Z ojca miecza, z matki sakiewki… Szczenięce lata. Wydanie II i III.

W drugiej części opowieści o moich wszystkich wydaniach „Szczenięcych lat” skupimy się na dokończeniu historii książki w okresie przedwojennym. O idei tegoż cyklu opowiedziałem Wam ostatnio, w pierwszej części mojego tekstu. Tamże opowiedziałem Wam również kilka słów o samej książce i tam odsyłam tych, którzy nie zdążyli się z tekstem zapoznać. Pozostałych czytelników już bez przedłużania zapraszam na dalszą część podróży po mojej skromnej, domowej bibliotece.

Wydanie II

Rok: 1935

Towarzystwo Wydawnicze „Rój”

Oprawa introligatorska

Ze względu na duże zainteresowanie tytułem drugie wydanie książki pojawiło się na rynku bardzo szybko, bo już w kolejnym roku kalendarzowym. Było w tym samym formacie co pierwsze (17×11,3cm), a mój egzemplarz (widoczny na zdjęciu) również posiada późniejszą oprawę introligatorską. Dla współczesnego czytelnika będzie to najciekawsze z trzech przedwojennych wydań książki, a wszystko to za sprawą przedmowy Autora, która znalazła się przed tekstem właściwym. Esej Melchiora Wańkowicza zatytułowany Z ojca miecza, z matki sakiewki… sam w sobie mający duże walory literackie przeszedł do historii praktycznie jako oddzielne dzieło i był później wielokrotnie wspominany samoistnie. Posłuchajcie…

Ekslibris Stanisława Ostoi Chrostowskiego na temat „Z ojca miecza, z matki sakiewki” – zdobiący księgozbiór Melchiora Wańkowicza.
Ekslibris autorstwa Stanisława Ostoi Chrostowskiego na temat „Z ojca miecza, z matki sakiewki” – zdobiący księgozbiór Melchiora Wańkowicza.

(…) Przedmowę do drugiego wydania „Szczenięcych lat” poświęcam tym licznym moim i w większości nieznanym mi korespondentom, którzy pisali do mnie listy z powodu odcinków „Słowa”, gdzie najpierw ukazywały się „Szczenięce lata”, a potem z powodu ich książkowego wydania.

Zabawna rzecz: pomiędzy odcinkami owemi, a ukazaniem się książki upłynęło zaledwie kilka miesięcy, a przecież, podczas kiedy z powodu odcinków otrzymałem z Kresów czterdzieści siedem listów miłych, ciepłych, serdecznych, niejednokrotnie pełnych zachwytu i entuzjazmu (co przypisują tematowi), to z chwilą ukazania się książki aura się odmieniła, pisano do mnie wstrzemięźliwiej, a pewna moja ciotka, która już dawniej wystąpiła ze Związku Rodu Wańkowiczów z racji znajdowania się w nim mojej szokującej ją osoby, poczęła ze wszystkich powiatów otrzymywać listy kondolencyjne.

Na przestrzeni tych kilku miesięcy zaszedł niejako ten sam skrócony proces, co – mutatis mutandis – w stosunku opinji do twórczości Fredry, Blizińskiego, Bałuckiego i innych szlacheckich i szlagońskich komedjopisarzy. Pokolenia oglądały młodych matołów, głupkowate gąski i starszych panów obżartuchów, pieniaczy, krętaczy, chciwców i głupców i darzyły cały ten świat wielką sympatją. Aż wreszcie dzisiaj – Boy Żeleński nawet „Pana Tadeusza” nazwał historią złodziejską. (…)

Pozwoliłem zacytować sobie w całości początkowy fragment przedmowy, aby choć w cząstce oddać Wam ducha sporu, który się wtedy rodził. Ciężko powiedzieć, co przeważyło szalę takiego odbioru książki w społeczeństwie, ale jednym z powodów było zapewne wydanie w tym samym czasie „Opierzonej Rewolucji” – wańkowiczowskiego reportażu z wizyty w Rosji Sowieckiej. Janina Ryngmanowa pisała w tamtym czasie w „Drodze”, że rozważania w niej zawarte urastały do rangi „problemu” w momencie, kiedy czytelnik uświadamiał sobie na podstawie lektury „Szczenięcych lat”, kim jest ich autor. – Człowiek, któremu rewolucja bolszewicka odbiera ojcowiznę, a który potrafi się zdobyć w stosunku do Sowietów na takie zrozumienie faktów i ludzi (…) budzi zarówno szacunek, jak i głębsze refleksje na temat roli i znaczenia dziejowego intelektualistów w ogóle, a literatów w szczególności… – pisała tamże. Co zatem zapisał Melchior Wańkowicz w „Opierzonej Rewolucji”, że wywoła taki szok? Pytanie póki co pozostawię bez odpowiedzi, a wrócę do niego w przyszłości przy okazji omawiania wydania książki z 1974 roku. Wróćmy jednak do naszego tytułowego miecza i sakiewki! Przedmowa, w której Autor postanowił odpowiedzieć oponentom na stawiane zarzuty przerodziła się w pisany barwną polszczyzną esej o przywarach (i zaletach) kresowej szlachty. Esej, w którym najbardziej jednak dostało się „koledze” Augustyniakowi oraz „obywatelowi” Sikorze, czyli dwóm krytykom dzieła Wańkowicza, którzy po otrzymanej w rzeczonej przedmowie odpowiedzi najprawdopodobniej zmienili nazwiska, adresy zamieszkania i zaniechali wszelkich krytyk na wieki wieków.

Jeszcze kilka słów o moim egzemplarzu. Darzę go z wszystkich moich wydań największą sympatią, ponieważ to z jego kart po raz pierwszy poznałem „Szczenięce lata”. Zakupiony w jakimś antykwariacie, musiał należeć wcześniej do pani inżynier, która okrasiła tekst wieloma zjawiskowymi dopiskami oraz jednym… rysunkiem! Dzięki temu już ze strony tytułowej dowiedziałem się, że poprzednia właścicielka nabyła tę książkę… z wyprzedaży. Najpewniej było to już po wojnie, ponieważ w rozpisce książek Autora pani Nina dopisała „Ziele na kraterze”, które Wańkowicz napisał dopiero w tym okresie. Dopiski czasem polemizowały z Autorem książki, czasem objaśniały co tenże miał na myśli, a raz nawet… poddały mistrza Melchiora obyczajowej cenzurze! Wyrwane z kontekstu słowo ruchał, bo przecież nie to autor miał na myśli co każdy z nas z zawstydzeniem ujrzał teraz przed oczami, poprzednia właścicielka zastąpiła delikatniejszym i subtelniejszym ruszał. I tak o to dowiedziałem się, że w Kowieńszczyźnie Autor żył więcej po domowemu, ponieważ od krzyżackich czasów nikt ich nie RUSZAŁ. Mamy więc naoczny dowód, że książka musiała wzbudzać kontrowersje… i to nawet po wojnie! Nie ruszajmy więc i my już więcej tego delikatnego tematu i przenieśmy się myślami do kolejnego, trzeciego już wydania!

Wydanie III

Rok: 1938

Towarzystwo Wydawnicze „Rój”

Oprawa pierwotna – okładka jednolita

Z kolekcjonerskiego punktu widzenia mój najcenniejszy egzemplarz „Szczenięcych lat”. Choć posiada naddartą okładkę i blok książki praktycznie cały rozklejony to jednak jest to właśnie ta SŁYNNA okładka z epoki, na której widzimy herb Wańkowiczów! Książka odpowiednio wyeksponowana stanowi duży walor moich skromnych zbiorów. Wydana została w nieco większym rozmiarze (19x13cm), a każdy egzemplarz tego wydania był numerowany (mój sygnowany jest numerem 1188). Książka zawiera wyłącznie tekst dziełowy oraz na kilku ostatnich stronicach głosy z ówczesnej prasy tyczące się kilku książek Autora „Szczenięcych lat”. Poniżej, na zakończenie dzisiejszej części, zaprezentuję Wam jeden z nich poświęcony omawianemu tytułowi (w pisowni oryginalnej):

Nietylko w dziedzinie formy artystycznej wykazuje Wańkowicz swoją nowoczesność. Ma także pewien dystans do przedmiotu: na kartkach książki pojawia się raz po raz zlekka sceptyczny uśmiech, który tyle dodaje im wdzięku… Autor mówi o nich (psotach „szczenięcych”) z niezrównanym humorem, elegancją, wdziękiem.

…Ten pamiętnikarz jest urodzonym powieściopisarzem i to powieściopisarzem nowoczesnym, któremu nie obce są problemy analizy psychologicznej… Technika jakże nowoczesna, przypomina mi Mauriaca… Druga część „Szczenięcych lat” ma nieco odmienną technikę, ale i ona jest ciekawym eksperymentem formalnym.

Wojciech Natanson, „Czas”.

CIĄG DALSZY NASTĄPI

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *