję społeczną, ale różniących się światopoglądem, w tym przekonaniami politycznymi oraz stosunkiem do religii. Dzięki takim kryteriom można założyć, że w pewnym stopniu są reprezentatywne dla współczesnych osób publicznych. Część z nich miała charakter państwowy (np.: Czesława Miłosza, Bronisława Geremka, Lecha Kaczyńskiego, Tadeusza Mazowieckiego[3]), część uroczystą oprawę kościelną (np.: Lecha Kaczyńskiego, kardynała Józefa Glempa, kardynała Stanisława Nagy’ego), a jedynie dwa były świeckie (Mieczysława Rakowskiego, Wisławy Szymborskiej). Oprócz tych wymienionych analizowałem dodatkowo pogrzeby Andrzeja Leppera, Michała Sumińskiego, Józefa Szaniawskiego, ks. Henryka Samula i Sławomira Mrożka. Pogrzeby różniły się między sobą, często znacznie. Jedne uroczystości były urządzane z pompą, a inne w miarę skromnie. W wielu przypadkach odbywały się przez kilka dni, a sam pochówek poprzedzono wystawieniem trumny, przewiezieniem jej w inne miejsce, mszą żałobną połączoną z czuwaniem przy zmarłym, wartą honorową, mszą pogrzebową, procesją, przemarszem, mowami, wystąpieniami etc., a wśród elementów ceremonii były m.in.: wystawienie księgi kondolencyjnej, śpiewy, muzyka, występy aktorów, salwy honorowe, sygnały, apele czy składanie kondolencji. Trumna lub urna stała na ozdobnym lub prostym katafalku, a czasem wręcz na ławeczkach, przewożono ją karawanami – zarówno specjalnymi samochodami, jak też pojazdami zaprzężonymi w konie, w wyjątkowym przypadku – na lawecie ciągniętej przez pojazd wojskowy, przenoszona była przez osoby cywilne lub wojskowe. Przykryta była kirem, flagą państwową, a przypadku prezydenta – proporcem Prezydenta RP. Wystawione były przy niej odznaczenia i atrybuty zmarłego (kielich, ewangelia, mitra) oraz tablice inskrypcyjne z imieniem, nazwiskiem i pełnionymi stanowiskami i godnościami. Część zwyczajów i rytuałów związanych z pogrzebem jest stała, od dawna niezmienna, dotyczy to zwłaszcza tych związanych z czynnościami religijnymi, a część jest w fazie krystalizowania się, stąd spore różnice w niektórych elementach, w tym także wystawiania wizerunku zmarłego. Warto zatem spojrzeć wstecz i porównać tę sytuację z czasami historycznymi.

Dla Sarmaty żyjącego w wieku XVII lub XVIII pogrzeb miał tak doniosłe znaczenie, że przygotowywał się do niego już za życia i to wtedy, gdy był w pełni zdrów i nic mu nie dolegało. Rozbudowana pompa funebris pod względem wystawności była niewiele podobna do dzisiejszych pochówków. Bernard O’Connor, pochodzący z Irlandii osobisty lekarz JKM Jana III Sobieskiego, po kilkumiesięcznym pobycie w Polsce opublikował w roku 1698 Historię Polski, a w niej napisał m.in.: „W pogrzebach Polaków tyle jest okazałości i pompy, iż prędzej wziąłbyś je za tryumfy, niż za pochowanie umarłych”[4]. Ceremonia ta była wydarzeniem religijno-społecznym, a jej forma iście teatralna (theatrum funebris), ze szczegółowo rozpisanym scenariuszem. Znajdowały się w nim egzekwie domowe, przemarsze, msze żałobne (w ilościach sięgających czasem kilkunastu tysięcy[5]), wysyłka zaproszeń dla gości i duchownych, zamówienie jednolitych szat dla żałobników, zamówienie panegiryków, budowa bram triumfalnych, dekoracja kościoła, w tym jego rzęsiste oświetlenie świecami oraz budowa castrum doloris – zamku boleści, architektonicznie rozbudowanego katafalku z rzeźbami, symbolami i napisami, a oprócz tego wygłaszanie mów, kazań, obecność osoby podobnej do zmarłego lub wręcz sobowtóra, przebranego w jego zbroję i odgrywającego scenę upadku z konia przed ołtarzem w kościele, łamanie kopii zmarłego, pieczęci, tarczy herbowych (ten sam rytuał do dzisiaj odbywa się w Watykanie po śmierci papieża, tam kruszone są papieski sygnet, czyli Pierścień Rybaka oraz ołowiana pieczęć), wystrzały armatnie, bicie w dzwony, pokazy rac, fajerwerków, a na końcu uczty, nawet z muzyką. Pogrzeby odbywały się dopiero po zakończeniu wszystkich czynności przygotowawczych, czas od zgonu do pochówku liczono w tygodniach, miesiącach, a nawet latach. Jan Klemens Branicki, hetman wielki koronny, kasztelan i wojewoda krakowski, właściciel kilkunastu miast i paruset wsi, na którym wygasał ród, umarł w 1771 roku, a został pochowany dopiero po sześciu latach. Wdowa po nim, Izabella z Poniatowskich, siostra JKM Stanisława Augusta, znużona oczekiwaniem na pogrzeb, poślubiła w tym czasie potajemnie Andrzeja Mokronoskiego[6]. O rozmiarach pogrzebów niech zaświadczą liczby: Marcin Matuszewicz, kasztelan brzesko-litewski chował swojego ojca przy asyście 324 księży łacińskich i 150 unickich[7], na pogrzebie Katarzyny Zamoyskiej, z domu księżniczki Ostrogskiej, która zmarła w roku 1642, było sześciu biskupów, a na zjazd w Zamościu na tę żałobną uroczystość „codziennie bito dla kuchni po 100 wołów”[8].

Niektórzy, mimo posiadanej olbrzymiej fortuny, byli przeciwni wystawności ceremonii funeralnych i żądali w testamentach, aby ich chowano skromnie, bez pompy, katafalku, a nawet bogatego stroju i trumny, co najczęściej nie było respektowane przez rodzinę. Zdarzało się, iż najbliżsi, którzy z jednej strony, czuli się zobligowani taką prośbą, a z drugiej, chcieli sprostać oczekiwaniom rodziny, znajomych i otoczenia, organizowali dwa pogrzeby, jeden skromny, a drugi z przepychem; tak postąpił JKM Jan III Sobieski, chowając swoją matkę, Zofię Teofilę z Daniłowiczów w roku 1661[9]. Mimo że różnice w wystawności ceremonii zdarzały się ogromne, co było odzwierciedleniem zarówno zamożności jak też ambicji i aspiracji rodziny, to ogólny zarys pogrzebu był jednolity, a wszelakie zwyczaje i rytuały jasno określone.

Jednym z takich powtarzalnych elementów, stosowanych na terenie całej Rzeczypospolitej, a nieznanych poza nią, był portret trumienny. Przytwierdzano go do czoła trumny do czasu pochówku, a potem zdejmowano i zawieszano w kaplicy bądź w kościele, nie dziwi zatem jego nietypowy kształt, sześcio- lub ośmioboczny, zazwyczaj o bokach prostych, choć zdarzały się także kształty konwi, odzwierciedlał on bowiem wygląd szczytu trumny. Podobiznę zmarłego malowano najczęściej farbami olejnymi na blasze cynowej, miedzianej, żelaznej lub srebrnej, znane są także przypadki użycia desek albo płótna. Ustalił się też pewien kanon w przedstawianiu postaci, dotyczy on ok. 80% zachowanych wizerunków[10]. Portrety trumienne pokazują zmarłych jako osoby żywe, zazwyczaj realistycznie, z jego indywidualnymi cechami, także tymi szpecącymi twarz. Nieboszczyka przedstawiano hieratycznie, frontalnie, jego twarz była nieruchoma, a szeroko otwarte oczy patrzyły na widza, często nawet „wodziły” za nim. Mężczyźni mieli odkryte głowy, dzięki czemu możemy dziś oglądać cały przekrój sarmackiej i – w mniejszym stopniu – europejskiej mody fryzjerskiej, na ich sztywnych ramionach widoczny był strój, zazwyczaj staropolski, choć popularne były też półzbroje i płaszcze zarzucone na ramię, protestanci częściej pokazywani byli w stroju cudzoziemskim, zaś osoby duchowne w ubiorze stosownym do swojej godności. Strój uzupełniały elementy jubilerskie – wielkie guzy ze złota i drogich kamieni, zapony, a do tego posiadane ordery oraz futra gronostajowe lub lamparcie używane jako podbicie płaszcza, jako kołnierz albo tylko zarzucone. Kobiety miały najczęściej przykryte głowy, a starsze matrony, które ubrane były zazwyczaj surowo w poważne stroje w tonacji czarno-białej, podróżną futrzaną czapką. Pod koniec XVII wieku młodsze kobiety ukazywano w modnych „światowych” sukniach, często bardzo dekoracyjnych, a ich odkryte ramiona przesłonięte były tylko delikatną koronką. Oprócz tego widoczna była biżuteria w formie grubego złotego łańcucha wysadzanego kamieniami, zapony w kształcie kokardy i – najczęściej – sznura pereł, który miał znaczenie symboliczne. Te pozostałe 20%, o których wspomniałem wyróżnia, np. inny niż frontalny sposób upozowania zmarłego, skierowanie jego wzroku w inne miejsce niż na widza, przesunięcie osi kompozycyjnej, pokazanie zmarłego ze złożonymi rękoma lub całej jego postaci w postawie adoranta. Ważną i zauważalną cechą przedstawianych osób jest bijąca od nich duma i godność wynikająca z wiary w dobrze przeżyte własne życie, a w związku z tym brak lęku przed śmiercią i spotkaniem ze Stwórcą. Zmarły był na granicy świata widzialnego i wiecznego, pozagrobowego, jego nieruchoma poza była jakby wyczekiwaniem na boski wyrok. O rozterkach jego i jego rodziny oraz o niepewności tego wyroku mówiły w większym stopniu tablice epitafijne, które znajdowały się po przeciwnej stronie trumny, na drugim jej czole.

Istniały też inne rodzaje portretów funeralnych, a były to podobizny wotywne malowane na chorągwiach żałobnych przedstawiające zmarłego jako adorującego Chrystusa lub Matkę Bożą, egzekwialne, używane podczas nabożeństw żałobnych oraz epitafijne, przeznaczone do umieszczenia w epitafium. Z biegiem czasu wszystkie wizerunki (za wyjątkiem tych na chorągwiach) przeszły ciekawą ewolucję upodabniając się kształtem i sposobem przedstawiania zmarłego do portretów trumiennych, co powoduje, iż dzisiaj trudno jednoznacznie osądzić o pierwotnym przeznaczeniu niektórych zachowanych podobizn. Stosowanie portretów trumiennych obejmowało całą Rzeczpospolitą, dotyczyło szlachty, mieszczan i duchownych, katolików, prawosławnych, unitów i protestantów, w tym także tak radykalnych jak bracia czescy. Na początku XIX wieku obyczaj ten jednak wygasł, choć niewykluczone, że jednak był sporadycznie kontynuowany. Znam taki przypadek z końca XX stulecia; klasyczny sześcioboczny, kolorowy portret trumienny był na pogrzebie Jerzego Waldorffa-Preyssa, znanego powszechnie krytyka muzycznego, hipnotycznego gawędziarza, lwa salonowego i medialnego, ziemianina z pochodzenia. Pochówek odbył się 5 stycznia 2000 roku; wizerunek zawieszono poniżej czoła trumny i ozdobiono dodatkowo jedwabnym pasem kontuszowym. Nawiązując do tradycji, Jerzy Waldorff planował swój pogrzeb, czasem opowiadając o tym z ironią, cytując napisany przez siebie żartobliwy wiersz epitafijny:

Tu leży Waldorff Jerzy,

Który miał rząd w miniposzanowaniu,

Leż draniu![11]

Ponieważ żyjemy w czasach kultury wizualnej, to w naturalny sposób portret funeralny przeżywa swój renesans; na razie dotyczy to głównie ceremonii pogrzebowych osób publicznych – polityków, dostojników kościoła, artystów, naukowców. Pojawia się on zwłaszcza podczas uroczystości państwowych, albo co najmniej takich, które wychodzą poza krąg rodziny i znajomych. To, że nie jest to jeszcze zwyczaj powszechny, to dobry czas, aby się nad nim zastanowić i – odwołując się do naszej tradycji, bogatego parusetletniego doświadczenia, pozbawić spontanicznego chaosu, który można obecnie zaobserwować, a jednocześnie przywrócić mu pierwotny sens.

Trumna z ciałem Lecha Kaczyńskiego w kaplicy Pałacu Prezydenckiego w Warszawie
Trumna z ciałem Lecha Kaczyńskiego w kaplicy Pałacu Prezydenckiego w Warszawie

Wrócę tu do analizowanych przeze mnie pogrzebów współczesnych. Portrety zmarłych (jeszcze nie trumienne) używane były prawie na wszystkich, choć na różnych jego etapach, czasem tylko przy wystawieniu zwłok, czasem jedynie podczas żałobnej mszy, a czasem tu i tu, dodatkowo podczas przewozów trumny, pochodów, przemarszów i na cmentarzu. Wszystkie one były prostokątnymi fotografiami, niektóre przewiązane kirem, większość czarno-biała; kolorowe pojawiły się przy pochówkach Andrzeja Leppera, Michała Sumińskiego, gdzie były aż trzy i kardynała Stanisława Nagy’ego. Stały w różnych miejscach: na trumnie (sporadycznie), przed nią, ale najczęściej gdzieś z boku. Zmarli byli przedstawiani w dość przypadkowy sposób, mam wrażenie, że wykorzystywano po prostu jakieś stare fotografie, część miała charakter zdjęć legitymacyjnych, część reporterskich, jedno artystyczne (Mrożek); nie niosły one żadnego przesłania prócz przypomnienia wyglądu nieboszczyka.

Poprzez wystawianie zdjęć czarno-białych, a nawet dodatkowo przewiązanych kirem, czerń jest nadużywana, nie usprawiedliwia tego jej symbolika – śmierci, strachu, zniszczenia, nicości i pokuty[12]. Oczywiście kolor szary obecny na tych zdjęciach, też ma uzasadnienie – mówi o zmartwychwstaniu, wspomnieniu i żałobie[13]. Śmierć i pogrzeb to jednak nie tylko rozpacz, żal, ból, to także nadzieja na życie wieczne, na spotkanie się z Bogiem; przecież większość analizowanych przeze mnie pogrzebów miała charakter religijny!

„Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?”[14]

Jednak to nie wszystko, śmierć i ostatnie pożegnanie wiążą się z nadzieją na wieczną pamięć i szacunek za dobrze przeżyte życie, za zasługi dla innych i dla kraju; z tym zgodzą się także ateiści. Podczas pogrzebu przypomina się te zasługi, mówią o tym klepsydry (zawiadomienia) umieszczone w gazetach, internecie i rozklejone w miejscach publicznych oraz kazania i mowy pogrzebowe.

Nadużywanie symboliki czarno-białej prowadzi do absurdu. Telewizje prześcigają się w prezentacji zdjęć i filmów, którym z okazji czyjejś śmierci odjęto kolory, a nadto bywa, iż obrazy pokazywane są w sposób zwolniony; towarzyszy temu żałobna muzyka. Gdy jedna ze stacji pokazała 11 listopada 2013 roku krótki film z aktorem Januszem Zakrzeńskim, który zginął w katastrofie smoleńskiej, w roli marszałka Piłsudskiego, to wyświetliła go jako czarno-biały, a przecież minęły już trzy lata i siedem miesięcy od śmierci aktora. Idąc tym tropem, należałoby wszystkie filmy z lat 60., 70, a może nawet większość późniejszych, prezentować jedynie w czerni, nie ma bowiem szans, aby żyli dziś wszyscy odtwórcy ról. Jestem zwolennikiem pokazywania zmarłych w kolorze, także w czasie pogrzebu. Poprzez szacunek dla nich, dla ich dokonań, dla ich życia, także dlatego, że śmierć jest szansą na życie wieczne. Podobnie nie znajduję uzasadnienia dla przewiązywania zdjęć kirem; to nie zmarły jest w żałobie, tylko ci, którzy go żegnają.

Trzeba moim zdaniem uporządkować symbolikę współczesnego portretu trumiennego, jego wyglądu oraz formy, a także miejsca, w którym powinien być prezentowany. Wyobrażam go sobie jako przymocowany do trumny lub ustawiony bezpośrednio przed jej czołem kolorowy obraz olejny bądź fotografię, zaś jego kształt nawiązywać winien wprost do wizerunków historycznych, czyli mieć sześć lub osiem boków. Ukazana na nim twarz zmarłego powinna nieść to przesłanie, o którym mówiłem wcześniej, pogody, dumy, nadziei, a przekazywałyby to między innymi jego oczy wpatrzone w widza. Umieszczenie portretu przy trumnie spowoduje, że widzowie – uczestnicy pogrzebu spoglądać będą jednocześnie na żyjącego na portrecie zmarłego i na jego ziemskie truchło. Czyż to nie będzie piękny pogrzeb? Memento mori.

Henryk Mencel
projektant wnętrz w stylu polskim, właściciel firmy „Zamieszkać w dworku”
(www.zamieszkacwdworku.pl)


 

[1] PAP, Szef KE o Mazowieckim: ojciec-założyciel nowej Polski i zjednoczonej Europy, cyt. za: www.gazeta.pl, 28.10.2013, dostęp: 28.11.2013.

[2] Np. Wanda Nowicka: „Myślę, że dopiero teraz, niestety po śmierci, wszyscy uzmysłowimy sobie fakt, jak wielka to była postać, jak ogromną rolę odegrała w stworzeniu takiego państwa jakie dzisiaj mamy”, patrz: Wanda Nowicka o Tadeuszu Mazowieckim, wideo, autor: ER, SW, 28.10.2013, na: www.fakt.pl, dostęp: 28.11.2013.

[3] Wymieniam w kolejności pogrzebów.

[4] Cyt. za: J. Dziubkowa, Stoj pogrzebiencze, a pod glancem teÿ blachy upatruj prześwietne popioły, w: eadem, Vanitas. Portret trumienny na tle sarmackich obyczajów pogrzebowych, Muzeum Narodowe w Poznaniu, Poznań 1996, s. 15.

[5] J. A. Chrościcki, Pompa funebris. Z dziejów kultury staropolskiej, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1974, s. 45.

[6] J. Dziubkowa, op. cit., s. 15.

[7] W. Łoziński, Życie polskie w dawnych wiekach, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2006, s. 202.

[8] Ibidem.

[9] J. A. Chrościcki, op. cit., s. 63.

[10] J. Dziubkowa, op. cit., s. 18.

[11] M. Bielacki, Słowo o Waldorffie, „Tygiel Kultury” 2000, nr 10, na: www.tygielkultury.eu, dostęp: 28.11.2013.

[12] W. Kopaliński, Słownik symboli, Oficyna Wydawnicza Rytm, Warszawa, b.r., s. 48.

[13] Ibidem, s. 411-412.

[14] J, 11,25; w: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych [Biblia Tysiąclecia], opr. zespół biblistów polskich, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1980, s. 1230.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *